Wrażliwość - dar czy przekleństwo?

(...) czasami największym darem jest gotowość do odłożenia na bok
własnych problemów i otwarcie serca na drugiego człowieka,
wysłuchanie go i pochylenie się nad jego cierpieniem.
Jean Sasson



Bycie wrażliwym nieustannie pomaga odnajdywać piękno w codziennych prostych i zwykłych chwilach. Pomaga zauważyć to, czego czasami inni nie dostrzegają. Pozwala usłyszeć to, czego niektórzy nie słyszą... Wielokrotnie mam wrażenie, że czuję, słyszę i widzę trochę więcej niż niektórzy otaczający mnie ludzie.. Nie wiem czy inni są obojętni, "znieczuleni" czy po prostu świadomie nie dopuszczają do siebie pewnych emocji.

Jak to się dzieję, że nastały czasy w których nawet najbliższa rodzina odsuwa się od siebie? Niektórzy opętani żądzą zdobywania jak największej ilości pieniędzy; niektórzy wiecznie narzekający, ale jednocześnie nie mogący znaleźć nawet 30 minut na rodzinne spotkanie; czy tacy, którzy absorbują sobą innych ale, nie znajdujący chwili na pomoc, bezinteresowność czy wysłuchanie drugiej osoby... Wydawać by się pomogło, że rodzina to grupa osób, która zawsze będzie przy Tobie. Grupa osób, która zawsze w miarę możliwości okaże pomoc i wsparcie. Grupa osób, która będzie z Tobą, gdy odnosisz sukces lub porażkę. Grupa osób, z którymi widzisz się częściej niż 4 razy do roku z okazji świąt czy okrągłych urodzin... Dziwne czasy nastały...

Przechodząc do sedna... wrażliwość to w końcu dar czy przekleństwo?
Dla mnie to chyba jedno i drugie. Ciężko stwierdzić jednoznacznie. Połączone z silną empatią, pozwala na odłożenie swoich spraw i problemów i gotowość do "bycia" dla drugiej osoby. Odłożenia wszystkiego, gdy najbliższym dzieje się krzywda lub potrzebna im pomoc.
Czasami to odebranie kolejnego telefonu od zapłakanej przyjaciółki, wysłuchanie jej, uspokojenie i szukanie wspólnej rady, by zażegnać dany problem. Nie ważne czy to pierwszy, trzeci czy piętnasty telefon od niej, bo niezależnie od tego za każdym razem na koniec myślisz sobie, że byłaś komuś potrzebna, że udało się doradzić, że może dręczący problem zniknął.
Innym razem to zwykła rozmowa w cztery oczy, z kimś kto musi się wypłakać lub wyżalić. Ktoś komu potrzebna jest druga osoba by podać chusteczkę, przytulić czy zwyczajnie powiedzieć, że przecież wszystko będzie dobrze, nie jest tak źle jak się wydaje.
To również pamiętanie o innych. Przychodzi czas urodzin, imienin... Myślę, że bez względu na wszystko każdy w takie dni wstaje i zastanawia się kto będzie o nich pamiętał... Znajomi, rodzina, przyjaciele... Każdy z nich jest inny, każdy z nich jest ważny. Dla każdego z nich fajnie coś zrobić, zaskoczyć, wywołać uśmiech na twarzy..

Tylko co wtedy, kiedy ta wrażliwa i empatyczna osoba stara się pamiętać o innych, być dla nich i poświęcać się a jednocześnie kiedy ją dopada większy problem, gorsze chwile czy potrzeba wypłakania się - nie znajduje się nikt w jej pobliżu chętny do pomocy? Są dwie możliwości. Albo ta osoba musi radzić sobie sama, albo spotkało ją w życiu ogromne szczęście i przynajmniej ma męża, który stoi za nią murem, chętny do pomocy :)

Niewątpliwie spotkało mnie to ogromne szczęście, że mam takiego fajnego męża, który mimo, że piekli się i złości, gdy widzi, że kolejny raz poświęcam się dla najbliższych osób nie słysząc nawet w zamian zwykłego Dziękuję, czy odbieram ten piętnasty telefon od zapłakanej przyjaciółki, jest zawsze kiedy go potrzebuję. Bez względu na to czy mamy gorsze czy lepsze chwile. Przynosi chusteczkę i zaciska zęby żeby tylko nie wydostało się z nich okropne - A nie mówiłem?!

Mieć wsparcie choćby od tej jednej, ale najbliższej osoby to w tych czasach naprawdę BEZCENNE. Najbliższa rodzina nie zawsze jest taką jaką byśmy chcieli czy jaką sobie wymarzyliśmy, ale z Mężem jest inaczej. Wybieramy go sobie sami i wiele od nas zależy, w szczególności relacje jakie tworzymy i wsparcie, które sobie dajemy.
I bez względu na to, czy moja wrażliwość i empatia sprawiają, że częściej płaczę, mocniej dotykają mnie słowa innych czy bardziej przejmuję się mało istotnymi rzeczami to i tak się cieszę, bo dzięki temu umiem też cieszyć się drobiazgami i małymi chwilami, bez których to życie nie byłoby takie piękne..

Jedną tylko trudność w dzisiejszych czasach dostrzegam a z którą chcąc nie chcąc będę musiała się zmierzyć. Jak w takim razie wychować własne dziecko, aby potrafiło być wrażliwe i empatyczne, ale jednocześnie by nie cierpiało w życiu z tego powodu? Niełatwo zmierzyć się z takim wyzwaniem :)

2 komentarze:

  1. Jakbym przeczytała artykuł o sobie. Mój mąż też zawsze stoi za mną murem, czego powiedzieć o wielu innych osobach nie mogę.. to ja jestem w przyjaźniach tą, która zawsze odbierze telefon, wysłucha, przytuli, pocieszy.. Niestety nie zawsze działa to w dwie strony..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie.....zazwyczaj ta pomoc jest jednostronna ;/
      Przynosi mi ogromną radość jak mogę komuś pomóc i przynosi to efekty, ale niezwykle mi smutno i przykro jak się okazuje, że na pomoc w moich problemach wszystkim dookoła brakuje czasu...
      Dobrze, że takich Mężów mamy, którzy zawsze obok stoją! :)

      Usuń

Dziękuję Ci za pozostawiony komentarz. Za każdym razem czuję się niezwykle doceniona :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger