Praca w domu - wstyd czy duma?

Praca w domu - wstyd czy duma?

Praca w domu, szczyt marzeń wielu mam. Nie wszystkie mogą sobie pozwolić na wychowanie dziecka i spokojne życie z jednej pensji, pracującego na etat partnera. Niektóre zaraz po porodzie wracają do pracy. Jeszcze inne zostają w domu na czas urlopu macierzyńskiego, potem z rosnącym stresem zaczynają rozglądać się za jakąś posadą dla siebie. Innym udaje się zostać w domu i zamienić swoją pasję na dochodowy biznes. Nasuwa się jedno pytanie, które mają lepiej?

Blogerka

Praca na etacie
Pracujesz na etacie? Wkurzasz się, że każdego ranka musisz zrywać się na dźwięk tak wściekle drażniącego budzika. Wykonujesz z automatu szereg czynności składających się na poranną toaletę i doprowadzenie do wyglądu, w którym nie wstyd pokazać się ludziom na ulicy i w pracy. W pędzie pakujesz do torebki, coś co ostatecznie nada się na drugie śniadanie i jakąś przekąskę w międzyczasie. Z żalem oddajesz się porannym pożegnaniem i buziakom z dzieckiem. Przewracasz na myśl oczami, że oto czeka Cię znowu 8 godzin w pracy i już w myślach zaczynasz odliczać. Masz nadzieję, że szef będzie dzisiaj w dobrym humorze i przy okazji doceni Twój wkład w ostatni projekt. Wreszcie po dniu zdającym się trwać całe wieki, stajesz w progu drzwi do mieszkania. Stęsknione dziecko wita Cię otwartymi ramionami i znienawidzonym przez Ciebie pytaniem "Co dzisiaj na obiad?" Tak, w końcu minął kolejny dzień pracy, a roboty w domu po kokardy. Jeszcze chwila i upragniony weekend. Póki co, marzysz o chwili błogiego relaksu i odpoczynku. Wszak kolejny dzień nie zapowiada się lepiej.

Nienormowany czas pracy
A może pracujesz w domu? Pobudka o 6 nad ranem. No dobra czasem, choć nie zdarza się to tak często jak się niektórym wydaje, Twoje dziecko decyduje się nie wstawać wraz z pierwszym pianiem koguta, więc leniwie się przeciągasz i wstajesz tuż przed 8, może chwilę po. Potem zapowiada się niezły maraton. Udaje Ci się zorganizować 15 minut wolnego czasu, by wypić ciepłą kawę, opcjonalnie herbatę. Nie wiedzieć w jaki sposób, w tym czasie w Twoim salonie panuje istny sajgon. W najśmielszych snach nawet nie przypuszczałaś, że jedno dziecko, w dodatku takie małe, potrafi zrobić na przestrzeni kilku metrów kwadratowych istny armagedon. No nic, potykając się co i rusz próbujesz okiełznać sytuację. Śniadanie minęło bez większych przeszkód. Chcąc nie chcąc, czas na jakąś wspólną zabawę. Im bardziej będzie męcząca, atrakcyjna i skłaniająca do aktywności, tym większe szanse na to, że dziecko pójdzie na drzemkę. Udało się?! Extra! Czas na ekspresowe, pozorowane sprzątnięcie i przygotowanie obiadu. Jeśli zajmie Ci to niewiele czasu masz szansę usiąść do swojej roboty i obowiązków zawodowych. Jeśli nie zdążysz wszystkiego, czekasz z utęsknieniem na ten znajomy dźwięk tupania po schodach. Wspólnie jecie obiad i z ulgą patrzysz jak tatuś przejmuje opiekę nad dzieckiem. Teraz Ty masz czas na swoją pracę w spokoju. Czasem zajmie Ci to zaledwie 3 godziny. Czasem podpierasz się brodą, ledwo patrzysz na oczy i ślęczysz pół nocy. Z utęsknieniem czekasz na weekend, bo wtedy będziesz być może miała szansę się wyspać i popracować w spokoju nieprzerwanie choć przez 5 godzin. A i jeszcze nie zapomnij o cotygodniowym sobotnim sprzątaniu. Nie łódź się, w tygodniu nawet nie będziesz miała czasu pomyśleć o odkurzeniu czy starciu kurzy. Tymczasem kolejna kawa wypita. Jest moc!

Szycie na maszynie

Korepetytorka języka angielskiego

Organizacja dnia
Jak się domyślasz pracuję według scenariusza numer dwa. Tak, to wspaniałe, że mam dziecko obok siebie. To fantastyczne, że nie zostawiam jej pod opieką obcych, a od czasu do czasu jedynie pod skrzydłami babci jednej bądź drugiej. Przyzwyczaiłam się już do tego, że na ogół śpię po 4 godziny na dobę, by zdążyć ze wszystkim. Choć cenię sobie niezależność i szalenie cieszę się, że robię dokładnie to, co lubię, to wierz mi pogodzić to wszystko nie jest łatwo. W dodatku, kiedy dziecko ma dzień na "NIE", gdy na wszystko reaguje płaczem, krzykiem lub fochem, nie jeden raz mam ochotę trzasnąć drzwiami i uciec daleko, gdzieś gdzie jest cisza i spokój. Nie zliczę tych momentów, gdy z żalem patrzę jak mój mąż wychodzi do pracy i ma szansę całkowicie od tego domowego zgiełku odpocząć. Czasem przez cały tydzień jedynie się mijamy. Zamieniamy w pośpiechu 3 zdania między sobą i koniec. Odliczamy tylko do weekendu, by pobyć w spokoju chwilę ze sobą. Wybrać się na jakiś spacer. Choć ten weekend nie zawsze bywa długi i łaskawy. Taki system kosztuje mnie czasem wiele nerwów i doskonałej organizacji, zwłaszcza, że pracuję nie w jednej, a kilku dziedzinach. Nie każdemu się to udaje, ale nie jest to niemożliwe. Poprzeczkę podwyższa dziecko małe, które notorycznie domaga się o uwagę rodzica. Śmiem twierdzić, że mamy przedszkolaków i uczniów mają lepiej. Przede mną jeszcze parę lat, bym sama mogła się przekonać.
Jeśli Ty marzysz o pracy w domu i wiesz, że może się udać, to próbuj. Początki bywają ciężkie, ale to może by strzał w dziesiątkę. Ja pomimo tych wszystkich przeszkód i kłopotów, naprawdę mam ogromną satysfakcję z tego co robię. Jeśli z kolei jesteś wielbicielką pracy na etacie i z całego serca to kochasz, to świetnie, gratuluję Ci z całego serca! Grunt, to lubić swoje miejsce pracy. Ale proszę Cię jedynie o jedno! Gdybyś miała w planach generalizować i porównywać wyższość pracy na etacie nad tą w domu, zastanów się proszę zanim stwierdzisz, że praca w domu to żaden wyczyn. Wierz mi, to nie bajka i żadne pójście na łatwiznę. Jedna i druga to ciężki kawałek chleba.

Praca w domu
Czy Twój przyjaciel jest do tego zdolny? TEST

Czy Twój przyjaciel jest do tego zdolny? TEST

Wydawać by się mogło, że najbliżsi to Ci, na których możemy liczyć w ciemno. To Ci, którzy nie patrząc na nic, zawsze wyciągną do nas rękę. Będą dotrzymywać nam kroku w szczęściu i w biedzie. I choć nie za każdym razem będą się zgadzać z naszymi decyzjami, to mimo wszystko będą gotowi stać za nami murem. Ja też tak myślałam.

Przyjaciel

Prawdziwy przyjaciel
Choć znajomych dookoła setki, prawdziwych przyjaciół możesz policzyć na palcach jednej ręki. Czasem widujecie się kilka razy w tygodniu, czasem dwa razy w miesiącu, a czasem nawet raz na trzy miesiące. Do każdego z nich możesz zadzwonić w potrzebie o każdej porze. Każdy z nich potrafi Cię zarówno zmotywować, jak i konkretnie skrytykować. To oni pozwalają Ci mocno rozwinąć skrzydła, gdy realizujesz swoje plany i cele. Służą radą i pomocą. Pozwalają Ci błądzić z głową w chmurach. Nie musisz przy nich wciągać brzucha, powstrzymywać się od głupich żartów i ze śmiechem na ustach opowiadasz ostatnią żenującą sytuację, jaka spotkała Cię na zakupach. Odwdzięczasz się dla nich w ten sam sposób. Jesteś, wspierasz, świętujesz ich sukcesy. Masz w pogotowiu zapas chusteczek, romantyczną komedię i czekoladę na poprawę humoru - nawet jeśli dietę miałby wziąć szlak. Jeśli zarzekasz się i jesteś pewna, że Twoi przyjaciele zawsze za Tobą będą stać murem, cokolwiek by się nie działo - gratulacje! Masz prawdziwy skarb. Jeśli nie jesteś pewna, czy faktycznie nie knują czegoś za plecami, czytaj dalej, zrób test i przekonaj się jacy ludzie otaczają Cię naprawdę.

W biedzie czy w szczęściu?
Oczywiście, że musisz docenić tych, którzy w krytycznych sytuacjach wyciągają do Ciebie pomocną dłoń. Którzy nie pozwalają by cały świat zwalił Ci się na głowę. Rzucają wszystko, byle tylko spróbować znaleźć rozwiązanie Twojego problemu. Być może bez nich nie poradziłabyś sobie tak łatwo i tak szybko. Im zależy na Twoim szczęściu. To będą Ci sami ludzie, którzy będą klaskać i gratulować Ci, gdy już będziesz unosić się na fali sukcesu. Pierwsi, zaraz po Tobie będą skakać z radości. Wpadną do Ciebie z niezapowiedzianą wizytą i z winem, opcjonalnie z ciastem w ręku, by Cię osobiście wyściskać. To, Ci sami, którzy będą stać z boku i zaciskać mocno kciuki, by powodziło Ci się nadal. Będą szczerze słuchać, co jeszcze chcesz osiągnąć i radzić co możesz zrobić więcej. Owszem przyjdą też z krytyką, sprowadzą Cię czasem na ziemię i ostudzą Twój zapał. A to wszystko po to, byś trzeźwo spojrzała na to, co robisz i upewniła się, że to właśnie tak sobie założyłaś.
A reszta? Reszta to te hieny, które być może będą w pobliżu, gdy będzie Ci źle. Tylko czy po to, by pomóc? Czy po to, by się dowartościować, że inni, w tym Ty, mają gorzej niż oni sami? By się nacieszyć Twoimi łzami i powiedzieć odpuść, to nie ma sensu, i tak Ci się nie uda. W szczęściu ich nie spotkasz. Będą zbyt zajęci zastanawianiem się jak Ci dokopać i pokrzyżować plany. Choćby mieli otrzeć się o kłamstwa i oszczerstwa, nie przepuszczą okazji, by spróbować Ci zaszkodzić. I wiesz co może najbardziej boleć? Że takimi ludźmi może się okazać właśnie najbliższa rodzina, czego byś się nigdy w życiu nie spodziewała.
Gdy już zastanowisz się nad tym, co przeczytałaś i okaże się, że liczba przyjaciół może drastycznie zmaleć, nie przejmuj się. Przynajmniej teraz wiesz, komu naprawdę zależy na Tobie i Twoim szczęściu, a kto tylko żywi się Twoimi porażkami.

Był czas, że za niektórych bliskich w moim życiu dałabym sobie rękę uciąć. Teraz po kilku sytuacjach i nieprzyjemnych zdarzeniach, wiem, że tej ręki już bym nie miała. To doświadczenie, choć przykre, pokazało mi, że prawdziwa przyjaźń w obecnych czasach to wielki deficyt. Wystarczy chwila i wszystko pryska niczym bańka mydlana. Ktoś, za kogo dawałaś się pokroić zmyka, w imię lepszych kontaktów, z zamiarem wyciągnięcia jak najlepszych korzyści dla siebie, których u Ciebie nie znalazł. Ot, było i nie ma. Więc jeśli, masz obok siebie Przyjaciół, doceń to, bo to ogromne bogactwo.
Zwierzę i dziecko pod jednym dachem?

Zwierzę i dziecko pod jednym dachem?

Pamiętam to uczucie, gdy poczułam się taka dorosła. Gdy, stałam się całkowicie zależna od siebie, swoich marzeń i planów. Nie musiałam się przed nikim tłumaczyć, dlaczego trzecią noc z rzędu jestem na imprezie, zamiast grzecznie spać w łóżku. Inny świat. Czułam, że mogę góry przenosić! Po tym jak wspólnie z moim mężem (jeszcze wtedy świeżym narzeczonym) wnieśliśmy ostatnie pudła do naszej niedużej kawalerki, czuliśmy, że świat stanął przed nami otworem.

Nowy lokator
Nie ważne, że obijaliśmy się wtedy tyłkami o siebie. Co tam, że w czasie kłótni, nie było gdzie ochłonąć w samotności, ani trzasnąć drzwiami. Ważne było to, że mieliśmy swoje cztery kąty i nie musieliśmy ani wynajmować mieszkania, ani mieszkać kątem u rodziców. Resztę dało się znieść. Po tym, jak się już urządziliśmy i zadomowiliśmy na dobre zaczęłam przebąkiwać narzeczonemu o jakimś zwierzaku. Całe życie się z nimi wychowywałam, więc ten brak mi dość mocno doskwierał. On jak na typowego wielbiciela psów wszelakich upierał się na jakiegoś czworonoga, co by merdał ogonkiem i witał nas codziennie po pracy. Ja jednak, choć psy kocham, nie zgodziłam się. Zbyt mała przestrzeń to jedno, ale po drugie brak kogoś do wychodzenia na spacery, gdy my całe dnie byliśmy poza domem, w pracy. Kilka razy rzuciłam, że może kot, jednak spotkałam się z kategoryczną odmową. Po kilku dniach, narzeczony przyjechał po mnie do pracy, wsadził mnie w samochód i z tajemniczym uśmiechem pod nosem zawiózł kilka kilometrów za miasto. Weszliśmy do jakiegoś gospodarstwa, starsza pani przyniosła wielkie wiadro z maleńkimi kociaczkami. Wybrałam najbardziej brudnego, prychającego i broniącego się kota. Gospodyni nie owijała w bawełnę, te, które nie znajdą domu przed zimą nie przeżyją, ona nie była w stanie się nimi zajmować. Wracając do domu podjechaliśmy do sklepu po całą wyprawkę dla kota i do weterynarza. Nigdy w życiu nie widziałam tak zapchlonego i zarobaczonego kota w życiu. Przez kilka dni, gubił cały ten syf. Po dwóch tygodniach strachu w oczach i uciekania w każdy najmniejszy kąt, całkiem dobrze się u nas zadomowił.

kot
 
Jak z dzieckiem
Przywiązaliśmy się do niego obydwoje. Dbaliśmy o niego najlepiej jak potrafiliśmy. Po kilku latach beztroskiego życia, zaszłam w ciążę. Sporo osób pytało, co zrobimy z kotem. Bo przecież kot i dziecko, jakieś uczulenia, albo co innego. Dla mnie sprawa była jasna, kot zostaje. Przyszedł czas na przeprowadzkę. W miarę jak ubywało mebli, kot zachowywał się coraz bardziej niespokojnie. Poradziliśmy się paru osób, dowiedzieliśmy się, że to normalne i po zapoznaniu się z nowym mieszkaniem powinno minąć. Faktycznie, choć pierwsze trzy tygodnie były bardzo trudne, kotu udało się oswoić i poczuć jak u siebie. Zwłaszcza, że przestrzeni miał teraz znacznie więcej.
Po porodzie odsunął się nieco na bok. Przez kilka pierwszych tygodni w ogóle do Hani nie podchodził. Znacznie się pozmieniało jak mała zaczęła gaworzyć, raczkować, chodzić. Czasem trzymał się zupełnie z daleka, czasem stawał się agresywny. Pomimo naszych najlepszych chęci, stosowania się do przeróżnych porad i konsultacji było coraz gorzej. Doszło do agresywnych zachowań wobec Hani, wobec nas, do zniszczeń w domu. Jeden raz, drugi, piętnasty. Ręce nam opadły kompletnie, gdy pewnego wieczoru okazało się, że jesteśmy stratni na kilka stówek. Pomysły nam się skończyły, a przez ostatnie trzy miesiące oszczędności znacznie się uszczupliły.

Ostateczna decyzja
Byliśmy tak zdesperowani, że w pewnym momencie przeszło nam przez myśl schronisko. Jednak chyba byśmy się nie odważyli na ten krok. To byłoby zbyt bolesne. Najbliżsi wiedzieli jak bardzo cała sytuacja nas przerastała. Na ratunek, zupełnie nas zaskakując, przyszła moja teściowa. W jednej chwili podjęła decyzję, że weźmie kota do siebie. Spróbuje, zobaczy jak on zareaguje na zmianę. Sprawdzi czy w ogóle to faktycznie chodzi o obecność dziecka w domu. Kot już po pierwszej dobie w pełni się zaaklimatyzował. Nie sprawia problemów, mało tego, zaakceptował nawet wszelkie dywaniki leżące na podłodze - których my nigdy mieć nie mogliśmy, bo od razu były całkowicie zasikane. Mimo, że kota możemy w każdej chwili odwiedzić, wiem na bieżąco co się z nim dzieje i tak było mi ciężko. Wiem, co możesz o tym myśleć. Czytałam różne historie, widziałam ten lincz i sypiące się hejty na tych, którzy szukali innych domów dla swoich pupili. Sama nie raz zastanawiałam się jak można oddać do innego domu własne zwierzę. Dopóki nie znalazłam się właśnie w tej sytuacji. Nadal jestem zdania, że dzieci i zwierzęta w jednym domu to bardzo dobry pomysł. W przyszłości, gdy moje dziecko będzie już starsze chciałabym zapewnić jakiemuś czworonogowi ciepły i przytulny kąt, ale wiem też, że cały proces asymilacji zorganizuję zupełnie inaczej i upewnię się, że zarówno Hania jak i zwierz są do siebie pokojowo nastawieni. A jeśli Ty jesteś w podobnej sytuacji, co ja, nie martw się i nie przejmuj falą hejtu napływającą z różnych stron. Pod warunkiem, że zapewniając swojemu zwierzęciu dach nad głową, nie będziesz mieć żadnych wyrzutów sumienia o jego bezpieczeństwo. Ja jestem przekonana, że podjęłam najlepszą, choć trudną dla nas wszystkich decyzję.

(NIE)typowy układ między mężem i żoną

(NIE)typowy układ między mężem i żoną

Taki typowy kanapowy leń. Znasz go? Nie lubi się przemęczać. Nie zauważy zlewu pełnego naczyń, więc nie pozmywa. Potknie się o buty niepochowane do szafki, ale nie wpadnie na to, żeby je posprzątać. Choćby na środku pokoju leżało coś, co leżeć tam nie powinno, pomyśli, że to pewnie tak specjalnie. Najlepiej postawić mu wygodny fotel, dać do ręki pilota, od czasu do czasu podsunąć pod nos coś do jedzenia i nic od niego nie wymagać. Cały facet!

Jak okiełznać lenia?
Nie ukrywam, że mój mąż to leń do kwadratu. Kiedy nie powiem jasno i prosto lub palcem nie pokażę, to zwykle nie ma zmiłuj, sam z siebie nie posprząta, prania nie zrobi, nie pozmywa, nie ogarnie - no chyba, że jakiś cud, albo coś przeskrobie :) Ileż było kłótni między nami o to. Wyobraź sobie takie połączenie- pedantka i leń pod jednym dachem! Były iskry. Przebieg sytuacji zawsze wyglądał tak samo. Ja wściekła, że po raz kolejny nie kiwnął palcem. On wściekły, że przecież mogłam mu powiedzieć jasno i prosto czego właściwie chcę. Walczyliśmy długo ze sobą. Doszliśmy do kompromisu. Wystrój w domu i porządki to mój konik. Uwielbiam jak jest po mojemu. Lubię mieć swój ład i porządek. Choć bywa to męczące, to dom jest na mojej głowie. On ma kilka swoich stałych obowiązków, wiesz typu wyrzucanie śmieci, gotowanie w weekendy czy kilka godzin tylko z Hanką, żebym miała chwilę dla siebie. Jako, że prowadzenie domu i jednocześnie praca w nim, a na dodatek opieka nad niespełna dwuletnim dzieckiem do samych przyjemności nie należą, mój mąż wie, jak wynagrodzić mi codzienny trud. Czasem wysyła mnie na pełen relaks do kosmetyczki, czasem zafunduje zakupowe szaleństwo, a czasem spyta ile brakuje mi do kolejnego kursu. Tak, mógłby dla zasady sprzątać, prać czy zmywać od czasu do czasu, ale czy to miałoby sens, gdybym i tak szła i robiła zaraz po swojemu? A i wtedy zakupowe szaleństwo miało by miejsce jedynie raz na pół roku. A tak każdy w pełni zadowolony i szczęśliwy :)

Idealny układ

Obowiązki męża

Obowiązki
Zanim zaszłam w ciążę chciałam, żeby wiedział, że gdy dziecko pojawi się na świecie, nie będzie mógł sobie pozwolić na codzienną beztroskę. Dla nas kobiet, to całkowicie normalne, wiesz instynkt macierzyński i te sprawy. Ale nie każdy facet jednak ma świadomość, na co do końca się decyduje. Rozmawialiśmy. Podczas całej mojej ciąży poświęciliśmy wiele godzin na rozmowy dotyczące opieki, pielęgnacji i innych okołodzieciowych tematów. Wierz mi, niekiedy bywało opornie. Dzisiaj wiem, z perspektywy czasu, że nasze rozmowy nie poszły na marne. Początkowo wyręczał mnie w wielu rzeczach, ból pocesarkowy robił swoje. Ale, gdy ja w pełni odzyskałam siły on nadal wstawał na każdy płacz Hani w nocy i przynosił mi ją do łóżka na karmienie. I to on potem małą odkładał. Teraz choć Hania już od dawna pije mleko z butelki, on nadal wstaje w nocy bez słowa i pędzi do kuchni robić jej mleko. Nie będę Ci ściemniać, czasem po ciężkim dniu z marudzącym dzieckiem, jedyne o czym marzę to trzasnąć drzwiami i uciec jak najdalej. Wtedy właśnie tatuś przejmuje na siebie całkowity obowiązek położenia dziecka spać. Bywa, że trwa to nawet godzinę, ale grunt, że efekt w końcu zostaje osiągnięty. Gdy przychodzi weekend nie mogę doczekać się tych chwil, gdy wychodzą tylko we dwoje. Taki czas jedynie dla taty i córki. A ja za każdym razem o mało nie skaczę z radości, gdy tylko zamykam za nimi drzwi. Błoga cisza, albo ulubiona muzyka na full, sprzątanie albo gorąca kąpiel, czytanie książki albo pisanie - zawsze jest co robić. Ty wiesz jak ja to uwielbiam?

Mąż i żona
Czytam różne fora i komentarze rozgoryczonych mam i za każdym razem im szczerze współczuję, gdy żalą się, że mąż w domu nie kiwnie palcem, wychowaniem też się nie przejmuje, a na uczucia nie ma czasu. Tylko za każdym razem myślę też sobie czy jedynie on jest winien całej tej sytuacji?
Wiem, że istnieją faceci niereformowalni i za nic nie przyjmą do wiadomości, że zarówno w domu jak i przy dzieciach pomagać powinni. Mam o nich własne, dość nieprzyjemne zdanie. Ale wiem, też że my kobiety czasem nawet nie podejmujemy żadnych prób rozmowy. Karzemy się swoim facetom domyślać, albo robimy karczemne awantury. A gdyby tak podjąć próbę jedną, drugą, a nawet dziesiątą i spróbować powiedzieć co jest nie tak, czego oczekujemy i co chcemy zmienić? Być może początek będzie bardzo trudny, tak jak i u mnie. Ale to nie jest niemożliwe. Czasem my kobiety, chcemy być jak typowe "Matki Polki", bierzemy na swoje barki wciąż więcej i więcej. Harujemy jak woły, a gdy ktoś oferuje nam pomoc to odrzucamy ją krzycząc dumnie "Nie, ja dam sobie radę!" Nie chcąc pokazać żadnych słabości. Czasem jesteśmy sobie same w zupełności winne. A może wystarczy na początek zrobić ten pierwszy krok, chociaż spróbować coś zmienić i wypracować własny idealny układ?
2 sposoby na zachowanie pięknych wspomnień!

2 sposoby na zachowanie pięknych wspomnień!

Gdy pojawia się dziecko na świecie wszystko staje się niezwykle wyjątkowe. Każda sekunda wydaje się być na wagę złota. Nie chcesz stracić ani chwili, bo każda jest tą wartą zapamiętania. Z jednej strony nie możesz się doczekać na pierwsze wypowiedziane "mama" albo "kocham Cię". Chciałabyś widzieć już jak Twoje dziecko samodzielnie siedzi, raczkuje i stawia pierwsze kroki. Z drugiej strony jednak chciałabyś mieć możliwość zatrzymania pewnych chwil na stałe, by móc do nich wracać, gdy wspomnienia wezmą górę.

Pierwsze wspomnienie
Pamiętam jak dziś, gdy stałam nad śpiącą na łóżku dwutygodniową Hanią. Obolałe ciało po cesarce dawało o sobie silnie znać, wielkie wzruszenie mieszało się z narastającym zmęczeniem, a łzy szczęścia płynęły mi po policzkach. Dookoła tylko cisza, którą przerywało mruczenie kota i spokojny oddech Hani. Wciąż nie wierzyłam, że zostałam mamą. Wciąż wszystko było dla mnie nowe. Patrzyłam na tą drobinkę i tak bardzo chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. W tamtym momencie chciałam, żeby ona już sobie została taka maleńka, całkowicie ode mnie zależna, wciąż potrzebująca mojej bliskości. Na samą myśl, że ani się obejrzę, a ona będzie już gaworzyć i raczkować poczułam wielki strach.



Ważne chwile
Te moje hormonalne i pełne wzruszeń huśtawki szybko minęły, a ja poddałam się codzienności. Każdego dnia ten malutki człowiek fascynował i intrygował mnie coraz bardziej. Cieszyłam się jak wariatka na każdy nowy gest, słowo, kroczek, ząbek i zjedzony nowy posiłek ze smakiem. Ach! myślałam sobie - jak można nie zapamiętać tak ważnych chwil w swoim życiu?! Jak można zapomnieć datę wyrżnięcia się pierwszego ząbka i wypowiedzianego po raz pierwszy "mama"? Do tego pierwsze spacery, pierwsze wycieczki, pierwsze uśmiechy i sto innych "pierwszych rzeczy w życiu"... Byłam głupiutka w swej naiwności :) Tych pierwszych razów jest tyle, że pamięć absolutna by tutaj zawiodła! Część z nich owszem, będę pamiętać zawsze, ale jest to zaledwie wierzchołek. Choć tak bardzo chciałam zapamiętać każdą najmniejszą rzecz, to nieco poległam. Gdy odnalazłam zakurzony album maluszka, dawno przeze mnie zapomniany, postanowiłam wysilić wszystkie zwoje i uzupełnić niektóre z zapamiętanych informacji. Kilka luk pozostanie już pustych, ale na szczęście nie jest to duża ilość. Wiem, że jeszcze przede mną masa wspaniałych chwil i słów usłyszanych po raz pierwszy i mam plan, by zapamiętać i uwiecznić ich jak największą ilość.










Idealne sposoby na pamięć
Stawiam w tym roku na kalendarz dziecka i aparat fotograficzny.
1. Kalendarz, niby zwykła rzecz. Wisi przecież prawie w każdym domu. Ale ja Ci polecam ten konkretny - Kalendarz dziecka. Zwykłe kartki z oryginalnymi ilustracjami leśnych zwierząt. To właśnie Ty masz szansę sprawić, by te kartki stały się niezapomnianą opowieścią, w której główną rolę odgrywa Twoje dziecko. Do tego dla ułatwienia, zostały przygotowane naklejki, które pomogą Ci w zapisywaniu wspomnień. Zaznaczaj ważne daty, wydarzenia, niezwykłe chwile, osiągnięcia i wszelkie nowości, które codziennie spotykają Ciebie i Twoje dziecko. Polecam Ci to z jeszcze jednego bardzo ważnego powodu. To nie jest kalendarz masowo wyprodukowany, który możesz kupić gdzie tylko chcesz. To wspaniały pomysł dwóch kobiet, które w swoją pracę włożyły mnóstwo serca. Ja sama tworzę, i wiem jakie to jest ważne, by odbiorca docenił, coś co jest moim dziełem. A już na pewno, gdy jest to spełnienie mojego marzenia lub istny projekt życia.

2. Aparat fotograficzny. Ukochany, wyczekany i zazwyczaj leżący na biurku i zbierający kurz. Dostałam aparat, zgłupiałam, robiłam zdjęcia jak szalona. Po kilku nieudanych próbach, odłożyłam go "by móc się nieco podszkolić". I tak mijał dzień za dniem i tydzień za tygodniem, a aparat był w użyciu jedynie na wyjątkowo ważne chwile i wycieczki. W końcu wzięłam się za siebie. Fotografia to, coś co kocham, a jakiekolwiek nasze rodzinne zdjęcia można było policzyć na palcach jednej ręki. Motywacja wróciła, zaczęłam szperać w internecie, podpatrywać tych sporo lepszych ode mnie, a nawet zdobyć lekcje fotografii, z którymi wciąż zbieram doświadczenie. Chcę zatrzymać te piękne codzienne chwile na zawsze.

Wspomnienie przeszłości
Być może mój wielki sentyment i wrażliwość, sprawiają, że tak bardzo chcę zatrzymać w pamięci tak wiele gestów, uśmiechów, emocji i spontanicznych chwil. Być może też dlatego, że ze swojego dzieciństwa mam zaledwie kilkadziesiąt zdjęć, skrzętnie pochowanych w albumie. A potem dziura. Jedynie to, co zostało ukryte gdzieś głęboko w pamięci. Nie wiem, kiedy zaczęłam mówić, kiedy zrobiłam pierwsze kroki. Nie mam pojęcia jak wyglądałam mając 6, 12, czy 16 lat. Może czasem, gdzieś przez przypadek mignie jakieś zdjęcie klasowe u znajomego, to tyle. Zmieniło się to dopiero odkąd skończyłam lat 18. Wakacyjne czy zimowe wyjazdy, jakieś wycieczki, zaczęły się w końcu pojawiać zdjęcia. Chcę za kilkadziesiąt lat móc usiąść sobie w samotności lub jeszcze lepiej, z całą rodziną przy ciepłym rozpalonym ogniu z kominka i przeglądać album za albumem. Albo z zachwytem przeglądać informacje wpisane w stare kalendarze. Domyślać się, jakie znaczenie miały te lub tamte naklejki lub dziwne rysunki. Dać się ponieść wspomnieniom i widzieć szczęśliwe uśmiechy czy łzy wzruszenia mojej całej rodziny wracającej pamięcią do przeszłości. A potem planować kolejne, jeszcze piękniejsze chwile i czekać na to, co wydarzy się zupełnie niezapowiedzianie.
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger