Idealne święta istnieją!



A moje Święta były idealne!

Pełna werwy i energii ruszyłam do pracy już w listopadzie, bo przecież idealne święta, to są tylko wtedy, gdy na wszystkich półkach porządek, a żaden kurz nie osiadłby nawet na białej rękawiczce perfekcyjnej pani domu.
Potem należało kupić choinkę, równą z idealnie zielonymi igiełkami i ubranie jej tak, że z pewnością mogłaby się znaleźć na okładce niejednego czasopisma, prezentując styl i klasę. Do tego udekorowanie domu świątecznymi ozdobami i światełkami, tak by każdy kąt pokoju przypominał Nam o zbliżających się świętach i uprzyjemniał atmosferę. A dopełnieniem całości było z wdziękiem raczkujące dziecko, ubrane w czyściutkie świąteczne ubranko, wesoło gaworzące i słodko pozujące do zdjęć.



Czy zdziwi Cię to, gdy przyznam się, że wcale tak nie było?

Tak zaczęłam sprzątać i czyścić półki już w listopadzie - bo odkąd się wprowadziliśmy do mieszkania w zeszłym roku, nie było jakoś szczególnie ku temu okazji. Ja w 8 miesiącu ciąży nie miałam na to siły, potem pojawiła się Hania, nie było na to zupełnie czasu, więc chciałam teraz wykorzystać okazję. Choć worów do wyniesienia pod śmietnik i do piwnicy było sporo, to nie wszystkie pokoje zdążyłam sprzątnąć tak, jak chciałam. Skończyło się na sprzątaniu ogólnym.

Choinka kupiona w biegu, po góra 10 minutach oglądania. Jedynie za lampkami się najeździliśmy, Hania uwielbia wszystko co migocze, więc takie też musiały być światełka na choince. Naprędce zrobiony stroik na stół z tego, co znajdowało się pod ręką i niespodziewanie doręczona przez kuriera Gwiazda Betlejemska - ale to prezent od Kwiaty pełne emocji.
Nic mi więcej nie było potrzeba.
A zaraz zarz, jeszcze pierniczki w ilościach hurtowych. To jest i chyba pozostanie już na zawsze u mnie tradycją. Pierniki uwielbiam ja, cała moja rodzina i przyjaciele. Pierniki pojawiają się u mnie jedynie w święta, a że podobno cieszą się uwielbieniem i sławą, zawsze co roku przygotowana jest paczka dla każdego. Choć muszę poświęcić im kilka wieczorów, to jest to cudowne i mimo narastającego zmęczenia, nie wyobrażam sobie porzucić tego zwyczaju :)





Był nastrój, był niesamowity zachwyt Hani widzącej choinkę po raz pierwszy w życiu, i była całkowita radość!

I kurz mógł sobie leżeć tam, gdzie mu się podobało, firanek w sypialni było brak (w sumie brak jest nadal, ale ciiiiii), góra prania i rzeczy do prasowania stale sobie rosła, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało.
Mogłam tak siedzieć u boku własnego męża, przy zgaszonym świetle, wyłączonym telewizorze i patrzeć na migające lampki na choince i próbującą się dostać choćby do najniższej gałązki lub bombeczki Hankę i chciałam żeby ta i podobne chwile trwały wiecznie.

Święta Bożego Narodzenia dla mnie zawsze są magiczne. Uwielbiam ten czas, atmosferę, to, że w końcu rodzina znajduje dla siebie czas. I choć na swój sposób jest to też czas zmęczenia i gonitwy od jednej rodzinki do drugiej, to dla mnie mógłby trwać dłużej.
I może dla niektórych będzie to całkowity banał, (dopóki nie zaczęłam być matką, dla mnie też był)
ale dopiero w te święta poczułam się naprawdę szczęśliwa. Choć prezentów było sporo, choć wiem, że Hania nie zdaje sobie z tego sprawy i mogłaby nie dostać nic, to obserwować ją podczas wyciągania kolejnej zabawki czy książki, patrzeć na jej skupienie i szerokie uśmiechy i słyszeć jak co jakiś czas z ust wydobywa się radosne (lub płaczliwe) "mama", to nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.




Owszem na codzień również zdarzają się identyczne chwile, Hania również się cieszy i mnie woła, a choinka mruga do Nas prawie co wieczór, (przynajmniej jeszcze przez parę dni) to mimo wszystko ta świąteczna magia, przenosi mnie w jakiś totalnie inny wymiar. Łatwo się wzruszam i rozklejam, łatwiej mi wrzucić na luz, nie przejmować się drobnostkami i właśnie dostrzegać te piękne drobne chwile, które jak się często okazuje stają się dla mnie fundamentalne!

P.S. Jestem też żywym przykładem, jak dziecko może zmienić w człowieku jedną z silnie zakorzenionych cech - w moim przypadku PEDANTYZM. Jeszcze w zeszłym roku, mimo, z dnia na dzień rosnącego brzucha, pucowałam wszystko przed świętami, okna szorowałam, meble przestawiałam... A w tym, naprawdę ważniejszy był dla mnie luz i spokój, niż napięta atmosfera od ciągłego biegania z kąta w kąt, bo przecież nie może być na podłodze ani okruszyny. A tu proszę, wystarczy taka mała iskierka i człowiek potrafi przestać się spinać :)
Przynajmniej w Święta, bo coś czuję w kościach, że całkowite odpuszczenie nie wchodzi w grę - dzień bez ogarnięcia chałupy dniem straconym, ale przynajmniej już nie stresuje mnie to :)

A jakie były Twoje święta?
Czy jest coś co szczególnie w nich lubisz bądź nie? :)




4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Wzajemnie! I osiągnięcia każdego, nawet najmniejszego celu :)
      I dziękuję :)

      Usuń
  2. Ja uwielbiam święta właśnie za ten magiczny, rodzinny czas. I choć w tym roku sił mi troszkę brak (8 miesiąc ciąży) to spędziłam je radośnie. Z radością myślę sobie jednak o przyszłych świętach, które będą spędzone inaczej, na pewno piękniej, bo obok tak jak u Ciebie będzie pełzała taka mała radosna istotka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przyszłe święta na pewno będą wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju :)
      Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie :*

      Usuń

Dziękuję Ci za pozostawiony komentarz. Za każdym razem czuję się niezwykle doceniona :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger