5 Miesięcy Hani już za Nami! :)

5 Miesięcy Hani już za Nami! :)

154 dni temu przyszła na świat....nie mam pojęcia jak mogliśmy wcześniej bez niej żyć.
Wywróciła Nasz świat całkowicie do góry nogami....przeorganizowała życie...i w końcu nadała mu sens!
To dopiero kilka miesięcy, ale w Nas zaszły zmiany ogromne. I choć Nasze wyobrażenia, jak to będzie, gdy dziecko się pojawi na świecie, tak bardzo nie odbiegają od rzeczywistości, to radość jaką ta kruszyna wniosła w nasz dom, w nas....jest tak ogromna, że wyrazić się słowami tego nie da :)

Przede wszystkim też, pozwoliła mi odnaleźć się, zrozumieć pewne rzeczy, znaleźć odpowiedzi i wejść na właściwą drogę....robić to, co sprawia mi wieeeelką satysfakcję...za to chyba będę jej wdzięczna do końca życia. Nie wiem może bez niej też by mi się udało, ale kto wie, może zajęłoby mi to lata, a tak mogę cieszyć się już teraz :)))

Co u Hani się działo przez ostatni miesiąc?
No troszkę było. Były odwiedziny u rodziny i znajomych, to raczej stały punkt, raz na dwa czy trzy dni zawsze ktoś Nas odwiedzi, albo wędrujemy na pogaduchy i ploteczki do moich przyjaciółek. Hania jest niezwykle towarzyska, uwielbia być w centrum zainteresowania, śmiechom i gaworzeniu nie ma wtedy końca...cóż boję się pomyśleć, co będzie później jeśli ta towarzyska natura będzie tylko przybierać na sile.... :)

Połowa rehabilitacji za Nami, w przyszłym tygodniu kończymy. Na szczęście Pani rehabilitantka widzi z wizyty na wizytę spore postępy, staramy się też z Hanią ćwiczyć w domu, najważniejsze, że przykurcz mięśni się zmniejsza i mała coraz bardziej przekonuje się do ruszania się na prawą stronę :)

No i niewątpliwie Hanka już nie może się doczekać, aż w końcu zacznie siedzieć, bo dźwiga się na całego. Jak leży albo jeździ w wózku próbuje się łapać czegokolwiek, byleby tylko usiąść i więcej zobaczyć. Myślę, więc, że może już niedługo zacznie siadać :)
W wózku na spacerach już czasem się denerwuje, że ma ograniczone pole widzenia, na razie skutkuje odsłonięcie budy, ale pogoda się robi coraz chłodniejsza, więc niedługo możemy mieć mały problem :)


Od dwóch tygodni próbowaliśmy wybrać się na basen, ale panujący wirus skutecznie Nam to uniemożliwia, może więc w końcu w październiku Nam się uda :)

U Hani nastąpił mały przełom, zaczęliśmy jej dawać obiadki. Je ziemniaczki, marcheweczkę, brokuły, szpinak i dynię. Pierwsze dwa razy krzywiła się tylko, ale i tak buzię otwierała. Każdy kolejny dzień było tylko lepiej. Teraz już jak widzi, że wyciągam jej łyżeczkę do jedzenia to cieszy się od ucha do ucha i wyciąga rączki, już wie, co ją czeka. Zjada za każdym razem z radością i bez żadnych problemów. Dzisiaj rano pierwszy raz dostała kleik na śniadanko, była nieco zdziwiona, ale buzia jej się tylko otwierała, żeby zjeść kolejną porcję :)
Widzę, że coraz chętniej zjada jedzonko w postaci kleiku i papek, a po mleku mi natomiast coraz częściej bardzo ulewa. Powolutku więc, będziemy ograniczać karmienie piersią, a wprowadzać więcej posiłków gęstszych. Podejrzewam, że w przeciągu półtora miesiąca, mleka już jeść nie będzie. Ale to się jeszcze okaże. Mamy trochę czasu.

Z tygodnia na tydzień jest coraz fajniej. Kontakt jest coraz lepszy, mamy więcej możliwości zabawy. Najlepiej jej się śpi na brzuszku a najlepsza zabawa odbywa się w wannie :)

A ten uśmiech, kiedy widzi Tatusia wracającego z pracy i przekraczającego próg naszego mieszkania jest po prostu bezcenny. Mało mi z rąk nie wyfrunie byleby tylko Tatuś wziął na ręce, piękny widok :)

(18 tydzień)

 (19 tydzień)

 (20 tydzień)

(21 tydzień)

Hania już niestety taką mała pchłą nie jest, waży 7 400 g i da się to odczuć, już po paru minutach noszenia jej na rękach :) Cały czas ładnie rośnie i ma już około 67/68 c, długości :)

Jak dziecko może pomóc w osiągnięciu wymarzonej sylwetki?

Jak dziecko może pomóc w osiągnięciu wymarzonej sylwetki?

Pomyślałam sobie, że dzisiaj w ramach akcji #zdrowyczwartek post będzie oczywiście, jak co tydzień, ale tym razem mowa będzie o aktywności i możliwości ćwiczeń z własnym dzieckiem. Na końcu będzie mała niespodzianka w postaci fajnych ćwiczeń, sprzyjających do osiągnięcia wymarzonej sylwetki, więc zapraszam do przeczytania aż do ostatniej linijki :)

Cała "czwartkowa akcja" ma na celu przede wszystkim wypracowanie zdrowych nawyków i zasad prawidłowego odżywiania. Ważne jest, by stosować te zasady w każdym domu, szczególnie jeśli są w nim małe dzieci. One wiernie odwzorowują wszelkie zachowania i nawyki rodziców, więc to na Nas - dorosłych, spoczywa obowiązek wykształcenia u dzieci tych jak najlepszych i jak najzdrowszych przyzwyczajeń.

Nie odkryje Ameryki pisząc, że zdrowe odżywianie powoduje lepsze zdrowie, lepsze samopoczucie, więcej energii i chęci do życia..... ale jeszcze lepsze efekty uzyskamy, gdy w parze ze zdrowymi nawykami będzie także szła aktywność fizyczna.
Nie tylko dotyczy to osób, które się odchudzają, ale tak naprawdę każdego.

Czasem na pozór, w miarę zdrowo odżywiająca się osoba mimo wszystko chodzi ospała, bez siły, zmęczona, z miną, która mówi "lepiej trzymaj się ode mnie z daleka"... może to głupie, możecie nie wierzyć, ale w takiej sytuacji naprawdę pomaga po prostu uprawianie jakiegoś sportu, endorfinki zaczynają buzować i pojawia się uśmiech na twarzy, redukujemy stres... :)

W zależności od tego, co lubimy może to być chodzenie na basen, jazda na rowerze, jazda na rolkach, bieganie, chodzenie na siłownię, nawet spacery - tu liczy się długość i intensywność :)
Owszem nie każdego stać na wykupienie karnetu czy sprzętu sportowego, nie każdy ma też z kim zostawić dziecko.

Jest i na to alternatywa. Można też ćwiczyć w domu, wspólnie z dzieckiem. Postaram się pokazać Wam kilka możliwych ćwiczeń, które możecie wykonywać bez problemów i żadnych wątpliwości.
Przed przystąpieniem do ćwiczeń pamiętajmy, by się rozgrzać, a po ćwiczeniach najlepiej porozciągać. Dzięki temu, możemy uniknąć kontuzji i zakwasy następnego dnia będą mniejsze :)

Oto kilka z nich:

Ćwiczenie 1. POMPKI















 Ćwiczenie 2. PRZYSIADY


 




















Ćwiczenie 3. UNOSZENIE BIODER















Ćwiczenia mają na celu wzmocnienie różnych partii mięśni:
- grzbietowe
- mięśnie brzucha
- mięśnie czworogłowe i dwugłowe ud
- mięśnie pośladków
Ja proponuje zrobienie 3 serii po 8 powtórzeń na początek, ale jeżeli nie czujemy się na siłach, robimy wszystko we własnym tempie!

Na koniec kilka rad:

1. Zanim zaczniemy ćwiczyć karmimy maluszka, z tym, że po karmieniu odczekujemy kilkanaście minut, żeby w małym brzuszku nie było rewolucji :)
2. Ubieramy maluszka w wygodne ciuszki, najlepiej nie za grubo, żeby się nie zgrzał.
3. Ćwiczymy sobie tak długo ile mamy ochotę, ile wytrzyma maleństwo, i we własnym tempie.
4. Jeżeli boimy się wykonać jakieś ćwiczenie, po prostu go nie wykonujmy, nic na siłę.
5. Pamiętamy o prostej sylwetce podczas wykonywania ćwiczeń i o oddychaniu - wdychamy powietrze nosem a wydychamy ustami :)
6. Bawmy się ćwicząc, to nadal czas spędzany wspólnie z dzieckiem a jednocześnie sprzyjający w walce o ładniejszą sylwetkę. Same plusy :)

P.S. W przyszłym miesiącu, w ostatni czwartek - kolejna porcja ćwiczeń do wykonywania z maluszkiem :)
Matka szaleje!

Matka szaleje!

Mało mi było chwilowych wypadów z domu, szybkich spotkań na kawę i ciacho z przyjaciółkami oraz szybkich wypadów na siłownię :)
Dlatego, gdy zauważyłam jeszcze lipcu, że redakcja portalu http://www.familie.pl/  organizuje we wrześniu spotkanie z cyklu "Czas mamy" po przeczytaniu wstępnego programu, bez zastanowienia się zapisałam (no dobra, nie tak od razu, bo najpierw musiałam przegadać z mężem czy zostanie z Hanią sam pół dnia - potem się zapisałam bez zastanowienia) :)

Im było bliżej spotkania, tym bardziej nie mogłam się doczekać. Chociaż dzień przed zastanawiałam się czy na pewno jechać... Czy Tatuś da sobie radę sam, czy Hania mu nie da za bardzo popalić i takie tam :) Ostatecznie pojechałam. Miałam godzinę drogi i co parę minut zerkałam nerwowo na telefon...
Ale do czasu... :)

Po przekroczeniu progów kina Praha pozwoliłam sobie na relaks. Przecież to była główna idea spotkania. Wszystko trwało 4 godziny, ja się czułam jakbym tam była co najmniej z 8 :)
Były konkursy z nagrodami, prelekcje z ciekawymi ludźmi, możliwość zakupu książki pisarki Doroty Lipińskiej i zestawów edukacyjnych z serii "Kapitan Nauka" oraz masa prezentów!
A na koniec był film - "Młodość". Może nie do końca moje klimaty, ale wiecie co? Zrelaksowałam się totalnie i na maksa. W kinie nie byłam już rok, więc warto było :)

Po tym jak już wszystkie mamy zajęły swoje miejsca, po wysłuchaniu przemówienia Pani Redaktor zespołu Familie, puszczony został film, a ja miałam bardzo poważny dylemat!
Czułam się tak odprężona po paru godzinach odpoczynku od spraw domowych, od obowiązków, od skakania koło Hani, koło męża itp, zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym czy nie przespać się :) Półtorej godziny spokoju i wolności bardzo kusiło, by przeznaczyć je na sen.....
Ostatecznie postanowiłam film obejrzeć i z drzemką się pożegnałam, no cóż :)

Po spotkaniu czułam się fantastycznie, tego było mi trzeba i mimo, że to były tylko 4 godziny, to były mi niezwykle potrzebne! Poza tym po tym czasie na spotkaniu byłam taka stęskniona za Hanusią, że jak po mnie przyjechali to nie mogłam się nią nacieszyć! :)

Największe plusy spotkania:
1. Kolejna świetna książka do Hanusiowej kolekcji.
2. Poznanie sposobów nauki swoich dzieci wszystkiego o pieniądzach, o obrocie, o tym skąd się biorą, co to potrzeba a co to zachcianka, co to jest wartość pieniądza itp... Hania jeszcze za malutka na taką naukę, ale przyda mi się do powadzonych warsztatów. Zestaw do nauki składa się z dwóch książeczek i płyty CD.
3. Prelekcja producentki bajki UBU oraz prelekcja nt. samotnego rodzicielstwa i rozwodów.
4. I prezenty oczywiście! Skłamałabym, gdybym udała, że w ogóle mnie nie obchodziły. Najbardziej zadowolona jestem z kosmetyków a jest ich spora ilość, przydadzą się na pewno :)






(źródło powyższego zdjęcia: familie.pl)

Myślę, że na takie spotkanie, a jak nie takie, to chociaż w gronie przyjaciółek, gdzieś poza miastem, parę godzin, ploteczki, pogaduchy i chwila wolności przydadzą się każdej zbieganej mamusi. Nie dość, że robi coś tylko dla siebie, to wraca do domu wypoczęta, zrelaksowana i naładowana energią. I o to przecież chodzi :)))

A tymczasem odliczam dni do warsztatów z cyklu Blog Update pod hasłem "Bloger profesjonalny", które odbywają się 17 października.
Blog to moja pasja, ale traktuję to bardzo poważnie, chciałabym dowiedzieć się co robić, byście chcieli mnie odwiedzać, lepiej mnie poznać, czytać i zostać ze mną na dłużej :)
Podejmuję wyzwanie, a co! :) LIEBSTER BLOG AWARD :)

Podejmuję wyzwanie, a co! :) LIEBSTER BLOG AWARD :)


Jedną z najfajniejszych zabaw z czasów mojej podstawówki było tworzenie zeszytów - "Złotych myśli". Pamiętam, że lubiłam tą zabawę. Fajnie było czuć ten dreszczyk emocji odpowiadając na wszystkie pytania. :)
Pamiętam jak każdy z każdym się wymieniał, każdy starał się mieć chociaż jedno jakieś oryginalne pytanie. Każdy też starał się w jakiś fajny nietuzinkowy i oryginalny sposób na te pytania odpowiedzieć.

Nigdy nie zapomnę jak przy, którejś przeprowadzce, to było już dawno po skończeniu podstawówki, wpadły mi moje "Złote myśli" w ręce..... Oj nieźle się uśmiałam czytając niektóre odpowiedzi i wspominając sobie te stare czasy :)

Ale do rzeczy, piątkowy poranek nie należał do tych piątkowych chwil, kiedy człowiek skacze z radości na myśl o zbliżającym się weekendzie. Toteż jak zobaczyłam w powiadomieniach zaproszenie do zabawy "Liebster Blog Award" od Izy z http://bizimummy.blogspot.com/ - to przyznam, że humor mi się trochę poprawił.
Czuję dreszczyk emocji, jakbym znów była nastolatką :)

Kilka słów o tej zabawie:
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za  »dobrze wykonaną robotę«. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

A zatem, nie ma co odwlekać -  czas odpowiedzieć na pytania :)

1. Plakat z czyim wizerunkiem wisiał w Twoim pokoju?
Oczywiście Backstreets Boys, kochałam ich - niestety miłością nieodwzajemnioną :)

2. Co zabrałabyś na bezludną wyspę?
Wszystkie te książki, które piętrzą się na mojej półce, bo za nic w świecie nie mogę znaleźć czasu by je w końcu przeczytać! :) 

3. Co lubisz najbardziej w swoim wyglądzie? 
 Oczy!!! :)

4. Dokończ zdanie: Blogowanie jest dla mnie odskocznią, pasją, czymś co mnie cały czas pozytywnie nakręca. Dzięki blogowaniu mogę zatrzymać myśli i piękne wspomnienia. Dzięki blogowaniu poznaję siebie! :)
5. Dokończa zdanie: Mam słabość do CZEKOLADY.... No nie mogę się oprzeć i już :D

6. Od czego zaczynasz dzień?
 Od spojrzenia na tą moją słodką małą iskierkę, bo ciągle nie dowierzam, że mam taką piękną w cudowną córeczkę <3

7. Gdybyś miała wolny cały weekend (hahahaha), co chciałabyś robić?
 Najpierw bym się przez kilka godzin upewniała czy to nie żart jakiś :)
A potem bym się wyspała....nie chociaż nie, znając mnie to bym zaczęła sprzątać :)
Ale marzy mi się cichy, spokojny weekend w SPA, masaże, maseczki, zabiegi, basen......pełen wypas....a potem przespać całą noc, bez żadnego wstawania, karmienia i przewijania :)
Jeszcze parę lat poczekam :D

8. Jaka zabawka była Twoją ulubioną w dzieciństwie?
Miałam cudowną i ulubioną różowo - niebieską torebkę, bez niej ani rusz :)
Podobno cyrk był wielki, jak mi kiedyś zaginęła, cała rodzina szukała :)

9. Płaski obcas czy szpilki?
Przed ciążą szpilki, teraz częściej płaski obcas. 

10. Bez jakiego przedmiotu nie wychodzisz z domu? Uzasadnij.
No jasne, że bez telefonu. Teraz współcześnie gdzie telefon nie służy wyłącznie rozmowom i wysyłaniu sms'ów, oprócz tego sprawdzam maile, mam nawigacje, posługuje się aparatem i szereg innych dodatkowych funkcji, bez niego żyć się niestety nie da.
11. Ulubione ciacho?
Murzynek..... nie, Napoleonka, chociaż zaraz zaraz raczej 3 Bit, ale w sumie uwielbiam też Tiramisu, Sernik ooooo i Mazurek wielkanocny i Kopiec Kreta - nie, to jest zbyt trudne pytanie, same rozumiecie :))

UWAGA UWAGA :)
W związku z tym, że otrzymałam jeszcze jedną! nominację do zabawy - jest mi bardzo miło i ogromnie dziękuję Gosi - http://www.ohmeg.pl/, postanowiłam uaktualnić post i dodać odpowiedzi na postawione pytania.
Macie okazję poznać mnie jeszcze bliżej :)

1. Miejsce, które Cię zachwyca to....nie tyle miejsce, a latanie. Miałam okazję latać paralotnią i po prostu zakochałam się. Zwykłe rzeczy i miejsca wyglądają zupełnie inaczej z podniebnej perspektywy. Czuję wtedy totalną beztroskę, szczęście i wolność. Bajka! :)

2. Dobra książka czy dobry film?W samotności zdecydowanie książka, ale jak mam towarzystwo to chętnie wybieram film.

3. Jaki masz sposób na poprawę nastroju?To zależy, zmienna jestem :) Czasem wystarczy zwykła rozmowa z mężem, uśmiech Hanki lub dobra książka. Ostatnio uwielbiam  brać gorącą kąpiel, zanurzyć się, nigdzie się nie śpieszyć, nabrać sił :)
W lato z kolei rower - jak mam zły humor biorę rower, jadę sama na wycieczkę i pozwalam myślom biec swoim torem :)

4. Co jest największym złodziejem Twojego czasu? (poza blogiem oczywiście:))Do niedawna książki, teraz mój czas poświęcam Hani i swoim pasjom :)

5. Czego chciałabyś spróbować, ale się boisz?Swoich sił z własnym biznesem....mam nadzieję, że strach nie wygra...

6. Wpadka Twojego życia?Siedzę i myślę już jakieś 15 minut i naprawdę nie wiem. No były w życiu zderzenia ze słupem na ulicy, były niestety imprezy zakończone przed czasem, były błyskotliwe choć mało inteligentne odpowiedzi w momentach najmniej potrzebnych, ale wpadka życia? Jeśli mnie olśni to na pewno tą odpowiedź uaktualnię! :)

7. Do czego masz słabość?Do czekolady!!! :)

8. Jakie trzy cechy wymieniłby Twój przyjaciel, aby Cię opisać?Pozytywnie zakręcona, pomocna i GADATLIWA :))))

9. Co Cię denerwuje u innych ludzi?Kiedy za wszelką cenę chcą być górą - gdy, mimo, że na jakiś temat nie mają pojęcia to i tak są w swoim mniemaniu najmądrzejsi. Nie znoszę też ludzi, którzy nie potrafią powiedzieć "przepraszam".

10. Gdybyś mogła mieć jakąś super moc, to co by to było?Od dzieciństwa, gdy o tym myślałam, zawsze chciałam latać, nie zmieniło się nic :)

11. Gdyby został Ci tylko jeden dzień życia, jakbyś go spędziła? Trudne pytanie... Kiedyś mówiłam, że chciałabym zrobić jak najwięcej rzeczy, które jeszcze czekały w kolejce, np. tatuaż, skok ze spadochronem, skok na bungee itp., ale teraz chciałabym być z rodziną. Wiem.....to takie zwyczajne, ale chciałabym te ostatnie godziny, minuty i sekundy się po prostu nimi nacieszyć :)

Ufffff....jakoś poszło, odpowiedzi za mną, mam nadzieję, że dałam się Wam poznać nieco bliżej :)


Teraz chciałam nominować do zabawy i jednocześnie jestem ciekawa odpowiedzi na pytania od:

Kochane moje, pytania dla Was:
1. Książka, którą mogę czytać niezliczoną ilość razy to....?
2. Kim chciałaś zostać w dzieciństwie?
3. Jakie miejsce, które zwiedziłaś najbardziej utkwiło Ci w pamięci?
4. Nie mogę żyć bez blogowania bo....?
5. Jakie jest Twoje największe marzenie?
6. Ulubiony sposób na relaks?
7. Twoja wymarzona praca?
8. Twoją ulubioną potrawą jest...?
9. Morze czy góry?
10. Twoje 3 najmocniejsze strony to...?
11. Oprócz blogowania Twoja pasja to...?

Zachęcam Was do przyłączenia się do zabawy i czekam z niecierpliwością na odpowiedzi :)
Jak rozwiązać problem z nie znikającymi kilogramami? #zdrowyczwartek

Jak rozwiązać problem z nie znikającymi kilogramami? #zdrowyczwartek


Czasami tak się zdarza, że staramy się i staramy, niby pilnujemy się i ćwiczymy a nasze uparte kilogramy, które mamy w nadmiarze zupełnie nie chcą nas opuścić.

Czy tak musi być?
Może wciąć nieświadomie popełniamy jakieś błędy?

Po pierwsze należy tutaj zwrócić szczególną uwagę na Nasz stan zdrowotny. Może się okazać, że mamy jakiś problem, który powoduje, że nie możemy schudnąć. Najlepiej zrobić komplet podstawowych badań, umówić się na wizytę do lekarza i potwierdzić bądź wykluczyć taką sytuację.

Po drugie postaram się poniżej przedstawić kilka pułapek o których możemy nie mieć pojęcia, a które skutecznie powstrzymują Nas przez uzyskaniem szczupłej sylwetki.

1. Kupujemy płatki śniadaniowe z ogromną ilością cukru. Sięgamy po kolorowe opakowania myśląc, że skoro tak szumnie reklamowane to nie zaszkodzą ani mi - osobie dorosłej, ani dziecku. Zwłaszcza jeśli w takiej reklamie dzieci są głównymi bohaterami. Nic bardziej mylnego. Zdaniem dietetyków i osób z branży żywieniowej najlepiej sięgać po płatki jęczmienne, płatki owsiane lub naturalne otręby. Są to produkty pełnowartościowe i spowodują, że będziemy czuć się syci dużo dłużej, niż po innych płatkach.

Przykład śniadania:
Przygotowanie płatków owsianych na mleku (podobno najlepsze 2%)m następnie dodać do nich kawałki świeżych pomarańczy i szczyptę cynamonu. 

2. Soki owocowe z oszałamiającą ilością cukru i konserwantów. Nie zawsze też, jeżeli na soku jest napisane "bez cukru" jest on zdrowy, ponieważ w zamian jest dodawany sok winogronowy, co znacznie podnosi energetyczność. Dużo lepiej kupować soki warzywne lub po prostu samemu przygotowywać je w domu. Jeżeli nie bardzo to Nam pasuje, to po prostu starajmy się czytać etykiety i wybierajmy najzdrowsze soki.

3. Jogurty owocowe. Tu niestety również muszę niektórych zmartwić, gdyż są one bardzo kaloryczne i wcale nie takie zdrowe. Dużo lepiej zrobimy kupując zwykłe naturalne jogurty (najlepsze te o jak najmniejszej zawartości tłuszczu), a następnie dodając do nich świeże bądź mrożone owoce.

4. Wody smakowe wg wielu dietetyków również nie są takie zdrowe, jak się o nich mówi.
A wszystko dlatego, że podczas procesu aromatyzacji, któremu są poddawane, niszczone zostają składniki naturalne oraz brak im odpowiedniej ilości witamin i składników mineralnych. Jeżeli jesteśmy zwolennikami wód smakowych, możemy zamiast kupowania ich, zrobić je samemu dodając wyciśnięty sok z cytryny czy limonki, do tego kilka ich plasterków, listek mięty czy bazyli i napój gotowy.

5. Ciemne pieczywo, wielu ludzi wprowadza w błąd. Kupujący myślą, że wystarczy kupić po prostu pierwsze lepsze ciemne pieczywo i na pewno będzie zdrowe. Otóż nie.
Pieczywo o kolorze ciemnym, które jest miękkie jest wzbogacane dodatkowo karmelem, co powoduje spory wzrost jego kaloryczności. Kupując chleb powinniśmy kierować się stopniem jego twardości, to będzie sugerowało, że to chleb razowy, zdrowy, z mąki pełnoziarnistej.

6. Suszone owoce. Nie będę poddawać w wątpliwość ich zdrowotności, jednak przestrzegam Was przed ilościami w jakich je można zjadać. Jeżeli jemy ich stosunkowo mało (około 100g może zawierać w przybliżeniu ok. 300 kcal) to nie zaszkodzą. Zdrowsze przy nich są owoce świeże. Jednak z diety nie warto ich eliminować, a jedynie spożywać w ograniczonych ilościach.

7. Dietetyczne produkty i produkty typu light. To również wielkie pułapki żywieniowe. To, że coś ma mniejszą ilość cukru niekoniecznie znaczy zdrowsze. Zamiast cukru producenci dodają inne chemiczne cuda szczególnie po to, by wzmocnić smak. W konsekwencji kaloryczność jest mocno zbliżona do produktów bez tych etykiet.

Powyższa lista to produkty, które są głównie inaczej traktowane przez większość społeczeństwa niż powinny. Oczywiście znalazłoby się ich więcej, ale wtedy mój post byłby zdecydowanie za długi :)

(źródło: kuchnia.wp.pl)


Najważniejsze wnioski jakie trzeba wyciągnąć to:
1. Czytamy etykiety kupowanych produktów
2. Zwracamy uwagę na to, co kupujemy. Zwykle zdrowe produkty wcale nie są najdroższe. Wręcz przeciwnie. (No może z wyjątkiem ryb czy lepszej jakości jajek)

3. Nie kupujemy jedzenia na zaś. Potem ogromne ilości jedzenia są po prostu marnowane i wyrzucane. Lepiej kupić mniej a częściej.

4. Nie kupujmy wszystkiego co pięknie oznaczone słodkimi obietnicami "Promocja", "2 w cenie 1", "3 produkt gratis" itp... Pamiętajmy sklepy nic za darmo nie oddają, a my przepłacimy kupując sporo niepotrzebnych produktów. (No owszem czasem się zdarzy konkretna promocja, coś co faktycznie warto kupić, ale to 1 produkt, może 2, ale 15?)

5. Nie kupujmy, kiedy jesteśmy głodni i zmęczeni. Wszelkie badania pokazują, że wtedy jesteśmy bardziej podatni i kupujemy więcej produktów niezdrowych i niepotrzebnych.

(źródło: kuchnia.wp.pl)

Na koniec uraczę Was moim ulubionym przepisem na pyszną i zdrową sałatkę:

Co potrzebujemy:
-  świeży ananas
- krewetki (dla tych co nie lubią może być pierś z kurczaka - w smaku podobne:))
- pomidorki koktajlowe
-  rukola
- szpinak
-  połówka cytryny
- czosnek
- masło
- sos sojowy

Świeżego ananasa kroimy wzdłuż i połówkę wydrążamy. Do pustej już połówki ananasa wkładamy rukolę, szpinak, pokrojone na ćwiartki bądź połówki pomidorki, kilka kostek ananasa i delikatnie mieszamy wszystko razem.
Następnie zajmujemy się przygotowanie krewetek lub piersi z kurczaka. Na patelni rozgrzewamy masło, wrzucamy obrane z ogonków krewetki lub pokrojoną na kawałki pierś z kurczaka i trzymamy na małym ogniu około 8 minut - krewetki, natomiast około 15 kurczaka. Pod koniec czasu wyciskamy trochę soku z cytryny do powstałego sosu w krewetkach, dolewamy odrobinę sosu sojowego, i przyprawiamy szczyptą czosnku). Całość z patelni przekładamy do miseczki powstałej z ananasa i gotowe :)

Ja jestem zdania, że wszystko można jeść, ale z umiarem. Każdy ma od czasu do czasu ochotę na coś niezdrowego. Raz będzie to coś słodkiego, innym  razem jakiś fast food. Jeżeli jemy tego typu rzeczy faktycznie sporadycznie, to nie wyrządzą Nam większych szkód, gorzej jeżeli goszczą w Naszym codziennym jadłospisie. 
Musimy pamiętać o tym, że Nasze nawyki żywieniowe przejmują również Nasze dzieci, więc zastanówmy się czego chcemy ich nauczyć :)
Zgubiłam siebie. I co dalej?

Zgubiłam siebie. I co dalej?

Jeszcze nie tak całkiem dawno, byłam jak huragan... Wszędzie mnie było pełno, w głowie 100 myśli na minutę, chęci podejmowania zadań czy projektów - ot, tak. Nie dlatego, że sama tego pragnęłam, ale dlatego, że tak robią wszyscy wokół. Wmawiałam sobie, że przecież na pewno to mi jest potrzebne lub właśnie tego mi brakowało, a to bardzo lubię.....i kończyło się wszystko fiaskiem..

Teraz po czasie widzę pewne moje błędy. Parę ładnych lat temu wolałam iść za tłumem i podzielać zdanie, które kompletnie nie pasowało do mnie, któremu byłam przeciwna. Taka szara mysz, co to woli siedzieć cicho pod miotłą, ale się nie narażać. Pojawiał się tłum, a ja za nim szłam, bo lepiej się nie wychylać. I choć we mnie się gotowało i buzowało to nie miałam tyle odwagi, by coś ze sobą zmienić. Powodowało to spięcia w domu, z niektórymi osobami się nie dogadywałam, czułam się źle sama ze sobą. Zazdrościłam tym, którzy robią swoje, mają pewność, że to jest słuszne i czerpią z życia satysfakcję.
Widziałam, że inni marzą i te marzenia spełniają, a ja poddawałam się już na starcie. Z góry skazywałam siebie na porażkę.


Teraz sama czuję się jedną z takich osób. To nie góra pieniędzy da mi to szczęście i satysfakcje (choć czasem niesłychanie to ułatwi :)), ale poczucie, że spełniam się, że kocham to, co robię. Bez względu na to, co robimy, każdy z nas, spotka się  nieprzyjemnymi uwagami, przykrymi słowami i komentarzami oraz krytyką (chociaż ta konstruktywna jest jak najbardziej wskazana!). Wszystkim na raz nigdy się nie dogodzi. Tylko, że jeżeli wierzymy w słuszność Naszych czynów; jeśli wiemy, że nauka, którą przekazujemy, znajduje potwierdzenie w rzeczywistości; a doświadczenia jakie przychodzi nam zbierać w swoim życiu nie są jedynie naszymi wyimaginowanymi myślami - to róbmy, to dalej i się za nikim nie odwracajmy.

Dlaczego ma Nas załamać lub zatrzymać krytyka drugiej osoby, która wygłaszana jest jedynie z zazdrości?
Dlaczego mamy się poddać tylko dlatego, że ktoś ma właśnie zły dzień i odreagowuje go właśnie na Nas?

Wiem, że czasem jest trudno. Ja w swoim otoczeniu miałam wiele osób, które podcinały mi skrzydła, natomiast mniej tych, które poklepałyby mnie po plecach i powiedziały parę słuch otuchy i dodały pewności siebie. Te osoby, które były od zawsze i są nadal, na palcach można wyliczyć, (całe szczęście, że mam Męża, na którego w 100% mogę liczyć, pomimo tego, że nie zawsze podobają mu się moje decyzje, to jest, nie odwraca się ode mnie) ale dużo zależy też od samej mnie. I dlatego wiem, że się da, pomimo wszelkich przeciwności. Czasem trzeba zacisnąć zęby, podnieść głowę do góry i iść na przód, w końcu się uda.

Zajęło mi bardzo dużo czasu, by w końcu odnaleźć swoją drogę.
Macierzyństwo mi niezwykle w tym pomogło.

Na rok, może dwa przed porodem wymyśliłam sobie co chcę dalej robić, w którą stronę pokierować swoje życie. Potem wszystko przyśpieszyło, zaplanowanie ciąży, miesiące oczekiwania, poród...:)
Siedzę w domu z Hanią, chcę poświęcać jej jak najwięcej mojej uwagi, rozwijać ją, dawać co najlepsze. Ale nie zamknęło to mojej drogi i moich planów.
Cały czas się rozwijam. Ten czas w domu pozwolił mi jeszcze bardziej się nad wszystkim zastanowić, usiąść, złapać oddech.

Odnalazłam w sobie pasję, znalazłam pomysł na siebie i obrałam sobie konkretną drogę. Teraz czas na realizację. Wiem, będą przeszkody, czasem się nie uda, trudno. Ja się nie poddam.

I choć na głowę wzięłam sobie sporo rzeczy (o czym niezmiennie informuje mnie mąż:)), to wiem, że przy dobrej organizacji da się wszystko połączyć, wcale nie kosztem rodziny!
Swoją drogą gdzieś kiedyś przeczytałam, że im więcej weźmiemy sobie na głowę, im więcej mamy obowiązków - tym bardziej jesteśmy zorganizowani i na wszystko znajdujemy czas. I ja podpisuję się pod tym obydwiema rękami i nogami, to całkowita prawda :)

Mimo, że nie zawsze mam czas spotkać się ze wszystkimi znajomymi po kolei, usiąść by obejrzeć ulubiony serial czy wyskoczyć na siłownię, to jakoś powoli się to wszystko kręci. Staram się niczego nie zaniedbać, ale też nie robię nic kosztem siebie. (No dobra, czasem chodzę spać, grubo po tym, jak mój Mąż i Hania idą spać, ale zdarza się to rzadko) :) Dlatego, że to, co robię daje mi tak potężnego powera i energię i czasem sama się dziwię ile rzeczy jest w stanie zrobić człowiek w ciągu zaledwie jednego dnia! :)

Wobec tego tak bardzo ważne jest, by w tym chaotycznym wielkim świecie cały czas pozostać sobą. Nie udawać kogoś, kim nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. Nie robić nic na siłę, bo to w większości będzie skazane na porażkę. I nie wykręcajmy się dzieckiem, bo to nie ono Nas ogranicza, to my sami.
Dzięki dziecku możemy spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy, trochę bardziej beztrosko i mniej problematycznie, docenić drobiazgi, zauważać szczegóły - i najważniejsze, cieszyć się tak po prostu bez przeszkód :)

Potworem byłam. #zdrowyczwartek

Potworem byłam. #zdrowyczwartek

Wspominałam o tym mimochodem kiedyś, w którymś poście...
Postanowiłam jednak w ramach akcji #zdrowyczwartek, o której pisałam już TU, podzielić się z Wami moją historią i tym, jak udało mi się wrócić do formy.


Zachłyśnięci wolnością, ja i mój wtedy jeszcze narzeczony, wprowadziliśmy się do wspólnego pierwszego maleńkiego mieszkania. Urządzaliśmy się, chcieliśmy, by te Nasze kąty były piękne i przytulne. Gotowaliśmy sobie wspólnie smaczne obiadki, urządzaliśmy przepyszne kolacyjki, ale też stołowaliśmy w restauracjach, pizzeriach i innych popularnych lokalach z ofertą szybkich i smacznych dań. Chyba nie muszę dodawać, że niekoniecznie zdrowych? :)
No, na efekty nie trzeba było długo czekać...

W sumie to nawet nie od razu zauważyłam przyrost wagi, jakoś tak niezauważenie zaczęłam kupować ciuchy o rozmiar większe, dwa... No nie wiem, może nie chciałam tego widzieć.
Dopiero po dwóch latach wstrząsnął mną, mój własny widok. Tuż po powrocie z wakacji nad morzem. Usiedliśmy wspólnie, jak to mamy w zwyczaju po dziś dzień, żeby obejrzeć fotki z wakacji. Wiecie co, patrząc na zdjęcia, robiłam coraz większe oczy ze zdumienia. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak okropnie wyglądam.... Nie przesadzam. Miałam 18! kg za dużo... To było straszne...
Wyglądałam gorzej, niż niektóre kobiety w ciąży.. I nie chodzi mi o to, że kobiety w ciąży wyglądają źle. Co to, to nie! Chodzi mi o ilość kilogramów i to, że w tej ciąży wcale przecież nie byłam...

Wstrząsnęło to mną na tyle, że postanowiłam od razu coś zmienić. Nie chciałam tak wyglądać. Zaraz też zaczęliśmy planować ślub, miałam też niezłego kopa motywacyjnego.
W związku z tym, że każdy grosz zaczęliśmy odkładać na wydatki związane ze ślubem i weselem, nie mogłam sobie pozwolić ani na dietetyka, ani na wypasione i regularne zajęcia na siłowni....postanowiłam posiedzieć w sieci, poczytać książki i dopasować coś pod siebie, pod własny organizm...

Muszę przyznać, że naczytałam się wiele.
Sporo godzin siedziałam i selekcjonowałam zdobytą wiedzę i tak powstał mój plan:

1. 5 Posiłków dziennie
(niby banalne, ale zupełnie się tego wcześniej nie trzymałam, jadłam za każdym razem, gdy nachodziła mnie ochota)
2. 2 litry napojów dziennie
(też banał - ale odkąd pamiętam zawsze piłam bardzo mało w ciągu dnia, więc musiałam sobie to zapisać i zacząć przestrzegać)
3. 2 Razy w tygodniu basen
(budżet domowy na to pozwalał, poza tym pływać uwielbiam i nie od dziś wiadomo, że pływanie wspomaga utrzymanie szczupłej sylwetki i zrzucanie zbędnych kilogramów)
4. 2 Razy w tygodniu dodatkowa aktywność fizyczna, oprócz basenu
(w moim przypadku to były ćwiczenia z hantlami i zwykłe aerobowe wykonywane w domu, lub jazda na rowerze - co najmniej 30 minut, choć starałam się trochę dłużej)
5.  Zero słodyczy!
(No nie oszukujmy się nie wytrzymałabym - postanowiłam, że jeden dzień w tygodniu będę sobie pozwalać i to zdało egzamin)
6. Unikać tłustych i smażonych potraw
(Zaczęłam w końcu więcej gotować zup, dusić mięsa, jeść więcej ryżu, kasz itp)
7. Dałam sobie czas (Nie zakładałam, że w tydzień schudnę 5 kg, potem kolejne itd. Wiedziałam, że na początku spadek będzie szybki, potem zacznie spowalniać i kontrolowałam to cały czas na wadze)

Plan, który stworzyłam był dla mnie idealny. Zrzuciłam w jakieś, między 6 a 8 miesięcy około 22 kg, czyli i tak trochę więcej niż zakładałam. Wiedziałam, że to waga idealna dla mnie, dobrze się czułam. Mogłam znów wymienić garderobę, bo wchodziłam w ciuchy 3 rozmiary mniejsze niż przed dietą :)

To, na co chciałabym Wam zwrócić uwagę, to, że podjęcie decyzji o diecie wiążę się ze zmianami na całe życie. Ja kiedyś tego nie rozumiałam. Ale prawda jest taka, że jeśli zaczynamy dbać o siebie, zdrowo się odżywiać - zaczynamy czuć się lepiej, wyglądać lepiej, jesteśmy zdrowsi. Te nawyki i zasady, którymi kierujemy się podczas rozpoczynania diety wchodzą Nam w nawyk, stają się Naszą codziennością. Jeśli jest inaczej i wracamy do wszystkiego co było wcześniej, to może Nas czekać nieprzyjemny efekt jo-jo, którego bardzo trudno się pozbyć.
Przestrzegałam tych zasad również w ciąży, i wierzcie mi nawet w 9. miesiącu, tuż przed porodem, nie byłam tak opuchnięta, jak w tamtym momencie przed dietą.. Czuję satysfakcję, że udało mi się! :)

Jasne są osoby, które mogą jeść co chcą i ile chcą, mam siostrę, która jest taką szczęściarą, i waga stoi w miejscu, no nie ruszy się ani o kilogram. Ale niestety takich osób jest niewiele.
Dlatego warto mieć nawyk odżywiania się zdrowo, co nie musi równać się niesmacznie! i uczyć tego Nasze dzieci :)

Nie ukrywam, że zdarzają mi się dni, kiedy jem trochę mniej zdrowo, kiedy mam ochotę na tonę słodyczy i niezdrowych przekąsek, no cóż uważam, że nie warto sobie odmawiać, ale potem staram się nadrobić ćwiczeniami, dłuższym spacerem z Hanią lub po prostu lżejszymi daniami przez kilka kolejnych dni. Efekt jest i utrzymuje się na długo :))


Poniżej moja propozycja na kilka porcji smacznych i zdrowych dań:

Śniadanie - Jogurt z owocami

Potrzebujemy:
- jogurt naturalny
- borówki, maliny, brzoskwinie, gruszki, morele, banany (co kto woli i na co ma ochotę)
- rodzynki
- płatki owsiane
- opcjonalnie odrobina cukru brązowego (choć nie powinien być potrzebny)

Wybrane owoce kroimy na kawałki, dodajemy do jogurtu, mieszamy. Jeżeli musimy, dodajemy trochę brązowego cukru, mieszamy i gotowe! :)

Obiad - Podduszane kawałki z kurczaka z ryżem/kaszą/ziemniakami

Potrzebujemy:
- pierś z kurczaka (pojedyncza pierś na jedną osobę)
- łyżeczka miodu (na pojedynczą pierś)
- szczypta soli lub trochę sosu sojowego
- szczypta pieprzu
- oliwa (2-3 łyżki)

Kroimy pierś z kurczaka na kawałki, wrzucamy do przygotowanego wcześniej w misce sosu - czyli zmieszane oliwa, przyprawy i miód). Odstawiamy na co najmniej 15 minut, by wszystko się przegryzło. Następnie na rozgrzaną patelnię (nie wlewamy na nią nic, żadnej oliwy ani oleju) przerzucamy całość z miski i trzymamy na ogniu pod przykryciem od czasu do czasu mieszając (należy uważać, bo miód może się przypalać). Po kilkunastu minutach 10-15, mamy gotowego kurczaka. Podjemy z ryżem, kaszą czy ziemniaczkami. Do tego świeże pomidorki.
Palce lizać!

Kolacja - Koktajl bananowy

Potrzebujemy:
- 2 banany
- szklanka mleka
- szczypta cynamonu

Banany kroimy na cienkie plasterki zalewamy szklanką mleka i blendujemy.
Następnie dodajemy cynamon do smaku. Przepyszny jest po wyjęciu z lodówki, po schłodzeniu przez co najmniej 15 minut, ale koktajl o temperaturze pokojowej smakuje równie przyjemnie :)

(źródło: izz.waw.pl)


A na koniec przypominam Wam wszystkim, że powstała słuszna akcja #głodnizmian, nadal zbieramy podpisy, nadal sporo brakuje. Także kto jeszcze nie podpisał petycji, niech szybciutko wchodzi na stronę: http://glodnizmian.pl/ lub przeczyta mój wcześniejszy post, w którym zawarłam wszystkie informacje - http://notatkiprzyszlejmatki.blogspot.com/2015/09/godni-zmian-ja-jestem-godna-ty.html.



Czytać, słuchać, pisać - a na co, to komu???

Czytać, słuchać, pisać - a na co, to komu???

Dzisiaj 8 września - kolejna data w kalendarzu, ale wg mnie ogromnie ważna - Międzynarodowy Dzień Walki z Analfabetyzmem.
 

Czy to dla kogoś coś znaczy?
Cały dzień się zastanawiałam, zbierałam myśli - postanowiłam wyrazić swoje zdanie na ten temat.

Co to takiego analfabetyzm? To brak umiejętności pisania i czytania u osób powyżej 15 roku życia.
Wg wszelkich statystyk liczba analfabetów na świecie ciągle maleje, jednak ta liczba stale jest zbyt wysoka jak na te czasy. Szacuje się, że co 5 człowiek nie potrafi (lub ma ogromne problemy) czytać i/lub pisać.


Ja nie uważam, że głównym tego powodem jest wykształcenie ludzi. Sama znam osoby, które mają jedynie wykształcenie średnie lub nawet podstawowe, a można spokojnie z nimi porozmawiać "na poziomie", mało tego, znam też parę osób, z którymi pomimo wyższego wykształcenia, nie ma sensu usiąść i porozmawiać, bo człowiek tylko po tym będzie czuł się głupszy niż był wcześniej.

Straszne jest to, że zanika u ludzi chęć do czytania książek, a natomiast zwiększa się czas spędzany przed telewizorem, w celu oglądania samych wspaniałych i niezwykle edukacyjnych telenowel i seriali. Wśród niektórych ludzi to nawet wstyd usiąść z książką, bo wyśmieją, poniżą...

Co za tym idzie? Wzrasta także czas spędzany przed komputerem. Tam nietrudno znaleźć treści, w których ani ziarna prawdy, same bzdury i wprowadzanie ludzi w błąd. Komu by chciało się tracić czas na znalezienie wartościowych treści....bleeeee lepiej przecież posiedzieć na "fejsie"!

To samo ze słuchaniem! Czy ktoś zna różnicę pomiędzy słowami SŁUCHAĆ i SŁYSZEĆ???
Z wieloma ludźmi staram się rozmawiać, słuchają co do nich mówię, ale mam wrażenie, że wcale nie słyszą....
Zwykłe przelotne pytania - "Co słychać? "Co u Ciebie?"
Ty czujesz się fajnie, ktoś się Tobą interesuje, jesteś dla kogoś ważny/a - więc, zaczynasz z przejęciem odpowiadać, a tu wzrok pytającego błądzi dookoła, zręcznie omijając Ciebie, głowa kiwa sugerując zrozumienie - a próbowałeś kiedyś przestać nagle mówić, albo zapytać o coś co właśnie opowiadałaś/eś? - hmmm powstaje niezręczna sytuacja...
Nie rozumiem tylko, po co udawać? Albo mnie interesuje druga osoba i śledzę z zainteresowaniem jej odpowiedź, albo wcale nie pytam, po co stwarzać puste pozory?
To wszystko widać....

A już zdań przepełnionych nieprawidłowymi formami i wyrazami typu przyszłem, poszłem, włanczam, wzięłem, jest po prostu pełno. Ja się nie czepiam, ale to aż w uszy kłuje... Każdy może popełniać błędy, jasne, ale chyba wypadałoby mieć też chęci by je zacząć naprawiać.... :)



Mnie nikt do czytania książek nigdy nie namawiał. Sama od najmłodszych lat zaczęłam po nie sięgać. Ciągle chciałam więcej i więcej. Uwielbiałam to, jak wyobraźnia zaczynała wymykać się spod kontroli, przenosiłam się w zupełnie inny świat.
Bakcyla złapał ode mnie również mój mąż i siostry, co prawda nie wszystkie, ale jednak jakiś to już sukces :) Wiedziałam też, że od najmłodszych lat będę wpajała to mojej Hance.
Czytaliśmy jej już kiedy była w brzuchu :) Teraz, każdego dnia, choć kilkanaście minut poświęcamy jej (częściej ja, ale to dlatego, że Tatuś siedzi w pracy) na czytanie książek, wierszyków, baśni i rymowanek. Widać wyraźnie, że na razie to lubi. Jest wtedy spokojna i zapatrzona w obrazki. Wiem, że to się jeszcze może zmienić, ale dołożę wszelkich starań, aby pokazać jej te wspaniałości, jaki niesie za sobą czytanie książek. 

A tak, w skrócie, jakie są niepodważalne zalety czytania:

1. Rozwijamy język i słownictwo i umiejętność wyrażania siebie oraz własnych myśli
2. Pobudzamy wyobraźnię
3. Dostarczamy nowe wiadomości, fakty, ciekawostki
4. Pobudzamy się do własnych, nowych przemyśleń
5. Uczymy się tego, co słuszne, a co nie

Chyba nie ma się nad czym zastanawiać, bierzmy książkę do ręki i czytajmy!
To na pewno jeszcze nikomu nie zaszkodziło :)))


Pakujemy misia w teczkę i na mazury ruszamy na wycieczkę! :)

Pakujemy misia w teczkę i na mazury ruszamy na wycieczkę! :)

Jakiś czas temu trafiliśmy na fajną i tanią ofertę wyjazdu na mazury.
Ja już od dawien dawna namawiałam swojego męża, na podobny wyjazd w tamtejsze rejony, ale jakoś za każdym razem bezskutecznie. Tym razem się na szczęście udało :)

Ostatni raz byłam na mazurach jakieś kilkanaście lat temu (o matko jak to brzmi!- czyżbym się powoli starzała??) - więc zastanawiałam się, jak bardzo ówczesne widoki i atmosfera będą odbiegać od moich wspomnień.

Więc.......
Dojechaliśmy w piątek i mazury przywitały Nas niezłą ulewą, ale na szczęście podczas gdy się rozpakowywaliśmy niebo się nieco rozchmurzyło i można było wyjść na spacerek.
Udało Nam się pospacerować jedynie po Mrągowie - mimo, że hotel, w którym byliśmy był zapchany gośćmi po brzegi, to miasto wydawało się nieco wymarłe. Zupełnie Nam to nie przeszkadzało, chcieliśmy odpocząć od tłumów, gorąca i ścisku, więc to akurat na plus :)









 
W sobotę od samego rana świeciło piękne słoneczko, idealna pogoda na spacer. Wyruszyliśmy do Mikołajek, pospacerować wzdłuż jeziora, zwiedzić rozsławione miasto i oczywiście skosztować rybki. Mój mąż nie podarowałby sobie, gdyby nie mógł skosztować takich przysmaków, szczególnie będąc nad jeziorem :)
Potem, po powrocie do Mrągowa postanowiliśmy zwiedzić znajdujące się tam westernowe miasteczko Mrągoville - chętni mogą odwiedzić stronę http://mrongoville.pl/. I to był świetny pomysł, po pierwsze jedynie parę osób spacerujących, żadnego tłoku, pośpiechu, więc na spokojnie można było pozwiedzać, zrobić zdjęcia :) Na terenie znajduje się mini zoo, można wykupić sobie lekcje jazdy konnej lub samą przejażdżkę, co parę godzin odbywają się pokazy m.in.: wyczynowej jazdy konnej, taneczne i inne. Można skorzystać również z eurobungee, mechanicznego byka rodeo, buggy, strzelnicy sportowej, zabaw kowbojskich, strzelania z łuku, nauki tańca westernowego czy bungee run.
Samo wejście na teren jest całkowicie bezpłatne, bezpłatnie można także zwiedzić biuro szeryfa, mini muzeum czy soloon. Jedynie chętni na pozostałe atrakcje muszą się przygotować i kupić bilety.
Myślę, że to całkiem świetna sprawa, my byliśmy bardzo zadowoleni! Warto się tam przejechać, szczególnie mając dzieci, bo wyszaleją się tak do granic możliwości :)












Po powrocie do hotelu, czekała Nas chyba najprzyjemniejsza część wyjazdu - masaże (mieliśmy je zapewnione w ofercie) więc nie mogliśmy się doczekać!
Pół godziny masażu może zdziałać cuda. Jaka ja byłam wypoczęta, taki relaks....aż żal było wracać do pokoju :)

W niedziele natomiast w drodze powrotnej postanowiliśmy pojechać do Wilczego Szańca - Zwiedzić byłą główną kwaterę Hitlera - strona - http://wolfsschanze.pl/.
Ważne - bilety normalne 15 zł, ulgowe 10 zł, parking 10 zł.
Nie warto zwiedzać na własna rękę, niewiele się wtedy dowiemy.
Co parę minut zbiera się grupa ludzi, przychodzi przewodnik i rozpoczyna się zwiedzanie. Trzeba sobie zarezerwować około 2 godzin - potężna dawka historii i ciekawostek, wywołuje to niezapomniane wrażenia. Koszt przewodnika to około 5 zł. od osoby.





Nie udało Nam się zwiedzić z braku czasu dwóch miejsc, czyli na mazury jeszcze wrócimy :)
W planach mamy zwiedzenie Mazurolandii - mazurskiego parku atrakcji.
Więcej info - TU.

I drugie miejsce to odwiedzenie miejscowości Mamerki - czyli Kwatery Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych - podobno jedyne miejsce, gdzie zachowały się budowle w całkowitym, niezniszczonym stanie. Więcej informacji - TU.

Co mnie urzekło? Niewątpliwie, spokojna atmosfera, widoki, widoki i jeszcze raz widoki. Głowa aż boli od patrzenia dookoła. Wszędzie, gdzie tam się człowiek nie ruszy, jest pięknie. Warto było pojechać, pozwiedzać i po prostu tam być... :)

A minusy! W zasadzie to jeden, ale bardzo poważny. Kolejny raz wyjechaliśmy i kolejny raz to samo - prawie wszędzie brak miejsc na przewinięcie dziecka. Nie czepiam się, prawie wszędzie jeździmy z wózkiem, mamy tam sporo miejsca, więc mogę przewinąć bez problemu. Ostatecznie w samochodzie, no, ale z drugiej strony skoro wszędzie są ogólnodostępne toalety, to chyba nie byłby to problem, wyznaczyć kawałek miejsca do przewinięcia dziecka!
Nie wiem jakie jest Wasze zdanie na ten temat, ale wg mnie powinno się to zmienić!

Bądź co bądź, wyjazd udany, my wróciliśmy zrelaksowani, pełni wrażeń i nabuzowani energią - o to przecież chodziło :)

Nie pozostaje Nam nic innego, jak planowanie kolejnych wyjazdów :)
Polecicie coś? Oczywiście dla Naszej całej trójki :*
Jak karmić noworodka?

Jak karmić noworodka?

To pytanie chyba spędza sen z powiek niejednej świeżo upieczonej mamie.
Ja sama będąc jeszcze w ciąży naczytałam się na ten temat, zadawałam pytania innym, bardziej doświadczonym osobom.

W teorii to wygląda zdecydowanie łatwiej i prościej. Ale tuż po porodzie rozpoczynają się schody.
Wiele mam mówi, że mimo nabytej wcześniej wiedzy teoretycznej, po porodzie i tak nie bardzo wiedzą jak karmić dziecko, częściej czy rzadziej, czy płacze dlatego, ze mu gorąco, czy właśnie z głodu.

Czasami nawet same położne nie ułatwiają. Przychodzi jedna, zwraca uwagę, żeby karmić dziecko choćby non stop, bo widocznie tego potrzebuje, albo się nie najada. Przychodzi druga, mówi, żeby karmić dziecko, co 2/3 godziny, a nawet jak płacze w międzyczasie to się nie przejmować.
Widziałam i słyszałam to na własne oczy i uszy w szpitalu, gdy sama rodziłam. Widziałam płacz tych mam i niepokój, ale przede wszystkim zdezorientowanie, bo same nie wiedziały co robić, a co gorsza kogo słuchać.



Poniżej wskazówki, którą mogą się przydać początkującym mamusiom.

I. Karmienie na żądanie

Wg zebranych przeze mnie informacji jeżeli chcemy wybrać ten sposób karmienia noworodków, niezależnie od tego czy chcemy karmić butelką czy piersią, na początku nie będzie istnieć coś na wzór "regularnego karmienia". Czyli karmimy dziecko za każdym razem, gdy płacze (a nie jest to np. spowodowane mokrą pieluszką). W teorii ilość karmień powinna mieścić się między 8 a 12, natomiast ilość spożywanego pokarmu waha się między 30 a 100 ml (zależy to zarówno od indywidualnych preferencji dziecka oraz od ilości skończonych tygodni - im starsze dziecko, tym zwiększa się ilość zjadanego mleka).
Żołądek noworodka jest jeszcze maleńki, więc może potrzebować jedzenia dosyć często, ale za to w małych ilościach. Reguły tutaj nie ma. Raz dziecko będzie się domagać posiłku co godzina, czasem nawet co 3 lub 4.

II. Karmienie w określonych odstępach czasu

Podobno wg idealnego "podręcznikowego schematu" powinno się karmić noworodka z zegarkiem w ręku co 3/4 godziny, obojętnie czy maleństwo między jednym a drugim karmieniem śpi jak suseł, czy też płacze z głodu, tudzież pragnienia. Jest to metoda, która w przeciwieństwie do opisanej powyżej, nie bierze pod uwagę indywidualnych potrzeb i preferencji dzieci, ani tego w jaki sposób i w jakim tempie się one rozwijają.
Plusy takiego karmienia to względnie stała produkcja mleka i stałe pory karmienia. Metoda ta staje się prostsza do realizowania po co najmniej 2/3 tygodniach prób, potem dziecko się przyzwyczaja.

Każda mama musi pamiętać, że to do niej należy wybór tego, w jaki sposób chce karmić.
Jeżeli podjęłaś już decyzję, to nie przejmuj się wrogimi spojrzeniami i krytycznymi uwagi innych osób. To jest Twoje dziecko i jeżeli intuicja podpowiada Ci, że właśnie ten, a nie inny sposób jest dobry i dla maleństwa i dla Ciebie, to tego się trzymaj. Jeżeli dziecko stale przybiera na wadze, nie pojawiają się jakieś alergie i nie ma problemów z drzemkami w ciągu dnia i snem w nocy, wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Jeszcze jedno! Jeśli zdecydowałaś się karmić piersią, pamiętaj o wygodnej pozycji podczas karmienia, Twój kręgosłup będzie Ci za to wdzięczny :) A także pamiętaj by myć ręce przed każdym karmieniem i nie smarować piersi i sutków kremami, które są niebezpieczne dla niemowląt.
Jeżeli natomiast zdecydowałaś się karmić mlekiem modyfikowanym, lub własnym mlekiem, ale z butelki - pamiętaj przede wszystkim o właściwej sterylizacji i myciu butelek oraz o sprawdzeniu temperatury pokarmu za każdym razem, zanim podasz go dziecku!

Jak było u mnie?

Nie miałam przygotowanej koncepcji karmienia swojego dziecka po porodzie. W sumie to Hania sama wybrała. Już w szpitalu większość położnych "kazała" Nam karmić noworodki mniej więcej co 3 godziny, jednak moje dziecko było temu przeciwne :) Jeżeli nie spała i próbowałam ją nakarmić o odpowiedniej porze to czasem jadła, a czasem po prostu miała mnie gdzieś. Nie jadła mleka i koniec. Natomiast jeżeli nadchodziła godzina jej karmienia podczas jej snu, to nie było mowy o tym, żeby ją dobudzić. Wszelkie łaskotanie w policzki, podbródki i delikatne głaskanie czy nawet przewijanie, nie budziła się i już. Musiałam się więc dostosować do niej.
Do tej pory je w zasadzie na żądanie, ale czas między posiłkami z tygodnia na tydzień się wydłuża (pierwsze 3 tygodnie dosłownie mogła nie odchodzić od piersi nawet przez 2/3 godziny), przeczekałyśmy początki i teraz w sumie wiem, że przychodzi taka pora w ciągu dnia, gdy wzmaga jej się apetyt, w pozostałą część dnia ma przerwy między posiłkami od 3 do 4 godzin.

Ja jestem zadowolona ze sposobu jaki wybrałam, przed Nami powoli nowe wyzwania, bo niebawem zaczynamy rozszerzanie diety :))

_____________________________
Ten artykuł oraz inne ciekawe znajdziecie na portalu http://www.familie.pl/
Polecam i zapraszam! :)
Otyłość - wspólczesny problem, #zdrowyczwartek

Otyłość - wspólczesny problem, #zdrowyczwartek


Parę dni temu dołączyłam do akcji #głodnizmian. Akcja warta poparcia, każdy może się przyłączyć. Jeśli jeszcze o tym nie słyszeliście, to wszelkie informacje zawarte są w moim poście, czytaj tutaj - klik.

Ściśle związana z akcją powyższą jest inicjatywa #zdrowyczwartek, inicjatorką i zarazem pomysłodawczynią jest Aga, która prowadzi bloga http://www.mylifestyle.com.pl/.

O co dokładnie chodzi?

 Jeżeli prowadzisz bloga, masz własną stronę lub tym podobne, zarezerwuj sobie pierwsze trzy czwartki każdego miesiąca (akcja trwa od września 2015r. do grudnia 2015r.) i wrzucaj posty, które będą związane z promocją zdrowia, zachęcające do prawidłowego żywienia, możesz opisywać własne doświadczenia - wszystko, co może służyć akcji i zwiększyć świadomość innych rodziców na temat prawidłowego odżywiania. Mile widziane będą przepisy na zdrowe dania, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.

Jeżeli zdecydujecie się dołączyć i pisać posty regularnie, lub nawet raz na jakiś czas, nie zapomnijcie przesłać ich do inicjatorki - Agi, na maila lub poprzez fb. Dokładne informacje znajdziecie - TU.


Ja zdecydowałam się dołączyć, ponieważ temat nie jest mi obcy. Będę się powtarzać pisząc, że są to dwie inicjatywy (#głodnizmian oraz #zdrowyczwartek), które w 100% warto popierać. Potrzeba jak najwięcej osób, a wszystko to, dla Naszego wspólnego dobra.
Nie dalej jak 2,5 roku temu przeprowadzałam badania na temat wpływu mediów na sposób odżywiania dzieci i młodzieży, ich wyniki były bezwzględne. Dlaczego o tym tu wspominam? Ponieważ są to tematy ściśle ze sobą powiązane. Rodzice coraz częściej dla świętego spokoju sadzają swoje dzieci przed telewizorami, komputerami itp. a z braku świadomości pozwalają dzieciom na szybkie przekąski, którym daleko do miana "zdrowych". Najczęściej są to chipsy, chrupki, cukierki, fast foody lub gotowe dania z torebek. To wszystko na nieszczęście tylko zwiększa odsetek dzieci otyłych w Polsce.
Uważam, że jeśli Ci Rodzice mieliby możliwość skorzystania z bezpłatnych porad dietetycznych już w czasie ciąży lub zaraz po porodzie zwiększyłoby to ich świadomość jak ważne jest wprowadzenie zdrowych nawyków żywieniowych od samego początku i jednocześnie jakie konsekwencje mogą się pojawiać jeśli tego nie zrobią.

Oczywiście nie od razu wszyscy nagle zrozumieją i przestawią się, ale jeśli 1 osoba na 5, nawet 1 osoba na 10 czy 15 zacznie powoli zmieniać swój sposób odżywiania i przede wszystkim dziecka, to ruszy się powoli lawina, która spowoduje, że z czasem takich osób będzie więcej i więcej.

Warto chyba to przemyśleć, prawda? :)

Poniżej przedstawię kilka pomysłów na zdrowe dania, zarówno dla rodziców jak i dla dzieci.


Śniadanie: Malinowo - pomarańczowe smoothie
 Na dwa/trzy koktajle potrzebujemy:
  • 250 g schłodzonych malin
  • 200 ml schłodzonego jogurtu naturalnego
  • ok. 300 ml soku pomarańczowego
  •  
 Maliny i jogurt blendujemy lub miksujemy, dopóki nie uzyskamy gładkiej konsystencji.
Dodajemy sok pomarańczowy, miksujemy chwilę, do połączenia wszystkich składników. Wlewamy do szklaneczek i gotowe :)


Obiad: Krem marchwiowy z nutą pomarańczy i imbiru

Na 4 porcje potrzeba:
  • 1 kg marchwii
  • 100 g masła
  • 1 pomarańcza
  • ok. 4 cm imbiru
  • 2l bulionu drobiowego
  • pół pęczka kolendry
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzu
  • szczypta kminku
  • 5 łyżek oliwy
  • 150 g śmietany 30% lub jogurtu
  • kilka kromek białego chleba

W garnku rozgrzewamy 2 łyżki oliwy (pozostała ilość będzie Nam potrzebna do zrobienia grzanek). Dodajemy 60 g masła. Marchew kroimy w talarki, imbir ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Wrzucamy do garnka na mały ogień. Dodajemy kminek. Skórkę z pomarańczy ścieramy, do garnka wlewamy sok. Mieszamy. Startą skórkę z pomarańczy jeszcze siekamy i także dodajemy do pozostałych składników w garnku. Zalewamy wszystko przygotowanym bulionem. Gotujemy około 15 minut, następnie blendujemy. Po zblendowaniu musimy doprowadzić krem do wrzenia, zaprawiamy solą, pierzem i jogurtem bądź śmietaną.

Do kremu można przygotować grzanki. Od chleba odrywamy skórki, a miąższ kroimy w kosteczkę.
Na patelni rozgrzewamy pozostawioną wcześniej oliwę i 40 g masła, po czym wrzucamy kostki chleba. Trzymamy na patelni dopóki się nie zarumienią i wrzucamy do zupy przed samym podaniem. Na koniec posypujemy kolendrą.


Kolacja: Kanapeczki z wędzoną makrelą

Potrzebujemy:
  • 2 wędzone makrele
  • 2 ugotowane jajka na twardo
  • 2 ogórki kiszone
  • 1 mała cebula czerwona
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzu
  • 1 łyżka majonezu
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego

Oddzielamy rybę od ości, wkładamy do miski. Dodajemy drobno pokrojonego w kostkę jajka i ogórki. Doprawiamy solą, pieprzem, oraz majonezem, musztardą i jogurtem. Wszystko dokładnie mieszamy i podajemy ze świeżym chlebkiem, może być razowy, z ziarnami itp...

Pamiętajmy o przekąskach między posiłkami i dbajmy o to, by były one nie tylko smaczne ale także zdrowe! :)

Wszystkim życzę smacznego :)
Kolejna porcja przepisów już w następny czwartek :)))
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger