Smoczek - pomocnik czy wróg?



Niektórzy rodzice, zdecydowani przeciwnicy, inni, nie widzący przeszkód, by ich używać od pierwszych dni życia swoich dzieci.
Jedni widzący wiele wad, inni nie zastanawiający się nad tym w ogóle i używających smoczków w każdej możliwej chwili, najlepiej 24 godziny na dobę.

Jak to jest naprawdę, czy warto korzystać ze smoczków? Czy pomagają one Naszym niemowlakom czy są jedynie „zapychaczem”, który ma spowodować, by uciszyć dziecko.

Zawsze znajdą się i zwolennicy i przeciwnicy każdego poruszanego tematu. Ja postaram się przedstawić i wady i zalety (bo takie również istnieją) używania smoczków.


Zalety używania smoczków:

  •  Zdecydowanie ssanie smoczka jest dużo zdrowsze i korzystniejsze niż ssanie paluszków u rąk. Ssanie paluszków może bowiem doprowadzić do zniekształceń powstałych w jamie ustnej. 
  • Ssanie smoka wzmaga ponad dwukrotnie produkcję śliny, która jest szczególnie ważna dla dzieci ząbkujących.
  •  Smoczek to szybki i najczęściej bardzo skuteczny sposób, by uspokoić płaczące niemowlę. Dzięki czynności ssania jego oddech staje się równomierny i rytmiczny. 
  • Bez wątpienia każde dziecko rodzi się z towarzyszącym silnym odruchem ssania. Używanie smoczka pomaga mu tą potrzebę zaspokoić, odciążając przy tym Mamę zapewnia jej chwilę spokoju i wytchnienia.


Wady używania smoczków:

  •  Podając dziecku często smoczek, możemy nie wiedzieć kiedy ono jest naprawdę głodne. Bardzo ważne jest dlatego skrupulatne sprawdzanie wagi u dziecka, czy odpowiednio wzrasta masa ciała. 
  • Smoczek może wpływać na opóźnianie mowy u dziecka. Jeżeli jest one przez cały czas zajęte ssaniem smoka, nie ma czasu i ochoty na gaworzenie. A jest ono jednym najważniejszych elementów jeżeli chodzi o rozwijanie czynności mowy niemowlaków.
  •  Podawanie dziecku niewysterylizowanego smoka, lub częste oblizywanie dziecięcego smoka może przyczyniać się do rozwoju wszelkich infekcji. Do najczęstszych najgroźniejszych należą biegunka i zapalenie ucha.   
  • Ssanie smoka powoduje również kłopotliwe skrzywienia zębów.


Przyznam się, że Ja zanim jeszcze wiedziałam o swojej ciąży byłam zdecydowaną przeciwniczką używania smoka! Twierdziłam, że zrobię wszystko, żeby moje dziecko smoka nie używało, bo widziałam w nim niekończącą się listę wad.
Gdy moje dziecko płakało nieprzerwanie kilkanaście wieczorów z powodu bolącego brzuszka, postanowiłam spróbować smoczka. Był w domu kupiony wraz z cała wyprawką niemowlęcą, tak na „w razie czego”. Smoczek został zatem użyty i ogromne było moje zdziwienie a zarazem ulga, gdy się okazało, że bardzo pomógł. Nie jest używany 24 godziny na dobę ani w czasie snu. Używany jest zgodnie z jego przeznaczeniem – do uspokojenia dziecka.


Ci Rodzice, którzy zdecydują się na używanie smoczków powinni przestrzegać pewnych kilku zasad:

  • Dbamy o czystość smoków.
  • Wymieniamy je za każdym razem, gdy zauważymy jakieś pęknięcia.
  • Nie przywiązujemy do smoczków tasiemek ani sznureczków. (mogą spowodować zachłyśnięcia i zadławienia
  • Nie podajemy dzieciom smoczków zamiast jedzenia.
  •  Nie używamy smoków 24 godziny na dobę, ograniczajmy używanie ich tylko do uspokajania dziecka.
  • Staramy się wyeliminować podawanie smoków, jeśli Nasze dziecko rozpoczęło proces ząbkowania.


Podsumowując więc, używanie smoka jak już wspominałam niesie za sobą zarówno zalety jak i wady. Nie każdy Rodzic musi używać smoka. Nie każde dziecko musi go lubić. Jeżeli jednak dziecko podczas ssania smoka od razu się uspokaja nie odbierajmy mu go. Korzystajmy z tych paru chwil, gdy dziecko jest zajęte smoczkiem i odpocznijmy, zróbmy coś dla siebie. Przestrzegajmy jedynie tych kilku zasad i w porę zacznijmy dziecku odstawiać smoka. Jest wiele rad i pomysłów jak to zrobić, zależą one od wieku naszego dziecka, charakteru i częstości używania smoczka. Proces odstawienia nie zawsze przebiega szybko i bezboleśnie, czasem wymaga od Rodziców sprytu i morza cierpliwości, ale warto chyba się poświęcić, by móc podziwiać u własnego dziecka pięknie rosnące białe ząbki, patrzeć na roześmianą buzię
i słuchać jak pięknie rozwija się jego mowa.


A Wy Mamusie jakie doświadczenia macie z używania smoczków przez Wasze dzieci? :)


_______________________________
Ten artykuł oraz inne ciekawe znajdzie na portalu Familie.pl
Polecam i zapraszam! :)
Karuzela marzeń....

Karuzela marzeń....

Ostatnio mnie tu trochę mniej.... od sierpnia się to zmieni... Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że wsiadłam na jakiś diabelski młyn, wszystko wokół mnie wiruje, przemija nie wiadomo nawet kiedy. Dni lecą jak szalone, a ja nie dość, że próbuje korzystać z nich na maksa to jeszcze staram się je choć odrobinę spowolnić, ale nie daję rady... :)

Dzieje się ostatnio dużo. Nastał dla Nas rodzinny czas. Coraz częściej spędzamy chwile w większym gronie. Spotkania, ciasta, herbatki, radość. Cudne chwile...takie, które chciałoby się zatrzymać na dłużej, zapamiętać na zawsze.
W domu też jakoś jakby lżej, pewniej i bezpieczniej. Jakiś czas temu wkradło się trochę nerwów, gorszych dni, fochów i krzyków. Było trochę spięć, ale chyba już mały kryzys zażegnany. Jest lepiej. Znów weszliśmy (taką mam nadzieję) na te właściwe tory. Lepiej się rozumiemy więcej wspieramy, staramy się dużo rozmawiać, niezmiennie uczymy się siebie :)




Parę dni temu miałam urodziny. Dla mnie, niezwykle wrażliwej i sentymentalnej osoby, ważny dzień. Dzień imienin traktuję jak zwykły normalny dzień, urodziny natomiast to dla mnie taki "podniosły" dzień. Dzień podsumowania, przemyślenia i podjęcia różnych decyzji. Jak co roku.
W tym roku również siedziałam sobie i zastanawiałam się nad różnymi rzeczami...

Wiecie co sobie uświadomiłam?
To moje pierwsze urodziny, kiedy mam 100% satysfakcji z życia, kiedy jestem w 100% szczęśliwa, kiedy wiem, że zmierzam we właściwym kierunku i kiedy z pełną świadomością dążę do tego, żeby potrafić cieszyć się nawet z tych najmniejszych rzeczy.
A nie ciągle myśleć sobie:
"Jest dobrze, ale...",
"Cieszę się, ale....",
"Udało mi się to i to, ale....".
Nie ma żadnego ALE, jest tu i teraz i trzeba się cieszyć z tego co los podsuwa Nam pod nogi i z tego korzystać.

Wiele lat zastanawiałam się co w życiu chcę robić. Miotałam się trochę. Łatwo się do czegoś zapalam, podejmowałam się więc wielu rzeczy, ale zawsze czułam, po jakimś czasie, że to nie to. Za każdym razem było właśnie - "Jest dobrze, ALE..."

W tym roku wszystko się zmieniło. Nie robię niczego na siłę, ale robię to, co naprawdę sprawia mi ogromną satysfakcję. Kilka moich marzeń już się spełniło, tak jednym z Nich jest przepiękna, zdrowa i kochana córcia, ale też parę innych rzeczy. Przepiękne uczucie, gdy właśnie czujesz, że spełnia Ci się jedno z głęboko skrywanych przez lata marzeń, kiedy po prostu cieszysz się pełną gębą i nie marudzisz i nic nie chcesz ponad to.

Mam jeszcze kilka ważnych celów do zrealizowania, niektóre właśnie realizuję. Codziennie nawet po nie całkiem przespanych nocach, wstaję z uśmiechem na ustach, ogromnym optymizmem i głową pełną pomysłów.
Budzę się i myślę sobie - "O Kurcze! Jest pięknie!"
Wiem, że zdarzać się będą i te gorsze dni, ale jakoś je przebrnę, najbliżsi mi pomogą. Wiem to!

Teraz pozostaje mi dalej robić to, co robię, małymi kroczkami posuwać się na przód i mocno wierzyć, że to, co robię jest słuszne :)

I choć nie było póki co hucznych urodzin, wielkiej imprezy i niekończącego się worka prezentów, to ten dzień, w tym roku był najlepszym jak do tej pory. Byli ze mną najbliżsi, a Ci co nie mogli być dali mi do zrozumienia, że jestem dla nich bardzo ważna. Nie potrzebny mi był tłum ludzi, dla których niewiele znaczę, bo najważniejsze jest dla mnie to, że są obok mnie te osoby, dzięki którym wiem po co chcę żyć, czerpać radość i wierzyć w siebie i we własne możliwości!!!

Życzę wszystkim, każdej z Was, by robiły w życiu to, co sprawia im największą przyjemność, by każdego dnia mogły z uśmiechem wstawać i z radością czekać, na to, co przyniesie kolejny nowy dzień. Przecież żyjemy tylko raz, znajdźmy więc jak najszybciej sens Naszego życia i wyciskajmy z niego, jak cytrynę, ile się da!!! :)



Wyrodna Matka...?

Wyrodna Matka...?

Wspominałam już o tym notorycznym braku czasu na wszystko?
Tak, wiem już nie raz :)
Coraz więcej ostatnio biorę na siebie. Odkryłam kilka pasji, postawiłam sobie nowe cele, staram się cały czas rozwijać, w domu obowiązków masa, no i jeszcze Hania. Chciałabym mieć zawsze na wszystko czas i siłę. Nie zawsze jest to możliwe, ale przy zorganizowaniu się oraz wparciu najbliższych da się wiele rzeczy zrobić.

Usłyszałam ostatnio, że wszędzie mnie pełno. Nie było to wypowiedziane w formie komplementu...
Raczej z naganą. Ton i mimika oraz dalsza wypowiedź miały na celu obrażenie mnie i skłonienie do zastanowienia - gdyż złą matką jestem, a dziecko na tym cierpi.

Przez chwilę zrobiło mi się przykro, pomyślałam, że to racja dziecko jest najważniejsze, a ja za dużo zajmuje się swoimi sprawami.... Ale po chwili na szczęście (tak, przynajmniej mi się wydaje) doszły do mnie resztki racjonalności, które uświadomiły mi, że to osoby, które tak twierdzą powinny mocno się zastanowić nad wygłaszanymi osądami.

Czy ilość godzin spędzonych przy dziecku świadczy o tym, jak dobrą Matką jestem?
Czy ilość godzin spędzonych przy dziecku świadczy o tym, że kocham je bardziej lub mniej?
UWAŻAM, ŻE NIE!!!

Czy spędzenie z dzieckiem ciągiem 6 godzin, bujając je w bujaczku będzie bardziej wartościowe niż pełna uwaga i ciągła zabawa z dzieckiem przez 2 godziny?
No jeżeli ktoś tak myśli......no cóż ja zdanie mam inne.

Uważam, że każda Mama po całym tym poporodowym zamieszaniu, ogarnięciu całkiem nowych obowiązków, odnalezieniu się w tym nowym, całkiem fajnym, ale jakże wymagającym świecie, powinna znaleźć również czas dla siebie.
Na początku nie będzie to łatwe. Ja również przez pierwsze dni po wyjściu ze szpitala najchętniej nie odchodziłabym na krok od mojego dziecka.
Ale po pewnym czasie zaczęło mi brakować też chwil z mężem.
Chwili ciszy, przytulenia, oderwania się od tego wszystkiego co nowe, co nieznane...

Z każdym kolejnym mijanym tygodniem czułam trochę bunt, bo oczywiście kocham moje małe maleństwo najbardziej na świecie, życie bym za nią oddała i nieba uchyliła, ale też chcę móc czasem zrobić coś dla siebie.

Czasem są wspaniałe dni, kiedy Hania wita mnie uśmiechem od samego rana, patrzy na mnie tymi pięknymi, pełnymi zaufania oczkami i się słodko uśmiecha, a potem jest taka słodka przez cały dzień. Trochę poje, trochę pośpi, trochę się pobawimy i pogaworzymy i dzień mija nawet nie wiadomo kiedy, kąpanie, czytanie, całuski i spać.

Ale są też dni kiedy Hania płacze od rana, boli ją brzuszek, drażni gorąco lub doskwiera jej coś zupełnie innego i płacze cały dzień. Uspokaja się na chwilkę w czasie jedzenia, drzemki jeśli są to góra 15-20 min i płacze. To są dni, kiedy muszę być cierpliwa i wytrzymała. To są dni, kiedy nie dość, że jest mi źle, bo nie mogę jej pomóc to w dodatku sama jestem u kresu wytrzymałości.
Te dni na szczęście mijają, choć zdecydowanie wolniej niż bym chciała.

Dlatego też ja również potrzebuje czasem chwili oddechu. Chcę spędzać z Hanią jak najwięcej czasu, ale te chwile, gdy mogę się wyrwać, nie myśleć o tym wszystkim, zrobić coś dla siebie, są dla mnie także bardzo bardzo cenne. Wtedy po pierwsze wiem, że Hania jest w dobrych rękach, zostaje przecież z Tatą. I nie muszę go wcale do tego namawiać i prosić, owszem gdy jest marudna nie jest On pełen optymizmu, ale nie boi się z nią zostać, radzi sobie świetnie. A po drugie ja wracam nie dość, że pełna energii, to w dodatku z większą dawką cierpliwości :)

To pomaga, naprawdę ogromnie. Widzę, że wiele Mam daje się zamknąć w taką pułapkę dom-dziecko-mąż-dziecko.... a w tym wszystkim brak miejsca na samą Mamę. Oddaje się opiece nad dzieckiem, obowiązkom domowym i jest wsparciem i otuchą dla Męża, ale w jej życiu nie ma miejsca na samą Ją. I zanim ona się ocknie to czasem mija lat kilka albo kilkanaście...

Przecież to, że dziecko zostanie od czasu do czasu z własnym Tatą, a Mama gdzieś wyskoczy (nie muszą to być stałe zajęcia kilka razy w tygodniu, wystarczy choćby wypad na kawę raz na jakiś czas z przyjaciółkami) nie degraduje jej do poziomu beznadziejnej Matki. To właśnie sprawia, że ma coraz więcej siły by być i wspaniałą Mamą i pełną energii, wierzącą w siebie Kobietą :)

P.S. A tak w ogóle, to im więcej bierzemy na siebie tym więcej czasu znajdujemy na wszystko.
Naprawdę tak, to właśnie działa. Im mniej mamy na głowie, tym bardziej narzekamy na brak czasu i chodzimy niezadowoleni.... A zatem do dzieła, nie warto siedzieć tylko i stale narzekać! :)
Blogosfera Canpol Babies - Podgrzewacz elektryczny i butelka Haberman

Blogosfera Canpol Babies - Podgrzewacz elektryczny i butelka Haberman



Podczas ostatnich trzech leniwych i upalnych tygodni, dzięki Blogosferze Canpol Babies miałyśmy z Hanią, możliwość przetestowania podgrzewacza elektrycznego oraz butelki Haberman.

Co prawda od samego początku karmię Hanię piersią, to możliwość przetestowania tego zestawu ucieszyła mnie bardzo, ponieważ podczas mojej nieobecności Hanią zajmuje się Tatuś i nie raz już córeczka dała mu do wiwatu oznajmiając wszystkim sąsiadom w bloku, że jest głodna i ma być nakarmiona natychmiast :) Niewątpliwie więc podgrzewacz usprawnił i usprawni Tacie w razie potrzeby przygotowywanie mleka.

W związku z powyższym często zdarza się, że odciągam pokarm i trzymam zawsze troszkę zapasu w lodówce.
Wcześniej także dzięki Blogosferze miałam możliwość testowania laktatora, pisałam o tym -> TU. Nadal jestem z niego zadowolona, używam bardzo często i ani razu mnie nie zawiódł.


Podgrzewacz elektryczny:



-> Płynna regulacja temperatury podgrzewania
-> Funkcja podtrzymywania stałej temperatury
-> Lampka sygnalizująca nagrzewanie wody w podgrzewaczu
-> Precyzyjny termostat z wbudowanym wyłącznikiem oraz grzałka PTC zapewniająca długą żywotność
-> Pasuje do większości butelek wąsko i szerokotorowych oraz słoiczków z gotowymi posiłkami

W skład zestawu wchodzą:
1. Podgrzewacz (korpus podgrzewacza, lampka kontrolna, pokrętło temperatury)
2. Pojemnik na pokarm
3. Pokrywka do pojemnika na pokarm
4. Wkład do podgrzewania


Butelka Haberman:





Butelka różni się od innych tym, że:
-> Smoczek pozostaje pełny niezależnie od kąta nachylenia butelki
-> Filtruje powietrze i odseparowuje pianę
-> Umożliwia łączenie karmienia piersią i butelką
-> Posiada jeden smoczek dla dzieci w przedziale wieku do 6 miesięcy

Opatentowana butelka zaprojektowana z myślą o dzieciach cierpiących na kolkę. Specjalny system sprawia, że dziecko nie łyka powietrza, dzięki czemu jest mniej narażone na kolki. Butelka nie rozleniwia dziecka i umożliwia karmienie naprzemienne.
Smoczek tworzy odrębną komorę, która pozostaje szczelnie wypełniona pokarmem przez cały czas w trakcie karmienia. Dzięki temu dziecko nie połyka powietrza.


Moja opinia:
Błędem było nie dodanie przeze mnie podgrzewacza do listy wyprawkowej dla Hani. Nie myślałam o nim wcześniej, ba uważałam to jako zbędny zakup i wydanie pieniędzy w błoto. Muszę jednak przyznać, że ten mały niepozorny sprzęcik zdecydowanie ułatwia życie. Dość często zdarza się, że przez godzinę czy dwie nie ma mnie w domu. Z małą zostaje wtedy Tatuś. Podgrzewacz może bardzo ułatwić Tacie życie. Każdy kto ma małe dziecko w domu to wie, jak ono potrafi głośno krzyczeć kiedy jest głodne. Nic nie jest w stanie go uspokoić. W tym czasie zdenerwowany i zestresowany Tata przygotowując mleko musi się trochę namęczyć. Podgrzewacz to przygotowanie zdecydowanie ułatwia i przyśpiesza. Obsługa jest banalnie prosta, nawet największemu laikowi nie sprawi największych problemów,

Jeśli chodzi o butelkę. Nowość na rynku. Pomoc dla rodziców, których dzieci cierpią na kolki.
Nasza Hania miała do czasu otrzymania butelki problemy z brzuszkiem, szczególnie codziennie w przedziale godzin 15-17, ale uważam, że to czysty zbieg okoliczności, że wraz z nadejściem tej butelki akurat problemy całkiem minęły. Nie ma jeszcze na rynku tak cudownych butelek, że już po pierwszym zastosowaniu wszystkie problemy mijają. Ale butelka jest tak zaprojektowana, że na pewno żadnemu maluszkowi nie zaszkodzi. Ten typ butelki jest pierwszym na rynku i uważam, że warto zainwestować w ten zakup. Prawie każdy niemowlak ma problemy z żołądkiem i układem pokarmowym, każdy rodzic chce temu zapobiec, więc wypróbowanie butelki będzie bardzo dobrym pomysłem.

Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że warto i szczerze polecam!
Chwila wytchnienia :)

Chwila wytchnienia :)

 

Parę dni Nas nie było. Nadal brakuje mi czasu na wszytko. Nadal chciałabym móc wydłużyć swoją dobę choć o te parę godzin....

Ostatnie upały dawały Nam nieźle popalić. Szczególnie siedzenie w domu. Ukrop jak w klatce. Niesamowita duchota. Nie pomagały pootwierane okna i schładzanie się chłodnymi napojami.

Postanowiliśmy wyruszyć z rodzinką i znajomymi nad jezioro. Zastanawialiśmy się jak przyjmie to Hania i czy nie trzeba będzie po godzinie wracać :)

W drodze nad jezioro Niunia spała, po dojechaniu na miejsce ulokowaliśmy się w cieniu. Hania została przewinięta i nakarmiona i jak zasnęła, tak spała cały dzień. Świeże powietrze, lekki wiaterek dolatujący z nad wody i piękna pogoda były dla niej idealne. Tak jak męczyła się w domu, płakała i marudziła z powodu duchoty, tak nad wodą czuła się wspaniale.
W ciągu dnia wstała tylko raz na przewinięcie i karmienie i z powrotem od razu usypiała. W drodze powrotnej była lekko marudna i przez większość drogi nie spała. Ale miałyśmy kilka zabawek na umilenie czasu, trochę sobie też pogadałyśmy (Hania uwielbia jak się z nią rozmawia, śmieje się niemal w głos i gaworzy na całego), więc droga mimo wszystko nie była męcząca :)
Po przyjeździe do domu od razu zrobiliśmy Hani kąpiel. Ochłodziła się trochę, popluskała i usnęła po około półgodzinnym karmieniu. Spała prawie całą noc! Nie ukrywam, że cieszyło Nas to ogromnie, bo my byliśmy po całym takim upalnym dniu wypoczęci aczkolwiek nieco zmęczeni :)

Tak spędziliśmy dwa całe dni weekendu. I przez całe dwa dni nie odczuliśmy, że mamy dziecko :)
Siedzieliśmy w wodzie, opalaliśmy się, grillowaliśmy.... Niby tylko dwa dni a odpoczęliśmy maksymalnie! :)

Brakowało Nam takich ciepłych, leniwych, letnich dni :)

Przed Nami urlop, za niecałe 3 tygodnie. Mimo, że Hania będzie miała dopiero 3 miesiące postanowiliśmy, że wyjedziemy w tym roku nad Nasze polskie morze :)

Pokój mamy już zarezerwowany. To będą Nasze pierwsze wakacje we trójkę! Cieszę się bardzo. Tym bardziej, że w zeszłym roku nie udało Nam się nigdzie wyjechać. Jedynie na długi weekend w sierpniu. Teraz planujemy tygodniowy odpoczynek. Choć nie mogę się już doczekać, to nie ukrywam, że też trochę się zaczynam stresować.

Co powinnam zabrać?
Czy nie zapomnę niczego niezbędnego?
Czy poradzimy sobie z upałami na plaży?
itp...itd...

Wiem, trochę panikuję, ale to chyba całkiem normalne? :)

A może Wy drogie Czytelniczki macie już za sobą takie wyjazdy i możecie coś doradzić lub podpowiedzieć? :))



Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger