2 Miesiące Hani już za Nami! :)

2 Miesiące Hani już za Nami! :)

Powolutku wszystko zaczyna grać...

Są chwile względnego spokoju, są też chwile permanentnego niewyspania, ale także ciszy, odpoczynku, pięknych uśmiechów i wesołego gaworzenia :)

Każdy dzień przemija tak szybko, niektóre wręcz ledwo zauważalnie.... Aż mi czasem szkoda, chciałabym niektóre chwile zatrzymać na dłużej..

Hania powoli przestaje mieć kłopoty z brzuszkiem. W zeszłym miesiącu napady płaczu bywały nawet po 30 min,. godzinę.. Teraz już na szczęście jeśli się w ogóle w ciągu dnia zdarzają to zwykle między godziną 15 a 17, kilka razy po kilka minut płaczu. Wspomagamy się kropelkami i robimy częste masaże brzuszka, widać, że przynosi to efekty.

Coraz więcej mogę pozwolić sobie zjeść. Najbardziej obawiałam się truskawek! Sezon truskawkowy w pełni, ja mogłabym je jeść kilogramami, dzieci znajomych po truskawkach od razu dostawały wysypki, bałam się, że i ja będę musiała odpuścić... Na szczęście moje dziecko jest wyrozumiałe i odporne. Truskawki zostały zaakceptowane :)

Poza tym wprowadzam coraz więcej produktów, większość cieszy się uznaniem przez Hanię i wszelkich wysypek brak. Jedynie muszę uważać na kremy i mleko.

Hania odkryła niedawno swoje rączki. Przede wszystkim pakuje je do buzi, ale także próbuje łapać zabawki, dotyka twarze osób nachylających się nad nią oraz wszelkie obiekty znajdujące się w najbliższym polu widzenia. Próbuje łapać i utrzymywać w rączce różne rzeczy i zabawki. Uwielbia ucinać sobie jedną drzemkę w ciągu dnia na brzuszku. Wstaje zawsze po niej w niezwykle wesołym i radosnym humorze :)

W ciągu dnia śpi coraz mniej, ale ma już swoje względnie stałe pory na drzemkę i jedzenie. Nie są to ścisłe ramy przez cały dzień, ale już można zauważyć w niektórych jej czynnościach pewna regularność. Szczególnie jeśli chodzi o poranek i wieczór. W ciągu dnia o ile nie jesteśmy na spacerku to jest bardzo absorbująca. Uwielbia jak się z nią siedzi i rozmawia. Gazworzy wtedy na całego! Nawet przez godzinę... Zupełnie nie mam pojęcia po kim ona taka gadatliwa jest....hmmmmm :)

Rano około 9 zawsze zasypia na około 2/3 godzinki, więc ja mam czas dla siebie (tak dla siebie yhym......czyli mogę w spokoju szybko sprzątnąć, poprasować, zrobić obiad i zająć się całą resztą niekończących się czynności) :) W ciągu dnia lubi posłuchać muzyki lub po prostu poleżeć i popatrzeć na kręcącą się karuzelę, albo leżeć na brzuszku i obserwować poukładane zabawki z podniesioną głową.
Wieczorem z kolei po kąpaniu Hania od razu dostaje jeść, czytamy jej na zmianę bajkę i usypia. Czasem przy piersi czasem sama w łóżeczku. Od trzech tygodni usypia między godziną 21 a 22, a śpi do około 5 nad ranem.
Wiem, że to może się jeszcze odmienić, ale mam cichą nadzieję, że tak jej zostanie :)

Poza tym ten miesiąc także, jak poprzedni, obfitował w gości i prezenty. Hania gości uwielbia, zwłaszcza wtedy kiedy słyszy dookoła same komplementy. Oj uśmiech wtedy nie schodzi jej z ust. Prawdziwa z niej kobietka! :)

Za Nami także pierwsze szczepienia. Ja na szczęście psychicznie mogłam się nastawić, bo chodziłam na szczepienia z córeczką mojej siostry. Płacz mojej małej był ogromny, widok dla mnie był to okropny i bolesny, ale na szczęście szybkie przystawienie do piersi zaraz po szczepieniach szybko uspokoiło małą i wprawiło ja w lepszy humor. Żadnych komplikacji potem nie było, jedynie przez pierwszą dobę Hania była zdecydowanie mocno marudna i płaczliwa.

Dwa miesiące to czasu niewiele, ale na razie za sukces uważam, to, że Hania jest w stanie zasypiać sobie sama w łóżeczku, a nie jedynie na rękach i przy piersi. I poza tym, staramy się jej nie nosić, kiedy nie ma takiej potrzeby. Zarówno ona jak i my uwielbiamy, gdy jest blisko Nas, ale rozwiązaniem jest wspólne leżenie. Widzę, na przykładzie mojej własnej siostry, jak sobie życie można utrudnić, gdy dziecko jest zanadto przyzwyczajone do rączek. Wtedy nawet spacer bywa torturą...

Kilka zdjęć :)

(5-ty tydzień)





Hania po dwóch miesiącach waży około 5,4 kg i mierzy ok. 60 cm (chociaż ubranka zakładamy jej już na 68 cm, ale tak to jest, co sklep to rozmiar rozmiarowi nie równy).

Bez wątpienia córeczka Tatusia :) Oszalał na jej punkcie <3
Powrót do formy po porodzie.

Powrót do formy po porodzie.



Za chwilę miną dwa miesiące odkąd pierwszy raz usłyszałam krzyk Hani.
To było wspaniałe uczucie i łzy płynęły ze szczęścia :)

Powrót do domu wiązał się z wielkim chaosem...uczeniem się nowego funkcjonowania w życiu.
Najpierw było ciężko, ale stopniowo dzień po dniu było już troszkę łatwiej.

Nie mogłam rodzić siłami natury, miałam cesarkę. Wiązało się to zarówno z przestrzeganiem diety lekkostrawnej przez minimum dwa tygodnie, jak i dłuższe zwlekanie z rozpoczęciem aktywności fizycznej. Dodatkowo problemy z Hani bolącym brzuszkiem spowodowały, że dłużej musiałam przestrzegać diety i zwracać szczególną uwagę na to, co zjadam.
Okazało się również, że Hania jest niezłym łakomczuszkiem, więc szczególnie przez pierwsze półtora miesiąca potrafiła dość długi czas spędzić przy piersi i jeść. Teraz na szczęście ta częstotliwość ulega powoli zmianie :)

To wszystko i towarzyszący temu początkowy stres spowodował, że to, co w ciąży mi się uzbierało, dość szybko zaczęło znikać. Teraz pozostało mi około 2 kg do zrzucenia plus to, co chciałam zrzucić przed ciążą :) Poza tym skóra po ciąży zrobiła się wiotka, utraciła jędrność i sprężystość.

Od kilku dni zaczęłam się gorzej z tym czuć, i zastanawiałam się jak zacząć z tym walczyć.
Nie mogłam znaleźć w sobie motywacji do ćwiczeń w domu. Kiedyś nie było to dla mnie problemem, ale teraz ciągle odkładałam to na "później", "potem", "jutro".

Zbiegiem okoliczności zostałam zaproszona na spotkanie i darmowy trening do niedawno otwartego w moim mieście Studia Fitness. Nie lubiłam do tej pory chodzić w takie miejsca, więc szłam tam z nastawieniem - Fajnie, poćwiczę sobie za darmo, złapie bakcyla i zacznę ćwiczyć w domu.
Załapałam bakcyla, owszem, ale na to, żeby zacząć chodzić regularnie ćwiczyć do tego Studia. Atmosfera świetna, możliwości ogromne, pomoc trenerów i nikt nie patrzy na Ciebie krzywym wzrokiem.
Po darmowym treningu i przedyskutowaniu z Mężem karnet został zakupiony :)
Minął dopiero tydzień, postanowiłam ćwiczyć 2/3 razy w tygodniu, poza tym spacery z małą i sprzątanie w domu to też dodatkowy trening. Jestem naładowana jakąś pozytywną energią, mam więcej siły i .......zobaczyłam już pierwsze efekty na wadze, więc motywacja rośnie :)
Tym bardziej, że zbliża się wesele mojej przyjaciółki i chciałabym założyć coś, co spowoduje efekt -WOW, lub przynajmniej, coś w czym będą czuła się ładnie, kobieco i szczupło :)

Poza rozpoczętymi ćwiczeniami i odpowiednią dietą, w powróceniu do formy pomaga mi używanie odpowiednich kosmetyków. W zasadzie to stosuje balsam do ciała i regularnie robię peelingi - szczególnie ud i boczków. Powolutku widzę efekty.

Miałam też wątpliwości o obawy związane z aktywnością fizyczną, a szczególnie jak może to wpłynąć na laktację. Parę pytań nie dawało mi spokoju....
Poszukałam informacji, posprawdzałam ich prawdziwość.
I....

Ćwiczyć w okresie laktacji jak najbardziej można. Aktywność wpływa na unormowanie glukozy we krwi, obniżeniu cholesterolu, no oczywiście zwiększa wydolność tlenową w naszym organizmie. Istnieją takie przypadki, gdy od rozpoczęcia aktywnego trybu matka traci pokarm, ale tak się zazwyczaj dzieje, gdy wysiłek jest zbyt intensywny, organizm skrajnie wyczerpany, a dieta znacznie ograniczona. Nie wolno ograniczać spożywanych kalorii.

Może się również zdarzyć, że krótko po treningu karmiąc maluszka, nie chce on jeść i marudzi. Dzieje się tak, ponieważ pod wpływem ćwiczeń pokarm zmienia swój smak. Powstający podczas wysiłku fizycznego kwas mlekowy zmienia smak pokarmu na nieco gorzki. Niektórym dzieciom to nie przeszkadza, ale inne marudzą. Można temu zapobiec karmiąc dziecko tuż przed treningiem. Jeżeli to nie wystarcza to możemy odciągnąć mleko i po treningu nakarmić dziecko. To powinno rozwiązać problem.

To rozwiało moje wątpliwości i postanowiłam, że będę ćwiczyć, ale z głową :)

A może Wy macie jakieś rady albo uwagi co do powrotu do formy po porodzie?
Chętnie posłucham i dowiem się czegoś od doświadczonych już Mam :)



Dzień Ojca - powód do dumy?

Dzień Ojca - powód do dumy?


Chciałabym móc napisać, że dzisiejszego dnia mogłam pójść do własnego ojca i dać mu jakiś drobiazg w podzięce za te wszystkie trudy, wyrzeczenia i może cierpliwości, które dał mi kiedy byłam dzieckiem. Dziękować za niesioną pomoc, lata wsparcia i zapewniane mi poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym, ale nie mogę, bo tej jednej z najważniejszych osób w moim życiu nie było. Wybrał inne życie. Nie mam żalu, czasem siadam i zastanawiam się jakby to było...ale koniec końców spowodowało to, że jestem silną osobą i radzę sobie w trudnych sytuacjach, nie chowam głowy w piasek.

Myślę, że pod moimi słowami podpisałby się również mój mąż. Jego również życie nie oszczędziło pod tym względem. Pewnie także brakuje mu przez cale życie choćby zwykłych rozmów z własnym ojcem czy codziennych chwil spędzonych jak ojciec z synem, ale to co doświadczył pozwoliło mu wykreować sobie w głowie swój obraz tego, jakim sam chciałby być ojcem.

Odkąd Hania pojawiła się na świecie minęło może niewiele czasu, wszystko dopiero przed Nami, ale ja już dostrzegam to, że moje dziecko ma ogromne szczęście. Są piękne i fantastyczne dni kiedy niunia ma świetny humor, ani razu nie płacze w ciągu dnia. Wesoło gaworzy, uśmiecha się, potem je i idzie spać. Nie sztuką jest wtedy uważać się za wspaniałego Ojca. Niewiele wysiłku wtedy potrzeba do uczestniczenia w codziennych chwilach i wypełnianiu obowiązków.

Schody pojawiają się wtedy, gdy mała ma gorszy dzień. Potrafi płakać lub marudzić nawet przez kilka godzin. Nie pomaga tulenie, noszenie, karmienie czy smok. Cierpliwość i nerwy sięgają zenitu i brak człowiekowi siły, choć tak bardzo chciałby pomóc własnemu dziecku i ulżyć w cierpieniu.

Bywają też takie dni, kiedy muszę wyjść, czasem na godzinę, czasem na dwie. Obowiązki zawodowe, nie zawsze pozwalają na siedzenie z dzieckiem 24 godziny na dobę. Nie zdarza się to bardzo często, ale jednak.

Jaki wtedy jest S.? Obojętnie czy Hania płacze, czy śmieje się, czy marudzi, zawsze można na niego liczyć. Nie narzeka, nie szuka wymówek, stara się stawić czoła każdej sytuacji. Codziennie wieczorem pędzi do kąpania małej, na zmianę ze mną czyta bajki na dobranoc. Mało tego wstaje w nocy, przewija i przynosi mi małą do karmienia.

Ogromnie jestem mu za to wdzięczna! Ogromnie się z tego powodu cieszę!
Nie miał żadnego wzorca a Ojcem już jest wspaniałym.
Choć wiem, że niejeden problem przed Nami, że nie raz się podłamiemy i nie zawsze będzie tak prosto i łatwo. To dzisiaj jestem pewna, że moje dziecko ma wspaniałego Ojca, który zrobi wszystko by jego dziecko było szczęśliwe, radosne i miało wszystkiego pod dostatkiem.
Należą mu się to wielkie brawa!

Takiego Ojca życzę każdemu dziecku, a każdemu Tacie, tak bardzo angażującemu się w wychowanie i rozwój własnego dziecka składam pokłony i życzę morza wytrwałości! :)


Nocne życie matki.

Nocne życie matki.


Moja doba jest stanowczo za krótka... :(
Przydałoby się, żeby liczyła co najmniej 36 godzin...
Ciągle brakuje mi na wszystko czasu.

Chciałabym móc nadążać ze sprzątaniem w domu, codziennie mieć czas na przygotowanie obiadu, ogarnięcie obowiązków zawodowych, oczywiście nie tracić ani chwili przeznaczonej dla Hani, ale także mieć trochę czasu sam na sam z mężem no i jeszcze z tego wszystkiego wykroić jakąś chwilę tylko dla siebie... :)

Oj fajnie by było, ale to nieosiągalne. Staram się jak mogę ze wszystkim nadążyć. Mam taki charakter, że lubię być porządnie zorganizowana, wiedzieć, że ze wszystkim się wyrabiam, ze wszystkim nadążam..czasem się udaje, ale czasem zabieram się za coś po 3-4 dni lub w końcu wyręcza mnie mąż..

Odkąd Hania jest z Nami w domu, Nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Nie narzekam z tego powodu, choć czasem jest nieco ciężko. Niedospanie, zmęczenie, zajmowanie się dzieckiem, obowiązki domowe dają naprawdę czasem mocno w kość. Są wieczory kiedy po położeniu małej do łóżeczka, wiem, że mam masę różnych rzeczy do roboty ale siadam i po prostu nie mam siły się ruszyć. Raz na jakiś czas dopada takie kompletne zmęczenie, że żal mi tracić czas i położyć się wcześniej do łózka ale też z drugiej strony nie mam siły zrobić nic. Tracę tak czasami czas bezmyślnie gapiąc się w telewizor a potem mam to sobie za złe.

Powoli przyzwyczajam się do takiego stanu. W dzień zajmuje się Hanią. Wstajemy, przebieramy się, gaworzymy, jem śniadanie, ogarnę w locie co się da, zwykle zdążę zrobić jakiś obiad. To wszystko pomiędzy karmieniem i drzemaniem małej. Około 12/13 wychodzimy na spacer, szczególnie, że ostatnio pogoda idealna na takie eskapady. Po powrocie jemy już w trójkę obiad, potem na ogól Hania zaczyna być po całym dniu nieco marudna i popłakuje przez bolący brzuszek. Największe ukojenie przynosi jej przystawianie do piersi. Czasem to trwa ze dwie godziny. Zanim się obejrzymy wybija godzina 20. Szykujemy kąpiel, ubieramy, czytamy bajkę i o 21 mam czas dla siebie. Zaczyna się moje życie, chwile tylko dla mnie. Zazwyczaj nie wiem, za co wziąć się najpierw :)

Dopiero wtedy mam czas ogarnąć z grubsza nieporządek powstały w ciągu dnia, znajduję chwilę na choćby 15 minutową kąpiel (choć zdarzały się dłuższe, zwłaszcza kiedy mi się przysnęło), zrobienie prania czy zwykłego poczytania gazety lub przygotowania artykułu.
Jeszcze by się w pobliżu mojego domu przydał całodobowy supermarket, fryzjer i kosmetyczka.
Byłabym w siódmym niebie :)

Spać zazwyczaj idę około 12 w nocy. Po części sama sobie jestem winna, tego mojego zmęczenia i niedospania. I mimo, że przed ciążą miałam więcej beztroski i czasu na "wszystko", to za nic w świecie nie zamieniłabym obecnego życia na inne czy to wcześniejsze.

Czasem ledwo utrzymuje głowę w pozycji pionowej i mam problemy z logicznym myśleniem, ale jak tylko od samego rana widzę szeroki uśmiech na twarzy Hani czuję, że kocham to życie. Ten beztroski uśmiech wynagradza wszystko! Aż chce się żyć!

Takie chwile mnie napędzają, dają kopa i powodują, że idzie się jakoś przyzwyczaić do tego wszystkiego!!! :)




Rodzinny weekend cz.2 :)

Rodzinny weekend cz.2 :)

Dni lecą jak szalone... Mam wrażenie, że mimo, że siedzę w domu to i tak żyję od weekendu do weekendu. Cieszę się, że mogę siedzieć z Hanią w domu, obserwować ją, być przy niej...ale wydaje mi się, że najbardziej cieszę się na te wyczekiwane cały tydzień chwile kiedy jesteśmy razem, we trójkę.... Czuję wtedy, że mimo potygodniowego zmęczenia rozpiera mnie energia i chęć wykorzystania tych chwil jak najbardziej się da, nie stracenia ani sekundy....

Odkąd zrobiło się ciepło i Hania odbyła swoje szczepienia już nie pilnujemy się tak bardzo i staramy się weekendy spędzać jak najbardziej aktywnie a przy okazji rodzinnie :)

W ten weekend Nasz wybór padł na Płock. Dzieli nas jedynie godzinka drogi a zwiedzić tamtejsze okolice naprawdę warto. Postanowiliśmy zwiedzić płockie ZOO, na pamięć znamy już to warszawskie, więc chcieliśmy czegoś nowego :) Oczywiście Hania i jej prawie o rok starsza siostra cioteczna jeszcze w tym roku bez wycieczki do ZOO spokojnie by się obeszły, ale My - dorośli, mieliśmy frajdy co nie miara :) A dziewczynki skorzystały z pięknej i słonecznej pogody.

Potem zdecydowaliśmy się odwiedzić Stare Miasto w Płocku. Jest na co popatrzeć. Atmosfera tego miejsca jest fantastyczna, bardzo przyciąga...
Spacerowaliśmy, robiliśmy masę zdjęć i planowaliśmy kolejne Nasze wyprawy :)

Niedzielny dzień zaliczyliśmy zatem do bardzo udanych.
Wróciliśmy późnym wieczorem, Hania mimo, że spała prawie cały dzień na świeżym powietrzu, to i tak była dość wyczerpana. Trochę wieczorem pomarudziła, ale koniec końców i tak padła ja mucha, my zresztą też :))

Mała fotorelacja z wypadu:













A może ktoś z Was moi drodzy zna jakieś fajne miejsca godne polecenia i zwiedzenia??? :))
Rodzinnie i bajkowo :) - propozycja na aktywne spędzenie czasu

Rodzinnie i bajkowo :) - propozycja na aktywne spędzenie czasu

Skończył się długi weekend, wraz z nim niestety i piękna słoneczna pogoda. Mam nadzieję, że ta niebawem wróci i znów będzie można spędzać czas korzystając ze słońca.

Uwielbiam takie dłuższe weekendy jak ten. My z Hanią mamy wolne codziennie, poza moimi kilkoma obowiązkami, możemy planować sobie czas do woli...ale czasem robi się trochę nudno i monotonnie. Dzięki takim dniom jak te minione można było spędzić czas całą rodziną. Mąż miał wolne, dodatkowo na te kilka dni zjechała się do Nas rodzinka. Takie chwile wspólnie spędzane są dla mnie najważniejsze.

Od zawsze mam taką naturę, że nie potrafię usiedzieć na miejscu :) Nie jestem zwolenniczką spędzania wolnego czasu przed telewizorem. Raz na jakiś czas czemu nie, ale żeby marnować na to długie godziny czy ładną pogodę? Co to, to nie!

Na szczęście zaraziłam trochę tym moje męża - zdecydowanie zwolennika właśnie telewizji lub grania na komputerze, ale z roku na rok ku mojemu zadowoleniu coraz bardziej woli właśnie te aktywne chwile spędzane na świeżym powietrzu. A od czasu do czasu nawet sam coś wymyśla i planuje.

Teraz odkąd Hania jest na świecie będzie fajniej. Rodzinka się powiększa. Będzie można spędzać czas większą gromadą. Mam to szczęście, że mam 3 siostry, przyzwyczaiłam się do gwaru w domu. Jak byłam młodsza to nie doceniałam tego tak, jak właśnie teraz. Wcześniej dominowały kłótnie, teraz na szczęście się dogadujemy na tyle, że wspólnie spędzany czas to radość, śmiech i zabawa. Poza tym Hania ma już na świecie starszą o niecały rok siostrę cioteczną, więc kompan do zabawy będzie zawsze :)

Z 4-dniowego weekendu mogłam zaplanować dwa dni. Jeden z nich - Boże Ciało, spędziliśmy w mieście. Poszliśmy tradycyjnie na odpust, nie mogliśmy nie kupić oczywiście obwarzanek :). Poza tym spacer, lody i szaleństwo w przyjezdnym wesołym miasteczku. Hania co prawda spędziła cały czas w wózku grzecznie śpiąc, ale my zabawę mieliśmy rewelacyjną!

Następnego dnia zaplanowaliśmy sobie piknik. Największy problem był z wyborem miejsca.
Pobliski Zalew - zbyt oklepany
Oddalony o kilka kilometrów przepiękny Park w Radziejowicach - znamy już na pamięć.
Nasz miejski park - na piknik jakoś się niestety nie nadaję.
W końcu po długim zastanawianiu się postawiliśmy na dwa miejsca.

Pierwszy pomysł - przepięknie o tej porze roku Arboretum w Rogowie.
Drugi pomysł - park Bajka w Błoniu.

Zwyciężył pomysł drugi, zdecydowana większa ilość atrakcji zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci.
Fontanny, leżaki, plenerowa siłownia z urządzeniami do ćwiczeń fitness, tory do gry w bule, szachy ogromnych rozmiarów, place zabaw, kokosowe domki, strefa urządzeń muzycznych, stoły do ping-ponga, piłkarzyki, krzywe lustra.
Ogromna ilość zieleni i przygotowane miejsca do odpoczynku.
Czas tam spędzony na pewno nie był stracony. Było fantastycznie. Az nie chciało się wracać do domu :)

Wszystkim, zarówno lubiącym spędzać czas aktywnie, chcącym zapewnić swoim dzieciom szczyptę świetnej zabawy jak i szukającym fajnych i ciekawych miejsc gorąco polecam!!!

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć:

















Dzień dziecka - jeden taki dzień?

Dzień dziecka - jeden taki dzień?


Tuż przed samym porodem, strasznie nostalgicznie podchodziłam do niektórych codziennych spraw i czynności..
Myślałam sobie.....
...to Nasz ostatni wspólny (z Mężem) spacer we dwoje
...to Nasza ostatnia romantyczna kolacja
...to ostatnia przespana w ciszy noc
...to ostatni wyjazd we dwójkę
...to Nasz ostatni spontaniczny wypad
...itd...

Nie chodzi mi o to, że mając dziecko, nie można robić tych wszystkich powyższych czynności, ale o to, że to takie ostatnie wspólne spędzone chwile przed nowym etapem w życiu. Przed etapem kiedy z Naszej małej dwuosobowej rodziny robi się większa.
Nie było mi z tego powodu smutno czy źle, ale po prostu dziwnie. Jeszcze wtedy ciężko było mi sobie wyobrazić jak to wszystko będzie :)

A teraz wkroczyliśmy w etap między innymi...
...to Nasz pierwszy spacer we trójkę
...to pierwsze kąpanie Hani
...to pierwsze wizyty u rodziny razem
...ale także to pierwszy dla mnie obchodzony Dzień Matki
...czy pierwszy Dzień Dziecka
...przed Nami pierwszy obchodzony Dzień Ojca
...i oczywiście Święta Bożego Narodzenia
..i wiele wiele innych, których nie możemy się doczekać :)

Nie chciałabym żeby moje dziecko było strasznie rozpieszczone... Rozglądając się dookoła po niektórych dzieciach znajomych wiem, że o to jest dość trudno... Dla wielu dzieci liczy się kolejna nowa zabawka, nie liczą się z innymi, często przejawiają brak szacunku do drugiej osoby. Najważniejsze dla nich jest spełnienie własnych potrzeb. To jest ogromnie smutne, choć to nie jest wina tych dzieci. Winni są też rodzice. Przecież to Oni, świadomie lub nie, jednocześnie pozwalają na to i uczą tego.

Ja bym chciała, żeby Hania miała Dzień Dziecka przez cały rok. Chciałabym ją nauczyć, że zabawki mogą umilać życie, ale że ważne jest spędzanie czasu wspólnie, rodzinnie.
Chciałabym żeby potrafiła doceniać to, co jej się w życiu przytrafi, potrafiła cieszyć się drobnymi rzeczami i chwilami, a nie goniła jak większość za czymś bliżej nieokreślonym, powodującym jedynie stratę czasu.
Wiem też, że My jako Rodzice, będziemy starać się zawsze znaleźć dla niej czas. Po prostu być. Nie odsyłać przed ekran telewizora czy komputera, żeby potem cieszyć się z chwili spokoju. Przecież najbardziej wartościowy czas, to ten spędzany wspólnie z dzieckiem. Jeśli decydujemy się na dziecko, to później nauczmy się też być dla niego.
Nie chodźmy na łatwiznę usprawiedliwiając się
-dzisiaj nie mam czasu
-jestem zbyt zmęczona
-nie teraz
-później
-zajmij się sobą.....itd.

Czas leci bardzo szybko. Nawet nie wiadomo kiedy z niemowlaka robi się starsze dziecko, czas leci, potem przedszkole, szkoła, gimnazjum. Widzę to obserwując dookoła wszystko. Wielu rodziców narzeka, że chciałoby cofnąć czas, że nie wiedza kiedy ich dzieci tak szybko dorosły, ale też mają sobie za złe, że wiele chwil przegapili lub po prostu nie wykorzystali tak, jak powinni.

Dlatego nie stosujmy prostych i łatwych wymówek tylko bądźmy cały czas dla swoich dzieci. Poświęcajmy im czas, wspierajmy i otaczajmy opieką. Nie od święta, tylko na co dzień.

Myślę, że mimo wszystko dla większości dzieci nie jest ważna kolejna nowa zabawka tylko uwaga i zainteresowanie rodzica. Ta zabawka to tylko "dodatek" :), bo obecności rodziców nic nie jest w stanie zastąpić...

Ja z okazji dzisiejszego Dnia Dziecka postanowiłam odwołać swoje dzisiejsze zajęcia i poświęcić czas Hani. I tak pierwszą połowę dnia spędziłyśmy spacerując i korzystając z pięknej słonecznej pogody. Nawet Tatusiowi udało się trochę wyrwać z pracy żeby Nm potowarzyszyć :)
A drugą część dnia mieliśmy samych gości. Cała rodzinka przyszła do Hani z prezentami, nawet i dla Nas się coś znalazło... :)
Jednym słowem dzień pełen wrażeń...mam teraz nadzieję, że wpłynie to na małą usypiająco i prześpi większą część nocy a nie odwrotnie :))




A co same dzieci twierdzą o byciu dzieckiem? :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger