Domowa sesja ciążowa - mój mały sukces! :)

Odkąd jakiś rok temu zaczęłam powoli planować ciążę snułam sobie różne plany na temat tego jak o siebie dbać, jak zmienić dietę, jakie książki jeszcze przeczytać czy jak udokumentować przebieg ciąży. Z natury jestem sentymentalna i lubię czasem móc miło powspominać przeróżne chwile..

Odkąd pamiętam zapalony ze mnie fotograf - amator. Jestem zdecydowanie z tej mniejszości co nadal uwielbiają robić, a potem wywoływać zdjęcia i układać je w albumach. (Chociaż ostatnio nawet przekonuję się do fotoksiążek, coraz bardziej mi się zaczynają podobać. Nawet kilku osobom zdążyłam już sprezentować). Niewątpliwie uwielbiam od czasu do czasu usiąść wygodnie na kanapie, przeglądać zdjęcia i miło powspominać...
Przeglądanie ich w komputerze zupełnie nie oddaje mi tej atmosfery i nie ma dla mnie takiego uroku :)

W związku z powyższym miałam oczywiście masę planów co do tego jakie zdjęcia można sobie robić podczas ciąży.
Miałam robić zdjęcia tydzień po tygodniu - nie wyszło.
Potem pomyślałam, że miesiąc po miesiącu - również nie wyszło.
I tak jeszcze kilka pomysłów pozostało zduszonych w zarodku.
Zaczęłam mieć sobie trochę za złe, bo zorientowałam się, że z całego okresu ciąży pozostaje mi jedynie kilkanaście zdjęć.. Pomyślałam, że to ostatni dzwonek na ogarnięcie się i zaczęłam buszować w Internecie w poszukiwaniu, niezwykle ostatnio modnych, sesji ciążowych. Zobaczyłam ceny i za głowę się złapałam...

I tak w mojej głowie zrodził się plan... :) Zrobimy sobie z mężem sami taką sesję ciążową!
Spędziłam w Internecie kilka godzin w poszukiwaniu inspiracji, przygotowałam miejsce w sypialni, naładowałam aparat i.....można było przystępować do dzieła.

Przyznam szczerze, że bałam się ogromnie, najbardziej tego, czy mój mąż będzie miał do mnie wystarczająco dużo cierpliwości, szczególnie, że zazwyczaj połowa zdjęć mi się nie podoba, jakiś szczegół mi nie pasuje itp.... Często przez to są zgrzyty między nami, ale spięliśmy się i muszę przyznać, że jestem ZACHWYCONA!!!

Ze wszystkimi zdjęciami zeszło się około 2,5 godziny, potem ja poświęciłam około 2 godzin na lekkie obrobienie zdjęć (kadrowanie, zmiana koloru, dodanie ramki itp.) i przyznam, że nie żałuję ani minuty. Nie dość, że spędziliśmy z mężem fantastycznie czas, to jeszcze w dodatku nie wydaliśmy na zdjęcia ani złotówki!

Polecam wszystkim przyszłym Mamom. Nie trzeba mieć super świetnego aparatu, wystarczy zarezerwować sobie trochę czasu we dwoje, poszukać inspiracji w Internecie i do dzieła!

A oto kilka z efektów Naszej wspólnej pracy:























4 komentarze:

Dziękuję Ci za pozostawiony komentarz. Za każdym razem czuję się niezwykle doceniona :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger