Projekt "Zdrowy czwartek" - podsumowanie!

Projekt "Zdrowy czwartek" - podsumowanie!



4 miesiące temu zupełnym przypadkiem trafiłam na bloga Agi - http://www.mylifestyle.com.pl/, a tam przeczytałam o akcji Zdrowy czwartek - edycja II.
Akcja była ściśle związana z promowaniem zdrowia.
Autorski projekt, który polegał na umieszczaniu wpisów, w każdy czwartek, o tematyce promującej zdrowie, bądź przepisy na zdrowe dania.

Akcja była i jest ściśle związana z projektem Głodni zmian.
Inicjatywa wspaniała! Główny cel to także promocja zdrowia, ale również wprowadzenie darmowych porad dietetycznych dla kobiet w ciąży i rodziców dzieci do lat 3.
Temat niezwykle dla mnie bliski, zwłaszcza ostatnie parę lat. Szczególnie odkąd zaczęłam studia licencjackie, na kierunku Promocja Zdrowia.


Sama borykałam się z problemem dodatkowych kilogramów i wiem, jak trudno się ich pozbyć oraz jak wiele pracy trzeba w to włożyć.
Zdaję sobie sprawę, jak trudne musi być to dla dzieci borykających się z nadwagą.
A rozglądając się dookoła naprawdę jest ich wiele.
Aby była mowa o jakichkolwiek zmianach w zakresie wprowadzenia możliwości skorzystania z porad dietetycznych musi być zebrane 10 000 podpisów pod petycją. Każdego dnia przybywa ich coraz więcej, ale prawda jest taka, że nadal brakuje sporo.
Dlatego tu prośba do Ciebie, jeżeli jeszcze nie podpisałaś/ podpisałeś petycji, wejdź na stronę i zrób to. To nie kosztuje Cię wiele, ale możesz pomóc wielu dzieciom, które nie mogą zabrać głosu w tej sprawie.

W akcje włożyłam całe swoje serce. Chciałam przybliżyć Ci temat, czasem doradzić, uświadomić że otyłość to jest problem, że warto spędzać czas posiłków wspólnie, jak ważne jest regularne spożywanie posiłków, a także pokazać jak można walczyć z dodatkowymi kilogramami z dzieckiem w zaciszu własnego domu.

Wpisy jakie przygotowałam w ramach akcji to:

1. #Głodni zmian - Ja jestem głodna, a Ty?
2. Otyłość - współczesny problem, #zdrowyczwartek
3. Potworem byłam. #zdrowyczwartek
4. Jak rozwiązać problem z nieznikającymi kilogramami? #zdrowyczwartek
5. Jak dziecko może pomóc w osiągnięciu wymarzonej sylwetki?
6. Najważniejszy mebel w domu! #zdrowyczwartek
7. Czy dzieciom potrzebna jest rutyna? #zdrowyczwartek
8. Dlaczego zajadmy stres? #zdrowyczwartek
9. Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.2 #zdrowyczwartek
10. Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.3 #zdrowyczwartek
11. Jaką dietę wybrać? #zdrowyczwartek
12. Co jeść na diecie? #zdrowyczwartek
13.Czy jesteś gotowa by ćwiczyć? #zdrowyczwartek
14. Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.4 #zdrowyczwartek
15. Wielka promocja! Skusisz się? #zdrowyczwartek
16. Typowa makaroniara! #zdrowyczwartek

Jeżeli, któryś wpis Ci umknął albo spodobał Ci się, zostaw jakiś ślad po sobie, będzie  mi ogromnie miło! :)

Jeżeli w przyszłości będą planowane podobne akcje lub kolejne edycje, możesz mi wierzyć, z cała pewnością będę chciała wziąć w nich udział, bo WARTO! :)

Jeśli natomiast zaciekawiła Cię akcja możesz być na bieżąco odwiedzając stronę: http://glodnizmian.pl/ i fanpage: https://www.facebook.com/glodnizmian/?fref=ts.

No i nie zapomnij wpaść do Agi na bloga, całkiem fajnie tam u niej :)


8 miesięcy Hani, już za Nami! :)

8 miesięcy Hani, już za Nami! :)

Niech ktoś zatrzyma świat, ja wysiadam.....!

Ja kolejny miesiąc już protestuję, tak być nie może! Pytam się grzecznie, kiedy te miesiące zleciały?

Dopiero co taką maleńką kruszynkę tuliłam, przy cycu trzymałam a teraz ganiam ją po całym domu...
No bo, owszem siedzi stabilnie, sztywno się trzyma i nie chwieje się ani ciut ciut. Ale od dwóch lub trzech tygodni staje wszędzie, gdzie się da. Wspina się po wszystkich meblach w zasięgu rąk. Od kilku dni odkryła także, że stopami należy przesuwać, co prawda zalicza upadek za upadkiem, ale jak widać jest niezwykle ambitna, cierpliwa i stale dąży do celu. Dodatkowo stojąc, próbuje łapać na tyle równowagę, żeby sama ustać, udało się raz całe 4 sekundy, potem było zderzenie pupy z podłogą.

W jadłospisie stale pojawiają się nowe produkty. I w sumie od samego początku nic się nie zmieniło, bo apetyt stale dopisuje i zjada wszystko bez żadnego problemu. Raczej jest nawet w drugą stronę, potrafi dosadnie wyrazić swój sprzeciw, jeśli jedzenie jej się już zabiera :)

Święta obfitowały w masę nowych zabawek, wszystkie mówiące, grające, szeleszczące, migoczące i śpiewające zdecydowanie wiodą prym. Zdecydowanie działają na każdy zły humorek i marudzenia. Także wybierając się gdzieś w gości nieodłącznym elementem naszej wyprawki jest jedna z grających zabawek. Myślę, że goście czują niesamowitą ulgę, spokój i ciszę po każdym naszym wyjściu :)

Do nowych umiejętności zdecydowanie trzeba zaliczyć to, że:
- Hania potrafi pokazać okno, zapytana, gdzie pada deszczyk
- zapytana o to, gdzie Ona, Tatuś lub Mama są na zdjęciach, wskazuje ścianę ze zdjęciami
- pokazuje, gdzie świeci się i stoi choinka
- pokazuje lub szuka wzrokiem osoby, o którą jest pytana (mama, tata, baba, ciocia, wujek)
- udało się jej pomachać na do widzenia, ale na razie jednorazowo, więc jeszcze nie wiemy czy to umie czy to jedynie przypadek)

Ku wielkiemu smutku Tatusia Hania niestety nie chce mówić nic oprócz: mama, baba, pa i am i czasem mam. Tatuś liczy, że lada dzień to nastąpi długo wyczekiwane "tata"i już nie może się doczekać :) Choć chyba nie zdaje sobie sprawy, że zaraz za nauką "tata" pójdzie "daj", a wtedy raczej do śmiechu mu nie będzie, zwłaszcza jak zacznie chodzić o kasę :)

Jestem jedynie rozczarowana i smutna z jednego powodu. Mimo regularnie pojawiających się stanów podgorączkowych, wstrętów do jedzenia, płaczu, ewidentnego bólu i złości - Hania nadal nie ma ani jednego zęba! 
Kiedy żaden ból jej nie dokucza noce potrafi przespać całe lub budząc się raz, żeby ją odrobinę dokarmić. Kiedy dziąsełka zaczynają boleć, Nasze marzenia o choćby połowie przespanej nocy muszą pójść w zapomnienie. Na zmianę trzeba ją tulić, zabawiać i smarować dziąsełka, by nad ranem udało jej się zasnąć choć na dwie, trzy godziny....
Mam nadzieję, że wraz z pojawieniem się pierwszego ząbka, problem zostanie zażegnany :) 

 30 tydzień

 31 tydzień

 32 tydzień

 33 tydzień

34 tydzień

Blogosfera Canpol Babies - zestaw pielęgnacyjny z aspiratorem

Blogosfera Canpol Babies - zestaw pielęgnacyjny z aspiratorem

Pisałam kiedyś o tym, jak według mnie ważna jest rutyna w życiu każdego maluszka.
Dzisiaj opiszę Ci Nasze wieczorne rytuały, które pomagają Nam w wyciszeniu Hani i przygotowaniu jej do snu.

Prawie co wieczór, po zjedzeniu swojej kolacji, Hania wie, że nastąpi jedna z jej ulubionych części całego dnia - kąpiel. Muszę przyznać, że dla Nas, szczególnie po mocno intensywnym dniu, to także najulubieńsza pora :) Dopiero po tym jak mała wyląduje w łóżeczku, z pełnym brzuszkiem, spokojnym oddechem i mocno zamkniętymi powiekami, wiemy, że w końcu nadeszły krótkie chwile tylko dla Nas, albo po prostu w spokoju mogę brać się za sprzątanie, albo za pracę, albo z robienie obiadu na następny dzień...no tu wybór co wieczór jest spory, nie ma co ukrywać :)

Ale wyprzedziłam fakty :)
Najpierw, po zjedzeniu kolacji, Hania wędruje do wanny. Pluskom, chlapaniu i zabawom w wodzie nie ma końca. Wtedy właśnie następuje kulminacja energii jaka jeszcze Hani pozostała po całym dniu :)

Z kąpieli wychodzi grzecznie, choć nie zawsze bardzo chętnie. Potem przechodzimy do wycierania i czesania czuprynki - a jest już co czesać i układać :) Następnie nawilżam jej całe ciałko, robię masaż brzuszka i plecków,  i widzę, że bardzo jej się to podoba. Za każdym razem grzecznie leży i z uśmiechem czeka na to co będę robić :)



Dopiero niedawno odkryłam też, że to najlepsza pora na obcinanie paznokci. Do tej pory zabierałam się za to rano, albo po tym jak wstała, albo przed pierwszą drzemką, i to była istna katorga. Obcinanie paznokci u jednej rączki potrafiło trwać nawet 5-10 minut. Dobrze, że w końcu mnie olśniło i spróbowałam po prostu obcinać po kąpieli. Strzał w dziesiątkę, niunia jest spokojna, nie kręci się nadto i paznokcie poobcinane w 5 minut, wszystkie :)


Od kilku tygodni mam okazję używać zestawu pielęgnacyjnego marki Canpol Babies i muszę stwierdzić, że to całkiem niezły egzemplarz. Przed wszystkim wszystko mieści się w jednym plastikowym pudełeczku (idealnie nadaje się na wszelkie dłuższe wyjazdy i podróże), jakość produktów jest całkowicie zadowalająca. Do tej pory korzystałam również z zestawów, tyle że innych, Canpol Babies - był to obcinacz i nożyczki oraz grzebyk i szczotka, i całkowicie różnią się od obecnego, szczególnie właśnie jakością. Obcinacz i nożyczki są dużo ostrzejsze niż poprzednie, grzebyk lepiej rozczesuje włosy, a szczotka ma zdecydowanie lepsze i grubsze włosie.
W zestawie znajdują się także pilniczki do paznokci oraz szczoteczka do zębów.

Choć Hania zębów jeszcze nie ma, to szczoteczkę do zębów uwielbia. Wydaje mi się, że sprawia jej niesamowitą ulgę, bo jeździ nią w tą i z powrotem po dziąsłach, a że wychodzą jej powoli ząbki i dziąsła coraz bardziej sprawiają ból i dyskomfort, okazuje się ona idealną do złagodzenia.





Jeśli chodzi o aspiratorek, jest dużo lepszy niż używanie tradycyjnej gruszki, przynajmniej dla mnie. Na razie niewiele było okazji, w których musiałabym go używać, więc ciężko mi wypowiedzieć się o szczegółach. Ale ze sprawdzonych źródeł wiem, że u wielu osób się sprawdza :)



Podsumowując więc, tradycyjnych kompletów grzebień + szczotka, nożyczki + obcinacz niekoniecznie polecam, bo miałam parę uwag. Ale ten zestaw pielęgnacyjny w pudełeczku powinien znaleźć się u większości rodziców w wyprawce dla maluszka. Pielęgnacja stanie się dużo przyjemniejsza i łatwiejsza :)

A taki cudowny widok już można podziwiać 20 minut po kąpieli :*




Zrobiłam to!

Zrobiłam to!


Przez pierwsze 6 miesięcy karmiłam Hanię wyłącznie piersią. To było moje założenie i jestem szczęśliwa, że nie miałam żadnych problemów by się udało.

Jedynym problemem od samego początku było karmienie Hani butelką.
Zdarzało się, że musiałam wyjść na dłużej. A, że Hanka przez pierwsze 3 miesiące mogła i chciała jeść dość często, zwłaszcza przy problemach z bolącym brzuszkiem, to zawsze w lodówce był zapas ściągniętego przeze mnie mleka.
Obojętnie ile by zapasu nie było Hania i tak jeść nie chciała. Oj ile trzeba było się namęczyć, by ona zjadła choć 5 mililitrów to wie tylko mój biedny i cierpliwy mąż i prababcia Hani. Kończyło się wielkim płaczem i czekaniem na mnie jak na zbawienie, bym wreszcie wyjęła cyc i ukoiła zszargane nerwy dziecka.


Pozostawało mi wtedy jedno, swoje wyjścia planować w czasie drzemki Hani i zaraz po jej nakarmieniu. No musiałam się dopasować.
I tak sobie mijał czas, nic go Nam nie zakłócało, aż do pewnego dnia.
Znalazłam się wśród prawie 30-stu szczęśliwych dziewczyn, które miały szanse wyjechać na 3 dni na mazury - więcej o tym TU.
Pojawił się więc i problem.

Tygodnie mijały, wyjazd się zbliżał a ja dalej myślałam jak przestawić moje dziecko nie dość, że na butelkę, to jeszcze na mleko modyfikowane.
Niestety, żeby moje dziecko nie zostało zagłodzone przez 3 dni, musiałabym zacząć ściągać mleko już pół roku wcześniej.
Zaczęliśmy więc od kupienia mleka. Próbowaliśmy przez kilka dni - zero efektów. Kupiliśmy drugie - długie godziny mijały, a Hania nadal z wielkim trudem wypijała 5 mililitrów i dalej koniec.
Przy trzecim mleku stwierdziliśmy, że może wina butelki. Zmieniliśmy smoki na inne - zero rezultatów. Po wypróbowaniu 3 butelki, postanowiliśmy, trudno, kupimy jedną z "popularnych" butelek z tak zwanej "wyższej półki", czego się nie robi dla dziecka :)
Będąc w sklepie, wpadł mi do głowy pomysł. Zanim wydamy kilkadziesiąt złotych spróbujmy wydać mniej. I tak oto w koszyku na zakupy wylądowała najtańsza butelka, jaka znajdowała się na półce.
Wróciliśmy do domu, wyparzyliśmy butelkę i postanowiliśmy spróbować szczęścia kolejny raz.

Tym razem zamiast mleka, postanowiliśmy wlać do butelki herbatkę. I naszemu zdziwieniu nie było końca - Hania zaczęła pić. Po tylu męczących i stresujących dniach miałam łzy w oczach, w końcu była nadzieja, że niunia nie będzie się już męczyć.

Po tym eksperymencie pozostało nam wybrać mleko, które najbardziej będzie Hani smakować.
Ewidentnie 2 rodzaje mleka testu nie przeszły, ale przy 3-cim Hania zaczęła jeść.
Co dwa dni starałam się odejmować Hani jeden posiłek z piersi zastępując go posiłkiem z mleka modyfikowanego.
Na dzień przed wyjazdem mieliśmy istne wariatkowo, bo to był dzień Chrzcin Hani, ale udało się przyzwyczaić ją do picia mleka z butelki, mogłam więc wyruszyć w trzydniową podróż! :)

Zapytał mnie ktoś, czy nie mogłam oszczędzić całego stresu sobie i dziecku i po prostu odpuścić.
MOGŁAM! ale nie chciałam.
Nie czuję się przez to gorszą matką. Hania została w dobrych rękach i żadna krzywda jej nie groziła.
Jestem matką 24 godziny na dobę, jestem ze swoim dzieckiem każdego dnia w każdej chwili, gdy tego potrzebuje. Uważam, że miałam prawo do odetchnięcia i złapania dystansu.

Kiedy rodzi się dziecko, cały świat nagle wywraca się do góry nogami. Narastającemu zmęczeniu towarzyszy także radość. Każdego dnia pojawiają się chwile, które mogłyby trwać wiecznie. Po jakimś czasie zaczyna Ci w niektórych momentach brakować siebie. Tracisz swoją wolność i całkowitą niezależność. Choć nie wyobrażasz sobie już życia bez tej małej iskierki, to czasami z sentymentem wracasz do szalonych i spontanicznych przygód, które prędko już się nie pojawią.
Nawet rozmawiając ze znajomymi czy rodziną, świat się kręci wokół dziecka.

Ja czułam, że potrzebuję się oderwać. Choć tak naprawdę im bliżej wyjazdu, tym bardziej czułam się rozdarta - pierwszy raz w życiu, aż tak bardzo pragnęłam znaleźć się w dwóch miejscach jednocześnie!
To mimo wszystko, przebierałam nogami, nie mogąc się doczekać aż znajdę się na miejscu, na warsztatach.
I mimo, że każda z Nas, która znajdowała się na wyjeździe była matką, to żadna nie siedziała i nie trajkotała o dzieciach. Każda na całego korzystała z dobrodziejstw hotelu i atrakcji zapewnionych przez Organizatorki. Trochę jak szalone nastolatki, którym udało wymknąć się spod nadzoru rodziców.

Gdy wracałam czułam się jakbym nie widziała męża i Hanki co najmniej dwa tygodnie, tak mocno tęskniłam, jednocześnie też trochę żałowałam, że te dni tak szybko minęły. W progu powitała mnie uśmiechnięta od ucha do ucha Hania - czyli świat się nie zawalił i rodzinka beze mnie sobie całkiem nieźle poradziła.
Ale we mnie nastąpiła mała zmiana. Czułam jak energia mnie rozpiera i choć potrzebowałam kilku dni, żeby na nowo się zorganizować i wrócić do codzienności, to było warto.

Takie oderwanie należy się każdej mamie. Mimo, że za chwilę od wyjazdu minie miesiąc, ja nadal wstaję po kilku godzinach snu z uśmiechem na twarzy i z niekończącymi się pomysłami na każdy dzień.
Nie wiem ile to jeszcze potrwa i kiedy sił mi zabraknie, ale spędzenie choćby pół dnia u kosmetyczki, będzie świetną alternatywą na następne naładowanie akumulatorów :)


Nie broń się, zaufaj mi, kiedy dasz sobie choć kilka godzin wolnego od codziennych obowiązków, poczujesz się dużo lepiej. Czy może być coś lepszego od widoku uśmiechniętej i szczęśliwej kobiety? Twój partner oraz dziecko na pewno to zauważą, docenią i będą równie szczęśliwi! :)
7 miesięcy Hani, już za Nami! :)

7 miesięcy Hani, już za Nami! :)

Kiedy zleciały ostatnie 30 dni? Ja nie mam zielonego pojęcia.
Dopiero co rozpoczął się listopad, BA! dopiero co z żalem myślałam, że oto zaczął się październik i trwać on będzie nieskończenie. A tu co się stało, wstaję i widzę pierwszy grudnia!

Czy każdy kto ma dziecko twierdzi, że czas pędzi i zatrzymać się nie chce?
Ja uważam, że absolutnie tak jest, zanim się obejrzę, a Hanka będzie świętować swoje pierwsze urodziny...

Tymczasem za Nami 7 miesięcy absolutnej radości oraz nowych wspaniałych i niepowtarzalnych chwil.
Co nowego w minionym miesiącu?
Hania raczkuje i ślizga się na całego. Najlepsza zabawa to uciekanie z koca tudzież kołdry na panele i ślizganie się dookoła sofy, która stoi na środku salonu. Zabawa iście fantastyczna i trwa co najmniej 15/20 minut.
Tak, jak w poprzednim miesiącu, tak i w tym dominują zabawki grające, grzechoczące i szeleszczące. Stwierdzam też, że moje dziecko ma ogromnie dziwne zamiłowania muzyczne, gdyż uwielbia, gdy jej śpiewam. Do tej pory każdy raczej sugerował, że to nie jest najlepszy pomysł, tymczasem chociaż własne dziecko mnie docenia! Ha :)

Mała siedzi już stabilnie, choć zdarzają się małe zachwiania od czasu do czasu, ale dajemy radę.
No i wiercipięta z niej niesamowita, przemieszcza się z prędkością światła, nie zdążymy się odwrócić a już przemieszcza się z jednej strony łózka na drugą. Ale jaki potrafimy wyrobić sobie przy tym refleks, żeby uchronić ją przed jak najmniejszą liczbą guzów :)

Za Nami także bardzo ważne wydarzenie, gdzie główną bohaterką była Hania - Chrzest. Wszyscy w Kościele przez 3/4 mszy mogli podziwiać arię mojej córki, na szczęście potem usnęła. Potem była niezwykle niezadowolona, że każdy podczas obiadu był nią zainteresowany. Przechodzenie z ręce na ręce zupełnie jej się nie podobało. Wyjścia były dwa, albo tuliła się do mnie zapłakana, byle tylko nikt już jej nie nosił, albo siedziała sama bawiąc się na kanapie z dala od przechodzenia od cioci, przez wujków, babcię, dziadka itp. Wtedy wreszcie odetchnęła. Dzień zdecydowanie należał do tych bardziej stresujących i wyczerpujących. Ale przetrwaliśmy :)

Ach bym zapomniała o najważniejszym!!!
Zupełnie niespodziewanie i nagle, pewnego zwykłego, szarego, przeciętnego dnia, Hania spała w swoim łóżeczku, a ja cichutko jak mrówka sprzątałam Naszą sypialnie. Zauważyłam, że czas drzemki dobiega końca, małe oczy się otwierają, pojawia się jak zwykle uśmiech od ucha do ucha, pomyślałam sobie jak zawsze, że dla takich chwil warto żyć. Tu mnie moje dziecko zaskoczyło. Po kilkunastu minutach samotnej zabawy, mała wyciąga do mnie ręce i marudnym głosem woła -MAMA! No stanęłam jak wryta, dobrze, że powtórzyła to co najmniej kilka razy, bo inaczej pomyślałabym sobie, że się przesłyszałam. To wspaniałe i zdarza się zdecydowanie coraz częściej, a ja ciągle nie dowierzam <3

Z nowych słów są także -Baba i -Mam, nie muszę chyba tu pisać, że owa "Baba" w siódmym niebie, a Tatuś nie bardzo może się z tym pogodzić, bo też chciałby żeby go dziecko uszczęśliwiło. Oj myślę sobie, niech Nasza Hania zacznie mówić "Tata daj", a Tata będzie z sentymentem wracał do tych czasów kiedy jeszcze te słowa więzły Hani w gardle :)

Widać, że charakterek to ona będzie miała. Trochę mamy, trochę taty i mieszanka powstaje wybuchowa :)
Na razie widać, że mała jest uparta i za wszelką cenę próbuje dostać to, na co właśnie ma ochotę. Jeśli jej nie pozwalamy, to zaczyna płakać i marudzić i sprawdza co chwila naszą reakcję. Na szczęście, póki co, po paru minutach odpuszcza zajmując się czym innym :)
Zrobiła się z niej kochana przylepka. Uwielbia się przytulać i chichrać. Ostatnio zdarza jej się coraz częściej po przebudzeniu wdrapywać na mnie i witać soczystym buziakiem.
Czy może być coś bardziej uroczego? :)

No i najnowsza wiadomość to zęby.
Nieszczęsny ból dziąseł osiąga już swoje apogeum. Ostatnie dwie noce nieprzespane i okupione płaczem. W ciągu dnia nie lepiej, Hania nie może zasnąć nawet na krótką drzemkę, tuli się jedynie do mnie i tylko wtedy udaje jej się przymknąć oko choć na chwilę.
Mam nadzieję, że jutro ukaże się cienka biała kreseczka na linii dziąseł i Hanusia będzie mogła funkcjonować normalnie :)

 26 tydzień

 27 tydzień

 28 tydzień

 29 tydzień


Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger