Dlaczego zajadamy stres? #zdrowy czwartek



Niektórzy ludzie pod wpływem stresu nie mogą patrzeć na jedzenie, mija godzina, dwie,trzy, a oni nic. Nie zjedzą ani odrobiny, czasem nawet nie mogą się niczego napić. Pod wpływem stresu żołądek podchodzi im do gardła i nic na to nie mogą poradzić, trzeba przeczekać.

Znajdują się oni niewątpliwie w lepszej sytuacji, niż Ci, którzy pod wpływem stresu zaczynają jeść. Jedzą cokolwiek się pod rękę nawinie. A zwykle oczywiście pod ręką nie ma nic oprócz cukiereczków, batoników, chipsów, czekolady itp.... Jeszcze o ile niektórym ludziom takie stresujące sytuacje przytrafiają się raz na pół roku czy jeszcze rzadziej to nie taki wielki problem, jak tym, u których te sytuacje występują co najmniej raz w tygodniu, a nawet i częściej.

Zazwyczaj kończy się to sporą ilością zjadanych słodyczy i picia wyskokowych napojów tudzież gazowanych. Nic dobrego to nie przynosi, w sumie to nawet Nasze samopoczucie się niewiele zmienia, bo o ile chwilowo się uspokoimy lub znajdziemy rozwiązanie problemu, to za chwilę zdajemy sobie sprawę jakie ilości "śmieci" pochłonęliśmy i znowu humor osiąga poziom
"0"....

Ja kiedyś doświadczałam takiej sytuacji bardzo często. Po kłótni z mężem, po złym dniu w pracy, po nieudanym osiągnięciu celu....przychodziłam do domu i jadłam. Skończyło się to sporą nadwagą, ale o tym już pisałam wcześniej - TU.
Zastanawiałam się wiele razy czemu to tak działa i dlaczego tak się dzieje.
Trafiłam na świetną wg mnie wypowiedź dr n. hum. Olafa Truszczyńskiego - specjalistę psychologii klinicznej. Oto i ona:
"W dzieciństwie wszyscy uczymy się, że poczucie bezpieczeństwa wiąże się z matką i karmieniem piersią. To skojarzenie jest zupełnie normalne, ale w życiu człowieka dorosłego może, niestety, przybrać formę wyolbrzymioną i szkodliwą. Kiedy to ma miejsce? W sytuacji, gdy np. nauczymy się reagować na nasze potrzeby emocjonalne poprzez wypełnienie pokarmem żołądka i związane z tym faktem poczucie ulgi i przyjemności. Jest to zaspokojenie co najmniej dwóch podstawowych potrzeb człowieka – głodu i bezpieczeństwa.

Ponieważ wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy ze związku pomiędzy sytością a poczuciem bezpieczeństwa w sytuacji oddziaływania na nich stresu, nie są także w stanie przerwać tej relacji, którą można nazwać „emocjonalnym jedzeniem”. Zostało naukowo udowodnione, że objadanie się może być sposobem na redukowanie niepokoju i frustracji. Jest też oczywiste, że wielu ludzi reaguje nadmiernym jedzeniem w sytuacji, gdy oddziałujący czynnik stresowy ma charakter niejasny i wywołuje dojmujące uczucie lęku. Ludzie otyli „używają” jedzenia jako sposobu na odzyskanie samokontroli nad własnym poziomem emocji. Można to określić jako zastępczą formę radzenia sobie ze stresem, której ubocznym skutkiem jest zwiększanie się wagi ciała.

W takim przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem błędnego koła, gdzie stres prowadzi do nadmiernego jedzenia, a nadmierne jedzenie do otyłości, obniżenia samooceny i poczucia niemożności wyjścia z sytuacji. Jeśli więc rzeczywistym powodem nadmiernego objadania się jest stres, jedynym sposobem walki z nadwagą jest identyfikacja rzeczywistych źródeł stresu, przywrócenie prawidłowych godzin snu, które zwykle są zaburzone, oraz narzucenie właściwego i powtarzalnego rytmu jedzenia (śniadanie – obiad – kolacja).

Jednak otyłości nie wolno sprowadzać wyłącznie do problemów o charakterze psychologicznym. Może się zdarzyć, że człowiek w pełni usatysfakcjonowany swoim życiem ma olbrzymi i niepohamowany apetyt. To jednak mniejszość. Większość to ludzie, którzy próbują wypełnić nudę, czasem samotność, smutek czy złość uczuciem sytości i odprężenia pojawiającym się w trakcie jedzenia. Z otyłością, niestety, związane jest także spowolnienie ruchowe, brak dyscypliny wewnętrznej i objadanie się w przeróżnych porach dnia. Towarzyszy temu wstyd, poczucie winy, a nawet chęć całkowitego wycofania się z życia towarzyskiego.

Obserwacja naukowa pokazuje, że istnieje konflikt między tendencją do konsumpcji wysokokalorycznych pokarmów w celu szybkiego osiągnięcia uczucia przyjemności a długoterminowymi, negatywnymi dla zdrowia skutkami objadania się. Stres nie może być rozładowywany poprzez jedzenie! Gdy tak się dzieje, staje się czynnikiem sprzyjającym otyłości. Dlatego walcząc z otyłością, trzeba redukować stres.

Jakie techniki mogą w takiej sytuacji być szczególnie przydatne? To m.in. zmiana tempa jedzenia (im wolniej, tym lepiej), ustalenie źródeł napięcia i praca nad ich eliminacją, stosowanie technik relaksacyjnych i unikanie automatycznego reagowania jedzeniem w sytuacji stresu. Gdy poczujemy potrzebę sięgnięcia po coś do zjedzenia, trzeba się chwilę zastanowić, co jest tego przyczyną: zdenerwowanie czy prawdziwy głód. Taka wewnętrzna rozmowa ze sobą pomoże lepiej kontrolować apetyt."

Ja uważam, że mądre rzeczy On pisze. Przyznam szczerze, że jak patrzę z perspektywy czasu, te moje napady stresowe to czasem powodowały, że zachowywałam się jak jakiś wariat, albo narkoman na głodzie. Absolutnie nie porównuje się z tymi osobami, ale patrząc na mnie z boku, jeszcze ktoś mógł tak pomyśleć. Latałam po domu i trzęsłam się w poszukiwaniu czegoś słodkiego i tylko to mogło mi poprawić humor.
Nie miło wspominam ten czas. Ale poradziłam sobie z tym, teraz owszem zdarza się mi wielki apetyt, który chciałabym jak najszybciej zaspokoić, ale zdecydowanie tak drastycznie już to nie wygląda. Nauczyłam się również uspokoić się na chwilę, gdy się stresuje i nawet na siłę zjeść jakąś kanapkę, kawałek wędliny, jabłko czy banana, czasem jest to jedzenie na siłę, ale jednak przynosi więcej pożytku niż strat :)

A Wy też tak macie? Zajadacie stres? Jakie są Wasze sposoby na unikanie i radzenie sobie ze stresem??? :)

6 komentarzy:

  1. Ja mam wrażenie, że zajadam wszystko - stres, nudę, zmęczenie, zimno :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, masz rację! :)
      Szkoda tylko, że w boczkach się odkłada to zajadanie :)

      Usuń
  2. No cóż mogę rzec, mnie również dopada zajadanie stresu, teraz już mniej i staram się kontrolować swój umysł, ale niestety nie jest to takie proste, mam ochotę na coś i muszę zjeść, zajadam też nudę, to jest jakaś paranoja i nawet zmuszanie się do kontroli nie zawsze przynosi chciany efekt. To jest okropne, wyrzuty sumienia są wstrętne, ale co mam zrobić ?
    Już jest tego mniej, ale lubię jeść, wiem, że odżywiam się źle i nie potrafię tego zmienić.
    Samo się nie zmieni, mam nadzieje, że kiedyś zmądrzeje na tyle, aby wziąć sprawy w swoje ręce.
    Pozdrawiam ciepło :)
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie te wyrzuty sumienia są okropne! :)
      Ja też się staram, choć nie powiem zdarzy mi się czasem zjeść trochę słodyczy, czy "niezdrowego" jedzenia, ale ograniczam to do totalnego minimum :)

      Usuń
  3. Mi się czasem zdarza "zajadać" stres, ale to bardzo rzadko. Ogólnie jestem raczej osobą, która nie ma wielkiego apetytu, przed ciążą potrafiłam o posiłku zapomnieć (co również nie jest dobre, ale nic na to nie poradzę). Teraz w ciąży jem więcej, bo więcej składników odżywczych potrzebuje mój organizm, ale żeby "zajadać" stres, to muszę być naprawdę porządnie zestresowana. Na jakiś niewielki stres, np. małą sprzeczkę z chłopakiem czy z mamą, staram się, że tak powiem nie zwracać uwagi. Zajmuję się wtedy czymś innym, aby się uspokoić. Czymś co pochłonie moje złe myśli :) I działa! Polecam sprawdzić tą metodę :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, Panna O ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu też odgrywa duża rolę silna wola, kto szybko się poddaje automatycznie więcej i częściej zajada stresy... Trzeba też dużo samozaparcia..mnie dopada czasem gorszy okres i wtedy bywa różnie, zwykle kończy się na dużych wyrzutach sumienia :) Ale staram się pilnować jak najczęściej... Im bardziej człowiek czymś zajęty, to mniej zje - to racja! :)

      Usuń

Dziękuję Ci za pozostawiony komentarz. Za każdym razem czuję się niezwykle doceniona :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger