Dzieci wiedzą lepiej! :)

Dzieci wiedzą lepiej! :)

Dzisiaj tak na poprawę humoru w taki szarobury dzień....

Wielu rzeczy możemy się nauczyć od dzieci
Prostego spojrzenia na świat..
Radości z małych rzeczy...
Dostrzeganie plusów w każdej sytuacji..
Mniej skomplikowanego postrzegania codzienności..

Te filmy zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy,
może się komuś jeszcze spodobają :)






Zachcianki, humorki i nadmiar siły - czyli ciąża moim okiem :)

Decyzja o ciąży była w moim życiu przemyślana. Nie obyło się bez rozmów z mężem, przygotowań i pewnych ustaleń... Ilość przeczytanych książek i artykułów, doświadczenie w opiece nad kilkoma maluszkami w życiu, rozmowy z mamami czy zdobywane wykształcenie pozwoliło mi dowiedzieć się wielu wartościowych i interesujących rzeczy, choćby o tym jak owa ciąża może przebiegać, co może się w jej trakcie wydarzyć, co jest nieuniknione i wiele wiele innych...

Cóż...po podjęciu decyzji o staraniach o dziecko długo na dwie kreski nie musieliśmy czekać. Od dawna sądzę, że moja intuicja jest niezwykle rozwinięta i nie ściemniam, ale wiedziałam ("czułam"), że udało Nam się od razu. Była ogromna radość, plany związane z moją dalszą pracą, edukacją i życiem codziennym. Zwykle w takich przypadkach życie pokazuje Nam, że na planach jedynie się kończy.. Tak więc, zaraz po ogromnej radości zobaczeniu dwóch kresek na teście, przyszedł płacz i stres. Niewątpliwie wiązało się to z niekompetencją lekarzy, na jakich trafiłam w początkowym okresie ciąży, ale w tym poście nie o tym. Po trafieniu już na lekarza godnego zaufania i postawieniu diagnoz, ciężko było usłyszeć - najbliższy miesiąc spędzi Pani w łóżku, wstając z niego jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Do takich można było jedynie zaliczyć wizyty w toalecie.. Mimo, że całkowicie sprzeczne to z moją naturą do zaleceń się dostosowałam, gdyż dziecko było ważniejsze bez dwóch zdań. Od tego właściwie zaczęły się i moje humory.. No bo, jak można wytrzymać 24 godziny na dobę w łóżku oglądając tv, czytając książki czy rozwiązując krzyżówki? No może i niektórzy potrafią, i nie jest to dla nich jakieś szczególnie uciążliwe, ale mi było ciężko.
Trzeba przyznać, że nawet mój mąż wytyczne Pani Doktor wziął sobie poważnie do serca, bo zakazał mi wstawać, choćby po to, żeby wstawić wodę na herbatę. Dzielnie wstawał wcześniej przed pracą, szykował śniadania i przekąski, a potem przyjeżdżał w ciągu dnia z pracy, żeby uzupełniać zapasy i nadzorować mnie. Nie powiem pierwszy tydzień czułam się jak prawdziwa księżniczka, ale potem z każdym kolejnym dniem jak na prawdziwą księżniczkę przystało zaczęły się moje złości i grymasy. Oj ciężki to był dla Nas czas...cierpliwość mojego męża wystawiana na próbę była wielokrotnie :)

Po dwóch miesiącach powoli mogłam wstawać z łóżka, wychodzić na krótkie spacery i w miarę normalnie funkcjonować, pilnując się by nic nie dźwigać i nie męczyć. I w tym czasie pojawiły się zachcianki :) Nie było ich wiele, ale obowiązkowym wyposażeniem lodówki były tradycyjne ogórki kiszone, czasami zagryzane czekoladą i popijane sokiem grejpfrutowym. Wyborny zestaw :)
To był również czas długich chwil spędzanych w toalecie nad muszlą klozetową i zwracanie wszystkiego co wcześniej tak wybornie smakowało. To dziwne, ale nie zdawałam sobie sprawy nigdy wcześniej z tego, że można wymiotować jednocześnie mając ochotę jeść.... Niektórzy nadal tego nie pojmują, a ja? No....dla mnie to już nie wydaje się takie dziwne :)

Teraz na początku 8 miesiąca ciąży humorów mam coraz mniej, choć nie ukrywam, że z ogromnej euforii wystarczy mi jedynie 5 sekund - tu też nie ściemniam, naprawdę tylko tyle - by wpaść w istną histerię i twierdzić, że nikt zupełnie mnie nie rozumie. Na szczęście te stany bywają chwilowe, choć są ogromnie męczące, nie mówię tu tylko o sobie :)

Mimo tego wszystkiego energia mnie rozpiera, odnalazłam w sobie kilka ukrytych talentów (ale o tym nie dzisiaj) i naprawdę uważam, że ciąża to jest piękny i niezapomniany czas. Może nie dane mi było przeżyć jej tak, jak sobie zaplanowałam. Może na początku buntowałam się i złościłam, bo u innych jest inaczej.. Ale z perspektywy czasu, cieszę się, bo te miesiące trochę mnie zmieniły, dały kilka cennych lekcji i wskazówek, z których staram się korzystać jak najlepiej i co najważniejsze, zbliżyły Nas do siebie z mężem. Kłótnie w naszym życiu się zdarzają i zdarzać będą, ale my jesteśmy bogatsi w nowe doświadczenia i naukę o Nas samych.Staramy być wobec siebie bardziej wyrozumiali i próbujemy częściej doceniać się choćby za zwykłe drobnostki.

Przede mną jeszcze dwa miesiące tego wyjątkowego czasu i bez względu na to, jaki on będzie to wiem, że będę starała się przeżyć go jak najlepiej! Dla mnie to cudowne, choć długie 9 miesięcy, na koniec których czeka mnie nagroda. Ujrzeć swoje pierwsze dziecko, usłyszeć pierwszy krzyk i przytulić je - to będzie w moim życiu BEZCENNE <3

Wrażliwość - dar czy przekleństwo?

(...) czasami największym darem jest gotowość do odłożenia na bok
własnych problemów i otwarcie serca na drugiego człowieka,
wysłuchanie go i pochylenie się nad jego cierpieniem.
Jean Sasson



Bycie wrażliwym nieustannie pomaga odnajdywać piękno w codziennych prostych i zwykłych chwilach. Pomaga zauważyć to, czego czasami inni nie dostrzegają. Pozwala usłyszeć to, czego niektórzy nie słyszą... Wielokrotnie mam wrażenie, że czuję, słyszę i widzę trochę więcej niż niektórzy otaczający mnie ludzie.. Nie wiem czy inni są obojętni, "znieczuleni" czy po prostu świadomie nie dopuszczają do siebie pewnych emocji.

Jak to się dzieję, że nastały czasy w których nawet najbliższa rodzina odsuwa się od siebie? Niektórzy opętani żądzą zdobywania jak największej ilości pieniędzy; niektórzy wiecznie narzekający, ale jednocześnie nie mogący znaleźć nawet 30 minut na rodzinne spotkanie; czy tacy, którzy absorbują sobą innych ale, nie znajdujący chwili na pomoc, bezinteresowność czy wysłuchanie drugiej osoby... Wydawać by się pomogło, że rodzina to grupa osób, która zawsze będzie przy Tobie. Grupa osób, która zawsze w miarę możliwości okaże pomoc i wsparcie. Grupa osób, która będzie z Tobą, gdy odnosisz sukces lub porażkę. Grupa osób, z którymi widzisz się częściej niż 4 razy do roku z okazji świąt czy okrągłych urodzin... Dziwne czasy nastały...

Przechodząc do sedna... wrażliwość to w końcu dar czy przekleństwo?
Dla mnie to chyba jedno i drugie. Ciężko stwierdzić jednoznacznie. Połączone z silną empatią, pozwala na odłożenie swoich spraw i problemów i gotowość do "bycia" dla drugiej osoby. Odłożenia wszystkiego, gdy najbliższym dzieje się krzywda lub potrzebna im pomoc.
Czasami to odebranie kolejnego telefonu od zapłakanej przyjaciółki, wysłuchanie jej, uspokojenie i szukanie wspólnej rady, by zażegnać dany problem. Nie ważne czy to pierwszy, trzeci czy piętnasty telefon od niej, bo niezależnie od tego za każdym razem na koniec myślisz sobie, że byłaś komuś potrzebna, że udało się doradzić, że może dręczący problem zniknął.
Innym razem to zwykła rozmowa w cztery oczy, z kimś kto musi się wypłakać lub wyżalić. Ktoś komu potrzebna jest druga osoba by podać chusteczkę, przytulić czy zwyczajnie powiedzieć, że przecież wszystko będzie dobrze, nie jest tak źle jak się wydaje.
To również pamiętanie o innych. Przychodzi czas urodzin, imienin... Myślę, że bez względu na wszystko każdy w takie dni wstaje i zastanawia się kto będzie o nich pamiętał... Znajomi, rodzina, przyjaciele... Każdy z nich jest inny, każdy z nich jest ważny. Dla każdego z nich fajnie coś zrobić, zaskoczyć, wywołać uśmiech na twarzy..

Tylko co wtedy, kiedy ta wrażliwa i empatyczna osoba stara się pamiętać o innych, być dla nich i poświęcać się a jednocześnie kiedy ją dopada większy problem, gorsze chwile czy potrzeba wypłakania się - nie znajduje się nikt w jej pobliżu chętny do pomocy? Są dwie możliwości. Albo ta osoba musi radzić sobie sama, albo spotkało ją w życiu ogromne szczęście i przynajmniej ma męża, który stoi za nią murem, chętny do pomocy :)

Niewątpliwie spotkało mnie to ogromne szczęście, że mam takiego fajnego męża, który mimo, że piekli się i złości, gdy widzi, że kolejny raz poświęcam się dla najbliższych osób nie słysząc nawet w zamian zwykłego Dziękuję, czy odbieram ten piętnasty telefon od zapłakanej przyjaciółki, jest zawsze kiedy go potrzebuję. Bez względu na to czy mamy gorsze czy lepsze chwile. Przynosi chusteczkę i zaciska zęby żeby tylko nie wydostało się z nich okropne - A nie mówiłem?!

Mieć wsparcie choćby od tej jednej, ale najbliższej osoby to w tych czasach naprawdę BEZCENNE. Najbliższa rodzina nie zawsze jest taką jaką byśmy chcieli czy jaką sobie wymarzyliśmy, ale z Mężem jest inaczej. Wybieramy go sobie sami i wiele od nas zależy, w szczególności relacje jakie tworzymy i wsparcie, które sobie dajemy.
I bez względu na to, czy moja wrażliwość i empatia sprawiają, że częściej płaczę, mocniej dotykają mnie słowa innych czy bardziej przejmuję się mało istotnymi rzeczami to i tak się cieszę, bo dzięki temu umiem też cieszyć się drobiazgami i małymi chwilami, bez których to życie nie byłoby takie piękne..

Jedną tylko trudność w dzisiejszych czasach dostrzegam a z którą chcąc nie chcąc będę musiała się zmierzyć. Jak w takim razie wychować własne dziecko, aby potrafiło być wrażliwe i empatyczne, ale jednocześnie by nie cierpiało w życiu z tego powodu? Niełatwo zmierzyć się z takim wyzwaniem :)
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger