Jak skutecznie oszczędzać pieniądze?

Jak skutecznie oszczędzać pieniądze?

My młodzi ludzie żyjemy tu i teraz. Nie zastanawiamy się co będzie za dwa lata, a co dopiero za 10 czy 30. Utarło się w naszych głowach, że choroby to problemy ludzi w podeszłym wieku. Nam się wydaje, że jesteśmy ponad to. Przecież pomiędzy nami a naszymi dziadkami jest taka przepaść. Wydawałoby się, że my nigdy nie będziemy w takim wieku. To w ogóle nie do przyjęcia. Mamy na głowie własną pracę, życie rodzinne, szkoły dzieci, imprezy, spotkania ze znajomymi, własne ważne sprawy, ale emerytura? Czy też jakieś nieprzewidziane zdarzenia losowe? Nie no bez jaj, przecież mamy lepsze tematy i decyzje do podjęcia.

jak oszczędzać pieniądze?

Zdecyduj już teraz
Nie wszyscy chcą żyć planując każdy dzień z wyprzedzeniem. Ja sama tak nie potrafię. Spontaniczna ze mnie dusza. Potrafię w jednej chwili podjąć decyzję o wyjechaniu na weekend na drugi koniec Polski. Albo nagle stwierdzam, że w domu przydałby się remont. No może nie taki generalny, ale odświeżenie, jakaś zmiana. Mój mąż w pierwszych sekundach nieco blednie jak słyszy najnowsze wieści, ale sam nie jest lepszy. Spontaniczne zakupy to jego ulubiona działka. Zdarzają się także nagłe wypady ze znajomymi, zepsuta lodówka albo zakup trzeciej pary butów w jednym miesiącu. A gdzieś z tyłu głowy zawsze są jeszcze te myśli, że przecież musimy mieć też pieniądze na czarną godzinę. Chcesz z jednej strony "mieć ciastko i zjeść ciastko". Móc skorzystać ze swoich oszczędności w każdej chwili, ale jednocześnie nie chcesz się doszczętnie spłukać. To normalne, to chyba marzenie większości ludzi. Ale pamiętaj, że nie jest to nierealne. Po prostu poznaj swoje możliwości i wybierz najlepszy sposób. Będziesz, co prawda lżejszy o pewną ustaloną sumę pieniędzy co miesiąc, ale ile to będzie niosło za sobą korzyści! Ja podjęłam już pewne decyzje. Moje życie w moich rękach. I głowa spokojniejsza :)

Ustal możliwości
Cały czas mam świadomość, że nie mam możliwości przewidzenia przykrych sytuacji, które mogą spotkać mnie i moją rodzinę. Chciałabym, by podobne zdarzenia szczęśliwie nas omijały, ale wiem, że nie na wszystko mamy wpływ. Chcę jednak jak najlepiej zabezpieczyć swoją rodzinę na przyszłość. Ty też? Są pewne kroki, które możesz podjąć, by mieć świadomość, że w każdej sytuacji posiadasz jakąś deskę ratunkową.

To m.in.:
- ubezpieczenie prywatne
- ubezpieczenie domu
- inwestowanie
- oszczędzanie

Przy dwóch ostatnich punktach chciałabym się zatrzymać. Jak pewnie wiesz, istnieje co najmniej kilka sposobów oszczędzania i inwestowania własnych środków. Możesz odkładać pieniądze we własnym domu. Do skarpety, tudzież słoika. I ku ogromnemu zdziwieniu nawet po kilku miesiącach oszczędzania uzbierać całkiem fajną i konkretną sumę. Jednak ma to niestety dwie negatywne konsekwencje. Po pierwsze w perspektywie wieloletniej, wcale ta suma nie wydaje się już tak duża i kolorowa, zwłaszcza w obliczu wydatków, które mogą Cię spotkać. A po drugie, zanim uda Ci się uzbierać nawet jakąś jedną określoną sumę, pieniądze zdążą się rozejść. A to jedne nieplanowane zakupy, drugie. U mnie w domu to się zupełnie nie sprawdza. Ten słoik jest zbyt dostępny, by go regularnie zapełniać :) 
Kolejna opcja to np. konta oszczędnościowe. W każdym banku masz nieco inne warunki. Delikatnie różniące się oprocentowanie. Do pewnego czasu myślałam, że to fajna opcja, ale w zasadzie to nic innego jak takie domowe oszczędzanie. Z tą różnicą, że pieniądze odkładasz wirtualnie. Nie masz ich fizycznie w domu. Ale na samym oszczędzaniu zyskasz tyle co nic.
Są jeszcze lokaty, wiem, że dużo osób z nich korzysta. Choć moja wiedza jest w tym temacie mocno ograniczona, to mimo to nie jestem ich zwolennikiem. Nie planuję korzystać z tej możliwości. 
Jeszcze jedna opcja to szeroki wachlarz oferowanych przez nasz rynek indywidualnych kont emerytalnych (IKE) i indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). Wpłacasz  określoną sumę pieniędzy, kiedy chcesz. Możesz jedynie raz w roku - żaden problem, to Twoja decyzja. Jesteś w stanie co miesiąc? Świetnie, po jakimś czasie uzbiera się całkiem fajna suma pieniędzy. Nie stresujesz się niepotrzebnie. Możesz wybrać najlepszy dla Ciebie z dostępnych wariantów. To Ty masz być zadowolony. Możesz założyć jedno z kont lub oba na raz. Nie masz czasu - załóż sam w domu, przez Internet. Masz pytania, wątpliwości - udaj się do doradcy. Dowiedz się jak możesz zaoszczędzić! To chyba lepsze rozwiązanie niż czekać na cud i wygraną w lotto? :)

Żyj bez strachu
Wiem, jakie jest życie, gdy nie masz tak naprawdę ani złotówki. Gdy liczysz każdy grosz i modlisz się, by żadna przykra niespodzianka nie zaskoczyła Cię do końca miesiąca, bo po prostu nie podołasz. Gdy patrzysz lub słuchasz z zazdrością gdzie bywają ludzie, których znasz. Jedne wakacje, drugie. Manicure, fryzjer, kolejna nowa torebka. A Twoja frustracja rośnie. No bo, dlaczego Ty nie możesz mieć tak samo? Myślałam kiedyś podobnie. Ale teraz jestem dużo mądrzejsza. I całe szczęście. Czasy są takie, choć może to wina mojego charakteru, że ile bym w ciągu miesiąca nie zarobiła pieniędzy zawsze będzie mało. Ale poznałam też najlepszy dla mnie sposób, by miesięcznie parę groszy odłożyć. Ty też powinieneś poznać swój. Chyba, że już go znasz. Zgodzisz się pewnie wtedy ze mną, że pozwala to zaoszczędzić ogrom codziennego stresu, prawda? U mnie to działa. Choć wspólnie z moim mężem wiemy, że nie istnieje żaden sposób, bym porzuciła swoje mniej lub bardziej kosztowne pomysły. Wiemy, że co jakiś czas jemu przyjdzie ochota na szybkie nieplanowane zakupy. Mamy świadomość, że skoro mamy dziecko, to wydatki będą zdarzać się już nieustannie i niezmiennie. Wiemy też, że nic nie działa wiecznie - ten telewizor i wciąż psującą się pralkę w końcu trzeba będzie wymienić. Ale mimo wszystko śpimy spokojnie, bo wiemy, że znajdziemy na to środki.
Więc jak? Oszczędzasz z nami? Jaki będzie dla Ciebie najlepszy sposób?
Jakie czasy taka perfekcyjność

Jakie czasy taka perfekcyjność

Czym jest dla Ciebie perfekcyjność? Czy ona w ogóle istnieje? Czy perfekcyjną jest ta mama, którą stać na sprzątaczkę, nianię do dziecka i zabiegi do kosmetyczki? A może to ta, która musi się nieźle nagłowić nad organizacją dnia? Codziennie poświęca czas dziecku, trudzi się by każdy dzień był atrakcyjny i niósł jakieś nowości. A od święta znajdzie czas na pójście do fryzjera i pomalowanie paznokci?

perfekcyjna mama

Perfekcyjność w pospolitym wydaniu
Nie będę tu skromna i z podniesioną głową powiem Ci, że Ja uważam się za perfekcyjną mamę. Mało tego, Tobie też to powiem: Uważam, że jesteś perfekcyjna. Jeśli kochasz swoje dziecko, jesteś z nim w tych dobrych i gorszych chwilach, pomimo trudności pokazujesz mu tą piękniejszą stronę rzeczywistości, czuwasz nad nad całą organizacją dnia - to jesteś wspaniałą i perfekcyjną mamą. 
Dla mnie perfekcyjność to nie są wypucowane kąty w mieszkaniu. Biorąc pod uwagę, że przez ostatnie trzy tygodnie pozornie upychałam wszystko gdzie się da, a podłogę jedynie zamiatałam i to w takim tempie, że aż się kurzyło :) - to raczej do perfekcyjności byłoby mi daleko! Perfekcyjność nie wiąże się dla mnie również z wygładzoną buźką prosto od kosmetyczki i każdym włosem ułożonym w idealną stronę przez ręce doświadczonego fryzjera. Mało tego, ja często podnoszę głos, denerwuję się błahostkami, jestem niecierpliwa niczym małe pięcioletnie dziecko, a niejedna włoska rodzina nie powstydziłaby się moich kłótni - tylko szkoda mi talerzy tłuc, bo dopiero niedawno kupiłam sobie piękną zastawę :) Jakim więc prawem uważam się za perfekcyjną?

Jestem tak samo perfekcyjna jak ty
Wstaję codziennie z samego rana - tak to już wyczyn!,  zwłaszcza, że zazwyczaj po zaledwie kilku godzinach snu. Mam czas na codzienne buziaki i przytulaski. Mam czas, by wspólnie ze swoją półtoraroczną córką przygotować, a następnie zjeść śniadanie. Choć ciągle mam niedosyt chwil spędzanych razem z nią, to potrzebuję niekiedy kilku oddechów. Czasem głowię się nad jakąś atrakcyjną zabawą, która da mi choć pół godziny popracować spokojnie w ciągu dnia. Nie, nie czuję się przez to gorszą matką. Jestem tylko człowiekiem, który ma swoje nerwy, uczucia, potrzeby i jakieś granice. Zdarza się, że nie ugotuję obiadu. Zdarza się także, że miejsca w koszu na pranie szukać próżno, bo zawala już pół łazienki. I być może popukasz się tu w głowę i kiwając głową z politowaniem zapytasz - "I gdzie tu perfekcyjność?" Odpowiedź jest prosta! Potrafię każdego dnia znaleźć najdrobniejszą rzecz, by móc się prawdziwie cieszyć. Taki świat chcę też pokazać mojej córce. Potrafię być wsparciem dla mojego męża kiedykolwiek tego potrzebuje - z wyjątkiem tych chwil, kiedy wściekam się na jego lenistwo i zachowuję się jak najprawdziwsza zołza :) Słucham, wspieram, radzę, nie oceniam. Pomimo tego, że "siedzę w domu" mam czas, by od kilku lat prowadzić korepetycje. Mam czas by rozwijać to, co kocham najbardziej czyli szycie, a od święta fotografowanie. I wreszcie mam czas, by czynić to miejsce, jakim jest mój blog jeszcze lepszym. Realizować projekty, które okazują się spełnieniem moich marzeń! To wszystko, co robię nie sprawia mi trudności. A wszystko dlatego, że robię to co naprawdę kocham. Nie ważne, że czas by się poświęcać tym pasjom znajduję dopiero w późnym godzinach wieczornych i nocnych. Bywam przemęczona i notorycznie narzekam, że moja doba jest zbyt krótka. Jednak jestem szczęśliwa. I choć błahe to jak nie wiem co, ale podpisuję się rękoma i nogami pod tym, że "szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko i szczęśliwy tata". Bo to się sprawdza. Nie ilość zrealizowanych obowiązków w ciągu dnia świadczy o tym, jak perfekcyjna jesteś, ale to czy robisz to, co naprawdę kochasz. Czy znajdujesz czas na realizację własnych marzeń. Czy udaje Ci się pomiędzy wszystkimi ważnymi sprawami do załatwienia, pomiędzy byciem jak najlepszą żoną i mamą, znaleźć także chwilę tylko dla siebie.

Mogłabym po tym wszystkim napisać, jak bardzo nieperfekcyjna jestem i że w pełni to akceptuję. To także byłaby prawda. Ale dlaczego my Polki mamy w naturze stawiać się ciągle w negatywnym świetle. To od razu działa tak demotywująco. Ogłaszać, "jestem nieperfekcyjna", "jestem mamą gorszego sortu", "jestem wyrodną matką" i jestem z tego dumna, i jest mi z tym dobrze? Ja tam wolę patrzeć na siebie przez przez różowe okulary, widzieć niedoskonałości i dążyć do ich poprawy, ale przede wszystkim akceptować to kim i jaka jestem. Widzieć świat w tych jasnych i pozytywnych barwach. Doceniać się, bo przecież kurcze pomimo tych kłód pod nogami i przeciwności losu, pomimo swych niedoskonałości daję sobie świetnie radę. Ty też tak możesz :)
Rodzice chrzestni - zaszczyt czy kłopoty?

Rodzice chrzestni - zaszczyt czy kłopoty?

Planowanie chrztu
Gdy emocje po porodzie już opadną, a Ty jako świeżo upieczony rodzic powolutku zaczynasz już ogarniać nową rzeczywistość, przychodzi pora na planowanie chrztu. Jedni są zwolennikami tego, że im szybciej tym lepiej, a inni czekają aż dziecko na przykład skończy rok, półtora czy też dwa lata. Każdy ma do tego prawo i planuje według swoich zasad i możliwości finansowych. Jeden punkt jest za to stały i niezmienny. Jest nim wybór odpowiednich chrzestnych. Właśnie! Wiesz czym powinieneś/powinnaś kierować się wybierając rodziców chrzestnych dla swojego dziecka?


Nie wiem czy ta Polska jakaś dziwna czy wokół mnie akurat żyją ludzie, którzy zupełnie różnie ode mnie postrzegają istotę bycia chrzestną/ym i określenie ich obowiązków. Wielu rodziców oczekuje od chrzestnych, że Ci będą dawać dziecku lepsze prezenty czy też więcej kasy. Chrzestni sami zresztą uważają, że tak właśnie wypada. Co więcej, ogromna grupa chrzestnych zgodnie twierdzi, że z niecierpliwością czeka na 18 urodziny swoich chrześniaków, by w końcu ciężar z nich spadł. Potem to już tylko w razie czego dać porządny prezent na ślub i koniec z pełnieniem tej niewdzięcznej funkcji.

Obowiązki rodziców chrzestnych
Za każdym razem jak tego słucham to aż mnie telepie ze złości. Naprawdę o to w tym wszystkim dla Ciebie chodzi? Pouśmiechać się do zdjęć na chrzcinach, przyjść co roku na urodziny i Święta Bożego Narodzenia z prezentem, odhaczyć osiemnastkę, ślub i z bani? Człowieku jeśli tak myślisz, obojętnie czy jesteś rodzicem czy też którymś z chrzestnych, to puknij się porządnie w głowę i pomyśl trochę. Wiesz w ogóle po co się wybiera takie osoby? RODZICE CHRZESTNI to nie Ci od lepszych prezentów. To nie Ci, co odwiedzają dziecko raz czy dwa razy w roku. Rodzice chrzestni to dwie bardzo istotne w życiu dziecka osoby. Osoby, które powinny towarzyszyć dziecku od momentu chrzcin przez całe życie. Osoby przy których dziecko czuje się pewnie i bezpiecznie. To Ci, do których dziecko ma zaufanie. To oni wspólnie z rodzicami biologicznymi pełnią niezwykle ważną funkcję w życiu dziecka, jaką jest opieka i wsparcie. Gdy trzeba służą dobrą radą, poklepią z pokrzepieniem po głowie, będą gratulować sukcesów i dopingować w ważnych chwilach. Chrzestni to także Ci, którzy w milczeniu przejmą w zupełności rolę rodziców, gdy tych zabraknie.


Czy można odmówić dziecku?
Według bardzo dziwnego stereotypu utarło się w tym kraju, że gdy proszą Cię o bycie chrzestną czy chrzestnym to nie możesz odmówić. Argument jest jeden - "Dziecku się nie odmawia". Sama wpadłam kiedyś w to błędne koło i poproszona o bycie chrzestną przez rodzinę, z którą nie miałam żadnego kontaktu, kompletnie zszokowana się zgodziłam. I żal mam o to do siebie każdego dnia. Bo kontaktu jak nie miałam, tak nie mam. A odnowienie go jest totalnie niemożliwe. Nie taką chrzestną powinnam być i choć nie mogę nic z tym zrobić, to wyrzuty sumienia stale rosną.
Patrząc z perspektywy czasu, widzę, że moi chrzestni też myśleli całkiem stereotypowo. Typowy chrzestny, który pamięta o urodzinach i świętach wysyłając prezenty. I chrzestna, którą widziałam w życiu kilka razy. W większości przelotem. A i tak nawet wtedy dawała radę i obiecywała złote góry. Gdy w moim życiu zabrakło rodziców (i to nie z powodu śmierci) i zostałam sama jak palec, moi chrzestni się nie zjawili. Choć było mi ciężko, nie podali pomocnej dłoni. Czy mam do nich o to żal? Nie. Ale nie chcę by to spotkało moje dziecko. Choć my mieliśmy ogromnie trudny wybór, to mamy nadzieję, że postąpiliśmy słusznie. Bo tu właśnie nie chodzi o prezenty, a o zwykłą ludzką obecność.

Postępuj zgodnie z sumieniem
Jeśli jesteś rodzicem i zastanawiasz się kogo wybrać na chrzestnych, wybierz te osoby, które będą Ci służyły pomocą w opiece, albo które będą potrafiły Cię godnie zastąpić. Takie, które będą się interesować losem Twojego dziecka, a nie dzwonić raz na pół roku pytając jaki tym razem prezent kupić.
Jeśli stoisz przed wyborem - zgodzić się na bycie chrzestnym/chrzestną czy nie? - zastanów się czy jesteś w stanie "być". To nie jest obowiązek, który mija wraz z ukończeniem pełnoletności. To jest funkcja, którą pełnić będziesz całe życie. Uwierz mi, lepiej powiedzieć NIE i dać dziecku szansę, by miało chrzestnych, którym na sercu leży jego dobro, niż takich, których będzie miało okazję oglądać jedynie na kilku starych zdjęciach!
Bezdech u dziecka - reaguj prawidłowo!

Bezdech u dziecka - reaguj prawidłowo!


W jednej chwili bawisz się i wygłupiasz z własnym dzieckiem. Widzisz jakie jest radosne. Zauważasz te drobne zmiany, które zachodzą w nim każdego dnia. Staje się coraz bardziej samodzielne. Wszystkie zmysły przygotowane na to, by każdego dnia poznawać więcej, lepiej, bardziej. Mały ciekawski podróżnik, przemierzający wielki świat na swoich małych nóżkach.
I w tej jednej chwili, gdy wszystko wydaje się tak piękne i wspaniałe, Twój świat staje kompletnie w miejscu. Trzymasz nagle małe bezbronne ciało, całkowicie pozbawione ruchu. Modlisz się do kogokolwiek by Twoje dziecko otworzyło oczy, miarowo oddychało, znowu było szczęśliwe i roześmiane. Modlisz się by to wszystko, co właśnie się dzieje okazało się jedynie przykrym snem. Jesteś tak przerażona, że wpadasz w panikę. Zastanawiasz się co do cholery robić?!

Bezdech afektywny
Powodów takiej sytuacji może być wiele. Jedna z nich to bezdech. Dzieci są uparte. Dzieci uwielbiają samodzielność. Dzieci potrafią wpadać w szał i histerię. By radzić sobie z nagłym stresem lub frustracją jedne po prostu płaczą, inne tupią nogami albo rzucają się z pięściami na podłogę, jeszcze inne krzyczą tak, że słychać je co najmniej kilkaset metrów dalej. Niektóre jednak nie mogąc sobie z tym wszystkim poradzić, w skutek narastającej złości i płaczu w jednej sekundzie wpadają w bezdech. Robią się sine na twarzy. Ciało w jednej chwili staje się bezwładne. Tracą kompletnie świadomość. Trwa to zaledwie od kilkudziesięciu sekund do kilku minut, choć w tym momencie tracisz kompletnie poczucie czasu. Po chwili wszystko wraca do normy. Dziecku wraca świadomość, otwiera oczy, staje na nogi. Jedyne czego potrzebuje to Twojego mocnego przytulenia i spokoju. Choć ono już po chwili zapomina o tym, co się stało i biegnie do swoich zabawek, W Tobie się tak gotuje, ręce i nogi drżą, że nie sposób wrócić po tym wszystkim do porządku dziennego. Zastanawiasz się czy to jednorazowa sytuacja czy też takie chwile będą się od teraz powtarzać coraz częściej.


Jak reagować?
Bezdech jak już wspomniałam wyżej występuję w momencie, gdy dziecko nie radzi sobie z nadmierną złością podczas płaczu, następuję wstrzymanie oddechu i na skutek krótkiego niedotlenienia dziecko słabnie. Można temu zapobiec. Gdy widzisz, że Twoje dziecko zaczyna mieć silny napad histerii i złości spróbuj jak najszybciej odwrócić jego uwagę. Jeśli to nie działa to możesz lekko pochlapać twarz dziecka wodą lub dmuchnąć mu lekko w twarz. Zadbaj też o dopływ świeżego powietrza. Jeśli to nie pomoże, a dziecko pomimo wszystko wpadnie w bezdech pamiętaj! - nigdy nie kładź dziecka na plecach. Trzymaj dziecko pionowo lub w pozycji bocznej. Poklep albo lekko uszczypnij je po policzkach, możesz skropić lekko wodą. To powinno pomóc. Jeśli tak się nie dzieje, minuty mijają, a dziecko nadal nie odzyskuje świadomości dzwoń po pogotowie. Wszystkie sytuacje dotyczące zdrowia i życia dziecka zawsze lepiej skonsultować z lekarzem.
Lekarze zgodnie twierdzą, że takie bezdechy dotyczą zaledwie 4-6% dzieci i mogą występować pomiędzy 6. a 18. miesiącem życia. Ustępują około 6 roku życia. Po kilkuletnich obserwacjach u żadnego z dziecka nie stwierdzono żadnych konsekwencji spowodowanych występującymi bezdechami. Można jedynie zapobiegać i czekać aż samo minie. Czasem okazuje się, że jest to dziedziczne. W niektórych przypadkach zaobserwowano taką zależność, jednak nie jest to całkowicie potwierdzone.

Bezdech i jego odmiany
Hani doskwiera łagodna odmiana bezdechu afektywnego. Bezdech dzielimy na siny i blady. Bezdech siny, dotyczący mojego dziecka, charakteryzuje się tym, że po wstrzymaniu oddechu twarz dziecka w okolicach ust zaczyna sinieć. Bezdech blady to nagła utrata przytomności i zatrzymanie oddechu. Dziecku towarzyszy również wyjątkowa bladość, zwłaszcza na twarzy. W niektórych przypadkach każdemu z dwóch rodzajów bezdechów mogą towarzyszyć również drgawki. Po takich napadach dziecko może zapaść w sen. Jeżeli trwa on do godziny, wszystko przebiega w normie. Jeśli jest inaczej, musisz jak najszybciej skonsultować się z lekarzem.
Jeszcze jedna bardzo istotna sprawa! Jeśli bezdech jest poprzedzony płaczem (histerią, szlochem) i przebiega, na któryś ze sposobów opisanych powyżej wszystko mieści się w granicach normy. Jeśli natomiast dziecko wpada w bezdech nagle, bez płaczu, jest to moment w którym powinnaś/powinieneś zgłosić się jak najszybciej do lekarza. Ten z kolei skieruje Twoje dziecko do neurologa, by zrobić komplet badań.

Rodzicu bądź konsekwentny!
Choć taka sytuacja może wywołać w Tobie przerażenie i panikę, musisz zachować zimną krew. Tylko od Ciebie zależy jak często do niej dopuścisz. Po pierwsze, nie możesz pokazać dziecku, że się stresujesz i denerwujesz, ponieważ to ma ogromny wpływ na częstotliwość i zachowanie dziecka podczas bezdechu. Im dziecko będzie starsze tym bardziej będzie zauważało to jak reagujesz w niektórych sytuacjach, a w tej bez wątpienia potrzebuje czuć się bezpiecznie. Po drugie, dziecko często wpada w szał i złość, gdy nie dostaje tego, czego chce. Weźmy na przykład sytuację, gdy Ty nie chcesz dać dziecku swojego telefonu do zabawy. Wszelkie tłumaczenia, argumenty i próby odwrócenia uwagi nie działają, dziecko zaczyna płakać. Złości się coraz bardziej i po chwili wpada w bezdech. Ty wtedy wyciągając wnioski, dajesz dziecku ten telefon, żeby już tylko sytuacja się nie powtórzyła. To jest OGROMNY BŁĄD! Konsekwencja jest chyba jednym z istotniejszych aspektów wychowania. Zmienisz decyzję pod wpływem emocji raz, drugi, kolejny. Dziecko jest naprawdę dość pojętnym i rozumnym stworzeniem, by uświadomić sobie, że prędzej czy później postawi na swoim. Przecież wystarczy, że wpadnie w histerię, a Ty w strachu pozwolisz mu na wszystko. Ja wiem, że to jest ciężka sytuacja. Za każdym razem, gdy Hania wpada w bezdech, łzy kręcą mi się w oczach, jestem przerażona i modlę się by już wszystko wróciło do normy. Gdy powodem było coś czego Hani nie pozwoliłam lub na coś się nie zgodziłam, tłumaczę po raz kolejny dlaczego i próbuję ją zainteresować czymś innym, zmienić temat lub sytuacja idzie w zapomnienie. Ale nie zmieniam decyzji tylko i wyłącznie dla świętego spokoju i wiem, że postępuję prawidłowo.

Informuj i instruuj
To nie jest łatwa sytuacja ani dla dziecka, ani dla rodzica. Bardzo istotny jest tu stały kontakt z pediatrą i regularne kontrolowanie dziecka. Bezdech nie występuje codziennie. Nie jest to zdarzenie regularne. Może wystąpić raz, potem następują dwa miesiące spokoju, po to by trzy kolejne to był koszmar i napady co trzy dni. Nie ma tutaj żadnej reguły. Pewne jest natomiast jedno - Ty Rodzicu musisz wiedzieć jak zareagować, by nie doprowadzić do większych konsekwencji. Ale nie martw się, jako rodzic będziesz potrafił za każdym razem skutecznie zinterpretować czy to jest właśnie "ten" płacz czy po prostu zwykłe marudzenie. Jeżeli Twoje dziecko uczęszcza do żłobka czy przedszkola, czy na jakiekolwiek dodatkowe zajęcia, gdzie nie jest pod Twoją opieką, poinformuj o występowaniu bezdechu odpowiednie osoby. Unikniesz dzięki temu wielu nieprzyjemności i upewnisz się, że dorosłe osoby będą wiedziały w jaki sposób reagować. I jeszcze jedno dasz radę, to minie!
Pokażę Ci ten cholerny świat!

Pokażę Ci ten cholerny świat!


Bezlitosny świat!
Włączasz wiadomości, a tam kolejne informacje o tym, jak rodzic zakatował swoje dziecko, ktoś na kogoś śmiertelnie napadł albo kolejny raz pijany kierowca spowodował wypadek. 
Wychodzisz na ulicę po zmroku. Są takie, które mocno omijasz szerokim łukiem. Ciemne, napawające strachem, śmierdzące bramy i alejki. Gdzieś tam w oddali słychać coraz głośniej rozbrzmiewający dźwięk tak dobrze znanego sygnału alarmowego.
Spotykasz się z obcymi ludźmi, znajomymi, rodziną. Za każdym razem znajduje się ktoś, kto głośno marudzi i narzeka na wszystko. Tematy pojawiają się same. Na to, że mało zarabia, w pracy jest niedoceniony, albo słońce świeci za mocno, lato było za krótkie, w zimę jest za zimno, albo trawa jest zbyt zielona. Grunt to ponarzekać na ten przykry otaczający go świat. I przy okazji zepsuć humor Tobie i innym dookoła.
Twoje dziecko dorasta. Zaczyna być coraz bardziej samodzielne. Zaczynają się pierwsze, bez Twojego nadzoru, wyjścia na dwór, spotkania z kolegami i koleżankami, coraz późniejsze powroty do domu. A Ty za to coraz częściej wisisz na telefonie i odganiasz te myśli o najgorszym jak uporczywe muchy, które uczepiły się i za cholerę nie chcą odejść.

Strach i smutek w pakiecie.
Wiem, wiem mając dziecko guzik mogę, bo martwić się będę już zawsze. Tak to już jest, że w pakiecie z noworodkiem otrzymujesz też niewyczerpane pokłady zmartwień i trosk. A jeszcze podobno im starsze dziecko, tym trosk więcej. Nie chcę sobie tego wyobrażać, jestem w takim razie dopiero na początku drogi :)
Choć pewnym rzeczom i sytuacjom spokojnie możesz zapobiec, to na niektóre, choćbyś się dwoił i troił człowieku, to żadnego wpływu mieć nie będziesz. Te wypadki, strach, smutki i wszelkie zło tego świata istnieć będzie. I już! Mam tą świadomość i od tego nie ucieknę. Ale czy trzeba się koncentrować jedynie na tym, by dostrzegać same negatywne strony. Nie!
Odkąd Hanka pojawiła się na świecie, mi samej nieco zmieniło się postrzeganie świata. Jak mam po spotkaniu czy rozmowie z kimś przez tydzień chodzić jak zbity pies i dać się wciągać w grę pt. "wszystko tak naprawdę jest do bani" - to ja już podziękuję. Nie będę wychowywać swojego dziecka w bajkowej bańce samych pozytywów. Chcę jej jednak pokazać zupełnie inny świat, niż ten, który większość z Nas widzi za swoim oknem.





Chwytaj chwile.
Choć może nie zdajesz sobie z tego sprawy, to Ci najmłodsi, ledwo stawiający swoje pierwsze kroki, ledwie wypowiadający jakieś kilka głosek i sylab na krzyż, mogą nauczyć Cię jednej z najważniejszych rzeczy w życiu. Kto by pomyślał co? RADOŚĆ! Pamiętasz jeszcze co znaczy to słowo? Im bardziej dorastasz tym bardziej zaczynasz żyć w pośpiechu. Pośpiech wyklucza możliwość docenienia tych małych drobiazgów i szczególików, które są obok Ciebie. Idące chodnikiem dziecko w nosie ma, że 14972 raz prosisz je "chodź już", "podejdź tu", "musimy iść", ono właśnie jest zajęte obserwowaniem unoszących się wiatrem liści, podziwia idące gęsiego kaczki albo patrzy na tego maleńkiego ślimaka idącego wzdłuż drogi, na którego ty nawet nie zwróciłaś/eś najmniejszej uwagi. Wiesz, wolę zarwać tą jedną czy drugą noc z rzędu, żeby nadgonić zaległe prace, obowiązki i projekty. Wolę podpierać się przy śniadaniu łokciami i pić drugą kawę z rzędu, by wreszcie udało mi się skutecznie otworzyć oczy i przypomnieć jaki to dzień się zaczął. Ale kocham ten beztroski stan, którego uczy mnie każdego dnia moje dziecko. Choć wkurzam się czasem na ten powolny luz, niecierpliwię i poganiam Hanię, to nie chcę tego stracić. Za nic. Kocham ten uśmiech, ciekawość świata, wrażliwość i otwartość. Niech to nigdy nie przemija. A ta piękna beztroska nawet Tobie, zaganiany rodzicu jest potrzebna. To czasem lepsze niż terapia u dobrego psychologa. A wiesz co dostaniesz w nagrodę? - uśmiech, miłość i wdzięczność dziecka - BEZCENNE!







Dołączysz?
Widzisz jak pięknie może być? Z wielkim sentymentem wracam do tej sesji zdjęciowej. Był ciepły, letni wieczór. W szafie wisiał prezent od jednej z firm zajmującej się tworzeniem ubrań dla dzieci i rodziców - polecam zresztą. My dorośli leniwie snuliśmy się po domu. Hania nudziła się jak mops i zaczynała marudzić. Wpadłam na pomysł, żebyśmy pojechali na spacer. Ale nie tak zwyczajnie. Mój mąż popatrzył na mnie jak na wariatkę. Zniknęłam z Hanią w sypialni. Ubrałyśmy się w nasze ciuchy, wzięłam pod pachę aparat, kluczyki do samochodu i pociągnęłam zdezorientowanego męża i moją siostrę za sobą - ktoś Nam był potrzebny do robienia zdjęć przecież :) Hania piszczała i podskakiwała z radości. Biegałyśmy i spacerowałyśmy po parku i pozwalałyśmy łaskawie pstrykać sobie fotki. Czasem nawet pozowałyśmy niczym gwiazdy celebrytki normalnie :) Nie potrzeba Nam było wielkich i wyjątkowych okazji. Nie potrzeba Nam było podniosłych chwil i wiwatujących tłumów. Było wspaniale. Ot zwykły letni wieczór, po którym Hania choć usypiała na stojąco, to za nic nie chciała przebierać się w piżamę.
Ale to nie był wyjątek. Jest wiele takich momentów. Potrafimy tarzać się w parku w ułożonej stercie liści, ganiać uciekające bańki na łące, czy robić piknik w środku dnia na środku pokoju. Bo tak! I kurcze to jest takie cudowne. Nic nie jest w stanie mi tego zastąpić, a ja aż żałuję, że mogę te chwile zachować jedynie w głowie i na zdjęciach. Stanowczo zbyt szybko mijają :) Spróbujesz i Ty?!


Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger