4 Miesiące Hani już za Nami! :)

4 Miesiące Hani już za Nami! :)

Tak, kolejny miesiąc minął. A w temacie braku czasu nic się nie zmieniło :)

Jeszcze chwile temu Hania była drobniutka, malutka, nie wiedziała co się dookoła niej dzieje, jedynie jadła i spała...a dziś? Dzisiaj to już potrafi dużo dużo więcej :)

Po tych kilku zaledwie miesiącach wiemy już, że Hania, to dziecko niezwykle towarzyskie i gadatliwe :) - oj biada Nam, jeśli to będzie z miesiąca na miesiąc postępować :)
Jak tylko mamy gości lub w gościach jesteśmy, to w Hanie wstępują ukrywane pokłady energii, senność znika w niewyjaśnionych okolicznościach i oczywiście o spokojnym leżeniu w łóżeczku tudzież w wózku, mowy nie ma. Nie chodzi jej jedynie o to, by być noszona na rękach, wystarczy, że zostaje "posadzona" przodem do wszystkich i gadaniu i okrzykom radości nie ma końca.

Co do tej gadatliwości jeszcze....
No cóż, Hania chodzi spać między 19 a 20, wstaje około 5 (próbowaliśmy, ją położyć po 21 licząc, że wstanie około 7 nic z tego, próżne nadzieje - wstaje z zegarkiem w ręku, noc w noc tak samo) i co wtedy? Że głodna jest to słyszą sąsiedzi w promieniu dwóch najbliższych klatek, należy dać jej jeść od razu, nie zwlekając ani minuty. Ale jak już naje się do syta zaczyna się śmiać w głos, gadać, gaworzyć i piszczeć. Próbowaliśmy wielu rzeczy, nic nie skutkuje, należy do 6/6.30 przeczekać. Potem dopiero zmęczona idzie spać. O zgrozo! Akurat kiedy ja już muszę powoli szykować się do wstawania :)

Poza tym trzeba mieć już ją na oku przez cały czas, bo uwielbia przekręcać się na brzuszek, widać, że za każdym razem jest z siebie niezwykle dumna. My oczywiście nie mniej :)

Prawie cały miesiąc już kąpie się w dużej, normalnej wannie. Kąpiele uwielbia, chlapie nogami coraz bardziej i śmieje się raz po raz. A i dla Nas to duże ułatwienie, bo nie trzeba latać z wanienką do sypialni.

Hania poza tym je już w miarę regularnie, nie co 2 godziny, a co 3/4. Drzemie w ciągu dnia około 3 razy. Rano po przebudzeniu, potem około południa i ostatni raz około 15/16. Jedna drzemka dłuższa około 2/3 godzin a dwie pozostałe po 30/45 minut.

No i coraz częściej się bawimy. Na macie, w bujaczku, w łóżeczku i w wózeczku.... Coraz więcej rzeczy dookoła Hanie interesuje i coraz więcej zabawek jest w stanie utrzymać w rączkach. Więc zwiększają się powoli możliwości naszych zabaw :)
No i ślinimy się. Ślinimy się na potęgę! Obślinione ubranie, ręce, pieluchy i wszystko dookoła. Widać, że w kość dają też dziąsełka. Zaopatrzyłam się już w żel, zobaczymy czy pomoże.

W tym tygodniu odbyliśmy pierwszą wizytę u ortopedy. Niunia ma niestety lekką asymetrię na lewą stronę. Ale przepisane masażyki powinny bardzo szybko zażegnać problem. No i mamy nakaz, aby częściej kłaść Hanię na brzuszku. To akurat wyzwanie. Trzeba się trochę nagimnastykować, by ją do tego zachęcić, bo bardzo szybko płacze i grymasi. Będziemy próbować.

Kolejne szczepienia za parę dni, ostatnio przeszła je bez ani jednej łezki, więc trzymam kciuki by tym razem poszło równie szybko i bezboleśnie.


14 tydzień


15 tydzień


16 tydzień


17 tydzień

Rośniemy cały czas, waga 6 700 g, a długości około 62/63 cm ;) <3

A co u Waszych maluszków?
Czy macie jakieś pomysły jak zachęcić maluszka do leżenia na brzuszku???

Facebook moim życiem...

Facebook moim życiem...

 (źródło polskieradio.pl)

Od paru lat można zaobserwować okropny trend... Wszechobecne nowinki techniczne i technologiczne opanowują wszystkich ludzi dookoła. Starszych ludzi co prawda najmniej, ale już Ci w średnim wieku, trochę młodsi i Ci najmłodsi nie są w stanie od tego uciec..

Rozpoczyna się już w szkole. Nie mieć w domu komputera to najgorsza żenada i wstyd. Wytykanie palcami i obśmiewanie. Telefon komórkowy musi być jak najnowszy, jak najlepszy. A jeśli ktoś nie posiada, to samo, co w przypadku braku komputera - trzeba poniżyć, obśmiać..

Im starszy człowiek, tym bardziej się okazuje, że cały ten "cyberświat", telefony, komputery, nawigacje, etc.. są nam niezbędne, ułatwiają życie, pomagają w trudnych sytuacjach.
Najgorsze, że czasem im człowiek starszy, to tak się zatraca, że znajomych, z którymi można by wyjść pogadać, pośmiać się, zwierzyć - to na próżno szukać. Ale za to na Facebook'u czy wszelkich innych portalach, cała masa. Tylko jakoś nikogo nie ma kiedy Nasze problemy Nas przytłaczają, kiedy nie radzimy sobie i potrzebujemy pomocy...

Ja nie twierdzę, że to wszystko jest złe! To jest potrzebne, a czasem nawet niezbędne. Sama przecież korzystam z komputera i Internetu niemal codziennie. Tylko trzeba umieć zachować granice między rzeczywistością a tymi wszystkimi "gadżetami". Czasem ta granica jest bardzo cienka i trzeba ostrożnie między tym wszystkim balansować.

U wielu rodzin to wygląda tak: dziecko non stop przed komputerem - gry, portale społecznościowe, wirtualne rozmowy ze znajomymi poznanymi w sieci. Rodzice się zbytnio nie przejmują. No bo czym? Przecież dziecko zajmuje się sobą, to dla nich ulga, mają święty spokój.

Śniadanie, obiad, kolacja - wspólny posiłek - a widok nierzadki: wszyscy z nosami w telewizorze lub ktoś dla odmiany nie rozstaje się z telefonem. W jednej ręce widelec, w drugiej telefon... Ani rodzicom, ani dzieciom to nie przeszkadza.
Tylko czy oni naprawdę żyją wspólnie ze sobą?
Co wiedzą o sobie nawzajem?
Gdyby ktoś ich spytał - Co lubi Twoje dziecko? - Czego się boi? - Jakie ma problemy?
Wiedzieliby co odpowiedzieć???

Ja sama ostatnio trochę się zatraciłam. Chciałam wydłużyć dobę. Mieć czas na wszystko.
Poświęcałam czas Hani, ale gdy szła spać brałam sobie tyle na głowę, że przez chwilę zapominałam o najbliższych. Chciałam wszystkiemu sprostać. Teraz wiem, że da się wszystko jakoś poukładać, ale czasem, choć na chwilkę trzeba odpuścić, wyluzować, odpocząć. Świat się nie zawali, a my i tak będziemy szczęśliwi.

Po przeanalizowaniu tego wszystkiego i zastanowieniu się, co tak naprawdę powinno być  najważniejsze, stworzyłam listę kluczowych elementów, które w każdym domu powinny być na pierwszym miejscu. Jeśli chcesz je znać zapraszam do czytania:

TOP 1. Przynajmniej jeden wspólny posiłek dziennie. Wspólna rozmowa, opowiedzenie, co wydarzyło się w ciągu dnia. Co Nas uszczęśliwiło, co Nas zasmuciło. Cokolwiek, po prostu rozmowa, bez gapienia się tępo w telewizor lub telefon.

TOP 2. Znaleźć czas na wspólną zabawę z dzieckiem. Ono tego potrzebuje, Twoja uwaga jest mu ogromnie potrzebna. To da mu bliskość, poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim radość. Z dzieckiem nieco starszym możesz wspólnie zrobić deser, lunch czy iść na spacer. Są różnie sposoby, nie wymiguj się.

TOP 3. Znajdź czas dla siebie. Choć 5 minut. Może kąpiel, pomalowanie paznokci lub po prostu usiądź i w spokoju wypij herbatę, jeszcze ciepłą :)

TOP 4. Codziennie doceń, pochwal lub po prostu powiedz dziecku, mężowi, partnerowi coś miłego. To tak naprawdę nic nie kosztuje, ale uśmiechy na twarzach najbliższych będą ogromne. To naprawdę budujące i wzmacniające, kiedy ktoś potrafi zauważać i doceniać takie drobne rzeczy. Tak się człowiekowi od razu cieplej na sercu robi :)

TOP 5. Rób to, co kochasz. Miej pasje. Obojętnie jaką. Nie masz zdolności plastycznych ani muzycznych, ale za to lubisz pływać? Idź na basen. Nie musisz codziennie, ale może warto wygospodarować czas i przejść się dwa razy w tygodniu. Nie masz ochoty? To może zawsze chciałaś nauczyć się tańczyć, ale nie miałaś z kim chodzić na lekcje, może fajną alternatywą będzie dla Ciebie zumba? Gwarantuję, że trochę się namęczysz, ale endorfiny będą buzować :)
Zawsze miałaś dużo do powiedzenia, ale nie zawsze znajdowałaś słuchaczy? - Spróbuj swoich sił i załóż bloga! :)
Jest wiele pomysłów i możliwości. Naprawdę warto mieć jakąś pasję i stale ją rozwijać, to da Ci ogromne pokłady energii i sprawi, że uśmiech częściej będzie gościł na Twojej twarzy.

TOP 6. Wspólne spędzenie czasu. Chociaż raz w tygodniu wyjdźcie gdzieś całą rodziną. Do parku, na wycieczkę, na piknik, lody....tu też możliwości jest wiele. Ale bądźcie razem, wszyscy. W tygodniu czasem nie ma kiedy, dni lecą jak szalone, w pracy więcej obowiązków etc.. Poświęćcie dla siebie te parę godzin w weekend i miło spędźcie razem czas. To na pewno przyniesie wiele korzyści.

Niby to wszystko takie logiczne, ale bardzo często lekceważone i bagatelizowane. Pamiętajmy, że żyje się raz, więc nie pozwólmy, by życie Nam przeciekało między palcami. Ten czas i tak zdecydowanie za szybko pędzi i ani myśli się zatrzymać czy zwolnić, choć na małą chwilkę.

Choć czasem jest ciężej, czasem nie chce się nawet człowiekowi podnieść z łóżka to nie zapominajmy, że najbliżsi Nas potrzebują. Owszem raz na jakiś czas ma się ochotę popatrzeć w telewizor i nie robić nic, mi też się to zdarza. Ale też z drugiej strony zawsze sobie myślę, że chciałam mieć wspaniałego Męża, dziecko i fantastycznych znajomych - i dostałam to, ale to czy będziemy szczęśliwi, czy będziemy mieć satysfakcję z Naszego życia i czy będziemy wstawać codziennie rano z uśmiechem od ucha do ucha, a nie z kwaśną miną i kręcić na wszystko nosem- zależy już tylko i wyłącznie od Nas samych! :)


Nie palę w ciąży - również biernie

Nie palę w ciąży - również biernie


Krzyk, coraz większe rozwarcie, odejście wód. Lekarz prowadzący decyduje na przewiezienie kobiety na salę porodową. Kolejna kobieta, jedna z wielu, przeżywa ten długo wyczekiwany, piękny moment - poród. Coraz większy ból, coraz większy stres i niecierpliwość, kiedy wreszcie będzie mogła przytulić swoje dziecko. Mijają minuty, rozwarcie się zwiększa, położna nie odchodzi na krok, lekarz zagląda od czasu do czasu. Po kilkudziesięciu minutach krzyku i łez już widać główkę. Więc jeszcze tylko chwilka, parę minut i będzie tuliła swoją córeczkę do piersi.
Położna i lekarz z uśmiechem na ustach wyjmują dziecko....i uśmiechy zamierają.... Nagle pośpiech, wołają kolejnego lekarza, a dziecko znika za drzwiami. Matka nie wie, co się dzieje. Niewiele do niej dociera. Przecież teraz miał być ten piękny moment. Miała usłyszeć - Wszystko w porządku, ma Pani piękną córeczkę, otrzymuje 10 pkt.. Czy to jakiś koszmar? Co z jej dzieckiem?

Jej dziecko, ta piękna, maleńka córeńka noszona pod sercem przez ostatnie 9 miesięcy bardzo cierpi. Lekarze orzekli stan ciężki, potrzeba kontroli kardiologicznej, problemy z oddychaniem. Kardiolog i reszta lekarzy robi wszystkie potrzebne badania. Każdy z nich ma poważną minę, zaciśnięte usta. Dziewczynka oddycha, ale wyniki badań są bezlitosne - dziura w serduszku, tak duża, że dają dziecku jedynie 20% szans na przeżycie.
Dla kobiety to jest jak wyrok. Najbliższą przyszłość spędzą w szpitalu, nie wiadomo jak długo, mała musi mieć stałą opiekę lekarzy. 
Po dwutygodniowym pobycie w szpitalu lekarze orzekają, że nic więcej nie są w stanie zrobić, nie wiadomo ile dziewczynka przeżyje, dziura w serduszku jest ogromna. Jedyne co zostaje to kontrole w Warszawskiej klinice co miesiąc. Co dalej? - Starać się żyć normalnie i cieszyć, że póki co dziecko żyje.
A w domu ciągły płacz i pytania - dlaczego?

DLACZEGO? Przecież kobieto piłaś i paliłaś w ciąży na potęgę! Myślałaś sobie - A co tam, jeden papieros nie zaszkodzi. A za nim były kolejne. Czasem po bardziej stresującym dniu paliłaś jeden za drugim, wszyscy ostrzegali, najbliższa rodzina prosiła... Ty nic nie robiłaś, a teraz dziecko cierpi, co Ci ono zawiniło?


Co się stało dalej? Ta dziewczynka żyje, ma się całkiem nieźle. Ma 15 lat, jest całkiem wydolna fizycznie. Jej się udało. Po kilkunastu kontrolach w klinice sam lekarz patrzył w wyniki badań dziewczynki i nie dowierzał. Popatrzył matce w oczy i powiedział, że dla niego to CUD, takich przypadków w Polsce jest tylko kilka, gdzie to skończyło się tak  dobrze. Wielu dzieciom się nie udało...
Chcesz zaryzykować? To pal.
Jesteś taka odważna? Pamiętaj, że jeśli zrobisz krzywdę swojemu jeszcze nienarodzonemu dziecku to prędzej czy później wyrzuty sumienia Cię dopadną. A one są bezlitosne!

Wpis powstał w ramach akcji Nie palę w ciąży - również biernie, której organizatorką jest Monika, autorka bloga Jest mama są dzieci.
Więcej informacji o akcji na blogu - http://niepalewciazy.blogspot.com/ 


Patroni medialni: 













Sea Park - czyli kolejna propozycja aktywności rodzinnej :)

Sea Park - czyli kolejna propozycja aktywności rodzinnej :)

Tak jak obiecałam w poście o Naszych wakacjach (znajdziecie go tutaj) miałam napisać o kolejnym fajnym miejscu, które warto zwiedzić. Najlepiej oczywiście całą rodzinką :)

Każdy kto mieszka w pobliżu Łeby, przyjeżdża w tamte strony na wakacje lub planuje gdzieś być w tamtych rejonach, z całą pewnością powinien wybrać się do Wicka/Sarbska, (10 km od Łeby) by zwiedzić to miejsce.

Sea Park Sarbsk jest największym parkiem rozrywki, jaki możemy znaleźć na północy Naszego kraju. Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć mały, ale dysponuje on szeroką ofertą zarówno rozrywkową jak i edukacyjną. Zwiedzanie go z pewnością zajmie co najmniej 2 godziny, choć pewnie dłużej jeśli wybierzemy się tam z dziećmi :)

Co tam się znajduje?

1. Muzeum marynistyczne
2. Park makiet zwierząt morskich
3. Park miniatur latarni morskich
4. Wrak na wspak
5. Woliery z ptakami
6. Gaj małego pirata (plac zabaw dla dzieci, znajdujący się w środku repliki słynnego polskiego galeonu)
7. Park zręcznościowo - linowy dla dzieci
8. Kino emocji 5D, Oceanarium prehistoryczne 3D
9. Błękitek Live Show (multimedialne widowisko, którego głównym bohaterem jest zabawny wieloryb)
10. Fokarium (można trafić na zabawny pokaz fok)
11. Gastronomia
12. Strzelnica z konkursami i nagrodami
13. Sklepik z pamiątkami

Bilety do parku prezentują się następująco:
  • Bilet normalny  34 zł
  • Bilet ulgowy 24 zł
  • Dzieci do lat 4 wstęp bezpłatny
Oczywiście w cenę wlicza się wszytko oprócz stoisk gastronomicznych, strzelnicy i sklepiku z pamiątkami. Resztę rzeczy można zwiedzać i oglądać do woli, bez ograniczenia czasowego.

Dodatkowy plus za miejsce do przewijania dla niemowlaków. Zwracam ostatnio na to szczególną uwagę. Tym bardziej, że do Parku wybraliśmy się bez wózka. Park odwiedziliśmy w drodze powrotnej do domu, więc ciężko by Nam było wózek wyjmować z zapakowanego do ostatniego skrawka wolnego miejsca bagażnika. Musieliśmy się wspomagać nosidełkiem, więc miejsce do przewijania było niezbędne.

Mimo, że Hania większość wycieczki przespała, to my frajdę mieliśmy ogromną. Nawet takie duże dzieci jak my, zabawę miały przednią. Pewnie za parę lat wybierzemy się tam z Hanią ponownie, żeby mogła sama poszaleć i pozwiedzać, na razie po miłym pobycie pozostają wspomnienia i masa zdjęć (no to żadna nowość!) :)))

Dla tych, którzy chcieliby odwiedzić to miejsce podaję link do strony: http://www.seapark.pl/ 















Blogosfera Canpol Babies - mata do zabawy "Piraci"

Blogosfera Canpol Babies - mata do zabawy "Piraci"


Canpol Babies chyba bardzo Nas, czyli mnie i Hanie, bardzo lubi :)
Po raz kolejny miałyśmy przyjemność testować ich produkt, tym razem była mata do zabawy z funkcją kojca, z kolekcji "Piraci".

Mata od samego początku bardzo mi się podobała, wcześniej miałam oko na bardzo podobną, więc jak dowiedziałam się, że ją dostaniemy moja radość była całkiem spora :)
Hania na początku nie przejawiała radości z tego powodu. Pierwsze próby zabawy widocznie były nieco za wcześnie, bo każda próba położenia jej i zainteresowania nową zabawką kończyła się małym nerwem i płaczem. Toteż na jakiś czas postanowiliśmy matę położyć grzecznie w pokoju i trochę odczekać.

Na okres przerwy przypadł Nasz wyjazd nad morze, a tam Hania powolutku nabierała coraz większych chęci i zdolności do zabawy z otaczającymi ją małymi grzechotkami, swoją pierwszą maskotką - sową oraz różnymi innymi grającymi zabawkami.

Po Naszym powrocie z wakacji postanowiłam jeszcze raz sprawdzić reakcje Hani na nową zabawkę i tym razem UWAGA! dziecko moje zajęte było przez prawie godzinę! Zainteresowała się wiszącymi zabawkami, spodobała jej się grająca melodia. Najpierw wpatrywała się w zabawki wiszące nad głową, potem eksplorowała nowy teren na brzuszku a na koniec, znów na plecach, śmiała się i  gaworzyła na całego. Od tamtej pory Hania regularnie bawi się na macie i widzę, że sprawia jej to coraz większą frajdę, zwłaszcza, że zainteresowanie wszelkimi zabawkami i wszystkim co się dzieje dookoła ciągle rośnie :)

Kilka słów od strony technicznej:

Mata została wykonana z mięciutkiej kolorowej tkaniny. Tkanina jest na tyle gruba, że dziecku nie przeszkadza, gdy położona jest na podłodze lub innych twardych powierzchniach. Wyposażona jest w 5 piszczących, szeleszczących i grzechoczących zabawek, które możemy odpinać i przypinać w każdej chwili. Dodatkowo na macie również znajduje się kilka zabawek, piszczałka, szeleszczące kółeczka, melodyjka, lusterko i grzechotka. Funkcja kojca umożliwia Nam zapinanie brzegów, dzięki czemu zaczynające się turlać i poruszać niemowlę nie wyjdzie poza matę.














Myślę, że zakup takiej lub podobnej maty do zabawy to bardzo dobry pomysł. Różnorodność zabawek i kolorowe przedmioty bardzo przyciągają uwagę dziecka i jednocześnie stymulują jego rozwój. A przy okazji zabawy dziecka na macie i Mama może znaleźć chwilę wytchnienia, co czasem przydaje się w ciągu dnia :))
Wakacje z dzieckiem? Jestem na TAK!!!

Wakacje z dzieckiem? Jestem na TAK!!!

Tyle dni czekałam na ten wyjazd, a on tak po prostu się skończył nawet nie wiadomo kiedy...
Tyle pakowania, organizowania się, moich nerwów i stresu - Czy, aby na pewno zapakowałam wszystko co niezbędne i potrzebne na w razie czego....i zanim się obejrzeliśmy już wracaliśmy do domu.

Ale, bądź co bądź, wyjazd się odbył, pierwsze Nasze wakacje w trójkę i jednocześnie pierwszy wyjazd Hani nad Nasze polskie morze uważam za super udane! :)

Zacznę od początku. Pakowaliśmy się dwa dni. No w sumie to Ja pakowałam Nas wszystkich :)
Skorzystałam z rad innych blogujących koleżanek czytających mnie od czasu do czasu i zaczęłam od zrobienia listy. I to był strzał w dziesiątkę! Co prawda co chwila do listy zostawało coś dopisywane, ale to dzięki niej zabraliśmy ze sobą wszystko co było i potrzebne i niezbędne i na w razie czego. Jestem z siebie dumna! Samochód był co prawda zapakowany na maksa, ale wszystko się zmieściło, a to najważniejsze :)

Tak jak wspominałam już jakiś czas temu, Nasze wyprawy nad jezioro były bardzo udane, gdyż tamtejsza atmosfera działała na Hanię niezwykle kojąco i usypiająco, tak miałam nadzieję, że nadmorskie klimaty będę równie przyjemne. Na szczęście moje prośby zostały wysłuchane, bo Hania większość wyjazdu po prostu przespała. Zdarzały się małe nerwy każdego dnia, ale raczej spowodowane były nowymi widokami, wrażeniami i brakiem swoich znajomych kątów i łóżeczka. Ale niunia była dzielna, grzeczna, zadowolona i gadatliwa przez większość wyjazdu. Nawet, o czym wspominałam we wcześniejszym poście, zdarzyła Nam się całkowicie przespana noc, co wprawiło Nas w niezwykle radosne nastroje. Mogę więc z czystym sumieniem i z uśmiechem na ustach stwierdzić, że moje obawy co do dłuższych wyjazdów póki co nie mają racji bytu, miejmy nadzieję, że to znaczy, że Hania odziedziczyła po mnie duszę wędrownika i wszelkie wyjazdy będą aprobowane z jej strony :)

Pogoda Nas w miniony tydzień nie rozpieszczała, ale nie narzekaliśmy z tego powodu, bo przynajmniej niunia nie musiała się męczyć. Wystarczy, że teraz mamy ponad 30-sto stopniowe upały. Mimo to i tak posiedzieliśmy na plaży, pospacerowaliśmy, zwiedziliśmy całą Łebę i pojedliśmy dobrej rybki. Więc cel, żeby porządnie się zrelaksować i wypocząć został całkowicie osiągnięty :)

Jedyny minus jaki zauważyłam, nie wiem jak jest w innych nadmorskich miastach niż Łeba, to notoryczny brak miejsca w większości restauracji na przewinięcie dziecka, nie wspominając o nakarmieniu. My sobie radziliśmy z przewijaniem w wózku, na szczęście gondola jest duża i nie było to problemem, ale z tego co zauważyłam, to wielu rodziców woziło małe dzieci w fotelikach samochodowych zamontowanych na stelażach do wózków, a tam już pojawia się problem z wszelką zmianą pampersów. Myślałam wcześniej, że w takich miejscach, gdzie głównie turyści dają zarobić, pokoiki lub chociaż niewielkie miejsca ułatwiające pobyt matkom z dziećmi to norma, ale jak widać się myliłam. Mam nadzieję, że w końcu zacznie się to zmieniać :)

Niestety nie zdążyliśmy obejrzeć łebskich wydm, ale za to, udało Nam się pojechać do Sea Parku kilka kilometrów za Łebą - ale o tym, napiszę w następnym poście :)

Poniżej krótka fotoleracja z Naszego wypadu:















Już tęsknię z powrotem za tymi widokami! Wyjazd do Łeby uważamy za jeden z tych bardziej udanych. Nie dość, że to pierwsze Nasze wakacje z Hanią, to w dodatku pierwsze moje wspólne wakacje z jedną z sióstr (a jest ich 3) :) Tak się składało przez te wszystkie lata, że nie udawało mi się nigdy wspólnie wyjechać choć z jedną z nich, więc sentyment do Łeby tym większy. Kto wie, może jeszcze kiedyś tam wrócimy :))

A tymczasem planujemy jeszcze wyjechać w te wakacje na mazury, zobaczymy co z Naszych planów pozostanie :))

A u Was moje drogie jak mijają wakacyjne urlopy? No i jak Wy radzicie sobie z tak ogromnymi upałami.....??? :)
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger