4 Miesiące Hani już za Nami! :)

4 Miesiące Hani już za Nami! :)

Tak, kolejny miesiąc minął. A w temacie braku czasu nic się nie zmieniło :)

Jeszcze chwile temu Hania była drobniutka, malutka, nie wiedziała co się dookoła niej dzieje, jedynie jadła i spała...a dziś? Dzisiaj to już potrafi dużo dużo więcej :)

Po tych kilku zaledwie miesiącach wiemy już, że Hania, to dziecko niezwykle towarzyskie i gadatliwe :) - oj biada Nam, jeśli to będzie z miesiąca na miesiąc postępować :)
Jak tylko mamy gości lub w gościach jesteśmy, to w Hanie wstępują ukrywane pokłady energii, senność znika w niewyjaśnionych okolicznościach i oczywiście o spokojnym leżeniu w łóżeczku tudzież w wózku, mowy nie ma. Nie chodzi jej jedynie o to, by być noszona na rękach, wystarczy, że zostaje "posadzona" przodem do wszystkich i gadaniu i okrzykom radości nie ma końca.

Co do tej gadatliwości jeszcze....
No cóż, Hania chodzi spać między 19 a 20, wstaje około 5 (próbowaliśmy, ją położyć po 21 licząc, że wstanie około 7 nic z tego, próżne nadzieje - wstaje z zegarkiem w ręku, noc w noc tak samo) i co wtedy? Że głodna jest to słyszą sąsiedzi w promieniu dwóch najbliższych klatek, należy dać jej jeść od razu, nie zwlekając ani minuty. Ale jak już naje się do syta zaczyna się śmiać w głos, gadać, gaworzyć i piszczeć. Próbowaliśmy wielu rzeczy, nic nie skutkuje, należy do 6/6.30 przeczekać. Potem dopiero zmęczona idzie spać. O zgrozo! Akurat kiedy ja już muszę powoli szykować się do wstawania :)

Poza tym trzeba mieć już ją na oku przez cały czas, bo uwielbia przekręcać się na brzuszek, widać, że za każdym razem jest z siebie niezwykle dumna. My oczywiście nie mniej :)

Prawie cały miesiąc już kąpie się w dużej, normalnej wannie. Kąpiele uwielbia, chlapie nogami coraz bardziej i śmieje się raz po raz. A i dla Nas to duże ułatwienie, bo nie trzeba latać z wanienką do sypialni.

Hania poza tym je już w miarę regularnie, nie co 2 godziny, a co 3/4. Drzemie w ciągu dnia około 3 razy. Rano po przebudzeniu, potem około południa i ostatni raz około 15/16. Jedna drzemka dłuższa około 2/3 godzin a dwie pozostałe po 30/45 minut.

No i coraz częściej się bawimy. Na macie, w bujaczku, w łóżeczku i w wózeczku.... Coraz więcej rzeczy dookoła Hanie interesuje i coraz więcej zabawek jest w stanie utrzymać w rączkach. Więc zwiększają się powoli możliwości naszych zabaw :)
No i ślinimy się. Ślinimy się na potęgę! Obślinione ubranie, ręce, pieluchy i wszystko dookoła. Widać, że w kość dają też dziąsełka. Zaopatrzyłam się już w żel, zobaczymy czy pomoże.

W tym tygodniu odbyliśmy pierwszą wizytę u ortopedy. Niunia ma niestety lekką asymetrię na lewą stronę. Ale przepisane masażyki powinny bardzo szybko zażegnać problem. No i mamy nakaz, aby częściej kłaść Hanię na brzuszku. To akurat wyzwanie. Trzeba się trochę nagimnastykować, by ją do tego zachęcić, bo bardzo szybko płacze i grymasi. Będziemy próbować.

Kolejne szczepienia za parę dni, ostatnio przeszła je bez ani jednej łezki, więc trzymam kciuki by tym razem poszło równie szybko i bezboleśnie.


14 tydzień


15 tydzień


16 tydzień


17 tydzień

Rośniemy cały czas, waga 6 700 g, a długości około 62/63 cm ;) <3

A co u Waszych maluszków?
Czy macie jakieś pomysły jak zachęcić maluszka do leżenia na brzuszku???

Facebook moim życiem...

Facebook moim życiem...

 (źródło polskieradio.pl)

Od paru lat można zaobserwować okropny trend... Wszechobecne nowinki techniczne i technologiczne opanowują wszystkich ludzi dookoła. Starszych ludzi co prawda najmniej, ale już Ci w średnim wieku, trochę młodsi i Ci najmłodsi nie są w stanie od tego uciec..

Rozpoczyna się już w szkole. Nie mieć w domu komputera to najgorsza żenada i wstyd. Wytykanie palcami i obśmiewanie. Telefon komórkowy musi być jak najnowszy, jak najlepszy. A jeśli ktoś nie posiada, to samo, co w przypadku braku komputera - trzeba poniżyć, obśmiać..

Im starszy człowiek, tym bardziej się okazuje, że cały ten "cyberświat", telefony, komputery, nawigacje, etc.. są nam niezbędne, ułatwiają życie, pomagają w trudnych sytuacjach.
Najgorsze, że czasem im człowiek starszy, to tak się zatraca, że znajomych, z którymi można by wyjść pogadać, pośmiać się, zwierzyć - to na próżno szukać. Ale za to na Facebook'u czy wszelkich innych portalach, cała masa. Tylko jakoś nikogo nie ma kiedy Nasze problemy Nas przytłaczają, kiedy nie radzimy sobie i potrzebujemy pomocy...

Ja nie twierdzę, że to wszystko jest złe! To jest potrzebne, a czasem nawet niezbędne. Sama przecież korzystam z komputera i Internetu niemal codziennie. Tylko trzeba umieć zachować granice między rzeczywistością a tymi wszystkimi "gadżetami". Czasem ta granica jest bardzo cienka i trzeba ostrożnie między tym wszystkim balansować.

U wielu rodzin to wygląda tak: dziecko non stop przed komputerem - gry, portale społecznościowe, wirtualne rozmowy ze znajomymi poznanymi w sieci. Rodzice się zbytnio nie przejmują. No bo czym? Przecież dziecko zajmuje się sobą, to dla nich ulga, mają święty spokój.

Śniadanie, obiad, kolacja - wspólny posiłek - a widok nierzadki: wszyscy z nosami w telewizorze lub ktoś dla odmiany nie rozstaje się z telefonem. W jednej ręce widelec, w drugiej telefon... Ani rodzicom, ani dzieciom to nie przeszkadza.
Tylko czy oni naprawdę żyją wspólnie ze sobą?
Co wiedzą o sobie nawzajem?
Gdyby ktoś ich spytał - Co lubi Twoje dziecko? - Czego się boi? - Jakie ma problemy?
Wiedzieliby co odpowiedzieć???

Ja sama ostatnio trochę się zatraciłam. Chciałam wydłużyć dobę. Mieć czas na wszystko.
Poświęcałam czas Hani, ale gdy szła spać brałam sobie tyle na głowę, że przez chwilę zapominałam o najbliższych. Chciałam wszystkiemu sprostać. Teraz wiem, że da się wszystko jakoś poukładać, ale czasem, choć na chwilkę trzeba odpuścić, wyluzować, odpocząć. Świat się nie zawali, a my i tak będziemy szczęśliwi.

Po przeanalizowaniu tego wszystkiego i zastanowieniu się, co tak naprawdę powinno być  najważniejsze, stworzyłam listę kluczowych elementów, które w każdym domu powinny być na pierwszym miejscu. Jeśli chcesz je znać zapraszam do czytania:

TOP 1. Przynajmniej jeden wspólny posiłek dziennie. Wspólna rozmowa, opowiedzenie, co wydarzyło się w ciągu dnia. Co Nas uszczęśliwiło, co Nas zasmuciło. Cokolwiek, po prostu rozmowa, bez gapienia się tępo w telewizor lub telefon.

TOP 2. Znaleźć czas na wspólną zabawę z dzieckiem. Ono tego potrzebuje, Twoja uwaga jest mu ogromnie potrzebna. To da mu bliskość, poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim radość. Z dzieckiem nieco starszym możesz wspólnie zrobić deser, lunch czy iść na spacer. Są różnie sposoby, nie wymiguj się.

TOP 3. Znajdź czas dla siebie. Choć 5 minut. Może kąpiel, pomalowanie paznokci lub po prostu usiądź i w spokoju wypij herbatę, jeszcze ciepłą :)

TOP 4. Codziennie doceń, pochwal lub po prostu powiedz dziecku, mężowi, partnerowi coś miłego. To tak naprawdę nic nie kosztuje, ale uśmiechy na twarzach najbliższych będą ogromne. To naprawdę budujące i wzmacniające, kiedy ktoś potrafi zauważać i doceniać takie drobne rzeczy. Tak się człowiekowi od razu cieplej na sercu robi :)

TOP 5. Rób to, co kochasz. Miej pasje. Obojętnie jaką. Nie masz zdolności plastycznych ani muzycznych, ale za to lubisz pływać? Idź na basen. Nie musisz codziennie, ale może warto wygospodarować czas i przejść się dwa razy w tygodniu. Nie masz ochoty? To może zawsze chciałaś nauczyć się tańczyć, ale nie miałaś z kim chodzić na lekcje, może fajną alternatywą będzie dla Ciebie zumba? Gwarantuję, że trochę się namęczysz, ale endorfiny będą buzować :)
Zawsze miałaś dużo do powiedzenia, ale nie zawsze znajdowałaś słuchaczy? - Spróbuj swoich sił i załóż bloga! :)
Jest wiele pomysłów i możliwości. Naprawdę warto mieć jakąś pasję i stale ją rozwijać, to da Ci ogromne pokłady energii i sprawi, że uśmiech częściej będzie gościł na Twojej twarzy.

TOP 6. Wspólne spędzenie czasu. Chociaż raz w tygodniu wyjdźcie gdzieś całą rodziną. Do parku, na wycieczkę, na piknik, lody....tu też możliwości jest wiele. Ale bądźcie razem, wszyscy. W tygodniu czasem nie ma kiedy, dni lecą jak szalone, w pracy więcej obowiązków etc.. Poświęćcie dla siebie te parę godzin w weekend i miło spędźcie razem czas. To na pewno przyniesie wiele korzyści.

Niby to wszystko takie logiczne, ale bardzo często lekceważone i bagatelizowane. Pamiętajmy, że żyje się raz, więc nie pozwólmy, by życie Nam przeciekało między palcami. Ten czas i tak zdecydowanie za szybko pędzi i ani myśli się zatrzymać czy zwolnić, choć na małą chwilkę.

Choć czasem jest ciężej, czasem nie chce się nawet człowiekowi podnieść z łóżka to nie zapominajmy, że najbliżsi Nas potrzebują. Owszem raz na jakiś czas ma się ochotę popatrzeć w telewizor i nie robić nic, mi też się to zdarza. Ale też z drugiej strony zawsze sobie myślę, że chciałam mieć wspaniałego Męża, dziecko i fantastycznych znajomych - i dostałam to, ale to czy będziemy szczęśliwi, czy będziemy mieć satysfakcję z Naszego życia i czy będziemy wstawać codziennie rano z uśmiechem od ucha do ucha, a nie z kwaśną miną i kręcić na wszystko nosem- zależy już tylko i wyłącznie od Nas samych! :)


Gdy intuicja nie wystarcza - czyli kącik czytelniczy c.d.

Gdy intuicja nie wystarcza - czyli kącik czytelniczy c.d.


Nie od dziś wiadomo, że każda kobieta (no może prawie każda) posiada intuicję. Po urodzeniu dziecka instynkt macierzyński zwykle bierze górę i zazwyczaj okazuje się niezwykle pomocny. Kobieta, która wcześniej nie trzymała noworodka na rękach, nierzadko potrafi od pierwszych chwil radzić sobie z własnym nowo narodzonym dzieckiem i wyczuwa co powinna robić, jak to robić i kiedy.

Czasem pomagają jej w tym pielęgniarki, czasem położne, lekarze lub najbliższa rodzina, mama, teściowa, siostra itp...

Nie chodzi mi o o to, że dziecko się rodzi a kobieta nagle dostaje olśnienia i już :)
Ale o to, że po prostu mimo strachu, stresu i zdenerwowania zwykle i tak potrafi wyczuć co dla jej dziecka będzie najlepsze. Zdarzają się błędy, pomyłki i złe decyzje, ale nie są one katastrofalne w skutkach (nie biorę pod uwagę rodzin aspołecznych, gdzie dobro dziecka nie znajduje się na pierwszym miejscu).

Przychodzą również momenty trochę gorsze. Kiedy mimo najszczerszych chęci i naszych starań nie bardzo wiemy czy to, co robimy jest dobre, właściwe. Jak zwykle jest kilka sposobów na to, co w takiej sytuacji można zrobić. Znów pomocny może się okazać lekarz lub ktoś z rodziny czy przyjaciół. Czasem ich rady mogą być dla nas nie wystarczające lub mogą wydawać się nie właściwe...

Ja, w takich sytuacjach odkąd pamiętam starałam się szukać odpowiedzi na dwa sposoby. Albo Internet, choć tu trzeba bardzo uważać i starannie selekcjonować znalezione informacje - chodzi o to, by korzystać ze źródeł sprawdzonych a nie pierwszych lepszych informacji znalezionych w sieci, albo szukałam odpowiedzi w książkach. Tu również pojawiają się schody. Wpuścić mnie do księgarni i już przepadłam. Mogę zrezygnować z kolejnej pary butów, byle by kupić sobie książkę, która wpadła mi w oko! :)

W jednym z postów pisałam już o dwóch książkach, które mi niezmiernie pomogły - możecie przeczytać  nich -> tu (polecałam książki Kaz Cooke "Ciężarówka przez 9 miesięcy" i ""Dzieciozmagania z maluchem przez pierwsze 5 lat).

Tym razem więc, chciałam się z Wami podzielić tytułami 3 kolejnych (tak z biegiem czasu postaram się, żeby było ich więcej) książek, które okazały się dla mnie bardzo pomocne, szczególnie w pierwszych tygodniach. Wszystkie trzy zakupione i dostępne bez problemu w Empiku.

Pierwsza z nich napisana przez Simone Cave i dr Caroline Fertleman nosi tytuł "Twoje niemowlę tydzień po tygodniu. Poradnik opieki nad maluszkiem."
Opisywany w niej jest każdy tydzień maluszka podzielony na krótkie części tematyczne (sen, płacz, karmienie, pieluszki, mycie, rozwój i zabawa, kiedy wezwać lekarza, co się dzieje z mamą). Książka zawiera opisy 24 tygodni, czyli pierwsze pół roku życia dziecka. Dla mnie była bardzo przydatna, informacje w niej są konkretne, rzeczowe, napisane bardzo prostym językiem.



Druga z książek napisana przez John Medina "Jak wychować szczęśliwe dziecko. Wszystko, co powinniście wiedzieć o rozwoju waszego malucha".
Jestem w połowie czytania książki, mnie wciąga bardzo, tylko strasznie ubolewam nad brakiem czasu, żeby w końcu móc w spokoju przeczytać ją całą. Informacji jest tu cała masa, jest opisywanych wiele badań przeprowadzanych przez lekarzy. Mimo, że nie ma tu terminologii typowo lekarskiej i mimo, że opisy są dość fajnym językiem przedstawiane, to myślę, że nie każdemu mogłaby się spodobać ta forma. Choć i tak polecam, bo fajnych i niesamowitych rzeczy można się dowiedzieć.


Trzecia książka, "Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat" Poradnik dla rodziców, psychologów i lekarzy napisany przez Frances L. IIg, Louise Bates Ames, Sidney M. Baker. Podzielona na 22 rozdziały, a w każdym z nich podrozdział, dzięki temu czyta się bardzo fajnie i szybko i nie odczuwa się dużej ilości informacji. Mimo, że jest również dla lekarzy i psychologów to czyta się ją dość lekko. Rozdziały, jakie możemy tu znaleźć to m.in.: Wiek a zachowanie dziecka, Wiek dziecka a etapy rozwoju, Osobowość, Jedzenie, Sny i spanie, Rozładowywanie napięć emocjonalnych, Lęki, Zachowania i zainteresowania seksualne, Rodzeństwo, Problem dyscypliny i inne.
Myślę, że pomocna i przydatna dla każdego rodzica.


Pracowałam i pracuję z dziećmi od zawsze, po urlopie macierzyńskim również moja praca będzie ściśle z nimi związana, ale te książki tak naprawdę niezależnie od Naszego stanowiska w pracy polecam każdej Mamie. Uważam, że warto zainwestować w te książkowe pozycje lub podobne. To czego się możemy z nich dowiedzieć nie tylko pomoże Nam zrozumieć pewne rzeczy i to jak zachowywać się w niektórych sytuacjach, to przede wszystkim będzie z korzyścią dla Naszego dziecka. To chyba jest najważniejsze! :)


Ach kobietą być....

Ach kobietą być....

(źródło pozytywniej.pl)

Przychodzi czasem taki dzień....kiedy w kąt trzeba rzucić wygodny sweter, legginsy i tenisówki...
Nie twierdzę, że w takim zestawie ciuchów kobieta pięknie nie wygląda. Może. Jak najbardziej.
Ale przychodzi właśnie czasem taki dzień, kiedy w ruch idą szpilki, elegancka sukienka, mocniejszy makijaż itp..

Ten dzień w moim przypadku jest nie byle jaki - wesele.
Z jednej strony nie mogę się doczekać.

To będzie Nasze pierwsze wyjście bez dziecka.
Pierwsze wyjście, kiedy nie dość, że nie muszę zakładać na siebie czegoś, w czym nie trzeba będzie uskuteczniać gimnastyki by nakarmić Hankę, to w dodatku mogę się poczuć jednocześnie kobieco i sexi :)

Długo szukałam sukienki na tą okazję. Buszowałam o sklepach, przeglądałam Internet i szperałam w szafach znajomych. I znalazłam! Dwie bardzo fajne strony internetowe, na których można poczynić niemałe zakupy. W moim przypadku tak było - i wcale nie puściłam Męża z torbami :)

A nie! Stron jest trzy a nie dwie, przecież jedna jeszcze z butami!!! No jak mogłam o tym zapomnieć :) Powiem Wam w tajemnicy, że trochę tego wszystkiego nakupowałam, szafa odświeżona a wcale nie wydałam majątku. Naprawdę! No i przy okazji trafiła się również sukienka na wesele - piękna miętowa, no zakochałam się niej :)

 (źródło demotywatory.pl)

Na wszystkich tych stronach jest możliwość darmowego zwrotu i wymiany na inny towar lub zwrot pieniędzy. Podobno za każdym razem załatwiają wszystko bezproblemowo. Ja tego nie wiem, bo wszystko co zamówiłam pasowało idealnie. Z wyjątkiem jednych butów, ale te znajdą zaraz nowego właściciela :)

W związku z tym, że ja zadowolona z zakupów jestem ogromnie, jakościowo spełniają moje oczekiwania całkowicie to postanowiłam się z Wami podzielić moim odkryciem :)

http://www.vubu.pl/ - stronka z ciuchami, bardzo dużo przecen, często - zwłaszcza w weekendy obniżone koszty przesyłki. Poza tym materiał z którego są wykonane ciuchy (a na pewno sukienki i tuniki) bardzo porządny, gruby, kolory prześliczne. Na stronie podane dokładnie wszystkie wymiary.

http://sukienkowo.com/strona-glowna/351 - strona głównie z sukienkami, choć nie tylko. I tutaj przestrzegam, że ceny zwykle są dość wysokie (przynajmniej dla mnie), ale zdarzają się bardzo duże obniżki cen i wtedy naprawdę warto kupować :) Tabela z rozmiarami i wymiarami również dostępna i bardzo dokładna, materiał sukienki jaką zakupiłam też świetny.

http://elilu.pl/ - strona z butami. No tu to trochę mnie poniosło. Jedne buty, drugie, trzecie i koszty wysyłki bardzo niskie. Przeceny też bardzo często. Większość butów wg mnie dość tania. Wykonanie wydaje się solidne i porządne. No żadne na razie buty się nie rozwaliły. Niedługo przetestuję porządnie szpilki, więc się okaże. Póki co wydają się całkiem wygodne! :)



Takim mottem powinnyśmy się kierować - przecież zdrowie jest najważniejsze! :)

Ja z zakupów jestem naprawdę zadowolona, chyba już to pisałam :) Mam nadzieję, że przydadzą się Wam adresy tych stron i jeżeli zaryzykujecie i zakupicie coś, to będziecie z tych zakupów zadowolone :))

A może Wy, moje drogie, macie jakieś sprawdzone sklepy/strony z ciuchami i butami, które możecie śmiało polecić??? Jestem bardzo ciekawa :))
Nie palę w ciąży - również biernie

Nie palę w ciąży - również biernie


Krzyk, coraz większe rozwarcie, odejście wód. Lekarz prowadzący decyduje na przewiezienie kobiety na salę porodową. Kolejna kobieta, jedna z wielu, przeżywa ten długo wyczekiwany, piękny moment - poród. Coraz większy ból, coraz większy stres i niecierpliwość, kiedy wreszcie będzie mogła przytulić swoje dziecko. Mijają minuty, rozwarcie się zwiększa, położna nie odchodzi na krok, lekarz zagląda od czasu do czasu. Po kilkudziesięciu minutach krzyku i łez już widać główkę. Więc jeszcze tylko chwilka, parę minut i będzie tuliła swoją córeczkę do piersi.
Położna i lekarz z uśmiechem na ustach wyjmują dziecko....i uśmiechy zamierają.... Nagle pośpiech, wołają kolejnego lekarza, a dziecko znika za drzwiami. Matka nie wie, co się dzieje. Niewiele do niej dociera. Przecież teraz miał być ten piękny moment. Miała usłyszeć - Wszystko w porządku, ma Pani piękną córeczkę, otrzymuje 10 pkt.. Czy to jakiś koszmar? Co z jej dzieckiem?

Jej dziecko, ta piękna, maleńka córeńka noszona pod sercem przez ostatnie 9 miesięcy bardzo cierpi. Lekarze orzekli stan ciężki, potrzeba kontroli kardiologicznej, problemy z oddychaniem. Kardiolog i reszta lekarzy robi wszystkie potrzebne badania. Każdy z nich ma poważną minę, zaciśnięte usta. Dziewczynka oddycha, ale wyniki badań są bezlitosne - dziura w serduszku, tak duża, że dają dziecku jedynie 20% szans na przeżycie.
Dla kobiety to jest jak wyrok. Najbliższą przyszłość spędzą w szpitalu, nie wiadomo jak długo, mała musi mieć stałą opiekę lekarzy. 
Po dwutygodniowym pobycie w szpitalu lekarze orzekają, że nic więcej nie są w stanie zrobić, nie wiadomo ile dziewczynka przeżyje, dziura w serduszku jest ogromna. Jedyne co zostaje to kontrole w Warszawskiej klinice co miesiąc. Co dalej? - Starać się żyć normalnie i cieszyć, że póki co dziecko żyje.
A w domu ciągły płacz i pytania - dlaczego?

DLACZEGO? Przecież kobieto piłaś i paliłaś w ciąży na potęgę! Myślałaś sobie - A co tam, jeden papieros nie zaszkodzi. A za nim były kolejne. Czasem po bardziej stresującym dniu paliłaś jeden za drugim, wszyscy ostrzegali, najbliższa rodzina prosiła... Ty nic nie robiłaś, a teraz dziecko cierpi, co Ci ono zawiniło?


Co się stało dalej? Ta dziewczynka żyje, ma się całkiem nieźle. Ma 15 lat, jest całkiem wydolna fizycznie. Jej się udało. Po kilkunastu kontrolach w klinice sam lekarz patrzył w wyniki badań dziewczynki i nie dowierzał. Popatrzył matce w oczy i powiedział, że dla niego to CUD, takich przypadków w Polsce jest tylko kilka, gdzie to skończyło się tak  dobrze. Wielu dzieciom się nie udało...
Chcesz zaryzykować? To pal.
Jesteś taka odważna? Pamiętaj, że jeśli zrobisz krzywdę swojemu jeszcze nienarodzonemu dziecku to prędzej czy później wyrzuty sumienia Cię dopadną. A one są bezlitosne!

Wpis powstał w ramach akcji Nie palę w ciąży - również biernie, której organizatorką jest Monika, autorka bloga Jest mama są dzieci.
Więcej informacji o akcji na blogu - http://niepalewciazy.blogspot.com/ 


Patroni medialni: 













Deserki dla dzieci

Deserki dla dzieci

 (źródło gotujemy.pl)

Pierwsze 3 lata życia każdego dziecka to ogromnie ważny czas. Wtedy następuje gwałtowny wzrost i rozwój, kształtuje się zdrowie, pewne nawyki żywieniowe i przyzwyczajenia.

To na rodzicach spoczywa obowiązek dostarczania swoim pociechom odpowiedniej ilości witamin, minerałów i składników odżywczych, przy jednoczesnym starannym wyselekcjonowaniu, aby nie doprowadzić ani do ich niedoboru, ani nadmiaru w diecie dziecka. Dlatego warto samodzielnie robić deserki dla dzieci.

W zależności od indywidualnego tempa rozwoju naszego dziecka oraz od tego czy jest karmione piersią, czy mlekiem modyfikowanym zaczynamy rozszerzanie diety między 4. a 6. miesiącem życia maluszka (choć pojawiają się już informacje, zgodnie z najnowszym schematem żywienia, że nie ma to jednak znaczenia). Gdy mamy wątpliwości możemy po prostu porozmawiać z pediatrą lub położną.

Wg wielu lekarzy i ekspertów przy rozszerzaniu diety niemowlaków należy najpierw zacząć od warzyw a dopiero potem po kilkunastu dniach wprowadzać owoce. Ma to służyć temu, by dziecku przede wszystkim mogły wykształcić się jak najlepsze nawyki żywieniowe. Poza tym dziecko rodzi się z naturalną preferencją do smaków słodkich, zatem zastosowanie przez pierwsze dni jedynie warzyw ma pomóc nam i sprawić, że dzieci się bardziej do nich przekonają. Oczywiście nie jest to rygorystyczny nakaz, to My - Rodzice, podejmujemy ostateczne decyzje, wiedząc co dla naszych dzieci będzie najlepsze.

Wybór na sklepowych półkach jest ogromny, mamy deserki dla dzieci w słoiczkach, chrupki, biszkopty, batoniki, surowe owoce, po soki czy choćby galaretki, kisiele i budynie. Co zatem wybrać? Oczywiście najlepszym rozwiązaniem i jednocześnie najzdrowszym dla dzieci, jest samodzielne przygotowywanie deserków.

Deserki dla dzieci - pierwsze miesiące 
W początkowych miesiącach będą to zmiksowane jabłuszka, gruszki, banany - wszystkie łagodne owoce. Im dziecko starsze, tym bardziej możemy się wykazać kreatywnością i stopniowo dodawać do diety sezonowe owoce, jogurty, kleiki i inne.

Starajmy się nie sięgać jedyne po gotowe sklepowe produkty, w których niestety pełno chemii i "zapychaczy". Ponadto, przygotowując już deserki dla dzieci samodzielnie w domu, nie dodawajmy na siłę dodatkowych ilości cukru. Owoce same w sobie, są zazwyczaj wystarczająco słodkie. Coraz więcej i coraz częściej dzieci widuje się z batonikami, chipsami i resztą innych smakowitych przekąsek, co niewątpliwie skutkuje coraz większą otyłością wśród coraz młodszych dzieci (sama dwa lata temu przeprowadzałam badania na ten temat - ich wyniki nie były zbyt optymistyczne). Wystarczy czasem poświęcić parę minut i przygotować smaczną i zdrową przekąskę.

Deserki dla dzieci - przepisy

Przecier z dyni (dla dzieci po 5. m.ż.)
  • ok. filiżanka pokrojoną w drobniutką kostkę dyni
  • 3 łyżki wody
Wkładamy miąższ do rondelka, zalewamy 3 łyżkami wody i gotujemy pod przykryciem, dopóki dynia nie zmięknie. Następnie miksujemy i studzimy.

Kaszka z bananem (dla dzieci po 6. m.ż.)
  • 10g kaszki ryżowej
  • 150 ml mleka modyfikowanego
  • pół banana 
Przygotowujemy mleko modyfikowane zgodnie z przepisem na opakowaniu, dodajemy kaszkę i dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy banana pokrojonego na małe cząstki i miksujemy.

Koktajl owocowo - jogurtowy (dla dzieci po 10./11. m.ż.)
  • 250 ml jogurtu naturalnego
  • pół banana
  • 3 truskawki
  • gruszka
Owoce miksujemy, najlepiej oddzielnie, mieszamy dokładnie z jogurtem naturalnym i gotowe.

________________________________
Ten artykuł oraz inne ciekawe znajdziecie na portalu http://www.familie.pl/
Polecam i zapraszam! :)
Twoje dziecko? To nic, Ja wiem lepiej!

Twoje dziecko? To nic, Ja wiem lepiej!

                                   (Źródło zszywka.pl)

Dzieje się. Na szczęście same pozytywne rzeczy, nic, na co by można narzekać...
Wszystko co sobie postanowiłam w ostatnim czasie nabiera tempa, zaczyna przybierać rzeczywiste postaci.
Udało mi się spełnić kilka zawodowych i prywatnych celów, teraz oby tylko iść z wiatrem i się nie zatrzymywać. Oby tylko przeszkód było jak najmniej :)

Im częściej się ostatnio widzę z ludźmi, obojętnie czy to rodzina, znajomi czy też ludzie, których pierwszy raz na oczy widzę, dochodzę do wniosku, że większość tych ludzi, wie lepiej. Co wie? No wszystko? Nie ważne na jaki temat, oni wiedzą lepiej. Obojętnie czy mają jedno dziecko, dwoje czy też żadnego, to nic, i tak usiądą i dadzą Ci listę dobrych rad, a przede wszystkim wytkną błędy jakie wg nich popełniasz. A Ty nie masz prawa się sprzeciwić, mieć inne zdanie lub robić po swojemu. Bez względu na to czy masz pojęcie co robisz, czy kierujesz się intuicją. I mimo, że o te rady nie prosisz, to powinnaś być wdzięczna, że oni Ci przekazują. No, na kolana i po rękach całuj! Phi.... :)

Tak sobie dzisiaj cały dzień nad tym myślę, i te główne rady dotyczą zwykle tych samych tematów:
(postaram się do każdego tematu przedstawić własne zdanie, własną filozofię i wiedzę zdobytą przez ostatnie lata. Może komuś pomogę, rozwieję wątpliwości. Ale żeby była jasność swojego zdania nie narzucam :))

1. Używanie smoczka, bądź nieużywanie.
Pisałam o tym tutaj -> Smoczek - pomocnik czy wróg?

2. Rozszerzanie diety (głównie deserki).

3. Noszenie na rękach, kładzenie na brzuszku, leżenie.

4. Spanie w łóżku z rodzicami lub nie kładzenie dziecka do wspólnego łóżka w ogóle.

5. Ubieranie dziecka odnośnie do pogody.

6. Wpływ Twojej diety na dziecko (dot. mam karmiących piersią)
O tym tutaj -> Dieta kobiety karmiącej. 

7. Spotkania ze znajomymi (dziecko w tym czasie pozostawione z tatą).
Przeczytać można tutaj -> Wyrodna matka?

8. Zabawy, które podejmujesz, dla jak najlepszego rozwoju swojego dziecka.


To chyba takie główne tematy. Oczywiście Ty zawsze robisz coś źle, niewystarczająco dobrze, za wcześnie, za późno lub po prostu nie tak, jak te osoby by chciały. A jak robisz dalej po swojemu, bez uwzględnienia tych rad, to musisz się liczyć z tym, że jesteś złą matką. Inaczej tego nazwać się nie da. Poruszałam już chyba ten temat, nie tak obszernie jednak.

Ręce mi opadają i kopara opada, jak po prostu niektóre osoby są bezczelne. Robisz wszystko dla swojego dziecka z jak najlepszą intencją. Zgłębiasz wiedze jak tylko możesz, starasz się ją jak najbardziej wykorzystać w praktyce aż tu nagle spotykasz taką babę wszystkowiedzącą i trach...... Cała Twoja wiara w to, że dajesz sobie całkiem nieźle radę, że podejmujesz dobre decyzję, wszystko potrafi legnąć w gruzach... Jeszcze w ciąży bardzo się tym przejmowałam. Czasem wracałam do domu i zbierało mi się na płacz. Czasem przez to chodziłam zdołowana przez kilka dni...

A teraz?
Teraz to mam gdzieś. Jeżeli chcę żeby mi ktoś doradził to o to proszę. A jeśli nie, to wpuszczam jednym uchem, uśmiecham się i odwracając się wypuszczam drugim uchem i dalej robię swoje. Nikt nie będzie za mnie dziecka wychowywał. Najważniejsze jest dla mnie to, żebyśmy wspólnie z mężem wyznawali te same zasady, wychowywali wedle wyznaczonych przez siebie reguł. Jeśli popełnimy błędy to my za nie będziemy odpowiadać, obojętnie czy się komuś podoba to, co robię czy nie.

I basta! :)


Warszawa - lekiem na upały?!

Warszawa - lekiem na upały?!


 
Ostatnio co dzień gorąco niczym w piekle...
Zdecydowanie bardziej wolę upały, niż temperatury prawdziwie zimowe....jednak tak długotrwały upał też męczy strasznie...
Nie, nie chcę być teraz jak każdy "typowy Polak"...nie chcę marudzić ani narzekać...
O ile JA w te upały sobie radzę, tak Hania męczy się przeokropnie...

Wychodzenie na spacery może mieć miejsce albo w godzinach porannych, najpóźniej do godziny 11/11.30, lub późno popołudniowych i wieczornych..
W domu duszno, parno i pot się leje.
Hania zwykle marudzi, bo jeść się chce - ale gorąco,
spać się chce - ale z tej duchoty ciężko o porządny sen
.. itp... itd..
Wiatrak nie przynosi tak wielkiej ulgi jak byśmy chcieli, więc zostają chłodne kąpiele.

Z kolei jak wychodzimy na dwór to Hania usypia nawet nie wiadomo kiedy... Może spać i spać..
(W domu nie ma problemów ze spaniem o ile jest chłodniej) :)

W ubiegły weekend zastanawialiśmy się więc, gdzie się wybrać, żeby się tak nie męczyć, a choć odrobinę wypocząć i się zrelaksować. Po dłuższym przemyśleniu najbliższe jeziora, stawy i zbiorniki wodne odpadły, gdyż musielibyśmy chyba wybrać się tam już o 6 rano. Jadąc z Hanią potrzebujemy jakiegoś zacienionego miejsca z dostępem do odrobiny powiewu wiatru, a przy takich tłumach ludzi oblegających takie miejsca, po prostu zrezygnowaliśmy.

Wybór padł na Łazienki Królewskie w Warszawie. Dojazd z Naszego domu zajmuje niespełna 30 minut, zapakowaliśmy wszelkie jedzenie, napoje, koc, a nawet książki licząc, że Hania trochę pośpi... i
To był idealny pomysł. Byliśmy tam rano, więc zdążyliśmy sobie zrobić spacerek. Był chłód, cień i spokój. Trochę osób, też wpadło na ten pomysł co my, jednak tłumów nie było. Rozłożyliśmy koc, położyliśmy się przy wodzie i spędziliśmy tak co najmniej 4 godziny. Po drugiej stronie parku słychać było muzyczkę, grającą na żywo przez różne zespoły.... Było po prostu cudnie. Dopóki po paru godzinach spaceru i leżenia na kocu nie zebraliśmy się, żeby pojechać na jakiś obiad, nie odczuwaliśmy ani przez moment, że dookoła w słońcu jest co najmniej 40 stopni.

Mimo, że nie popływaliśmy nigdzie, ani nie poopalaliśmy się to byliśmy w 100% zadowoleni z Naszej wycieczki. Zazdroszczę wszystkim tym, co mieszkają na miejscu, przy takich parkach, bo już sam pobyt tam, niesamowicie odpręża.

Zatem uważam, że samochód niezwykle ułatwia życie. Ciągnąć się pociągiem lub autobusem gdziekolwiek w taki upał ze wszystkimi tobołami, raczej nie sprzyjałoby odprężeniu i odpoczynku :))













Dzięki tej małej wycieczce, mogłam w spokoju poczytać książkę! Już zapomniałam jakie to cudowne uczucie.. :) W domu ciągle jest co robić, dochodzi masa zajęć dodatkowych, no i przede wszystkim Hania wymaga coraz więcej uwagi i po prostu nie miałam nawet kiedy oddać się choćby 15 minutom czytania... A stos książek do przeczytania stale rośnie.... Ale mam plan... Skończymy tylko aranżować balkon (co tam, że prawie na koniec wakacji) i zasłonimy Naszą część przed wścibskim sąsiadem...ach... i w końcu choć godzinkę w ciągu dnia poczytam... Nadzieja matką głupich powiadają.... no ale może się uda! :)))

Sea Park - czyli kolejna propozycja aktywności rodzinnej :)

Sea Park - czyli kolejna propozycja aktywności rodzinnej :)

Tak jak obiecałam w poście o Naszych wakacjach (znajdziecie go tutaj) miałam napisać o kolejnym fajnym miejscu, które warto zwiedzić. Najlepiej oczywiście całą rodzinką :)

Każdy kto mieszka w pobliżu Łeby, przyjeżdża w tamte strony na wakacje lub planuje gdzieś być w tamtych rejonach, z całą pewnością powinien wybrać się do Wicka/Sarbska, (10 km od Łeby) by zwiedzić to miejsce.

Sea Park Sarbsk jest największym parkiem rozrywki, jaki możemy znaleźć na północy Naszego kraju. Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć mały, ale dysponuje on szeroką ofertą zarówno rozrywkową jak i edukacyjną. Zwiedzanie go z pewnością zajmie co najmniej 2 godziny, choć pewnie dłużej jeśli wybierzemy się tam z dziećmi :)

Co tam się znajduje?

1. Muzeum marynistyczne
2. Park makiet zwierząt morskich
3. Park miniatur latarni morskich
4. Wrak na wspak
5. Woliery z ptakami
6. Gaj małego pirata (plac zabaw dla dzieci, znajdujący się w środku repliki słynnego polskiego galeonu)
7. Park zręcznościowo - linowy dla dzieci
8. Kino emocji 5D, Oceanarium prehistoryczne 3D
9. Błękitek Live Show (multimedialne widowisko, którego głównym bohaterem jest zabawny wieloryb)
10. Fokarium (można trafić na zabawny pokaz fok)
11. Gastronomia
12. Strzelnica z konkursami i nagrodami
13. Sklepik z pamiątkami

Bilety do parku prezentują się następująco:
  • Bilet normalny  34 zł
  • Bilet ulgowy 24 zł
  • Dzieci do lat 4 wstęp bezpłatny
Oczywiście w cenę wlicza się wszytko oprócz stoisk gastronomicznych, strzelnicy i sklepiku z pamiątkami. Resztę rzeczy można zwiedzać i oglądać do woli, bez ograniczenia czasowego.

Dodatkowy plus za miejsce do przewijania dla niemowlaków. Zwracam ostatnio na to szczególną uwagę. Tym bardziej, że do Parku wybraliśmy się bez wózka. Park odwiedziliśmy w drodze powrotnej do domu, więc ciężko by Nam było wózek wyjmować z zapakowanego do ostatniego skrawka wolnego miejsca bagażnika. Musieliśmy się wspomagać nosidełkiem, więc miejsce do przewijania było niezbędne.

Mimo, że Hania większość wycieczki przespała, to my frajdę mieliśmy ogromną. Nawet takie duże dzieci jak my, zabawę miały przednią. Pewnie za parę lat wybierzemy się tam z Hanią ponownie, żeby mogła sama poszaleć i pozwiedzać, na razie po miłym pobycie pozostają wspomnienia i masa zdjęć (no to żadna nowość!) :)))

Dla tych, którzy chcieliby odwiedzić to miejsce podaję link do strony: http://www.seapark.pl/ 















Blogosfera Canpol Babies - mata do zabawy "Piraci"

Blogosfera Canpol Babies - mata do zabawy "Piraci"


Canpol Babies chyba bardzo Nas, czyli mnie i Hanie, bardzo lubi :)
Po raz kolejny miałyśmy przyjemność testować ich produkt, tym razem była mata do zabawy z funkcją kojca, z kolekcji "Piraci".

Mata od samego początku bardzo mi się podobała, wcześniej miałam oko na bardzo podobną, więc jak dowiedziałam się, że ją dostaniemy moja radość była całkiem spora :)
Hania na początku nie przejawiała radości z tego powodu. Pierwsze próby zabawy widocznie były nieco za wcześnie, bo każda próba położenia jej i zainteresowania nową zabawką kończyła się małym nerwem i płaczem. Toteż na jakiś czas postanowiliśmy matę położyć grzecznie w pokoju i trochę odczekać.

Na okres przerwy przypadł Nasz wyjazd nad morze, a tam Hania powolutku nabierała coraz większych chęci i zdolności do zabawy z otaczającymi ją małymi grzechotkami, swoją pierwszą maskotką - sową oraz różnymi innymi grającymi zabawkami.

Po Naszym powrocie z wakacji postanowiłam jeszcze raz sprawdzić reakcje Hani na nową zabawkę i tym razem UWAGA! dziecko moje zajęte było przez prawie godzinę! Zainteresowała się wiszącymi zabawkami, spodobała jej się grająca melodia. Najpierw wpatrywała się w zabawki wiszące nad głową, potem eksplorowała nowy teren na brzuszku a na koniec, znów na plecach, śmiała się i  gaworzyła na całego. Od tamtej pory Hania regularnie bawi się na macie i widzę, że sprawia jej to coraz większą frajdę, zwłaszcza, że zainteresowanie wszelkimi zabawkami i wszystkim co się dzieje dookoła ciągle rośnie :)

Kilka słów od strony technicznej:

Mata została wykonana z mięciutkiej kolorowej tkaniny. Tkanina jest na tyle gruba, że dziecku nie przeszkadza, gdy położona jest na podłodze lub innych twardych powierzchniach. Wyposażona jest w 5 piszczących, szeleszczących i grzechoczących zabawek, które możemy odpinać i przypinać w każdej chwili. Dodatkowo na macie również znajduje się kilka zabawek, piszczałka, szeleszczące kółeczka, melodyjka, lusterko i grzechotka. Funkcja kojca umożliwia Nam zapinanie brzegów, dzięki czemu zaczynające się turlać i poruszać niemowlę nie wyjdzie poza matę.














Myślę, że zakup takiej lub podobnej maty do zabawy to bardzo dobry pomysł. Różnorodność zabawek i kolorowe przedmioty bardzo przyciągają uwagę dziecka i jednocześnie stymulują jego rozwój. A przy okazji zabawy dziecka na macie i Mama może znaleźć chwilę wytchnienia, co czasem przydaje się w ciągu dnia :))
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger