Bezdech u dziecka - reaguj prawidłowo!

Bezdech u dziecka - reaguj prawidłowo!


W jednej chwili bawisz się i wygłupiasz z własnym dzieckiem. Widzisz jakie jest radosne. Zauważasz te drobne zmiany, które zachodzą w nim każdego dnia. Staje się coraz bardziej samodzielne. Wszystkie zmysły przygotowane na to, by każdego dnia poznawać więcej, lepiej, bardziej. Mały ciekawski podróżnik, przemierzający wielki świat na swoich małych nóżkach.
I w tej jednej chwili, gdy wszystko wydaje się tak piękne i wspaniałe, Twój świat staje kompletnie w miejscu. Trzymasz nagle małe bezbronne ciało, całkowicie pozbawione ruchu. Modlisz się do kogokolwiek by Twoje dziecko otworzyło oczy, miarowo oddychało, znowu było szczęśliwe i roześmiane. Modlisz się by to wszystko, co właśnie się dzieje okazało się jedynie przykrym snem. Jesteś tak przerażona, że wpadasz w panikę. Zastanawiasz się co do cholery robić?!

Bezdech afektywny
Powodów takiej sytuacji może być wiele. Jedna z nich to bezdech. Dzieci są uparte. Dzieci uwielbiają samodzielność. Dzieci potrafią wpadać w szał i histerię. By radzić sobie z nagłym stresem lub frustracją jedne po prostu płaczą, inne tupią nogami albo rzucają się z pięściami na podłogę, jeszcze inne krzyczą tak, że słychać je co najmniej kilkaset metrów dalej. Niektóre jednak nie mogąc sobie z tym wszystkim poradzić, w skutek narastającej złości i płaczu w jednej sekundzie wpadają w bezdech. Robią się sine na twarzy. Ciało w jednej chwili staje się bezwładne. Tracą kompletnie świadomość. Trwa to zaledwie od kilkudziesięciu sekund do kilku minut, choć w tym momencie tracisz kompletnie poczucie czasu. Po chwili wszystko wraca do normy. Dziecku wraca świadomość, otwiera oczy, staje na nogi. Jedyne czego potrzebuje to Twojego mocnego przytulenia i spokoju. Choć ono już po chwili zapomina o tym, co się stało i biegnie do swoich zabawek, W Tobie się tak gotuje, ręce i nogi drżą, że nie sposób wrócić po tym wszystkim do porządku dziennego. Zastanawiasz się czy to jednorazowa sytuacja czy też takie chwile będą się od teraz powtarzać coraz częściej.


Jak reagować?
Bezdech jak już wspomniałam wyżej występuję w momencie, gdy dziecko nie radzi sobie z nadmierną złością podczas płaczu, następuję wstrzymanie oddechu i na skutek krótkiego niedotlenienia dziecko słabnie. Można temu zapobiec. Gdy widzisz, że Twoje dziecko zaczyna mieć silny napad histerii i złości spróbuj jak najszybciej odwrócić jego uwagę. Jeśli to nie działa to możesz lekko pochlapać twarz dziecka wodą lub dmuchnąć mu lekko w twarz. Zadbaj też o dopływ świeżego powietrza. Jeśli to nie pomoże, a dziecko pomimo wszystko wpadnie w bezdech pamiętaj! - nigdy nie kładź dziecka na plecach. Trzymaj dziecko pionowo lub w pozycji bocznej. Poklep albo lekko uszczypnij je po policzkach, możesz skropić lekko wodą. To powinno pomóc. Jeśli tak się nie dzieje, minuty mijają, a dziecko nadal nie odzyskuje świadomości dzwoń po pogotowie. Wszystkie sytuacje dotyczące zdrowia i życia dziecka zawsze lepiej skonsultować z lekarzem.
Lekarze zgodnie twierdzą, że takie bezdechy dotyczą zaledwie 4-6% dzieci i mogą występować pomiędzy 6. a 18. miesiącem życia. Ustępują około 6 roku życia. Po kilkuletnich obserwacjach u żadnego z dziecka nie stwierdzono żadnych konsekwencji spowodowanych występującymi bezdechami. Można jedynie zapobiegać i czekać aż samo minie. Czasem okazuje się, że jest to dziedziczne. W niektórych przypadkach zaobserwowano taką zależność, jednak nie jest to całkowicie potwierdzone.

Bezdech i jego odmiany
Hani doskwiera łagodna odmiana bezdechu afektywnego. Bezdech dzielimy na siny i blady. Bezdech siny, dotyczący mojego dziecka, charakteryzuje się tym, że po wstrzymaniu oddechu twarz dziecka w okolicach ust zaczyna sinieć. Bezdech blady to nagła utrata przytomności i zatrzymanie oddechu. Dziecku towarzyszy również wyjątkowa bladość, zwłaszcza na twarzy. W niektórych przypadkach każdemu z dwóch rodzajów bezdechów mogą towarzyszyć również drgawki. Po takich napadach dziecko może zapaść w sen. Jeżeli trwa on do godziny, wszystko przebiega w normie. Jeśli jest inaczej, musisz jak najszybciej skonsultować się z lekarzem.
Jeszcze jedna bardzo istotna sprawa! Jeśli bezdech jest poprzedzony płaczem (histerią, szlochem) i przebiega, na któryś ze sposobów opisanych powyżej wszystko mieści się w granicach normy. Jeśli natomiast dziecko wpada w bezdech nagle, bez płaczu, jest to moment w którym powinnaś/powinieneś zgłosić się jak najszybciej do lekarza. Ten z kolei skieruje Twoje dziecko do neurologa, by zrobić komplet badań.

Rodzicu bądź konsekwentny!
Choć taka sytuacja może wywołać w Tobie przerażenie i panikę, musisz zachować zimną krew. Tylko od Ciebie zależy jak często do niej dopuścisz. Po pierwsze, nie możesz pokazać dziecku, że się stresujesz i denerwujesz, ponieważ to ma ogromny wpływ na częstotliwość i zachowanie dziecka podczas bezdechu. Im dziecko będzie starsze tym bardziej będzie zauważało to jak reagujesz w niektórych sytuacjach, a w tej bez wątpienia potrzebuje czuć się bezpiecznie. Po drugie, dziecko często wpada w szał i złość, gdy nie dostaje tego, czego chce. Weźmy na przykład sytuację, gdy Ty nie chcesz dać dziecku swojego telefonu do zabawy. Wszelkie tłumaczenia, argumenty i próby odwrócenia uwagi nie działają, dziecko zaczyna płakać. Złości się coraz bardziej i po chwili wpada w bezdech. Ty wtedy wyciągając wnioski, dajesz dziecku ten telefon, żeby już tylko sytuacja się nie powtórzyła. To jest OGROMNY BŁĄD! Konsekwencja jest chyba jednym z istotniejszych aspektów wychowania. Zmienisz decyzję pod wpływem emocji raz, drugi, kolejny. Dziecko jest naprawdę dość pojętnym i rozumnym stworzeniem, by uświadomić sobie, że prędzej czy później postawi na swoim. Przecież wystarczy, że wpadnie w histerię, a Ty w strachu pozwolisz mu na wszystko. Ja wiem, że to jest ciężka sytuacja. Za każdym razem, gdy Hania wpada w bezdech, łzy kręcą mi się w oczach, jestem przerażona i modlę się by już wszystko wróciło do normy. Gdy powodem było coś czego Hani nie pozwoliłam lub na coś się nie zgodziłam, tłumaczę po raz kolejny dlaczego i próbuję ją zainteresować czymś innym, zmienić temat lub sytuacja idzie w zapomnienie. Ale nie zmieniam decyzji tylko i wyłącznie dla świętego spokoju i wiem, że postępuję prawidłowo.

Informuj i instruuj
To nie jest łatwa sytuacja ani dla dziecka, ani dla rodzica. Bardzo istotny jest tu stały kontakt z pediatrą i regularne kontrolowanie dziecka. Bezdech nie występuje codziennie. Nie jest to zdarzenie regularne. Może wystąpić raz, potem następują dwa miesiące spokoju, po to by trzy kolejne to był koszmar i napady co trzy dni. Nie ma tutaj żadnej reguły. Pewne jest natomiast jedno - Ty Rodzicu musisz wiedzieć jak zareagować, by nie doprowadzić do większych konsekwencji. Ale nie martw się, jako rodzic będziesz potrafił za każdym razem skutecznie zinterpretować czy to jest właśnie "ten" płacz czy po prostu zwykłe marudzenie. Jeżeli Twoje dziecko uczęszcza do żłobka czy przedszkola, czy na jakiekolwiek dodatkowe zajęcia, gdzie nie jest pod Twoją opieką, poinformuj o występowaniu bezdechu odpowiednie osoby. Unikniesz dzięki temu wielu nieprzyjemności i upewnisz się, że dorosłe osoby będą wiedziały w jaki sposób reagować. I jeszcze jedno dasz radę, to minie!
Pokażę Ci ten cholerny świat!

Pokażę Ci ten cholerny świat!


Bezlitosny świat!
Włączasz wiadomości, a tam kolejne informacje o tym, jak rodzic zakatował swoje dziecko, ktoś na kogoś śmiertelnie napadł albo kolejny raz pijany kierowca spowodował wypadek. 
Wychodzisz na ulicę po zmroku. Są takie, które mocno omijasz szerokim łukiem. Ciemne, napawające strachem, śmierdzące bramy i alejki. Gdzieś tam w oddali słychać coraz głośniej rozbrzmiewający dźwięk tak dobrze znanego sygnału alarmowego.
Spotykasz się z obcymi ludźmi, znajomymi, rodziną. Za każdym razem znajduje się ktoś, kto głośno marudzi i narzeka na wszystko. Tematy pojawiają się same. Na to, że mało zarabia, w pracy jest niedoceniony, albo słońce świeci za mocno, lato było za krótkie, w zimę jest za zimno, albo trawa jest zbyt zielona. Grunt to ponarzekać na ten przykry otaczający go świat. I przy okazji zepsuć humor Tobie i innym dookoła.
Twoje dziecko dorasta. Zaczyna być coraz bardziej samodzielne. Zaczynają się pierwsze, bez Twojego nadzoru, wyjścia na dwór, spotkania z kolegami i koleżankami, coraz późniejsze powroty do domu. A Ty za to coraz częściej wisisz na telefonie i odganiasz te myśli o najgorszym jak uporczywe muchy, które uczepiły się i za cholerę nie chcą odejść.

Strach i smutek w pakiecie.
Wiem, wiem mając dziecko guzik mogę, bo martwić się będę już zawsze. Tak to już jest, że w pakiecie z noworodkiem otrzymujesz też niewyczerpane pokłady zmartwień i trosk. A jeszcze podobno im starsze dziecko, tym trosk więcej. Nie chcę sobie tego wyobrażać, jestem w takim razie dopiero na początku drogi :)
Choć pewnym rzeczom i sytuacjom spokojnie możesz zapobiec, to na niektóre, choćbyś się dwoił i troił człowieku, to żadnego wpływu mieć nie będziesz. Te wypadki, strach, smutki i wszelkie zło tego świata istnieć będzie. I już! Mam tą świadomość i od tego nie ucieknę. Ale czy trzeba się koncentrować jedynie na tym, by dostrzegać same negatywne strony. Nie!
Odkąd Hanka pojawiła się na świecie, mi samej nieco zmieniło się postrzeganie świata. Jak mam po spotkaniu czy rozmowie z kimś przez tydzień chodzić jak zbity pies i dać się wciągać w grę pt. "wszystko tak naprawdę jest do bani" - to ja już podziękuję. Nie będę wychowywać swojego dziecka w bajkowej bańce samych pozytywów. Chcę jej jednak pokazać zupełnie inny świat, niż ten, który większość z Nas widzi za swoim oknem.





Chwytaj chwile.
Choć może nie zdajesz sobie z tego sprawy, to Ci najmłodsi, ledwo stawiający swoje pierwsze kroki, ledwie wypowiadający jakieś kilka głosek i sylab na krzyż, mogą nauczyć Cię jednej z najważniejszych rzeczy w życiu. Kto by pomyślał co? RADOŚĆ! Pamiętasz jeszcze co znaczy to słowo? Im bardziej dorastasz tym bardziej zaczynasz żyć w pośpiechu. Pośpiech wyklucza możliwość docenienia tych małych drobiazgów i szczególików, które są obok Ciebie. Idące chodnikiem dziecko w nosie ma, że 14972 raz prosisz je "chodź już", "podejdź tu", "musimy iść", ono właśnie jest zajęte obserwowaniem unoszących się wiatrem liści, podziwia idące gęsiego kaczki albo patrzy na tego maleńkiego ślimaka idącego wzdłuż drogi, na którego ty nawet nie zwróciłaś/eś najmniejszej uwagi. Wiesz, wolę zarwać tą jedną czy drugą noc z rzędu, żeby nadgonić zaległe prace, obowiązki i projekty. Wolę podpierać się przy śniadaniu łokciami i pić drugą kawę z rzędu, by wreszcie udało mi się skutecznie otworzyć oczy i przypomnieć jaki to dzień się zaczął. Ale kocham ten beztroski stan, którego uczy mnie każdego dnia moje dziecko. Choć wkurzam się czasem na ten powolny luz, niecierpliwię i poganiam Hanię, to nie chcę tego stracić. Za nic. Kocham ten uśmiech, ciekawość świata, wrażliwość i otwartość. Niech to nigdy nie przemija. A ta piękna beztroska nawet Tobie, zaganiany rodzicu jest potrzebna. To czasem lepsze niż terapia u dobrego psychologa. A wiesz co dostaniesz w nagrodę? - uśmiech, miłość i wdzięczność dziecka - BEZCENNE!







Dołączysz?
Widzisz jak pięknie może być? Z wielkim sentymentem wracam do tej sesji zdjęciowej. Był ciepły, letni wieczór. W szafie wisiał prezent od jednej z firm zajmującej się tworzeniem ubrań dla dzieci i rodziców - polecam zresztą. My dorośli leniwie snuliśmy się po domu. Hania nudziła się jak mops i zaczynała marudzić. Wpadłam na pomysł, żebyśmy pojechali na spacer. Ale nie tak zwyczajnie. Mój mąż popatrzył na mnie jak na wariatkę. Zniknęłam z Hanią w sypialni. Ubrałyśmy się w nasze ciuchy, wzięłam pod pachę aparat, kluczyki do samochodu i pociągnęłam zdezorientowanego męża i moją siostrę za sobą - ktoś Nam był potrzebny do robienia zdjęć przecież :) Hania piszczała i podskakiwała z radości. Biegałyśmy i spacerowałyśmy po parku i pozwalałyśmy łaskawie pstrykać sobie fotki. Czasem nawet pozowałyśmy niczym gwiazdy celebrytki normalnie :) Nie potrzeba Nam było wielkich i wyjątkowych okazji. Nie potrzeba Nam było podniosłych chwil i wiwatujących tłumów. Było wspaniale. Ot zwykły letni wieczór, po którym Hania choć usypiała na stojąco, to za nic nie chciała przebierać się w piżamę.
Ale to nie był wyjątek. Jest wiele takich momentów. Potrafimy tarzać się w parku w ułożonej stercie liści, ganiać uciekające bańki na łące, czy robić piknik w środku dnia na środku pokoju. Bo tak! I kurcze to jest takie cudowne. Nic nie jest w stanie mi tego zastąpić, a ja aż żałuję, że mogę te chwile zachować jedynie w głowie i na zdjęciach. Stanowczo zbyt szybko mijają :) Spróbujesz i Ty?!


Najlepsza jakość - tylko porządna firmówka!

Najlepsza jakość - tylko porządna firmówka!


 Nie wiem czemu w Naszym społeczeństwie utarło się, że jeśli chcesz się pochwalić porządną jakością ubrań, butów czy zabawek Twojego dziecka to muszą być one z najwyższej półki. Cenowej oczywiście! A tymczasem nie raz spotkałam się z tym, że skuszona pięknym wyglądem ciuchów na sklepowym wieszaku, już żałowałam zakupu wraz z pierwszym praniem. Szwy się prują, guziki często odpadają, materiał się przeciera. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie tylko sobie, ale i Hance zdążyłam przerobić już po kilka bluzek, głównie z uwagi na pękające szwy właśnie. Jedynie metka twardo się trzyma. Szpan musi być. Z butami zdarza się to samo! Wiesz, że najlepsze buty, które kupiłam Hance pochodziły ze zwykłych supermarketów? Tak, dokładnie! Zwracam wagę zwłaszcza na to, z jakich materiałów wykonany jest but, czy stopa oddycha, czy nic nie będzie uwierało i przede wszystkim jak miękka jest podeszwa. Jest to najistotniejsze!!!  I choć w tych samych marketach można znaleźć zatrzęsienie pięknych bucików wykonanych z samych chińskich plastików, to znaleźć te porządne też trudno nie jest. Nie żałuję ani złotówki wydanej na Hanię, ale istotna jest dla mnie jakość ubrań i dodatków oraz komfort noszenia. Nie chodzę z naklejoną metką na czole, by chwalić się wszem i wobec, że moje dziecko nosi jedynie oryginalne ciuchy. Jest to dla mnie zupełnie drugorzędna sprawa. Nie omijam innych sklepów szerokim łukiem, ale nienawidzę myśli, że wyrzucam pieniądze w błoto.  Wyznaję zasadę, że jak już kupić, to coś, co będzie długo służyło i jednocześnie cieszyło oczy. Tu naprzeciw wychodzi rodzicom pewna znana wszystkim niemiecka sieć dyskontów.








Pamiętam moją pierwszą wizytę grozy w Lidlu. Byłam jeszcze w ciąży, gdy w gazetce zobaczyłam promocyjną cenę na sprzęt sportowy. Kierowana silną chęcią dbania o sylwetkę podczas ciąży i zielonym światłem od pani doktor, postanowiłam pojechać na i poczynić stosowne zakupy. Dojechałam na miejsce tuż przed 8 nad ranem. Nim zdążyli otworzyć sklep ustawiła się kolejka licząca około kilkadziesiąt osób! Tak dokładnie było. Przyznam, że wtedy nieco zwątpiłam, zwłaszcza, że przede mną ukazała się wizja stratowania :) Ostatecznie do sklepu weszłam i zdążyłam w locie, jak na możliwości ciężarnej przystało, porwać zestaw, który mnie interesował.
Gdy urodziła się Hania przy okazji jakiś domowych zakupów trafiliśmy z mężem na kolekcję ubranek dziecięcych. Uwierz mi, byłam bardzo miło zaskoczona! Piękne kolory, wzory, spory wybór i co najważniejsze ani razu, bez względu na ilość prań, nic się nie popruło. 
Gdy kilka dni temu dotarła do Nas paczka ubranek dla Hani z kolekcji Lipilu Bio, nie byłam zaskoczona ani trochę. Utwierdziłam się jedynie w przekonaniu, że w markecie także można znaleźć istne perełki. Każde ubranko ślicznie zapakowane. Wszystkie w pięknych cieplutkich i stonowanych kolorach, tak, że pasują zarówno dla dziewczynek i chłopców. Mięciutkie, wygodne! Nie wiem jeszcze jak się będą zachowywały po praniu, jednak coś mi mówi, że wcale nie muszę się obawiać!





A Ty znasz już te produkty? Skupiłaś się już kiedyś na zakup? Niech nie przerażają Cię te niekończące się kolejki. Warto nastawić czasem budzik nieco wcześniej i poprzepychać się łokciami z innymi głodnymi zakupów. Ja tam nawet lubię tą nutkę adrenaliny od czasu do czasu :)
Tu za ubrankami dodatkowo przemawia nie tylko jakość samego materiału i ładny efekt końcowy, o czym już wspominałam. Ale także sam sposób wykończenia. Sama szyję i zwracam uwagę na takie małe detale, i muszę przyznać, jak rzadko, że tutaj należy się producentowi wielki plus. Jeszcze się do tej pory nic nie pruło. Bez znaczenia czy kupione dla Hani, czy dla nas dorosłych. Sprzęt sportowy też działa już od kilku lat po dziś dzień nie trzeba była poprawiać. No a kupując czy to ubrania, obuwie, meble, sprzęty sportowe czy cokolwiek innego chyba o to właśnie każdemu chodzi. By można była korzystać z tego jak najdłużej, a nie przy pierwszej lepszej okazji wymieniać na nowszy model. My jesteśmy zdecydowanie na tak i zachęcamy Cię do śledzenia oferty sklepu!
Kopernik, pierniki i święty spokój!

Kopernik, pierniki i święty spokój!

Zmiana planów
W tym roku niespodziewanie przez załamanie pogody postanowiliśmy wcześniej zakończyć nasz urlop nad morzem. Pogoda spłatała figla jedynie w północnej Polsce, więc spontanicznie, kierowani niedosytem odpoczynku, stwierdziliśmy, że gdzieś po drodze się jeszcze zatrzymamy na kilka dni. Spojrzeliśmy na mapę i wybór od razu padł na Toruń. W ciągu pół godziny mieliśmy załatwiony nocleg. By nie tracić ani chwili, opuściliśmy deszczową Łebę i w ciągu dwóch godzin zjawiliśmy się w uroczym, pełnym słońca Toruniu.

 





Toruń sprzed lat
Choć pogoda była cudowna, to wokół panowały pustki. Restauracje nawet nie w połowie wypełnione ludźmi. Po Starówce leniwie spacerowała garstka turystów. Piękne, pełne uroki alejki i wąskie uliczki sprawiały wrażenie kompletnie opustoszałych. Po pełnym tłumów urlopie nad morzem zupełnie mi to nie przeszkadzało. Czułam się jedynie jakoś dziwnie, gdy wokół tak pusto. Hania biegała do woli. Bez końca ganiała gołębie, i całowała na przemian z głaskaniem słynne żabki na fontannie. Wspólnie podziwialiśmy pomnik Mikołaja Kopernika. W ciągu pierwszych dwóch dni zrobiliśmy masę kilometrów spacerując, zwiedzając i przypominając sobie zapamiętany Toruń sprzed ładnych kilku lat. Po pierwszym dniu padaliśmy z nóg. Hania usnęła w 5 minut, a my rozkoszowaliśmy się leniwym wieczorem i układaliśmy plan na kolejny dzień.
Z samego rana postawiliśmy na spacer wzdłuż Wisły, kontynuowaliśmy go idąc szlakiem murów obronnych, aż dotarliśmy do Starówki - i znowu główny punkt programu to ganianie gołębi i głaskanie żabek :) Gdy umęczona Hanka usnęła wybraliśmy się do Muzeum Piernika, potem obowiązkowo zakupy - naiwnie myśleliśmy, że pierników starczy nam na cały rok, jednak stan na dzień dzisiejszy to zaledwie wspomnienia po tych cudownych słodkościach!!! (Spałaszowaliśmy je nawet nie wiadomo kiedy!) Spacerując dalej minęliśmy Dom Mikołaja Kopernika, Muzeum Zabawek i Planetarium, ale stwierdziliśmy, że Hania jest jeszcze za mała, więc sobie odpuściliśmy, wrócimy za kilka lat.
Ostatniego dnia naszego pobytu czar spokojnego i cichego miasta prysnął niczym bańka mydlana. Oto nastała sobota! A wraz z nią setki ludzi spacerujących po całym Toruniu! Ani kawałka wolnej i cichej przestrzeni! Uśpione w tygodniu miasto wraz z nadciągającym weekendem w mig budziło się i tętniło życiem. Choć to też miało swój urok, to nam już wystarczyło wielkich tłumów i przepychania się łokciami. W sumie to byłam w wielkim szoku, że nastąpił aż taki kontrast pomiędzy turystami zjeżdżającymi w tygodniu, a tymi weekendowymi. No, ale ostatecznie my trafiliśmy z pobytem idealnie :)







Miejsce na rodzinny weekend
Jeśli się zastanawiasz czy Toruń to dobry pomysł na wycieczkę rodzinną - to moja odpowiedź brzmi TAK!!! Wypad na jakiś weekend lub jeszcze lepiej - kilka dni w tygodniu to świetny plan. Jest gdzie spacerować, jest masa zabytków do zwiedzenia, rejsy po Wiśle i sporo innych atrakcji dla dzieciaków, o których wspomniałam Ci wyżej. Na pewno nie będziecie się nudzić, oooo nie :) Do tego możesz bardzo tanio przenocować i to praktycznie na samej Starówce! A jedzenie w lokalnych restauracjach na pewno nie zrujnuje Twojego portfela, nawet jeśli pojedziesz z całą rodziną :) My znaleźliśmy kilka perełek, aż sami byliśmy zdziwieni, że nasza zawartość portfela nadal pozostała w normie :) Urzekły Nas tam także pierogi osetyńskie. Widzieliśmy i jedliśmy pierwszy w życiu raz. Smakowały obłędnie. Podobnie jak piernikowe piwo. Miałam okazję skosztować i choć smakuje dziwnie, to jest całkiem niezłe :)
Toruń bez wątpienia znajduje się na mojej liście miejsc, które odwiedzić trzeba koniecznie. Podobnie jak Kraków (kocham to miasto! mogłabym tam jeździć ciągle), Poznań czy Wrocław (aż wstyd się przyznać, że jeszcze nigdy nie byłam!). A razem z nimi setki innych miejsc, których nigdzie za granicą za żadne pieniądze nie sposób zobaczyć!

A jakie miejsce w Polsce jest Twoim ulubionym?




Magiczna rzeczywistość - zobacz już dziś!

Magiczna rzeczywistość - zobacz już dziś!


Aktywny koniec lata
Nieubłaganie zbliża się koniec wakacji. Dni stają się coraz krótsze. Noce i poranki coraz chłodniejsze. A ostatnie dni uciekają w takim pędzie, że nie wiadomo, które plany jeszcze uda się zrealizować. Koniec lata staramy się każdego roku wykorzystywać tak aktywnie, jak tylko się da. Słonecznych dni jakby mniej, więc tym większy apetyt, by nie stracić ani chwili.
Piękną sobotę ostatniego weekendu postanowiliśmy spędzić w Magicznych Ogrodach. Przeglądając stronę i zamieszczone tam zdjęcia magiczny pejzaż aż kłuł w oczy. Pięknie, kolorowo, wyjątkowo. Byliśmy ciekawi, czy faktycznie komuś udało się tak cudowny świat przenieść do rzeczywistości i czy czar nie pryśnie tuż po przekroczeniu magicznych bram.


Magiczna rzeczywistość
Dojechaliśmy. Po przekroczeniu wejścia, w oczy rzucił się nam wszystkim wieeeeeelki tłum ludzi i dzieci. Pełni wątpliwości czy uda nam się na spokojnie zwiedzić każdy kąt, ruszyliśmy dalej.
Hanka od razu postanowiła samodzielnie wytyczyć nam kierunek zwiedzania, wąchając przy tym każdy napotkany kwiat oraz witając się z każdym mijanym dzieckiem po drodze. Była w siódmym niebie!!! Atrakcjom nie było końca, między innymi: Wydarzeniowisko, Wrzosowiska, Zagajnik, Drzewo Skrzata, Różanka, Kuchnia Bulwiaków, Machewkowe Pole, Kwiatowa Dolina, Smocze Gniazdo czy Wodny Świat. Każde z tych miejsc bajkowo zachęcało do zabawy. Niby nic nadzwyczajnego, a przedstawione w fajny, kreatywny sposób, mocno przykuwający uwagę dzieci. Dla tych, którzy chcieli się nieco ochłodzić był wygospodarowany staw z kawałkiem plaży i kurtyny wodne. Dookoła słychać było radosne, krzyki i piski, w tym i Hanki oczywiście. A całości dopełniała cicho rozbrzmiewająca w całym ogrodzie muzyka w tle.
Z nadmiaru wrażeń, mieliśmy problem żeby Hanka położyła się na drzemkę! W takim miejscu zupełnie nie to jej było w głowie. Po półgodzinnej walce jednak skapitulowała. My zaś mogliśmy sami przetestować niektóre z atrakcji :) Wielka zjeżdżalnia, huśtawki, strzelanie z łuku, Mordole, Krasnoludzki Gród - no proszę Cię, jaki dorosły nie wpadł by w wir wielkiej zabawy! My daliśmy się porwać bez dwóch zdań.
Po dwóch godzinach wybudziliśmy nieco Hanię, żeby miała szansę się jeszcze pobawić. Zdążyła w sam raz na wielki taniec wróżek. Była tak zauroczona tym, co widziała, że stała z otwartą buzią i przebierała nogami, nie mogąc się uspokoić. Skakała, szalała, tańczyła. Udało nam się jeszcze zobaczyć show jazdy konnej, zaliczyć karuzelę, kilka fontann i przede wszystkim Robankową łąkę - zdecydowany faworyt Hanki!









Emocje na dłoni
Spędziliśmy tam prawie cały dzień. Wychodząc mieliśmy mały niedosyt. Jeszcze kilka godzin by się przydało. I pomyśleć, że jadąc tam miałam wielkie obawy czy niespełna półtoraroczny maluch nie zanudzi się tam i nie będzie trzeba wracać dużo wcześniej do domu. Tymczasem najlepszą zabawę mieliśmy właśnie wszyscy razem!
Wielkie brawa dla tego, kto wpadł na tak genialny pomysł i wszystko zaprojektował. Magiczna atmosfera, mnóstwo zieleni, miejsca do odpoczynku i piknikowania, wspaniałe fontanny i strumyki, baśniowe stwory, wróżki, dookoła piękne łąki, atrakcje i dla dzieci i dla dorosłych. Uwielbiam takie miejsca. Pierwszy raz widziałam u mojego dziecka tak wiele emocji. Tak wielką radość. To było wspaniałe!!! Pokazać dziecku świat bajki w realnym świecie, a nie tylko w książce na kolorowych kartkach to niebywałe! Oby tylko było więcej takich miejsc jak to. My tam jeszcze powrócimy :)



Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger