4 Fundamentalne etapy rozwoju dziecka

4 Fundamentalne etapy rozwoju dziecka

1000 pierwszych dni dziecka

Żyjemy zbyt szybko. Biegiem do pracy. Biegiem na zakupy. Szybko posprzątać. Spotkanie ze znajomymi też z zegarkiem w ręku, bo przecież w domu sterta prania, prasowania i odkurzania. Spacer z dzieckiem też w biegu. Nic dziwnego, że posiłki także przygotowujemy pędem. I dla siebie i dla całej rodziny. Zapominamy o najważniejszych zasadach żywienia. Zapominamy też o tym, co ma największy wpływ na rozwój naszego dziecka i jakie nawyki przekazujemy mu na przyszłość.


IV Fundamentalne etapy rozwoju dziecka

I ETAP - Ciąża
Jako kobieta w ciąży potrzebujesz bardziej zbilansowanych posiłków, więcej warzyw i owoców. Twój organizm potrzebuje więcej płynów. Od pierwszych dni ciąży jesz dla dwojga, ale nie za dwoje. Nie ma potrzeby podwajania posiłków i podjadania pomiędzy.

II ETAP - Karmienie piersią
Najlepiej dla dziecka, byś karmiła piersią jak najdłużej, to niezaprzeczalny fakt. Jeśli nie ma żadnych barier i przeszkód ku temu, karm jak najdłużej. To również znacznie wygodniejsze dla Ciebie, o ekonomiczności nie wspomnę. Przyjmuj dużo płynów. Pamiętaj też, że nie istnieje coś takiego jak dieta kobiety karmiącej. Wszelkie mity i zabobony wsadź między bajki.

III ETAP - Rozszerzanie diety

Nie ma najmniejszego sensu, byś podawała dziecku pierwsze marcheweczki czy ziemniaczki wraz z momentem rozpoczęcia czwartego miesiąca życia. Daj posmakować, ale nie wprowadzaj stałych posiłków tak wcześnie. Ono i tak najbardziej w tym momencie nadal potrzebuje mleka. Jego organizm dopiero się kształtuje. Nie wszystkie procesy są w pełni rozwinięte. Daj sobie, a zwłaszcza jemu czas. Pamiętaj, że jego żołądek jest jeszcze maleńki.

IV ETAP - Żywienie małych dzieci (1-3 lata)
Wspólnie już jecie przy jednym stole. Dziecko ma własny talerzyk, sztućce, kubek, uczy się samodzielności. Super, tak właśnie powinno być. Ale to jest bardzo ważny moment. To właśnie teraz dziecko chce próbować nowych rzeczy, a najbardziej będzie mu smakowało słodkie, to normalne. I nie jest to nic strasznego, pod warunkiem, że te słodkie przekąski nie stanowią 75% dziennych posiłków. Nie schowasz i nie wyeliminujesz słodyczy z jego życia, ale to tylko od Ciebie zależy czy będzie to dla niego codzienność czy przekąska od czasu do czasu.

Te etapy, jak widzisz składają się na 1000 pierwszych, tak bardzo kluczowych, dni życia Twojego maluszka. Te dni to intensywny rozwój mózgu. Rozwój układu odpornościowego. Dojrzewanie układu pokarmowego. Programowanie metabolizmu, czyli procesów odpowiedzialnych m.in. za kontrolę apetytu. Te nawyki żywieniowe, które ukształtują się właśnie w ciągu pierwszych 3 lat życia dziecka, mają ogromną szansę, by przetrwać aż do życia dorosłego. Oczywiście, że nie jest niemożliwe, by te nawyki zmienić, ale to ciężka praca. Po co skazywać na nią własne dziecko? To właśnie w ciągu pierwszych 1000 dni, a najbardziej między 4. a 7. miesiącem życia) dziecko jest otwarte na nowe smaki. Być może te znienawidzone brokuły, zaczną być zajadane ze smakiem dopiero przy 15 podaniu. Ale to zależy tylko od Ciebie - Rodzica czy będziesz mieć na tyle cierpliwości, by po raz 15 spróbować. Przecież dziecko samo Ciebie o to nie poprosi. Dziecko wynosi swoje nawyki żywieniowe z domu. Ty przekazujesz mu pewne rzeczy w genach. Ciąża to dobry moment na otwarcie oczu i przeanalizowanie swojego stylu życia. Zwłaszcza, że ilość osób otyłych, zwłaszcza dzieci, w Polsce stale niebezpiecznie rośnie.

Kluczowa jest edukacja na temat prawidłowego i bezpiecznego żywienia. Dlatego w tym momencie bardzo Cię proszę, poświęć 3 minuty i wypełnij ankietę dotyczącą poruszanego przeze mnie tematu. Nie zapomnij zaznaczyć w ostatnim pytaniu, że dowiedziałaś się od niej z mojego bloga - Pewna mama/Marta Korotko. Będę Ci ogromnie wdzięczna!
Czym dla Ciebie jest małżeństwo?

Czym dla Ciebie jest małżeństwo?

Krąży po sieci taki rysunek starszej pary mocno trzymającej się za ręce. Zapytani o to, jak wytrzymali ze sobą 50 lat, odpowiedzieli: "Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucono do kosza". I ja zawsze z wielką czułością patrzę na takich ludzi, gdy mijam ich na ulicach. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach znalezienie drugiego człowieka, który będzie potrafił żyć z Tobą "na dobre i na złe" to niebywałe szczęście.

Małżeństwo

I żyli długo i...
Mówi się, że związek w którym są kłótnie, to zdrowy związek. Naturalną rzeczą jest pokłócić czy posprzeczać się. A niech to, rzucić nawet talerzem czy trzasnąć drzwiami, byle nie co drugi dzień, bo bankructwo murowane. To oczyszcza atmosferę, potrafi uwolnić nagromadzone złe emocje, pozbyć się wszystkich żali leżących na wątrobie. Pokłócić się to nic strasznego, zwłaszcza, że godzenie się może przybierać różne miłe formy. Ale kłótnia co dzień, przerzucanie się winą, zabawa w "kto jest lepszy", Ty nigdy!, Ja zawsze! - tu już robi się poważnie. Gdy ten stan wciąż się przeciąga pojawia się ogromny problem. Nie zawsze chcesz, żeby inni pomogli, bo po co mają wtrącać nos w nie swoje sprawy. Po co robić sensację i powód do plotek. Tylko Ty z tym swoim narastającym żalem, jesteś jak zapłon. Wystarczy jedna maleńka iskra, by wywołać istny pożar. W moim przypadku wystarczyło, by z dnia na dzień nic nikomu nie mówiąc, po prostu wyprowadzić się od mojego męża, na dwa miesiące przed pierwszą rocznicą naszego ślubu. Uczucia jakie mnie ogarniały były zupełnie skrajne. A ja sama nie wiedziałam czego właściwie dalej chce. Aż do momentu rozmów na temat wysłania pozwu rozwodowego.

W szczęściu i nieszczęściu
Codzienność małżeńska to nie sama sielanka. To przede wszystkim mierzenie się z przeszkodami dnia codziennego. To umiejętność bycia wsparciem dla drugiej osoby. To wielka nauka chodzenia na kompromis i prowadzenia dialogu. Tak łatwo w dzisiejszych czasach mieszkać z kimś pod jednym dachem, a w rzeczywistości nie wiedzieć nic o drugiej osobie. Jedna kłótnia, druga, piętnasta. Próbujesz łapać dystans i nagle stwierdzasz, że w nosie masz jakąkolwiek walkę. Wolisz mieć święty spokój, niż mieć nieustające wrażenie, że walisz głową w mur. Pretensje, płacz, prośby, łzy, obietnice i zero zmian jakich oczekujesz. Stajesz się zafiksowana na negatywnych cechach swojego partnera, zupełnie zapominając co jeszcze do niedawna tak Cię w nim pociągało. Nawet jak chwilowo zdarzają się miłe sytuacje, to zostają przyćmione kolejną awanturą. Trudno wyrwać się z błędnego koła. Trudno odpuścić i zacząć na nowo. Ale przecież da się. Stałaś przecież przed ołtarzem, patrzyłaś mu prosto w oczy, czułaś się szczęśliwa, przysięgałaś miłość. Bałaś się o to, co przyniesie przyszłość, ale chciałaś to sprawdzić ramię w ramię ze świeżo poślubionym mężem. Czasem jest zupełnie do bani, ale jest wiele sposobów, by jeszcze wspólnie poszukać porozumienia i szczęścia.

Rozwód czy walka?
Wiesz po co ja to wszystko piszę? Bo przeraża mnie jak łatwo przychodzi ludziom w dzisiejszych czasach odpuszczanie istotnych rzeczy. Jednego dnia zależy nam na czymś najbardziej na świecie, a drugiego pozbywamy się tego bez większego żalu. Oczywiście, że lepiej wziąć rozwód, rozstać się, pójść w swoją stronę i zacząć wszystko od nowa jeśli wiesz, że tylko to da Ci prawdziwe szczęście i satysfakcję. Zdarzają się sytuacje, że najbliższa osoba zmienia się nie do poznania, zawodzi na całej linii, robi coś czego nie jesteś w stanie wybaczyć i nie chcesz mieć z nią już nic wspólnego. Ale chyba warto najpierw powalczyć. Łatwiej zakończyć tak istotny etap swojego życia, wiedząc, że zrobiłaś wszystko co mogłaś.
Wracając do pozwu rozwodowego u mnie - Niedługo po naszej pierwszej rocznicy ślubu, podekscytowana czekałam na wynik testu ciążowego. Ręce mi się trzęsły, a z oczu popłynęły łzy radości i wielkiego strachu. Wiedziałam, że czekają nas jeszcze ciężkie chwile, ale jakoś sobie poradzimy. I przyszły całkiem niedawno,wystawiając nas na ciężką próbę. I tym razem poradziliśmy sobie bez niepotrzebnych kłótni. Wiem jedno walka w moim przypadku to nie była strata czasu.

Małżeństwo

Rodzina
Rozmowa z dzieckiem

Rozmowa z dzieckiem

Dziecko. Gada po swojemu, zdarza się, że zupełnie nie wiesz o czym do Ciebie mówi. Przechodzi swoje fazy buntu i fochów. Doprowadza Cię do szału. W jednej sekundzie potrafi sprawić, że Twoja cierpliwość spada z wielkim  hukiem na ziemię. Zaciskasz zęby i wytrwale liczysz do dziesięciu, by ochłonąć. Ale czy pamiętasz, że ten mały człowiek również ma prawo do wyrażania swojego zdania i emocji? Dajesz mu szanse?

Emocje u dziecka

Prowadząc ze swoim dzieckiem rozmowę, nie musisz stosować dziwacznych zwrotów "dzidzia", "am", "be", "nunu", "si" itp. Podejmij wysiłek. I bez tego jesteś w stanie dostosować poziom rozmowy, by dziecko mogło Ciebie zrozumieć. Daj mu szansę od razu poznać normalne, pełne słowa. Nie twierdzę, że to jest złe. Ale my matki mamy skłonność do przesładzania i zdrabniania wszelkich wyrazów. Dziecko zrozumie dużo szybciej i łatwiej, jeśli będziesz rozmawiać z nim normalnie. Starannie dobieraj słowa, dużo tłumacz, wyrażaj jasno swoje myśli i polecenia. To nie spowoduje, że Twoje dziecko przestanie mieć wszelkie napady złości czy histerii i bez problemu zacznie robić to, czego od niego oczekujesz. Ale sprawi, że łatwiej mu będzie się komunikować, szybciej zacznie budować zdania, rozumieć sens poszczególnych słów czy też uczyć się słuchania. Uczysz w ten sposób własne dziecko, czegoś tak bardzo istotnego jak sztuka prowadzenia dialogu, argumentowania czy radzenia sobie z emocjami.

Rozmowa z dzieckiem

Dziecięce emocje

Rodzice bardzo często zapominają, nie czują potrzeby albo zwyczajnie nie chcą rozmawiać z dzieckiem. No bo o czym można rozmawiać z dwulatkiem czy trzylatkiem? Albo jak długo odpowiadać na nieskończony ciąg pytań rozpoczynających się od "Dlaczego?" Zwykle tyle rzeczy masz na głowie, albo miałaś właśnie w planach robić coś hiper mega ważnego. Rzucasz od niechcenia "później" albo "idź się czymś zajmij". Wyręczasz się telewizją, internetem, telefonem czy czymś co akurat masz pod ręką. To nie załatwi sprawy. Dziecko to nie problem kręcący się pod nagami. Dziecko to wspaniały towarzysz życia. Nic tak skutecznie jak rozmowa nie pozwoli Ci go poznać. I nic tak skutecznie jak rozmowa nie zbliży Was do siebie. Podejmując próby rozmowy nawet z dwu czy trzylatkiem poznajesz ten jego mały, magiczny, dziecięcy świat. Poznajesz jego marzenia, myśli, zdanie na wiele różnych, czasem dziwnych tematów, ludzi i sytuacji. Poznajesz sposób postrzegania świata przez Twoje dziecko. To zaskakujące ilu ciekawych rzeczy możesz się dowiedzieć od dwulatka okazując mu zainteresowanie i dając szansę wypowiedzi. Rozmawiajcie podczas zwykłego sprzątania w domu, spaceru, obiadu, gdziekolwiek. Te kilkanaście minut dziennie nie wprowadzi w Twoje życie chaosu. Ale za to zaprocentuje w przyszłości. Dziecko rozumie i pamięta więcej niż Ci się wydaje. Jeśli wciąż będzie zbywane to marne szanse, że w przyszłości to właśnie Ty będziesz jego ulubionym towarzyszem rozmów. To nie do Ciebie przybiegnie chcąc się podzielić swoimi dziecięcymi czy nastoletnimi sekretami, popełnionymi błędami czy nurtującymi trudnymi pytaniami. Teraz to tylko kilkanaście minut dziennie, a potem wielka więź i zaufanie na całe życie.

Dziecięca radość

Przyjaźń z dzieckiem
Pokój dla dwulatki

Pokój dla dwulatki

Gdy dziecko zaczyna budzić się z nogami za łóżeczkiem, albo ze szczebelkami odciśniętymi na czole, policzkach tudzież plecach czy brzuchu to najwyższa pora wybrać się na zakupy. Wraz z nowym, większym łóżkiem postanowiliśmy także dać Hani własny pokój. Zapowiadała się wielka zmiana.

Pokój dla dziewczynki

Planowałam, inspirowałam się gotowymi pomysłami innych, buszowałam po sklepach i w Internecie. Przede wszystkim zależało mi na tym, by pokój był jasny. Kolejną rzeczą było zakupienie jak najmniejszej ilości mebli, w przystępnej cenie. Długo rozmyślaliśmy nad łóżkiem. Na koniec istotne było również by pomieścić wszystkie zabawki i książki, tak by jednocześnie pozostawić w pokoju możliwie dużo przestrzeni.

Kolor pokoju
Wiedziałam, że ściany pomaluję na biało. Meble również miały być białe. Same dodatki nie pomogłyby mi osiągnąć takiego delikatnego, a jednocześnie kolorowego efektu. Postawiłam na kropki w trzech kolorach: szary, różowy i miętowy. To był strzał w dziesiątkę. Wybrałam dwie ściany, które w ciągu 15 minut zupełnie zmieniły swój wygląd. Koszt kropek z przesyłką to około 30-40 złotych.

Pokój dla dwulatki

Cotton balls

Meble
Przejrzałam co najmniej kilkanaście stron z meblami. Odwiedziłam kilka salonów mebli, jednak bezkonkurencyjna okazała się najpopularniejsza w Polsce szwedzka firma. Niewielka szafa pomieściła całą garderobę Hani, wraz z różnymi dodatkami. Komoda z szufladą okazała się idealna na gry i bieliznę. Natomiast komoda z książkami przywędrowała do Hanki pokoju z naszej sypialni i jednocześnie idealnie pasowała do reszty mebli. Dodatkowo zdecydowaliśmy się kupić stolik i dwa krzesełka, tak by nasza córka mogła swobodnie malować, rysować i swobodnie trenować swoją artystyczną duszę.

Meble dziecięce

Meble dla dziecka

Zabawki dwulatki

Zabawki dziewczynki

Łóżko
Wytyczne co do łóżka były konkretne. Po pierwsze musi być szersze i dłuższe od łóżeczka, w którym Hania do tej pory spała. Zdecydowaliśmy, że to o wymiarach 80/160 będzie w sam raz i starczy na długo. Po drugie łóżko musiało być niskie, by wszelkie upadki z niego w czasie snu, były jak najmniej dotkliwe. I po trzecie, najlepiej by było, gdyby na łóżku mógł chwilowo położyć się ktoś z nas, rodziców. Wieczorne rytuały to czytanie, tulenie i drapanie po pleckach, więc chcieliśmy, by nic się w tej kwestii nie zmieniło. Takim sposobem zostało zakupione drewniane łóżko - domek. Złożenie łóżka to około godzina czasu. Łączny koszt (bez materaca to 550 złotych).
Materac spędzał nam sen z powiek. Po wielu rozmowach i przeczytanych artykułach uznaliśmy, że najlepszy będzie piankowy z dodatkiem pianki termoelastycznej oraz lateksowej. 

Dodatki
Dodatki kolorystycznej pasują do naklejonych kropek na ścianach. Wśród nich znalazła się biała duża skrzynia wiklinowa na zabawki, dwa różnej wielkości plastikowe pudełka na zabawki w kolorze miętowym, lampka na stolik w kształcie loda, trzy tekturowe walizeczki do przechowywania różnych małych skarbów dwulatki, a także dwa kwiatki, biały puchaty dywanik, 3 plakaty i lampki cotton balls.

Całość na żywo prezentuje się uroczo. Hania jest zachwycona swoim pokojem. Wiele dodatków wybierała sama. Na każdym etapie brała czynny udział w urządzaniu pokoju. Choć to dopiero dwulatka, istotne było dla mnie, by z nią o rozmawiać o nadchodzącej zmianie. Nie chciałam odrzucać jej zupełnie na bok, bo miała z tych zakupów i wybierania wielką frajdę. A teraz póki co siłą ją z tego pokoju trzeba wyciągać, więc plan chyba się udał. A przy okazji i ja zaszalałam, bo nie odmówiłam sobie remontu w sypialni. A co! :)

Stolik dla dziecka

Lampka nocna

Walizki dziecięce

Kwiaty dla dziecka

Skrzynia na zabawki

Łóżko domek

Białe meble dziecięce

Plakaty do pokoju dziecka

Historia 5 smoków - czyli odsmokowanie dwulatki

Historia 5 smoków - czyli odsmokowanie dwulatki

Smok, dla jednych zło wcielone, dla innych wybawienie. Niektóre z dzieci nawet nie wiedzą do czego służy. Inne z kolei mają ich w domu co najmniej kilka i żyć bez nich nie mogą. Przychodzi jednak taki moment, że smok nawet jeśli dotychczas pomagał i uspokajał dziecko, to należałoby się go definitywnie pozbyć. Tylko jak, by nie skończyło się to kilkudniową histerią i rozstrojem nerwowym u rodziców?

pixabay.com


C z y  s m o k  j e s t  n i e z b ę d n y ?

Odkąd pamiętam byłam przeciwniczką smoków. Gdy zaszłam w ciążę i zaczęłam kompletować wyprawkę na żadne smoki nawet nie patrzyłam. Po porodzie miałam plan karmić piersią. Pomimo cesarki nic nie stało na przeszkodzie. Już pierwsze karmienie było sukcesem, dziecko ładnie się przyssało, nie było żadnych powodów do zmartwień. Po powrocie do domu karmiłam na żądanie. Wiedziałam, że na początku może to oznaczać, bardzo częste przystawianie do piersi. Ale w moim przypadku wiązało się to również z tym, że wychodząc na jakikolwiek spacer musiałam po maksymalnie 30 minutach szukać jakiejś ławki, bo moja córka gdy chciała jeść, oznaczało to tu i teraz, inaczej usłyszą ją wszyscy w promieniu kilku kilometrów. Nie mogłam wyjść z domu sama nawet n godzinę, bo tatuś dzwonił zrozpaczony, że mała jest w takiej histerii jakby co najmniej pół dnia nic nie jadła. Po dwóch miesiącach stało się to mocno uciążliwe. Córka często ulewała, miała problemy z brzuszkiem, ale jednocześnie domagała się coraz częstszych karmień. Gdy skończyła 3 miesiące, postanowiłam iść do sklepu i sprawdzić, czy w moim przypadku smok pomoże. 

S i l n y  o d r u c h  s s a n i a  a  p r z y z w y c z a j e n i e

Po zakupie smoka mój problem zniknął natychmiast. Moja córka była tak spokojna, że byłam w szoku. Wszystko przez to, że miała tak silny odruch ssania. Nastała cisza, spokój, brak płaczu, zero stresu i karmienie co 3/4 godziny. Problem z ulewaniem również zniknął. Okazało się, że moja córka owszem lubi bliskość mamy, tulenie i kołysanie, ale nie ma potrzeby wiszenia przy piersi przez cały czas. To była dla nas wielka ulga. Udało się odnaleźć i nauczyć nowej organizacji dnia, a spacery zaczęły przynosić radość. Starałam się używać smoka tylko w sytuacjach tego wymagających. Nie chciałam by był on używany przez cały czas. Jak się jednak okazało, figa z moich planów wyszła. Nawet nie wiem kiedy stał się on nieodłącznym elementem naszych podróży, wycieczek, zabaw, spania, był zawsze i wszędzie. Brak smoka był odczuwalny najdalej po 15 minutach, a my w popłochu przeszukiwaliśmy kieszenie, torby, wracaliśmy do domu albo pędziliśmy do najbliższego sklepu. Aż nadszedł moment, kiedy zdecydowałam, że smoka należy się ostatecznie pozbyć.

O d s m o k o w a n i e 

Ukończenie dwóch lat przez moje dziecko to był ten moment, gdy postanowiłam, że to koniec smoka.
Nie tylko z uwagi na wady jakie podają logopedzi:
- smoczek powoduje wady zgryzu
- smoczek powoduje wady wymowy
- smoczek opóźnia rozwój mowy
- ssanie smoczka powoduje infekcje górnych dróg oddechowych
- ssanie smoczka prowadzi do zapalenia uszu
- smoczek jest siedliskiem bakterii.
 Dodatkowo używanie smoczka, zwłaszcza przez starsze dziecko, powoduje bardzo brzydki zapach z ust, co czasem staje się nie do wytrzymania.

Około dwa, może trzy miesiące przed drugimi urodzinami Hania nie rozstawała się z dwoma smokami. Wszystkich w domu było pięć, ale do każdej drzemki, zabawy czy spaceru musiała mieć na widoku co najmniej dwa. Bez znaczenia były kolory, obrazki na nich umieszczone czy firma, musiały być dwa i już. W pewnym momencie stało się to mocno uciążliwe, zwłaszcza gdy nie mogło być mowy o drzemce, ponieważ właśnie musiałam przeczesywać wszystkie kąty w domu, bo moje dziecko miało tylko jednego smoka w ręku. 
W końcu zaczęłam od tego, że zebrałam wszystkie pięć smoków w jednym miejscu i pilnowałam, by żaden nigdzie się nie zawieruszył. Potem przez jakieś trzy dni często rozmawiałam z córką, że ma już dwa lata, a to dobry moment by już nie używać smoka. Tłumaczyłam też, że gdy używa smoka nie możemy z nią rozmawiać, bo zupełnie jej nie rozumiemy. Smok mocno zniekształca wyrazy i wypowiadane zdania. Mówiłam, że smoki powodują brzydki zapach z ust, mogą również popsuć ząbki, które codziennie tak dokładnie myje. To były bardzo krótkie, ale częste rozmowy i jednocześnie takie w których ona mogła uczestniczyć i wszystko rozumiała. Po tych trzech dniach lekko nacięłam nożyczkami jeden z pięciu smoków. Gdy Hania to zauważyła przybiegła do mnie rozemocjonowana i oznajmiła co się stało. Sama uznała, że smoka należy wyrzucić. Dopilnowałam jedynie by zrobiła to sama. Następnego dnia to samo stało się z drugim smokiem. W kolejnych z trzecim i czwartym. Każdego dnia zwracałam uwagę na to, że smoków jest coraz mniej. Piątego dnia został wyrzucony ostatni smok. Cały dzień minął spokojnie. Wieczorem Hania upomniała się o smoka, a zaraz sama na głos stwierdziła "Mamo, wyrzuciłam przecież ostatniego smoka, i co teraz?" Po krótkiej rozmowie poszła spać. Tak po prostu zwyczajnie, bez płaczu, histerii czy poszukiwań po kątach. Następny dzień minął bez echa. Zdarza się, że w chwilach jakiegoś focha czy kryzysu przypomina sobie o smoku, ale sama po chwili urywa temat.


K u p o w a ć   s m o k a   c z y   n i e   k u p o w a ć ? 
 
Nie mam pojęcia czy gdyby smoków były dwa albo trzy poszłoby równie gładko. Najważniejsze jest dla mnie to, że wystarczyło te pięć dni, by smoki definitywnie pożegnać, i by Hania nie czuła już potrzeby używania ich. Ja już teraz wiem, że smok to nie jest zło wcielone, ale uważam tez, że jeśli dziecko nie potrzebuje go, to naprawdę nie ma co pchać na siłę. Są dzieci, które odczuwają silną potrzebę ssania i ją naprawdę ciężko zaspokoić. Tu smok rzeczywiście może pomóc, o ile nie podajemy go dziecku, gdy faktycznie jest głodne. Ale zabieranie smoka razem z torbą do szpitala i wsadzanie go w buzię już od pierwszej czy drugiej doby już dobrym pomysłem nie jest. Poczekaj trochę zanim stwierdzisz czy smok to u Ciebie niezbędny pomocnik czy szkodzący gadżet.

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger