1 Miesiąc Hani już za Nami! :)

1 Miesiąc Hani już za Nami! :)


Tak intensywnego miesiąca to nigdy wcześniej nie przeżyłam... :)

Pierwszy tydzień był dość trudny, szczególnie pod względem organizacyjnym, ale na szczęście dzień po dniu dawałam sobie radę coraz lepiej.

Zdecydowanie przez te pierwsze tygodnie najtrudniej było Nam z Hanią wyjść o ustalonej porze z domu. Trafiło mi się dziecko, które baaaaardzo lubi pojeść i najbardziej sobie o tym przypomina właśnie wtedy, gdy zbieramy się do wyjścia z domu :)

W czasie tego pierwszego miesiąca musieliśmy walczyć z bolącym brzuszkiem, o tym pisałam tutaj, pomogła zmiany diety oraz kropelki polecane przez położną.
Poza tym, po wyjściu ze szpitala pojawił się problem ropiejących oczek, radziliśmy sobie z tym przemywając małej kilka razy dziennie oczka nasączonymi solą morską wacikami. Teraz oczka są już piękne, tylko raz na jakiś czas zdarza się, że trzeba ropkę wyczyścić.
Karmię cały czas piersią i kilka razy zdarzyło się, że nie miałam siły odłożyć małej do łóżeczka po karmieniu, więc spała z Nami, co niestety spowodowało małe przegrzanie jej i wystąpiły na twarzy potówki. Teraz już uważamy dużo bardziej, a twarz przemywałam Hani dwa razy dziennie rumiankiem. Powoli wszystkie krostki znikają.

Przez ten miesiąc mieliśmy również masę odwiedzin, zaczynając od babć, dziadków, pradziadków, cioć, wujków i kuzynek.....na znajomych kończąc. Hania za każdym razem pokazywała jaka grzeczna z niej dziewczynka, w większości grzecznie spała, czasami budziła się żądając jedzenia i zasypiała ponownie :)

Z każdym skończonym tygodniem powolutku wprowadzamy jakąś rutynę i stałe elementy dnia, Hania powolutku wykazuje jakąś regularność, a My z Mężem powoli dochodzimy do siebie.
Pierwsze dwa tygodnie chodziliśmy ciągle niewyspani i ciężko było normalnie funkcjonować, ale na szczęście już jest zdecydowanie inaczej :)

Poza tym muszę się pochwalić, że od dwóch dni Mała budziła się tylko RAZ na karmienie, dając Nam trochę pospać :) Cudowne uczucie! :)

W całą opiekę i pielęgnację nad Hanią bardzo angażuje się również Tatuś. Bardzo chętnie nosi córcię, odciąża mnie, kiedy tylko może. Początkowo miał opory, żeby zmieniać pieluszki, bo troszkę się bał, ale teraz już doszedł do wprawy i radzi sobie bardzo dobrze. W nocy też czasem wstaje do Hani, przynosi ją do karmienia, jeśli jestem kompletnie bez sił... Pomoc jest naprawdę ogromna.
To dla mnie bardzo ważne, cieszę się, że obydwoje dajemy sobie ze wszystkim radę i potrafimy się, tak wspierać. Mimo, że zdarzają się czasem bardziej wyczerpujące dni czy nieprzespane noce to łatwiej jest sobie z tym radzić wspólnie się wspierając i pomagając niż w pojedynkę :)



(godzina po porodzie)


(1-wszy tydzień)


(2-gi tydzień)


(3-ci tydzień)


(4-ty tydzień)

Każdy kto przychodzi w odwiedziny twierdzi, że ciężko określić do kogo Hania jest bardziej podobna. Sprawiedliwie pół na pół :)
Przez ten miesiąc przybrała na wadze niecały kilogram, na wizycie u położnej po zważeniu okazało się, że ma 4 kg, a urosła mniej więcej 4 cm.
W końcu ubranka zaczynają być odpowiednie i nie trzeba podwijać rękawów za każdym razem :)

Kochana Nasza Iskiereczka <3
Dla wszystkich Mam... :)

Dla wszystkich Mam... :)


Mamą jestem od niespełna miesiąca.. Moje spełnienie marzenia...
Nieprzespane noce, często towarzyszące uczucie poddenerwowania, zmęczenie poprzeplatane z możliwością przytulenia maluszka, poczucia ciepła tego malutkiego ciałka i nieustająca chęć obdarowywania buziakami :) Na to czekałam...

Nie zawsze jest łatwo, choć długa droga przed Nami, bo to dopiero początek.
Choć niektórzy mówią, że to początki bywają najtrudniejsze a potem już z górki :)
Nie zawsze mam siłę wstać w nocy nakarmić i przewinąć małą (tutaj nieoceniona jest pomoc Tatusia), czasami w ciągu dnia oczy się zamykają ze zmęczenia, ale świadomość, że mam dziecko, swoją upragnioną, długo wyczekiwaną Iskiereczkę, daje ogromnego powera do życia.

Mam nadzieję, że będę spełnioną Mamą, że będę w przyszłości jednocześnie i Mamą i Przyjaciółką...
Będę kimś komu moje dziecko będzie w pełni ufać, czuć się ze mną bezpiecznie i wiedzieć, że zawsze będę po jej stronie...

Najważniejsza jest dla mnie Rodzina. Właśnie tworzę swoją własną.

Życzę sobie w dzisiejszym Dniu, pierwszy raz obchodząc Dzień Mamy, żebyśmy zawsze trzymali się razem, zarówno w tych dobrych jak i złych chwilach; potrafili pokonywać wszelkie trudności i byli dla siebie najważniejsi!

A obecnym Mamusiom i tym, które Mamusiami staną się za chwilkę życzę przede wszystkim żeby zdrówko dopisywało i Maluszkom i Wam; życzę tego, aby każdy dzień był nieco lepszy od poprzedniego; żeby spełniły się Wasze wszystkie marzenia, nawet te najmniejsze; życzę również nieskończonego morza kreatywności - to się niezwykle przydaje mając dzieci :), i życzę Wam również abyście każdego dnia starały się dostrzegać coś pozytywnego, uczmy się cieszyć nawet tymi małymi, najmniejszymi drobiazgami w życiu...! :)

A tym, które marzą by zostać Mamą i starają się o dziecko życzę, aby udało Wam się jak najszybciej, ciąża przebiegała bez problemów a Maluszek był zdrowy!!! :)


Pół żartem...... :)



A czy dorośli dziećmi nie byli??!

A czy dorośli dziećmi nie byli??!



Ręce mi opadają, cholera mnie bierze i szlag jasny trafia na miejscu...!

Nie rozumiem rozumowania większości ludzi dorosłych, tych mających dzieci.
Oni (w większości) mieli wspaniałe dzieciństwo.
Nie było telefonów komórkowych, tabletów, iPad'ów, komputerów i wszelkich innych "niezbędnych" gadżetów niezwykle ułatwiających życie.
Ale były prawdziwe przyjaźnie, siedzenie do późna na świeżym powietrzu i kreatywne wymyślanie zabaw,  w które potrafiło angażować się całe podwórko.

Obojętnie o której porze nie wyszło się na dwór, zawsze spotkało się kolegów i koleżanki.
Rodzice siłą ciągnęli swoje dzieci o domu, bo tym cały dzień na zabawę nie starczał..

A co się dzieje dzisiaj???

Nie dość, że rośnie jedno pokolenie wyalienowanych dzieci za drugim.
Przesiadują godzinami przed telewizorami, komputerami i konsolami.
Nie mówiąc już o tym, że to pociąga za sobą konsekwencje w postaci narastającej otyłości u coraz to mniejszych dzieci - ale dzisiaj nie o tym.
Podwórka zwykle opustoszałe, jakieś jedno czy dwoje dzieci bawiące się na placu zabaw.

Do czego to wszystko zmierza??

Nie rozumiem właśnie zupełnie tego, że obecni rodzice pozwalają własnym dzieciom na to, by ich dzieciństwo przeleciało niezauważenie między palcami.
Jest tyle pięknych miejsc, które mogłyby zobaczyć.
Tyle osób, które mogłyby poznać.
Tyle zabaw, w które mogłyby się pobawić.

Jak można z taką czystą świadomością pozwalać im na tracenie czasu w domu?

Mieszkam na osiedlu. Dookoła same bloki. W środku dosyć mała przestrzeń i wydzielone dwa niewielkie miejsca na place zabaw dla dzieci i kostka. Miejsca tyle, żeby w razie potrzeby mogła wjechać karetka, straż miejsca, straż pożarna tudzież policja.

I jak już się znaleźli rodzice, którzy potrafią zainteresować swoje dzieci zabawami na podwórku to znaleźli się tacy mądrzy co im, skutecznie te zabawy uniemożliwiają.
Dzień w dzień, noc w noc z podwórka zrobiony PARKING.
Czasami miejsca nie ma nawet na to, żeby wózkiem móc wyjechać z podwórka.
Więc dzieci nie mają nawet jak jeździć na rowerach, rolkach czy pobawić się w głupiego berka. I jeszcze niektórzy mają czelność krzyczeć na dzieci, że im samochód zarysują.
NO BŁAGAM!

Dookoła osiedla miejsca parkingowe są, ale widocznie dla niektórych ludzi przejście 150 metrów do własnego samochodu to niczym spacer na koniec świata.

Nie mogę na to patrzeć, i postanowiłam, że tak tego nie zostawię.
Podwórko jest dla dzieci a nie dla samochodów.

Postanowiłam, że będę z tym walczyć. Jeszcze nie wiem jak, ale coś wymyślę.
Nienawidzę, kiedy ktoś się tak perfidnie zachowuje.

I na pewno nie pozwolę na to, żeby moje dziecko spędziło swoje dzieciństwo w domu przed komputerem lub telewizorem. Chciałabym pokazać jej piękno, które Nas otacza i zrobię wszystko żeby miała dzieciństwo, które będzie z uśmiechem wspominać w przyszłości.
Owszem zgodzę się z tym, że nastały czasy, w których trudno funkcjonować bez komputera czy nie oglądać telewizji, ale można to robić rozsądnie i z głową. Wszystko jest dla ludzi, ale zachowujmy umiar.

To od Nas - Rodziców, zależy co Nasze dzieci robią i przez ile czasu. Skupmy się na tym, aby pomóc dzieciom odnaleźć własne pasje i pokazać im w życiu jak najwięcej dobra a nie sadzajmy ich przed szklanym ekranem tylko dlatego, żeby mieć święty spokój :)

A jak jest u Was czy Wy też wspominacie swoje dzieciństwo z uśmiechem?? :)

Dieta kobiety karmiącej?!

Dieta kobiety karmiącej?!





Zawsze sobie myślałam, że jak już urodzę będę chciała karmić piersią. Postanowiłam, że tak standardowo wg wszelkich zaleceń - przez pierwsze 6 miesięcy, a potem stopniowo odstawiać.
Wiedziałam, że czasami po cięciu cesarskim na pokarm trzeba trochę dłużej poczekać; że nie zawsze jest zaraz po porodzie.
Na szczęście u mnie było inaczej, mogłam od razu karmić, pokarm był od samego początku. Co prawda, leżąc w szpitalu musiałam dwa razy dokarmić moją Hanię na noc, bo mój pokarm nie wystarczył jej do zaspokojenia głodu. Ale na szczęście od 3 doby pokarmu przybywało, i mogłyśmy pożegnać się z dokarmianiem mlekiem sztucznym.

W czasie ciąży dużo czytałam na temat diety kobiet karmiących. W szpitalu też pytałam położnych, poza tym każda z Nas, rodzących, dostała także broszurkę na temat zalet karmienia piersią, a także wszystkich produktów, które można jeść, a które jednocześnie nie będą szkodzić Naszemu Maleństwu.

Po powrocie do domu myślałam, że robię wszystko co powinnam. Myślałam, że odżywiam się wg zaleceń, że nie szkodzę swojemu dziecku, że dostarczam mu wszystkiego co jest niezbędne w diecie.

........
I tu się myliłam...

Co się okazało?

Po tym jak Hania skończyła dwa tygodnie, przyszedł dzień, w którym cały czas była niespokojna. Mniej więcej od godziny 17 zaczął się płacz, napinanie brzuszka, nerwy. Mimo, że na kolki za wcześnie, myślałam, że to właśnie to. Mała płakała coraz bardziej, na przemian jadła, trochę zwracała, nie mogła się załatwić. Próbowałam wszystkiego co mi przychodziło do głowy, ale nic nie pomagało. Po godzinie już prawie płakałam razem z nią. Dobrze, że miałam pomoc męża, bo niunia dopiero u Niego na rękach się trochę uspokajała. On przynajmniej był spokojny i nie taki rozemocjonowany jak Ja.
Po 3 godzinach Hania padła ze zmęczenia.

Całe szczęście, że następnego dnia z samego rana odwiedziła Nas położna.
Opowiedziałam Jej co się wydarzyło....i?

Od razu wykluczyła kolki, spytała co jadłam przez ostatnie dni.
Po tym, jak wymieniłam okazało się, że połowa rzeczy, które jadłam szkodziły Małej.
Wytłumaczyła, że przez pierwszy miesiąc trzeba bardzo uważać, a dopiero po tym okresie powoli wprowadzać produkty do diety i obserwować jak reaguje dziecko.
Nie wcześniej niż po skończonym miesiącu!





Układ pokarmowy noworodka powoli się reguluje i wykształca, dlatego ta ważny jest dobór przyjmowanych produktów.

O czym należy pamiętać???
1. Nie wolno spożywać żadnych surowych owoców (wyjątkiem jest banan - nie więcej niż 1 dziennie, można jeszcze brzoskwinie z puszki - nie więcej niż połówka dziennie)
2. Nie wolno spożywać dużej ilości białka (jest wskazane, ale nie wolno przegiąć z ilością)
3. Nie wolno jeść za dużo biszkoptów, herbatników czy ciast i bułek drożdżowych (ze względu na białko)
4. Nie wolno jeść jogurtów (można serek waniliowy, ale nie za dużo)
5. Nie wolna pić za dużo soków marchwiowych (są wskazane, ale też nie za duża ilość)
To takie podstawy, o których warto pamiętać. Oczywiście zaleceń jest o wiele wiele więcej.

Powinno się przez pierwszy miesiąc jeść potrawy lekkostrawne, nie powodujące wzdęć, zaparć, biegunki czy alergii.

Przykładem potraw mogą być:
- rosół
-krupnik
- bardzo słaba pomidorowa
- klopsiki w sosie własnym lub koperkowym
- pieczony kurczak (bez skórki)
- duszona lub pieczona pierś z kurczaka
- itp, itd.

Dodatkowo na wizycie położna przepisała Nam kropelki doustne na uregulowanie pracy układu pokarmowego. Zakupy poczyniliśmy, kropelki stosujemy, dzisiaj - po 4 dniach stosowania, widzimy poprawę.

Nie wiem, czy moje dziecko ma wyjątkowo wrażliwy żołądeczek i po prostu niektóre rzeczy, które jadłam jej zaszkodziły. Czy może gdzieś popełniłam błąd?
Najważniejsze dla mnie jest, że Hania spokojnie zjadła, poszła spać i nie płakała.
Jak patrzyłam na jej łzy to serce mi się krajało, byłam zła na siebie w tamtych momentach, że to przeze mnie. Przez to, co zjadłam... Ech....cieszę się, że to za Nami.
Będę teraz jeszcze bardziej zwracać uwagę na to, co jem, i powoli wprowadzać nowe rzeczy do diety.
Najważniejsze to nie dać się zwariować i nie żyć na samej wodzie i sucharkach.
Ale ten stres, który przeżyłam w tamtych chwilach płaczu był ogromny...

A Wy drogie Mamy jak radziłyście sobie karmiąc piersią?
Co jadłyście? Jak wprowadzałyście nowe produkty do diety?
Chętnie posłucham sprawdzonych rad i wskazówek :)

Co? Gdzie? Kiedy? - czyli formalności po narodzinach dziecka

Co? Gdzie? Kiedy? - czyli formalności po narodzinach dziecka

 źródło: babyonline.pl

Hania ma już dwa tygodnie.
Dni mi lecą ja szalone.
Czasem jeszcze nie ogarniam do końca wszystkiego co się dzieje.
Uczymy się siebie nawzajem.
Uczymy się na nowo organizować dzień po dniu.
Niunia jest grzeczna, tylko ciągle by jadła... Niewątpliwie tą cechę ma po tatusiu :), mam jednak nadzieję, że trochę się to unormuje niebawem i, że uda Nam się ustalić jakiś rytm dnia :)

Po powrocie ze szpitala cały tydzień był bardzo zwariowany. Zajmowaliśmy się załatwianiem wszystkich formalności, dodatkowo musieliśmy dwa razy pojechać do szpitala na kontrole z Małą.
Trochę tych rzeczy do załatwienia jest. U Nas było trochę trudniej z tego względu, że nie rodziłam u siebie w mieście. Tutejszy szpital nie zachęca swoją renomą do wizyt, woleliśmy dojechać do Warszawy (mamy około 45 minut drogi). W związku z tym i niektóre formalności musieliśmy załatwić jadąc do Warszawy.

O czym trzeba pamiętać po wyjściu ze szpitala?

1. Rejestracja narodzin dziecka
Rejestracja odbywa się w Urzędzie Stanu Cywilnego do którego należy szpital, w którym odbył się poród. Do Urzędu może iść jeden z rodziców, musi mieć przy sobie dowód osobisty swój, dowód osobisty męża/żony, odpis aktu małżeństwa oraz zaświadczenie, ze szpitala, które dostaje się wraz z wypisem. Od ręki w Urzędzie Pani rejestruje dziecko, wydaje skrócony odpis aktu urodzenia (my dostaliśmy 3 szt.) oraz od razu zostaje nadany numer PESEL. Do Urzędu trzeba dzwonić i umawiać się na wizytę, chyba, że od razu w szpitalu zostaniemy poinformowani o wyznaczonej dacie i godzinie stawienia się. Niestety teraz nie da się załatwić tej sprawy bez wcześniejszego umówienia się. Nie jestem pewna jak wygląda załatwienie tej sprawy u rodziców nie będących po ślubie, myślę, że wtedy muszą stawić się w Urzędzie obydwoje, lub potrzeba upoważnienia. Ale tego pewna nie jestem. Na załatwienie rejestracji narodzin dziecka mamy teraz 21 dni.

2. Wybór lekarza podstawowej opieki medycznej
W ciągu 7 dni należy udać się do wybranej przychodni i zgłosić dziecko do wybranego lekarza. Zapisać na szczepienia - pierwsze szczepienia, zaraz po tych szpitalnych, należy wykonać między 6 a 8 tygodniem życia dziecka. Po zapisie dziecka w przychodni, w przeciągu 2-3 dni powinna przyjść do Nas na pierwszą wizytę położna. Śmiało można z nią rozmawiać o wszelkich wątpliwościach i problemach, ona przychodzi po to, żeby Nam pomóc. Podczas wizyty położnej powinniśmy zapytać o wydanie skierowania na USG stawów biodrowych u dziecka, należy je wykonać w 6 tygodniu życia. To jest ważne, żeby zapisać się na nie jak najszybciej, bo terminy wizyt w niektórych miastach mogą być nieco odległe.

3. Macierzyński
Niektóre Mamy nie wyobrażają sobie wrócić do pracy po porodzie, udają się więc na urlop macierzyński. Jeśli przed porodem mamy umowę na czas nieokreślony, załatwiamy tą sprawę u Pracodawcy. Jeśli umowę miałyśmy przedłużoną jedynie do dnia porodu formalności musimy załatwiać w ZUS-ie. Nie musimy być osobiście, może to zrobić za Nas partner lub ktoś z rodziny. Potrzebujemy odpis aktu urodzenia dziecka, dowód osobisty i oświadczenie, że Nasz partner nie będzie się starał o zasiłek dla dziecka tylko my. To również należy załatwić jak najszybciej.

4. Zdjęcie szwów po porodzie
Między 6 a 8 dobą po porodzie należy zjawić się w szpitalu lub u swojego lekarza na zdjęcie szwów. Obojętnie czy poród odbył się poprzez cięcie cesarskie czy naturalnie. Dodatkowo około 6 - 8 tygodni po porodzie należy umówić się na wizytę do ginekologa, aby zobaczył czy rany się goją bez problemu.

5. Ubezpieczenie prywatne
Jeśli oprócz ubezpieczenia w ZUS-ie mamy własne ubezpieczenie prywatne, to często z okazji narodzin dziecka, pobytu w szpitalu czy operacji (np. cięcie cesarskie) należy Nam się wypłata z ubezpieczenia. Należy po porodzie iść do punktu ubezpieczeń, z dowodem osobistym, odpisem aktu urodzenia, wypisem ze szpitala oraz numerem konta bankowego. Zostaną spisane potrzebne dane, a pieniążki wpłyną w przeciągu 2-3 dni.

6. Becikowe
Należy w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Naszym mieście złożyć następujące wnioski:
a) wniosek o ustalenie prawa do jednorazowej zapomogi z tytułu urodzenia się dziecka
   (do pobrania w MOPS-ie)
b) zaświadczenie z numerem konta bankowego
   (do pobrania w MOPS-ie)
c) oświadczenie o wysokości składek na ubezpieczenie zdrowotne w roku kalendarzowym poprzedzającym okres zasiłkowy (rok 2013) - złożyć muszą obydwoje z rodziców
   (do pobrania w MOPS-ie - wypełnia Pracodawca lub wypełniamy w ZUS-ie)
d) zaświadczenie lekarskie potwierdzające pozostawanie kobiety pod opieką medyczną nie później niż od 10. tygodnia ciąży do porodu
   (do pobrania w MOPS-ie - wypełnia Nasz lekarz prowadzący ciążę)
e) zaświadczenie z Urzędu Skarbowego potwierdzające wysokość uzyskanych dochodów za poprzedzający rok - obydwoje z rodziców
   (może być kserokopia wypełnionego rozliczenia PIT)
f) skrócony odpis aktu urodzenia dziecka
g) kserokopie dowodów osobistych rodziców
h) świadectwa pracy
i) oświadczenie, że nie odebrano jeszcze becikowego na dane dziecko
   (piszemy samodzielnie)

Becikowe wynosi 1000 zł na każde urodzone dziecko i mogą otrzymać je rodzice, których dochód netto nie przekracza 1922 zł na osobę. Świadczenie wypłacane jest w przeciągu 30 dni od daty złożenia wszystkich dokumentów. Świadczenia nie otrzymamy jeśli dokumenty zostaną złożone po skończeniu 12 miesiąca życia dziecka.


Uffff... :)
To chyba tyle, jeśli chodzi o formalności. Trochę załatwiania jest, trochę wypełniania papierków..
Załatwienie wszystkich formalności trwa raczej chwilkę i przebiega bardzo sprawnie. Najdłużej chyba schodzi się z załatwieniem Becikowego. Tutaj ilość papierologii jest dosyć przytłaczająca.
Nam udało się wszystko załatwić w pierwszym tygodniu po wyjściu ze szpitala, zostało jedynie to nieszczęsne Becikowe. Oby i to jakoś sprawnie poszło :)

Mam nadzieję, że pomogłam nieco, wszystkim, które czekają na swój poród.
Chyba o niczym nie zapomniałam :)
Jeśli ktoś ma jakieś pytania, chętnie pomogę, piszcie śmiało :)
Ambasadorka Le Petit Marseillais

Ambasadorka Le Petit Marseillais

W marcu wysłałam swoje zgłoszenie na Ambasadorkę Le Petit Marseillais.
Po około miesiącu zostałam poinformowana, że zostałam jedną z wybranych.
Bardzo się ucieszyłam, bo byłam ciekawa tego, jakie produkty będę mogła przetestować.
Tuż po powrocie do domu ze szpitala, czekała na mnie paczka pełna niespodzianek!!! :)

Co w niej znalazłam???

1. Delikatny żel pod prysznic 2w1: pod prysznic i do kąpieli
    zapach: Pomarańcza i Grejpfrut


2. Delikatny żel pod prysznic
    zapach: Werbena i Cytryna

3. Próbki Kremowego żelu pod prysznic
    zapach: Kwiat Pomarańczy


4. Próbki Mleczka Nawilżającego do bardzo suchej skóry
    z Masłem Shea, Słodkim migdałem i olejkiem arganowym

5. Dodatkowo: Opaska na oczy
Przeznaczona do małej zabawy. Należało nałożyć ją na oczy zanim obejrzy się przysłane prezenty   i spróbować odgadnąć zapach. Przyznam, że po kilku próbach udało mi się odgadnąć żel o zapachu pomarańczy i grejpfruta, jednak drugi żel mimo pięknego zapachu pozostał dla mnie zagadką :)

6. A także 10 kart dla przyjaciółek z hasłem do rejestracji na portalu   https://ambasadorkalpm.pl/.










Przyznam, że kosmetyki powalają swoim intensywnym zapachem.

Idealne do kąpieli.
Idealne dla relaksu.
Idealne, by poczuć się zmysłowo i kobieco.

Po powrocie ze szpitala tego było mi trzeba. Obojętnie czy dłuższa kąpiel czy szybki prysznic, te zapachy naprawdę poprawiają humor i dodają energii, szczególnie po nieprzespanych nocach przy małym dziecku :)

Naprawdę polecam każdej Kobiecie :)
I śmiało bierzcie udział w kolejnych Kampaniach Le Petit Marseillais!




Blogosfera Canpol Babies - Laktator "Basic", wkładki laktacyjne i podkłady poporodowe

Blogosfera Canpol Babies - Laktator "Basic", wkładki laktacyjne i podkłady poporodowe


Na około dwa tygodnie przed porodem, dostałam informację od Canpol Babies, że zostałam jedną z wytypowanych osób do przetestowania produktów firmowych. Tym razem był to laktator ręczny "Basic", wkładki laktacyjne i podkłady poporodowe.

Ucieszyło mnie to, ponieważ to były rzeczy niezbędne do szpitalnej torby. Najbardziej zadowolona byłam z możliwości przetestowania laktatora, tym bardziej, że ja jeszcze w wyposażeniu swojego nie miałam.

Paczka przyszła na kilka dni przed porodem. Wszystko zostało przeze mnie dokładnie obejrzane, laktator sparzony i spakowane do walizki.

Laktator:







-> Intuicyjny, wyjątkowo prosty w montażu i obsłudze
(Niewielka ilość elementów laktatora ułatwia jego mycie oraz montaż)

-> Kompatybilny

(Możliwość odciągania pokarmu do wszystkich butelek szeroko i wąskotorowych marki Canpol babies)

W skład zestawu wchodzą:
1. Specjalnie profilowany kształt lejka, dzięki temu laktator szczelnie przylega do piersi
2. Silikonowa nakładka masująca, zapewniająca delikatne i skuteczne odciąganie pokarmu
3. Ergonomiczny uchwyt, umożliwiający wygodne trzymanie laktatora i odciaganie bez wysiłku
4. Podstawka stabilizująca
Dodatkowo w opakowaniu znajduję się woreczek, w którym można przechowywać wszystkie części laktatora.



Wysokochłonne podkłady poporodowe:



-> grubość 5mm
-> rozmiar 35x19cm
-> 10 szt.

1. Oddychająca, miękka warstwa zewnętrzna
2. Superabsorbent szybko pochłania płyny, zatrzymuje wilgoć wewnątrz podkładu i neutralizuje zapachy
3. Miękka, górna warstwa ściśle przylega do wypełnienia, nie rozwarstwia się, zapobiega przywieraniu do skóry i podrażnieniom
4. Szeroki pasek samoprzylepny utrzymuje podkład w miejscu


Wkładki laktacyjne:



-> 40 szt. chłonne i miękkie

1. Warstwa zabezpieczająca przed przeciekaniem
2. Pasek samoprzylepny podtrzymuje wkładkę na miejscu
3. Warstwa izolująca wilgoć
4. Oddychająca warstwa zewnętrzna
5. Wkład absorbujący wilgoć
6. Oddzielnie pakowane po 2 szt.


Moja opinia:


Z zestawu jestem bardzo zadowolona!
Jeśli chodzi o laktator, to rzeczywiście bardzo łatwy i wygodny w użyciu. Przed porodem zastanawiałam się nad zakupem laktatora, wybór był ogromny. Ten w 100% spełnia moje oczekiwania. Plusem jest to, że pasuje do każdego typu butelki tej marki, więc nie trzeba się martwić, że w zestawie jest tylko jedna. Ten laktator polecam każdej Mamie, która ma w planach oczywiście karmić piersią i raz na jakiś czas chciałaby odciągnąć pokarm. Jeśli pokarm miałby być odciągany częściej, to radziłabym po prostu zakup laktatora elektrycznego, wiem, że firma Canpol babies ma również i taki w swojej ofercie, wiele osób bardzo poleca.

Podkłady poporodowe również bardzo dobrej jakości, niezwykle chłonne, rzeczywiście dużym plusem jest paseczek samoprzylepny, dzięki temu wkład utrzymuje się na swoim miejscu. Miałam do porównania podkłady, które dostawała każda mama w szpitalu i różnica była ogromna. Szczególnie jeśli chodzi o komfort. Wkłady firmy Canpol są zdecydowanie cieńsze od pozostałych, jest to duży plus, bo każda świeżo upieczona Mama, chce czuć się jak najbardziej komfortowo po porodzie, a nie latać co chwila do toalety i sprawdzać czy wszystko jest na swoim miejscu.

Wkładki laktacyjne podobnie jak reszta produktów zdały egzamin bardzo dobrze. Zresztą cały czas ich używam. Ilość pokarmu się zwiększyła i jest to mocno nieprzyjemne kiedy z piersi leci jego nadmierna ilość. Dzięki wkładkom nie trzeba się bać, że na przykład idąc do sklepu pojawią się Nam mało atrakcyjne plamy na bluzce. Ja miałam możliwość porównania wkładek laktacyjnych marki Canpol babies oraz Tommee Tippee, o wiele bardziej polecam te pierwsze. Wkładki firmy Tommee Tippee po nasiąknięciu zmieniały swój kształt oraz stawały się drażniące i mało przyjemne. Odznaczają się przy cienkich biustonoszach. Jeśli chodzi o wkładki firmy Canpol tu jedynym minusem było i jest to, że nie przylegają całkowicie do piersi, ale akurat dla mnie nie jest to poważny problem, gdyż skupiłam się głównie na komforcie i chłonności.

Całkowicie mogę polecić każdej przyszłej Mamie powyższy zestaw.
Jeśli ktoś ma jakieś pytania chętnie pomogę :)

Pozdrawiam :)


Czas na nowy etap... !!!

Czas na nowy etap... !!!

Ufff...dlugo mnie nie było. Ciężko wrócić do rzeczywistości mając swój "skarb" w końcu po dziewięciu miesiącach, przy boku! :)
Mogłabym siedzieć i godzinami patrzeć w tą piękną buźkę. Choć jest maleńka to nadal zastanawiam się jak ona się tam w brzuchu zmieściła :)

Wiedziałam od początku, że ciąża moja skończy się cesarskim cięciem, z przyczyn niezależnych ode mnie. Noc przed wyznaczonym dniem obydwoje z Mężem spędziliśmy przewracając się z boku na bok, co tu dużo mówić, zjadał Nas coraz większy stres.

Na 7.30 mieliśmy dojechać do szpitala. O 8 zostałam na godzinę podłączona do ktg. Od 9 do 11 czekałam z paroma innymi dziewczynami na przyjęcie na oddział, a czas wlókł się niemiłosiernie. Od 11 zaczęły się badania, usg i podłączanie kroplówek nawadniających. I tak do godziny 13.20 kiedy zostałam zaprowadzona na salę operacyjną. Tam dopiero ogarnął mnie taki stres, że nogi się pode mną ugięły. Dwóch lekarzy, anastezjolog, chyba jeszcze ze dwie pielęgniarki - mało już pamiętam :) Zostałam znieczulona od pasa w dół (samo znieczulenie nie bolało, było to dziwne uczucie, lekko nieprzyjemne), potem dostałam kolejną kroplówkę. Kiedy znieczulenie zaczęło działać rozpoczęło się cięcie, wspominam je mało przyjemnie, bo trochę czułam ból, musieli mi podać więcej środków przeciwbólowych i znieczulających.

Cała "operacja" minęła bardzo szybko. O godzinie 13.45 usłyszałam krzyk!!! To było coś pięknego. Nie da się chyba tego opisać. Wzruszyłam się i oczywiście popłakałam, z tego wszystkiego musieli mi podać trochę tlenu, bo nie mogłam złapać tchu. Położyli mi córcię na chwilę na klatce piersiowej, potem zabrali do badań. Mnie w tym czasie zszywali. Bólu już nie czułam, ale było mi przeraźliwie zimno, nawet zaczęło mną trochę "telepać". Samo zszywanie trochę się dłużyło, ale to dlatego, że już nie mogłam się doczekać aż zobaczę małą.

Po wszystkim przewieźli mnie na salę pooperacyjną. Ja przez 12 godzin wstawać nie mogłam dopóki znieczulenie nie minie, ale Tatuś dumnie trzymał córcię na raczkach. Cudowny widok :)
Przez cały czas kiedy ja nie mogłam wstawać pielęgniarki i położne cały czas przychodziły do małej i sprawdzały czy wszystko jest w porządku. Przewijały, przystawiały mi ją do piersi.
Po 12-stu godzinach pomogły mi wstać, umyć się w łazience i ubrać.
I tak było w sumie przez cały czas mojego pobytu w szpitalu. Widać, że były zmęczone, ale pomagały każdej świeżo upieczonej mamie, wykazywały się niekiedy ogromną cierpliwością i pomocą. Złego słowa nie można powiedzieć. Ja z opieki szpitalnej jestem zadowolona w 200%!
Nie musiałam wykupywać żadnej położnej, nie musiałam płacić dodatkowo w szpitalu, a mimo to opieka była wspaniała. I tak właśnie powinno być.

Teraz już 3-ci dzień jesteśmy w domku. Uczymy się siebie. Uczymy się nowej organizacji dnia. Tatuś staje na wysokości zadania, bo trzeba przyznać, że pomaga jak nigdy. Nie tylko w załatwianiu wszelkich formalności na mieście, ale również w domu. Boi się jeszcze trochę "obsługiwać" córcię, bo jest dla niego za malutka i kruchutka, ale stara się bardzo. Nosi, tuli, nawet myje i daje mi od czasu do czasu odsapnąć i znaleźć choć chwilę dla siebie. To niekiedy bardzo trudne, bo mała potrafi czasem wisieć przy cycu dość długo, ale z każdym dniem radzimy sobie lepiej :)

Cieszę się, że te 9 miesięcy już za mną, zawsze będę wracać do tego czasu z sentymentem.
Cieszę się, że wreszcie mamy tą piękną kruszynkę przy sobie!

Każdej przyszłej Mamie życzę szybkiego i szczęśliwego rozwiązania! :)


NASZ SKARB!!!

HANIA - 29.04.2015r., 52 cm, 3140 g.
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger