Potworem byłam. #zdrowyczwartek

Wspominałam o tym mimochodem kiedyś, w którymś poście...
Postanowiłam jednak w ramach akcji #zdrowyczwartek, o której pisałam już TU, podzielić się z Wami moją historią i tym, jak udało mi się wrócić do formy.


Zachłyśnięci wolnością, ja i mój wtedy jeszcze narzeczony, wprowadziliśmy się do wspólnego pierwszego maleńkiego mieszkania. Urządzaliśmy się, chcieliśmy, by te Nasze kąty były piękne i przytulne. Gotowaliśmy sobie wspólnie smaczne obiadki, urządzaliśmy przepyszne kolacyjki, ale też stołowaliśmy w restauracjach, pizzeriach i innych popularnych lokalach z ofertą szybkich i smacznych dań. Chyba nie muszę dodawać, że niekoniecznie zdrowych? :)
No, na efekty nie trzeba było długo czekać...

W sumie to nawet nie od razu zauważyłam przyrost wagi, jakoś tak niezauważenie zaczęłam kupować ciuchy o rozmiar większe, dwa... No nie wiem, może nie chciałam tego widzieć.
Dopiero po dwóch latach wstrząsnął mną, mój własny widok. Tuż po powrocie z wakacji nad morzem. Usiedliśmy wspólnie, jak to mamy w zwyczaju po dziś dzień, żeby obejrzeć fotki z wakacji. Wiecie co, patrząc na zdjęcia, robiłam coraz większe oczy ze zdumienia. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak okropnie wyglądam.... Nie przesadzam. Miałam 18! kg za dużo... To było straszne...
Wyglądałam gorzej, niż niektóre kobiety w ciąży.. I nie chodzi mi o to, że kobiety w ciąży wyglądają źle. Co to, to nie! Chodzi mi o ilość kilogramów i to, że w tej ciąży wcale przecież nie byłam...

Wstrząsnęło to mną na tyle, że postanowiłam od razu coś zmienić. Nie chciałam tak wyglądać. Zaraz też zaczęliśmy planować ślub, miałam też niezłego kopa motywacyjnego.
W związku z tym, że każdy grosz zaczęliśmy odkładać na wydatki związane ze ślubem i weselem, nie mogłam sobie pozwolić ani na dietetyka, ani na wypasione i regularne zajęcia na siłowni....postanowiłam posiedzieć w sieci, poczytać książki i dopasować coś pod siebie, pod własny organizm...

Muszę przyznać, że naczytałam się wiele.
Sporo godzin siedziałam i selekcjonowałam zdobytą wiedzę i tak powstał mój plan:

1. 5 Posiłków dziennie
(niby banalne, ale zupełnie się tego wcześniej nie trzymałam, jadłam za każdym razem, gdy nachodziła mnie ochota)
2. 2 litry napojów dziennie
(też banał - ale odkąd pamiętam zawsze piłam bardzo mało w ciągu dnia, więc musiałam sobie to zapisać i zacząć przestrzegać)
3. 2 Razy w tygodniu basen
(budżet domowy na to pozwalał, poza tym pływać uwielbiam i nie od dziś wiadomo, że pływanie wspomaga utrzymanie szczupłej sylwetki i zrzucanie zbędnych kilogramów)
4. 2 Razy w tygodniu dodatkowa aktywność fizyczna, oprócz basenu
(w moim przypadku to były ćwiczenia z hantlami i zwykłe aerobowe wykonywane w domu, lub jazda na rowerze - co najmniej 30 minut, choć starałam się trochę dłużej)
5.  Zero słodyczy!
(No nie oszukujmy się nie wytrzymałabym - postanowiłam, że jeden dzień w tygodniu będę sobie pozwalać i to zdało egzamin)
6. Unikać tłustych i smażonych potraw
(Zaczęłam w końcu więcej gotować zup, dusić mięsa, jeść więcej ryżu, kasz itp)
7. Dałam sobie czas (Nie zakładałam, że w tydzień schudnę 5 kg, potem kolejne itd. Wiedziałam, że na początku spadek będzie szybki, potem zacznie spowalniać i kontrolowałam to cały czas na wadze)

Plan, który stworzyłam był dla mnie idealny. Zrzuciłam w jakieś, między 6 a 8 miesięcy około 22 kg, czyli i tak trochę więcej niż zakładałam. Wiedziałam, że to waga idealna dla mnie, dobrze się czułam. Mogłam znów wymienić garderobę, bo wchodziłam w ciuchy 3 rozmiary mniejsze niż przed dietą :)

To, na co chciałabym Wam zwrócić uwagę, to, że podjęcie decyzji o diecie wiążę się ze zmianami na całe życie. Ja kiedyś tego nie rozumiałam. Ale prawda jest taka, że jeśli zaczynamy dbać o siebie, zdrowo się odżywiać - zaczynamy czuć się lepiej, wyglądać lepiej, jesteśmy zdrowsi. Te nawyki i zasady, którymi kierujemy się podczas rozpoczynania diety wchodzą Nam w nawyk, stają się Naszą codziennością. Jeśli jest inaczej i wracamy do wszystkiego co było wcześniej, to może Nas czekać nieprzyjemny efekt jo-jo, którego bardzo trudno się pozbyć.
Przestrzegałam tych zasad również w ciąży, i wierzcie mi nawet w 9. miesiącu, tuż przed porodem, nie byłam tak opuchnięta, jak w tamtym momencie przed dietą.. Czuję satysfakcję, że udało mi się! :)

Jasne są osoby, które mogą jeść co chcą i ile chcą, mam siostrę, która jest taką szczęściarą, i waga stoi w miejscu, no nie ruszy się ani o kilogram. Ale niestety takich osób jest niewiele.
Dlatego warto mieć nawyk odżywiania się zdrowo, co nie musi równać się niesmacznie! i uczyć tego Nasze dzieci :)

Nie ukrywam, że zdarzają mi się dni, kiedy jem trochę mniej zdrowo, kiedy mam ochotę na tonę słodyczy i niezdrowych przekąsek, no cóż uważam, że nie warto sobie odmawiać, ale potem staram się nadrobić ćwiczeniami, dłuższym spacerem z Hanią lub po prostu lżejszymi daniami przez kilka kolejnych dni. Efekt jest i utrzymuje się na długo :))


Poniżej moja propozycja na kilka porcji smacznych i zdrowych dań:

Śniadanie - Jogurt z owocami

Potrzebujemy:
- jogurt naturalny
- borówki, maliny, brzoskwinie, gruszki, morele, banany (co kto woli i na co ma ochotę)
- rodzynki
- płatki owsiane
- opcjonalnie odrobina cukru brązowego (choć nie powinien być potrzebny)

Wybrane owoce kroimy na kawałki, dodajemy do jogurtu, mieszamy. Jeżeli musimy, dodajemy trochę brązowego cukru, mieszamy i gotowe! :)

Obiad - Podduszane kawałki z kurczaka z ryżem/kaszą/ziemniakami

Potrzebujemy:
- pierś z kurczaka (pojedyncza pierś na jedną osobę)
- łyżeczka miodu (na pojedynczą pierś)
- szczypta soli lub trochę sosu sojowego
- szczypta pieprzu
- oliwa (2-3 łyżki)

Kroimy pierś z kurczaka na kawałki, wrzucamy do przygotowanego wcześniej w misce sosu - czyli zmieszane oliwa, przyprawy i miód). Odstawiamy na co najmniej 15 minut, by wszystko się przegryzło. Następnie na rozgrzaną patelnię (nie wlewamy na nią nic, żadnej oliwy ani oleju) przerzucamy całość z miski i trzymamy na ogniu pod przykryciem od czasu do czasu mieszając (należy uważać, bo miód może się przypalać). Po kilkunastu minutach 10-15, mamy gotowego kurczaka. Podjemy z ryżem, kaszą czy ziemniaczkami. Do tego świeże pomidorki.
Palce lizać!

Kolacja - Koktajl bananowy

Potrzebujemy:
- 2 banany
- szklanka mleka
- szczypta cynamonu

Banany kroimy na cienkie plasterki zalewamy szklanką mleka i blendujemy.
Następnie dodajemy cynamon do smaku. Przepyszny jest po wyjęciu z lodówki, po schłodzeniu przez co najmniej 15 minut, ale koktajl o temperaturze pokojowej smakuje równie przyjemnie :)

(źródło: izz.waw.pl)


A na koniec przypominam Wam wszystkim, że powstała słuszna akcja #głodnizmian, nadal zbieramy podpisy, nadal sporo brakuje. Także kto jeszcze nie podpisał petycji, niech szybciutko wchodzi na stronę: http://glodnizmian.pl/ lub przeczyta mój wcześniejszy post, w którym zawarłam wszystkie informacje - http://notatkiprzyszlejmatki.blogspot.com/2015/09/godni-zmian-ja-jestem-godna-ty.html.



7 komentarzy:

  1. Ja od dłuższego czasu próbuję się wziąć za siebie i jakoś nie mogę się do tego zabrać. Nie mam motywacji, potrzebny jest mi właśnie kop do zmian. Może Twój wpis doda mi skrzydeł :)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze mój wpis pomoże, a nie odwrotnie :)))
      Gdybyś potrzebowała wsparcia to śmiało pisz :)
      Ja sama jeszcze borykam się z paroma kilogramami po ciąży ...

      Usuń
  2. A ja całe życie chciałam przytyć, ludziom nigdy nie dogodzisz :) Dopiero teraz, po latach przywykłam do tego, że jestem szczupła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobnie jak moja siostra :) Całe życie może jeść co chce i kiedy chce, myślała, że po ciąży parę kilogramów jej zostanie, ale nic z tego. Jest jeszcze szczuplejsza....a inni się muszą męczyć :)))

      Usuń
  3. O! Jakże to pomocne dla mnie... bo właśnie od dzisiaj postanowiłam się wziąć za siebie. Ile czasu poświęcałaś na pływanie na basenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Ja pływać uwielbiam, więc czasem to nawet półtorej godziny. Ale założenie miałam, żeby pływać zawsze nie mniej niż 40/45 minut :)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za pozostawiony komentarz. Za każdym razem czuję się niezwykle doceniona :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger