Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.3  #zdrowyczwartek

Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.3 #zdrowyczwartek

Jak wiesz kolejny czwartek nadszedł, więc przygotowałam na dzisiaj kolejne 3 ćwiczenia, które możesz wykonać w domu, wspólnie z dzieckiem.

Ja na szczęście jeszcze czerpię przyjemność z tych ćwiczeń z Hanią, bo niunia jeszcze nie chodzi, nie raczkuje... Wiem, że potem może być bardzo ciężko.
Tak naprawdę najlepiej, a raczej najwygodniej ćwiczyć z dzieckiem właśnie od momentu kiedy mocno samodzielnie trzyma główkę, do momentu kiedy nie zaczyna eksplorować samodzielnie najbliższego otoczenia. Wtedy zamiast ćwiczeń nieustająco ganiasz za dzieckiem i sprawdzasz czy nie odkryło czegoś, co niekoniecznie się do zabawy nadaje :)

Ale póki mogę ćwiczyć to ćwiczę i dzielę się moimi ćwiczeniami z każdym z Was :)
A nawet chciałam się pochwalić, że ćwiczenia przynoszą efekty, bo dzisiaj jak stanęłam na wagę, miło się zaskoczyłam... Takie dni nie zdarzają się codziennie, więc tym bardziej dobry humor na cały dzień gwarantowany!

Ćwiczenia:

1. DESKA















2. WYMACHY NOGĄ (w leżeniu bokiem)















3. KOŁYSKA




 






























Ćwiczenia mają na celu wzmocnienie różnych partii mięśni:
- grzbietowe
- mięśnie brzucha
- mięśnie czworogłowe i dwugłowe ud
- mięśnie pośladków


Ja proponuję zrobienie 3 serii po 8 powtórzeń na początek, ale jeżeli nie czujesz się na siłach, rób wszystko we własnym tempie!
Robiąc ćwiczenie 1-wsze DESKA oraz 3-cie KOŁYSKA staraj się zrobić 3 serie np po 15 sekund. Jeżeli masz siłę wydłuż serie o kilka sekund, jeżeli to dla Ciebie za dużo to na początek nawet 8 czy 10 sekund jest ok. Ważne, żeby stopniowo czas wydłużać :)
Przy ćwiczeniu 2-gim WYMACHY NOGĄ, możemy się całkiem położyć i jedynie podeprzeć na łokciu, ale mój sposób jest równie dobry :)

Na koniec kilka rad:
1. Zanim zaczniesz ćwiczyć nakarm maluszka, z tym, że po karmieniu odczekaj kilkanaście minut, żeby w małym brzuszku nie było rewolucji :)
2. Ubieraj maluszka w wygodne ciuszki, najlepiej nie za grubo, żeby się nie zgrzał.
3. Ćwicz sobie tak długo na ile masz ochotę, ile wytrzyma maleństwo, i we własnym tempie.
4. Jeżeli boisz się wykonać jakieś ćwiczenie, po prostu go nie rób, nic na siłę.
5. Pamiętaj o prostej sylwetce (plecy!) podczas wykonywania ćwiczeń i o oddychaniu - wdychamy powietrze nosem a wydychamy ustami :)
6. Baw się ćwicząc, to nadal czas spędzany wspólnie z dzieckiem a jednocześnie sprzyjający w walce o ładniejszą sylwetkę. Same plusy :) 

P.S. Staram się każde ćwiczenie przedstawić jak najdokładniej, zgodnie z wiedzą jaką posiadam i doświadczeniem.
Jeżeli masz jakieś uwagi chętnie wysłucham :)
Ciiiii...matka się relaksuje!

Ciiiii...matka się relaksuje!

Codziennie mieć dwie godziny dla siebie. Rano wstać, leniwie się przeciągnąć, spokojnym krokiem ruszyć do kuchni żeby zrobić sobie smaczne, pożywne śniadanko, potem usiąść wygodnie i rozkoszować się ciepłą herbatką i jeszcze pięknie świecącym jesiennym słoneczkiem...

Tak mi się marzy od kilkunastu tygodni....i póki co zostanie w strefie marzeń, bo Hania skutecznie przejęła kontrolę nad Naszą organizacją dnia :)

Ale nawet podczas napiętego grafiku udaje mi się wygospodarować choć chwilkę dla siebie.
Szkoda tylko, że zazwyczaj są to godziny późno nocne, no ale pozostaje albo zdziadzieć albo się przyzwyczaić i pocierpieć by być piękną! :))

Wszędzie dookoła gasną światła, Hania cichutko sobie śpi w swoim łóżeczku, w tle słychać regularne chrapanie mojego męża, a ja w końcu mam czas dla siebie. Wtedy wiem, że nikt nie będzie się domagał ode mnie jedzenia, uwagi, całkowitego skupienia...mam czas, na choć kilka chwil relaksu.

Od jakiegoś czasu w tych momentach tylko dla mnie towarzyszą mi mali "pomocnicy", dzięki którym pomimo notorycznie nieprzespanych nocy i zmęczenia mogę wyglądać jak człowiek. A przynajmniej moja cera!

Miałam okazję przetestować kilka produktów marki Bielenda i nie ukrywam, że bardzo jestem zadowolona.
Mam skórę dość wymagającą, szczególnie od czasu ciąży, o typie mieszanym, naczynkowym.
I choć ciężko stwierdzić szczegółowo jak działają dane kosmetyki na cerę, to już po kilkunastu dniach stosowania widzę małą poprawę. Nie zamierzam przestać stosować, i już wiem, że jak tylko pudełeczka będą powoli świecić pustkami, na pewno wybiorę się do sklepu uzupełnić półeczkę z kosmetykami :)
Gorąco polecam. W ofercie znajdują się produkty również dla innych typów skór, warto się dokładnie przyjrzeć. Każda znajdzie coś dla siebie :)

Przedstawiam Wam moją małą serię "pomocników" od Bielendy:


1. Ultraodżywcze masło do ciała z 3-ema drogocennymi olejkami: arganowy, abisyński, perilla.
2. Matujący krem ultra nawilżający "Młodzieńczy Blask" do stosowania na dzień i na noc.

3. Uszlachetniony olejek arganowy z kwasem hialuronowym do stosowania na noc.





 
Długa gorąca kąpiel, kilka zapalonych pachnących świec i błoga cisza......kocham te chwile!
Najbardziej lubię później to uczucie, kiedy kładę się do łóżka. Pomimo tego, że mam świadomość, że za 3 godziny Hanka wstanie na nocne karmienie, to czuję się błogo i wspaniale..
Szkoda, co prawda, że to uczucie znika o 6 nad ranem, kiedy trzeba wstać i mieć siłę i energię, by przeżyć cały dzień, ale cóż na to poradzić :)

A jaki jest Twój sposób na relaks?
Czy udaje się komuś znaleźć chwilę dla siebie wcześniej niż o 23 czy tylko ja tam mam? :)



The Milky Way - mleczna droga....

The Milky Way - mleczna droga....

Nie będzie ani o kosmosie, ani o batonikach:) - wiem, to pierwsze skojarzenia jakie nasuwają się po usłyszeniu takiego hasła :)

The Milky Way - projekt fotograficzny.

Co roku w pierwszy tydzień sierpnia obchodzimy Międzynarodowy Tydzień Karmienia Piersią.
Organizatorki postanowiły wcielić w życie projekt fotograficzny pod nazwą: The Milky Way, by promować karmienie piersią i jednocześnie ukazać relacje między mamą a dzieckiem, rodzącą się bliskość, uczucie i więź.
Czasem ta droga nie jest tak piękna i przyjemna, jak by się mogło wydawać. Początki bywają trudne, zdarzają niedogodności, trudności i masa wyrzeczeń. Ale nagrodą są te wspaniałe, piękne ufające oczy wpatrzone w Ciebie podczas karmienia. To uczucie, że jesteś dla kogoś niezbędna i potrzebna.

O akcji więcej informacji znajdziecie TUTAJ

Moja droga na samym początku była dość ciężka i bolesna. Pomimo cc pokarm miałam od razu, Hania też bez żadnych problemów od pierwszego karmienia ładnie jadła. Ale nie zawsze było lekko i przyjemnie. Zdarzały się gorsze chwile, bolesności, zwątpienie. Jednak zagryzałam zęby, bo wiedziałam, że chcę karmić piersią. Wiedziałam, że może być różnie. Oczywiście gdyby się okazało, że nie mogłabym karmić, nie czułabym się przez to gorszą matką. To nie sposób karmienia świadczy o tym, czy jestem mamą idealną czy nie.
Na szczęście mój plan się powiódł, karmię małą do dziś. I za każdym razem kiedy przystawiam ją do piersi, czuję się wspaniale. To trochę jak mała terapia. Wiele razy mam chwile zwątpienia, czy przestaje w siebie wierzyć, ale za każdym razem gdy karmię Hanię, widzę jak domaga się mleka (karmienie jej przez butelkę to istne katorgi), to czuję, że jestem jej niezbędna, że jestem ważna, że przede wszystkim potrzebna... Wspaniałe uczucie :)

Sesja zdjęciowa.

Do projektu zgłaszali się chętni fotografowie do wykonania sesji zdjęciowych dla mam i maluszków.
Odkąd dowiedziałam się o projekcie, od początku wiedziałam, że chciałabym wziąć udział. Żaden z fotografów z mojego miasta co prawda się nie przyłączył do akcji, ale znalazłam wyjście z sytuacji. A raczej chętna Pani Fotograf, która zaoferowała, że jeżeli zorganizuję akcję u siebie w mieście i znajdą się chętne, ona do Nas przyjedzie :) Monika, dziewczyna z ogromnym zapałem, pomysłami i masą energii. Widać, że fotografowanie sprawia jej ogromną przyjemność, to jej pasja.
Wspaniała dziewczyna, która kocha to co robi! Dla osób mieszkających miedzy Łodzią a Warszawą zdecydowanie polecam! :)

Zatem się stało, chętnych było kilka, i mimo chłodnej październikowej soboty udało nam się zebrać i pstryknąć parę zdjęć :)

Uważam, że akcja jest warta promocji, a pamiątka w postaci zdjęć wspaniała :)

Oto kilka z nich :)





Jak być blogerem profesjonalnym?

Jak być blogerem profesjonalnym?

W końcu w tym całym zabieganym tygodniu znalazłam trochę czasu, by usiąść w spokoju i napisać ten post.

Mam wrażenie, że moja doba nie trwa 24 godziny a jakieś 12... Co budzę się to zaraz godzina 12, potem nagle 16 i zanim się obejrzę to już kładę Hanię spać, wybija godzina 23 i nagle się okazuje, że połowa zaplanowanych przeze mnie rzeczy nie ma najmniejszych szans na realizację...
Chyba powinnam przestać spać, może wtedy byłaby szansa? :)

Ale nie o tym miało być :)
Jak być blogerem profesjonalnym?

Fajnie by było, jak by na to była jedna gotowa recepta, ale niestety :)


Sama chcąc poznać odpowiedź na to pytanie, wybrałam się na warsztaty pod hasłem Blog Update Bloger Profesjonalny i powiem szczerze, że było warto!

Blogowanie to ten mój mały własny kawałek świata, który sprawia mi ogromną satysfakcję, czuję, że robię coś, co kocham! Choć nie zawsze jest czas, nie zawsze są same życzliwe komentarze czy udane posty i artykuły to wiem jedno: Chcę być coraz lepsza, chcę poznać więcej ludzi tak zbzikowanych jak ja i wiedzieć, że to co robię, to jednak ma sens :)

W programie warsztatów przewidziane były pogadanki na temat:

Blog profesjonalny - czyli jaki? Prowadzący Bartosz Idzikowski
Narzędzia blogera. Mariusz Kędziora
Profesjonalne blogowanie na platformie. Agnieszka Durska, Dawid Szkiełak
O poczuciu niedoskonałości. Prowadził Artur Jabłoński i muszę to napisać, najlepsza prezentacja tego dnia! Zawsze pozostanie mi w pamięci Mały Azjata!
- Pamiętaj, że nie ważne co byś właśnie robił, nie ważne jak byś się ogromnie starał, zawsze znajdzie się gdzieś na świecie jakiś Mały Azjata, który i tak będzie robił to lepiej...
Chyba będę powtarzać sobie to w chwilach zwątpienia :)

Dodatkowo udało mi się brać udział w warsztatach o tym jak:
- dzielić się wiedzą
- pisać prościej
- opowiadać, czyli storytelling

 Jedynym minusem był czas! Szkoda, że było go tak mało, bo chętnie wybrałabym się na większą ilość warsztatów :)
Za to bez wątpienia tego typu wydarzenia bardzo polecam. Można dowiedzieć się masy ciekawych i przydatnych rzeczy, jednych aż nazbyt oczywistych innych zaskakujących, ale bez wątpienia mocno przydatnych w pracy blogera.

Ja zamierzam niektóre rzeczy jak najszybciej wcielić w życie oraz wygląd bloga :)
Z innymi muszę przespać się dłużej i trochę pomyśleć.. :)

Z tego co wiem w przyszły  roku planowana jest kolejna edycja, więc kto nie zdążył się zapisać lub nie wiedział o tej, która się już odbyła niech na bieżąco śledzi blox na Facebook'u i odlicza dni do kolejnego spotkania :)

Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.2   #zdrowyczwartek

Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.2 #zdrowyczwartek

Kolejny czwartek prawie na Nami - ja jako uczestniczka projektu "Głodni zmian" oraz "Zdrowy czwartek" sumiennie i z przyjemnością obowiązki wypełniam...
Ale brakuje mi jeszcze Ciebie, Ciebie i Ciebie! :) Nie zastanawiaj się, podpisz petycję i trzymaj kciuki, by cała inicjatywa zakończyła się sukcesem.
To dla dobra każdego rodzica. Jeżeli Ty masz już dziecko lub dzieci starsze niż 3 lata i myślisz sobie, że Ciebie to nie dotyczy, to pomyśl o tych rodzicach, którzy internetów nie mają i o akcji nie słyszeli, Twój głos ma ogromne znaczenie!

To trochę tak jak z wyborami, każdy sobie myśli, że jego jeden głos i tak nic nie zmieni - a pomyśli o tym samym kilka tysięcy osób i zostaje w domu...
Dlatego naprawdę uwierz mi Twój głos ma kolosalne znaczenie. Głosik za głosikiem, podpis za podpisem i będzie Nas w końcu te 10 000...

To co, pomożesz? :)

Tymczasem, pozostając w temacie czwartkowej inicjatywy, częstuję Ciebie dzisiaj porcją ćwiczeń, które możesz wykonywać w domu wspólnie z dzieckiem.
Ostatnia porcja ćwiczeń dostępna - TU.
Ćwiczenia to nie tylko jeden ze sposobów na powrót do formy po porodzie czy osiągnięcie szczupłej sylwetki. To także rewelacyjny czas na aktywne spędzenie czasu z własnym dzieckiem.
Niby dziecko rusza się mało, ale moja Hanka za każdym razem po takiej porcji ćwiczeń zapada w długą drzemkę, co nie ukrywam mnie cieszy :)

Kolejne 3 ćwiczenia, które dzisiaj przedstawiam:

Ćwiczenie 1. WYMACHY NOGĄ















Ćwiczenie 2. BRZUSZKI














 Ćwiczenie 3. KRZESEŁKO














 










 Ćwiczenia mają na celu wzmocnienie różnych partii mięśni:
- grzbietowe
- mięśnie brzucha
- mięśnie czworogłowe i dwugłowe ud
- mięśnie pośladków


Ja proponuje zrobienie 3 serii po 8 powtórzeń na początek, ale jeżeli nie czujemy się na siłach, robimy wszystko we własnym tempie!
Robiąc ćwiczenie 1-wsze - WYMACHY, możemy sobie utrudnić i wymachując nogę jednocześnie unosimy do przodu rękę (przeciwną do nogi). Lewa noga - prawa ręka i na odwrót.
W ćwiczeniu o nazwie KRZESEŁKO postaraj się zrobić 3 serie po 10 sekund na początek. Jeśli to dla Ciebie za dużo, nie przejmuj się, może to być i 5 sekund. Po kilku dniach stopniowo czas wydłużaj :)


Na koniec kilka rad:

1. Zanim zaczniemy ćwiczyć karmimy maluszka, z tym, że po karmieniu odczekujemy kilkanaście minut, żeby w małym brzuszku nie było rewolucji :)
2. Ubieramy maluszka w wygodne ciuszki, najlepiej nie za grubo, żeby się nie zgrzał.
3. Ćwiczymy sobie tak długo ile mamy ochotę, ile wytrzyma maleństwo, i we własnym tempie.
4. Jeżeli boimy się wykonać jakieś ćwiczenie, po prostu go nie wykonujmy, nic na siłę.
5. Pamiętamy o prostej sylwetce podczas wykonywania ćwiczeń i o oddychaniu - wdychamy powietrze nosem a wydychamy ustami :)
6. Bawmy się ćwicząc, to nadal czas spędzany wspólnie z dzieckiem a jednocześnie sprzyjający w walce o ładniejszą sylwetkę. Same plusy :)

Dlaczego chodzikom mówię stanowcze NIE! #TOP 8!

Temat w dzisiejszych czasach równie kontrowersyjny, co używanie smoczków dziecięcych.

Dawniej, niemal w każdym domu, w którym pojawiały się dzieci, pojawiał się i chodzik. Nieodłączny element wyposażenia domowego, skutecznie ułatwiający opiekę i dający chwilę wytchnienia zmęczonym rodzicom.

A jak jest dzisiaj?
Obecnie zdanie na temat używania chodzików jest nie najlepsze. Lekarze, fizjoterapeuci i specjaliści coraz śmielej twierdzą, że chodziki wyrządzają dzieciom więcej szkody, niż pożytku.

Ja nie ukrywam, że jestem przeciwniczką używania chodzików. Za pieniądze, które miałabym przeznaczyć, na to wolałabym kupić jakąś kolejną zabawkę lub nawet ciuch.
Swoje zdanie na ten temat wyrobiłam sobie zarówno rozmawiając z kilkoma lekarzami, jak i czytając na ten temat niemało artykułów czy książek, oczywiście były to sprawdzone źródła, a nie pierwsze lepsze strony i fora.

Oto, co znalazłam:
1. Zakłócone zostają płynne procesy rozwojowe.
2. Pozycja jaką dziecko zajmuje w chodziku, jest bardzo nienaturalna - dziecko tak naprawdę ani nie siedzi, ani nie chodzi.
3. Dziecko uczy się nieprawidłowej oceny odległości.
4.  Dziecko ma zaburzoną umiejętność osiągania równowagi.
5. Dziecku brak niezbędnych doświadczeń związanych z przenoszeniem ciężaru ciała z jednej stopy na drugą.
6. Dziecko, które korzysta z chodzika może spowalniać proces prawidłowego wydłużania określonych grup mięśniowych utrzymujących miednicę w prawidłowym ustawieniu.
7. Praca stóp w chodziku jest nieprawidłowa, ponieważ dziecko odbija się palcami.
8. Używanie chodzika może powodować wady stóp oraz wady postawy.

Rozwój każdego dziecka przebiega indywidualnie, nie można zmuszać dziecka do samodzielnego siedzenia czy chodzenia przedwcześnie. Na każde dziecko przychodzi jego czas i właściwy moment.
Dziecku potrzebne jest wspinanie się po meblach, upadanie i docieranie tam, gdzie sobie zaplanuje samodzielnie.

Wielu lekarzy twierdzi, a na pewno kilku z mojego otoczenia, że po przeprowadzeniu różnych badań, okazuje się, że ludzie, którzy jako dzieci używali chodzików, mają w dorosłym życiu wykryte wady kręgosłupa, wady w ułożeniu miednicy lub wady stóp.

Ja nie oceniam ludzi, niektórzy używają chodzików i nie widzą w tym nic złego. Każdy wychowuje dziecko wedle swoich zasad i wyobrażeń i każdy chce jak najlepiej. Ja nie zmuszam nikogo do zmiany poglądów, a jedynie przedstawiam swoje zdanie i fakty jakie za nim stoją.

Ciekawą alternatywą jest korzystanie ze skoczków i pchaczy. Też warto zachować tu umiar, i to podobno nie powoduje tak poważnych konsekwencji jak długotrwałe używanie chodzików.
Na rynku można znaleźć wiele różności i zapoznać się co każda z propozycji oferuje.
Ja z chodzika korzystać nie zamierzam, ale pchaczom i skoczkom jeszcze nie mówię nie! :)

________________________
Ten oraz wiele innych ciekawych artykułów znajdziesz na http://www.familie.pl/

Dlaczego zajadamy stres? #zdrowy czwartek



Niektórzy ludzie pod wpływem stresu nie mogą patrzeć na jedzenie, mija godzina, dwie,trzy, a oni nic. Nie zjedzą ani odrobiny, czasem nawet nie mogą się niczego napić. Pod wpływem stresu żołądek podchodzi im do gardła i nic na to nie mogą poradzić, trzeba przeczekać.

Znajdują się oni niewątpliwie w lepszej sytuacji, niż Ci, którzy pod wpływem stresu zaczynają jeść. Jedzą cokolwiek się pod rękę nawinie. A zwykle oczywiście pod ręką nie ma nic oprócz cukiereczków, batoników, chipsów, czekolady itp.... Jeszcze o ile niektórym ludziom takie stresujące sytuacje przytrafiają się raz na pół roku czy jeszcze rzadziej to nie taki wielki problem, jak tym, u których te sytuacje występują co najmniej raz w tygodniu, a nawet i częściej.

Zazwyczaj kończy się to sporą ilością zjadanych słodyczy i picia wyskokowych napojów tudzież gazowanych. Nic dobrego to nie przynosi, w sumie to nawet Nasze samopoczucie się niewiele zmienia, bo o ile chwilowo się uspokoimy lub znajdziemy rozwiązanie problemu, to za chwilę zdajemy sobie sprawę jakie ilości "śmieci" pochłonęliśmy i znowu humor osiąga poziom
"0"....

Ja kiedyś doświadczałam takiej sytuacji bardzo często. Po kłótni z mężem, po złym dniu w pracy, po nieudanym osiągnięciu celu....przychodziłam do domu i jadłam. Skończyło się to sporą nadwagą, ale o tym już pisałam wcześniej - TU.
Zastanawiałam się wiele razy czemu to tak działa i dlaczego tak się dzieje.
Trafiłam na świetną wg mnie wypowiedź dr n. hum. Olafa Truszczyńskiego - specjalistę psychologii klinicznej. Oto i ona:
"W dzieciństwie wszyscy uczymy się, że poczucie bezpieczeństwa wiąże się z matką i karmieniem piersią. To skojarzenie jest zupełnie normalne, ale w życiu człowieka dorosłego może, niestety, przybrać formę wyolbrzymioną i szkodliwą. Kiedy to ma miejsce? W sytuacji, gdy np. nauczymy się reagować na nasze potrzeby emocjonalne poprzez wypełnienie pokarmem żołądka i związane z tym faktem poczucie ulgi i przyjemności. Jest to zaspokojenie co najmniej dwóch podstawowych potrzeb człowieka – głodu i bezpieczeństwa.

Ponieważ wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy ze związku pomiędzy sytością a poczuciem bezpieczeństwa w sytuacji oddziaływania na nich stresu, nie są także w stanie przerwać tej relacji, którą można nazwać „emocjonalnym jedzeniem”. Zostało naukowo udowodnione, że objadanie się może być sposobem na redukowanie niepokoju i frustracji. Jest też oczywiste, że wielu ludzi reaguje nadmiernym jedzeniem w sytuacji, gdy oddziałujący czynnik stresowy ma charakter niejasny i wywołuje dojmujące uczucie lęku. Ludzie otyli „używają” jedzenia jako sposobu na odzyskanie samokontroli nad własnym poziomem emocji. Można to określić jako zastępczą formę radzenia sobie ze stresem, której ubocznym skutkiem jest zwiększanie się wagi ciała.

W takim przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem błędnego koła, gdzie stres prowadzi do nadmiernego jedzenia, a nadmierne jedzenie do otyłości, obniżenia samooceny i poczucia niemożności wyjścia z sytuacji. Jeśli więc rzeczywistym powodem nadmiernego objadania się jest stres, jedynym sposobem walki z nadwagą jest identyfikacja rzeczywistych źródeł stresu, przywrócenie prawidłowych godzin snu, które zwykle są zaburzone, oraz narzucenie właściwego i powtarzalnego rytmu jedzenia (śniadanie – obiad – kolacja).

Jednak otyłości nie wolno sprowadzać wyłącznie do problemów o charakterze psychologicznym. Może się zdarzyć, że człowiek w pełni usatysfakcjonowany swoim życiem ma olbrzymi i niepohamowany apetyt. To jednak mniejszość. Większość to ludzie, którzy próbują wypełnić nudę, czasem samotność, smutek czy złość uczuciem sytości i odprężenia pojawiającym się w trakcie jedzenia. Z otyłością, niestety, związane jest także spowolnienie ruchowe, brak dyscypliny wewnętrznej i objadanie się w przeróżnych porach dnia. Towarzyszy temu wstyd, poczucie winy, a nawet chęć całkowitego wycofania się z życia towarzyskiego.

Obserwacja naukowa pokazuje, że istnieje konflikt między tendencją do konsumpcji wysokokalorycznych pokarmów w celu szybkiego osiągnięcia uczucia przyjemności a długoterminowymi, negatywnymi dla zdrowia skutkami objadania się. Stres nie może być rozładowywany poprzez jedzenie! Gdy tak się dzieje, staje się czynnikiem sprzyjającym otyłości. Dlatego walcząc z otyłością, trzeba redukować stres.

Jakie techniki mogą w takiej sytuacji być szczególnie przydatne? To m.in. zmiana tempa jedzenia (im wolniej, tym lepiej), ustalenie źródeł napięcia i praca nad ich eliminacją, stosowanie technik relaksacyjnych i unikanie automatycznego reagowania jedzeniem w sytuacji stresu. Gdy poczujemy potrzebę sięgnięcia po coś do zjedzenia, trzeba się chwilę zastanowić, co jest tego przyczyną: zdenerwowanie czy prawdziwy głód. Taka wewnętrzna rozmowa ze sobą pomoże lepiej kontrolować apetyt."

Ja uważam, że mądre rzeczy On pisze. Przyznam szczerze, że jak patrzę z perspektywy czasu, te moje napady stresowe to czasem powodowały, że zachowywałam się jak jakiś wariat, albo narkoman na głodzie. Absolutnie nie porównuje się z tymi osobami, ale patrząc na mnie z boku, jeszcze ktoś mógł tak pomyśleć. Latałam po domu i trzęsłam się w poszukiwaniu czegoś słodkiego i tylko to mogło mi poprawić humor.
Nie miło wspominam ten czas. Ale poradziłam sobie z tym, teraz owszem zdarza się mi wielki apetyt, który chciałabym jak najszybciej zaspokoić, ale zdecydowanie tak drastycznie już to nie wygląda. Nauczyłam się również uspokoić się na chwilę, gdy się stresuje i nawet na siłę zjeść jakąś kanapkę, kawałek wędliny, jabłko czy banana, czasem jest to jedzenie na siłę, ale jednak przynosi więcej pożytku niż strat :)

A Wy też tak macie? Zajadacie stres? Jakie są Wasze sposoby na unikanie i radzenie sobie ze stresem??? :)
Taka Kobieta!

Taka Kobieta!

Jest taka jedna kobieta. Ta, od której zawsze bije ciepło, która mimo złości na Ciebie nigdy się nie odwraca, która wie, co zrobić gdy czujesz się gorzej, masz doła lub po prostu nie chce Ci się nic.
To ona zawsze bez względu na lepszy czy gorszy dzień ma siłę na wszystko, w domu posprzątane, świeże kwiaty na stole, a na kuchence pyrkocze świeżo ugotowana zupa.
To kobieta, z którą zawsze możesz pogadać, zapytać o radę lub po prostu się pośmiać wspominając stare czasy. A, gdy nadchodzą momenty, w których to ona zwierza się Tobie i mówi o swoich marzeniach, z całą pewnością możesz czuć się wyróżniona!

W wielu przypadkach tą kobietą, jest dla innych po prostu Mama. W moim życiu nie przewidziano dobrej, ciepłej i kochającej mamy, musiałam się z tym pogodzić. Ale, dano mi Babcię! Ona nadrabia z całą pewnością za ten brak.

Jestem teraz już dorosła, sama jestem matką i tym bardziej nie mogę wyjść z podziwu, jaką ta kobieta ma siłę. Zawsze podziwiałam ją za to, że ma morze cierpliwości do wszystkich (choć czasem zdarzały Nam się malutkie sprzeczki:)), podziwiałam ją zawsze za to, że mimo swoich chorób, w domu bez względu na jej samopoczucie czy porę roku jest sterylny porządek (wiem przynajmniej po kim taka ze mnie pedantka!), podziwiam też to, że mimo, że pieniędzy nigdy nie było wystarczająco, to Ona i tak wszystko co niezbędne kupiła a i nie raz dała trochę grosza, co by mieć na wyjście ze znajomymi czy kupić sobie jakiś drobiazg. Podziwiam całe życie, że obojętnie co by się nie działo, lodówka zawsze pełna...a nawet jeżeli przyjdą nagle niezapowiedziani goście, to obiad znajdzie się dla każdego, bez wyjątku! Wiele razy sama pamiętam, jak byłam małą dziewczynką i zapraszałam pół podwórka na obiad do babci, chętni byli prawie zawsze, a ona nigdy na mnie nie nakrzyczała, nie była zła, ale wyjmowała talerze z szafki i każdy dostawał pyszne obiadki. Zresztą kilka moich koleżanek do tej pory mówi o niej jak o swojej babci! :)
Jak Ona to robiła? Nie mam pojęcia do tej pory :)

Patrząc na tą Kobietę, od lat sobie myślałam, że chciałabym być dla swojego dziecka tak cierpliwa, mieć w sobie tyle ciepła i dobroci... Umieć znaleźć wyjście z różnych sytuacji...

Teraz mam swoje dziecko i swoją rodzinę i mimo, że "siedzę w domu", to wielokrotnie łapię się na tym, że nie wyrabiam się z czasem i nie ogarniam czasem nawet połowy zaplanowanych obowiązków. Zdecydowanie łatwiej by było, gdyby nie było Internetu pod ręką :) Może to jest przyczyna :)?
Ale tak na serio, mimo, że staram się to faktycznie czasem jestem daleko w lesie ze wszystkim co miałam zrobić. Ja mam dziecko jedno, a moja babcia i przy bliźniaczkach dawała radę O_o :)

Taka babcia, czy prababcia to skarb. Pomimo braku sił rzuci wszystko byle tylko móc pomóc. Pomimo braku pieniędzy podaruje zwykłe drobiazgi, które zostaną w pamięci na zawsze. Jej wielkie serce i ciepło znajdzie rozwiązanie w trudnych chwilach, a zwykła naturalna skromność i umiejętność docenienia powoduje, że chce się cały czas przebywać w jej obecności.

Każdy ma chyba taką wspaniała i niezastąpioną Kobietę w swoim otoczeniu, czasem jest to mama, czasem babcia, starsza siostra, ciocia czy sąsiadka. To nie jest ważne! Ważne jest to, żebyśmy te Kobiety doceniali, choć w małym stopniu. Pomyślmy o nich w ciągu dnia, zróbmy im od czasu do czasu małą przyjemność. Od Nas nie będzie to wymagało wielkich nakładów, ale dla tych Kobiet będzie miało to kolosalne znaczenie. Znajdźmy godzinkę na wypicie wspólnej herbatki, zaprośmy na obiad, kupmy bukiet świeżych zwykłych kwiatków, pójdźmy na krótki spacer lub kupmy jakiś drobiazg. Wystarczy niewiele!

One doceniają Nas całe życie, więc my też je doceńmy :)



Czego unikać w ciąży? #Top 8!!!

Czego unikać w ciąży? #Top 8!!!

Miewasz zachcianki w ciąży? Czy wiesz czego nie wolno wtedy jeść?

 (źródło: pixababy.com)

Ciąża to czas kiedy przede wszystkim buzują w Nas hormony, pojawiają się różne, czasem naprawdę bardzo dziwne zachcianki. To czas, gdy wstajemy w środku nocy z niepohamowaną ochotą na cały słoik ogórków kiszonych, po to, by od samego rana walczyć z okropnymi mdłościami. Tak bywa, swoją drogą zazdroszczę tym kobietom , które mdłości nie miały w ciąży, ja miałam przez ponad połowę i dziękuję bardzo :)

Czego nie wolno jeść w ciąży?
Jedna z podstawowych i fundamentalnych zasad brzmi:
W ciąży jedz dla dwojga, a nie za dwoje!
Czyli najważniejsza jest przede wszystkim jakość spożywanych produktów, a nie ich ilość. Generalnie jeśli chodzi o ilość, jakoś drastycznie się ona nie zmienia.
Zgodnie z tym, co twierdzą dietetycy, zapotrzebowanie kaloryczne dla kobiet w ciąży wynosi:
I trymestr - bez zmian
II trymestr - do 360 kcal więcej
III trymestr - do 475 kcal więcej

Zatem z tą ilością nie ma co przesadzać, choć wiem, że pokusa jest czasem ogromna :)
Rozmawiając z lekarzami, dietetykiem, czy czytając wszelkie pozycje książkowe tudzież artykuły można natknąć się na stale powtarzający się spis produktów zakazanych kobietom będącym w ciąży.

A są to:

1. Surowe mięso i ryby.
    Mogą one być źródłem salmonelli, gronkowca, listeriozy lub toksoplazmozy.
2. Sery pleśniowe i brie.
    Mogą być źródłem listeriozy.
3. Alkohol i papierosy.
    Tu chyba nie trzeba się rozpisywać o ich szkodliwości.
4. Sól.
    Jej nadmiar powoduje zatrzymywanie wody w organizmie, prowadzi do obrzęków i nadciśnienia     tętniczego.
5. Zioła niewiadomego pochodzenia.
    Szczególnie niebezpieczne są: żeń-szeń, tymianek, chmiel, cząber i rozmaryn. Działają one     szkodliwie na płód. Niektóre powodują również przekrwienie narządów w obrębie miednicy,     zwłaszcza sok z aloesu i kruszyna.
6. Ciastka, lody, chipsy, czekolady.
    Czasem niestety pokusa jest ogromna, ale są to niestety same puste kalorie. Zbyt duża ich ilość     może spowodować groźną dla mamy i dla maleństwa, cukrzycę ciążową. 
7. Zbyt mocna kawa i herbata.
    Przede wszystkim powodują one wysokie skoki ciśnienia, a z tym nie ma żartów, poza tym     wypłukują one z naszego organizmu bardzo cenny pierwiastek jakim jest wapń.
8. Fast-foody, zupy w proszku, napoje gazowane, konserwy mięsne.
    Nie są to produkty wnoszące do naszego organizmu jakiekolwiek cenne i potrzebne składniki.

Oprócz przestrzegania zasad powyższej listy bardzo ważne jest zwracania wagi na dostarczanie do organizmu w tym czasie odpowiednich witamin i minerałów. Trzeba tu zachować ogromny umiar i rozsądek. W czasie ciąży zapotrzebowanie na niektóre witaminy drastycznie rośnie. Jednak żadnych witamin nie powinniśmy przyjmować sami, a jedynie po konsultacji z lekarzem. Niedobór witamin dla płodu, jest tak samo niebezpieczny jak ich nadmiar, może powodować hiperwitaminozę.

Tak naprawdę najważniejsze jest, aby wszystkie, nawet najmniejsze wątpliwości, wyjaśniać z lekarzem i jeść z myślą o naszym jeszcze nienarodzonym dziecku. Dieta musi być zrównoważona i urozmaicona, a przyszła mamusia nie powinna się zbytnio przejadać. Wszystko, po co sięgamy, powinno być przede wszystkim dyktowane zdrowiem naszego dziecka. Nam się nic nie stanie jeśli zrezygnujemy z czegoś, na co mamy ogromną ochotę, ale dla naszego dziecka może się to wiązać z ogromnymi konsekwencjami.

Zresztą jest jeszcze jeden plus - im zdrowiej będziemy się odżywiać w czasie ciąży, tym mniej nam się będzie odkładało dodatkowych kilogramów w boczkach. (owszem nie zawsze się to niestety sprawdza, dużo do powiedzenia mają też nasze geny:/). Będzie Nam potem dużo łatwiej wrócić do szczupłej sylwetki po porodzie, a przecież większość kobiet marzy o jak najszybszych efektach :)


___________________
Ten oraz wiele innych ciekawych artykułów znajdziecie na http://www.familie.pl/

Czy dzieciom potrzebna jest rutyna? #zdrowyczwartek

Czy dzieciom potrzebna jest rutyna? #zdrowyczwartek

Dziecko rodzi się z wrodzoną spontanicznością. Nie da się od razu kilka dni po porodzie zaprogramować go i karmić o określonych porach, kłaść spać codziennie, tak samo z dokładnością, co do minuty czy bawić się tylko przez godzinę dziennie... - czasem trochę szkoda, bo nigdy nie wiadomo z jakim humorem nasze dziecko wstanie i czy okaże się łaskawe, jeśli właśnie jesteśmy po nieprzespanej nocy. Bywa różnie :) Najczęściej jeden dzień staje się zupełnie nie podobny do drugiego... To ma też swoje uroki, ciągle poznajemy nasze dziecko, ich zachowania, nowe gesty....

Pierwsze tygodnie po porodzie, a czasem nawet i 2/3 miesiące, to totalny chaos. Doskwiera nam brak snu, jesteśmy obolałe po porodzie, każdy dzień przynosi nam nowe zmiany, pojawiają się nowe stresy, jakieś zmartwienia....nasze życie przybiera formę zupełnie inną od tego, z przed ciąży.

Potem zaczyna być powolutku coraz łatwiej. Przy odrobinie naszej silnej woli i cierpliwości, dziecko może wykazywać chęci do współpracy z nami :)
Dwie pierwsze rutynowe sytuacje, które można próbować stworzyć to karmienie o względnie przybliżonych do siebie porach i kładzenie dziecka na drzemki w ciągu dnia oraz na noc.
Oczywiście nie u wszystkich przebiega to bezproblemowo i łagodnie. Czasem trzeba się sporo namęczyć, a czasem dziecko i tak będzie funkcjonowało wyłącznie swoim trybem, bez względu na nasze starania. Nie ma reguły, niestety....

I tak, z każdym kolejnym mijanym tygodniem i miesiącem zbliżamy się do okresu, w którym poza mlekiem, dziecko zaczyna przyjmować również inne pokarmy. Są to między innymi: kleiki, kaszki, obiadki i deserki.
Bardzo ważne jest, żeby od samego początku starać się pokazać dziecku, że zjadanie pokarmów odbywa się na wzór pewnego schematu. Nie popełniajmy częstego błędu, jakim jest karmienie dziecka przez cały dzień i w dodatku w biegu czy podczas zabawy.


Najlepiej podzielić dziecku dzień na pewne etapy:
(to jest oczywiście przykładowy plan dnia, rozpisałam go, ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że się sprawdza naprawdę fajnie!).

1. Śniadanko
2. Zabawa
3. Drzemka
4. II Śniadanko
5. Zabawa
6. Obiadek
7. Drzemka
8. Deserek
9. Zabawa 
10. Przygotowanie do snu
11. Posiłek nocny
12. Sen

Na co, powinniśmy zwrócić uwagę?
1. Dziecko powinno w czasie posiłków siedzieć, (nie leżeć, nie biegać, nie chodzić).
2. Zaopatrzmy dziecko w jego własne naczynia: talerzyk, miseczka, sztućce.
3. Zachęcajmy dziecko, do tego by jak najwcześniej jadło samodzielnie.
4. Przestrzegajmy, choć w małym stopniu, stałych pór posiłków.
5. Nie zapominajmy o tym, że dzieci jedzą także oczami. Niech posiłki będą nie tylko zdrowe ale i kolorowe :)
6. Nie zmuszajmy dziecka do jedzenia, jednego dnia zje więcej, drugiego może nie mieć apetytu. Nam przecież także zdarzają się takie dni.
7. Jedzmy wspólnie z dzieckiem, to jest szansa na spędzenie wspólnie czasu, próbę rozmowy. Chwalmy za próby samodzielności.
8. Nie włączajmy telewizora, będzie to skutecznie rozpraszać dziecko. Choć znam przypadki, że tylko podczas oglądania bajek, dziecko zjadało posiłki...to starajmy się mimo wszystko nie uczyć dziecka spożywania posiłków w ten sposób.
9. Nie panikujmy jak dziecko i pół pokoju razem z nim będzie umorusane już po 5 minutach, to są uroki posiadania dziecka. Przecież da się to sprzątnąć później :) (O matko! I piszę to ja, wieczna pedantka :)))

Oczywiście innymi zasadami będzie się kierowała matka niejadka, matka dziecka z nadpobudliwością czy matka dziecka, które w nosie ma ustalanie wszelkich czynności rutynowych. I mimo, że podałam tu przykładowy schemat dnia, to nie bójcie się, nie zabraknie w waszym dniu spontaniczności - tego jestem pewna! Przy dzieciach to niemożliwe! :)))

Mam dla Was jeszcze propozycję deseru dla całej rodziny!

Szybki, pyszny i sprawdzony deser z owocami:

Potrzebujemy:
- owoce, np. banany, brzoskwinie z puszki (tak naprawdę zależy co kto lubi)
- jogurt naturalny
- płatki migdałowe
- biszkopty, ciastka lub ciasto

Bierzemy szklankę lub pucharek  warstwami: pokruszone biszkopty, owoce np. brzoskwinie, potem jogurt, kawałki banana, jogurt, pokruszone biszkopty, brzoskwinie, jogurt, banany, pokruszone biszkopty i na sam wierzch trochę płatków migdałowych. Ja jeszcze często dodaje rodzynki i płatki kukurydziane.
Uwielbiam :)

Kilka inspiracji na dziecięce posiłki:

 (mojegotowanie.pl)

 (przepis.eu)

 (polki.pl)

Zatrzymane w kadrze jesiennym... :)

Zatrzymane w kadrze jesiennym... :)

I taką jesień to ja lubię! :)
Gdy nie ma mowy o szarych, mokrych i nijakich dniach, to aż chce się żyć :)
Wiosna i lato mogłyby trwać dla mnie nieprzerwanie, ale jeśli jesień ma tak wyglądać jak w tych pierwszych dniach, to ja poproszę jak najwięcej :)

Piękne, słoneczne weekendy zdecydowanie nie zachęcają do siedzenia w domu, oj nie :)
Zresztą bez względu na pogodę, staramy się z Hanią wychodzić codziennie, choć na krótki spacer, zupełnie inne humory od razu :) Tym bardziej w takie ciepłe dni żal byłoby marnować czas na siedzenie w domowych pieleszach.

W zeszłym tygodniu spędzaliśmy czas na wsi, rodzinnie. Czas minął zdecydowanie zbyt szybko....byłoby idealnie gdyby taki weekend trwał co najmniej tydzień :)
Czasem żałuję, że tak rzadko jest szansa, by spędzić czas z całą rodziną. Wyjść na spacer, spotkać się wieczorem, pogadać, pośmiać się. Tak po prostu pobyć razem... 

W ten weekend z kolei wybraliśmy się sami na pół dnia na spacer leśnymi ścieżkami. I to był strzał w 10!
Pogoda przepiękna, ciepłe promienie słońca, błoga cisza...
Kocham takie momenty...
Kiedyś wybieraliśmy się na wszystkie spacery we dwoje, wystarczył niewielki plecak, coś do picia, do przegryzienia i mogliśmy wędrować cały dzień. By późnym wieczorem wrócić do domu, zrelaksować się przy lampce wina i dobrej komedii, a potem się wyspać po intensywnym dniu.

Teraz takie spacery wyglądają nieco inaczej.....
Przede wszystkim już we trójkę :)
A do tego z nami cały majdan Hani: chusteczki, pieluszki, kilka zabawek, kocyk, ubranko na zmianę w razie nagłych wypadków. No i długość takiego spaceru zdecydowanie uległa skróceniu. Trzeba wrócić do określonej pory żeby przygotować kąpiel, potem ubrać, poprzytulać, przeczytać bajkę na dobranoc i nakarmić.
A potem ogarnąć powstały nie wiadomo kiedy bałagan, by potem zorientować się, że w sumie to już po 23-ciej i wypadałoby powoli szykować się spać
A od 6 zaczynamy kolejny piękny dzień.....:)

I czasem tak mam, że brak mi sił na cokolwiek a oczy mi się zamykają na stojąco, to ponad wszystko takie chwile uwielbiam.
My troje - szczęśliwi, razem...
Przelotne momenty, uśmiechy i gesty zatrzymane w kadrze....
Rozmowy - takie szczere, zwyczajne, czasem poważne, czasem mniej, ważne że prowadzone powoli, nieśpiesznie..
Coś wspaniałego, dla tych chwil warto żyć i warto zatrzymywać je w pamięci.. :)))













Najważniejszy mebel w domu! #zdrowyczwartek

Najważniejszy mebel w domu! #zdrowyczwartek

Zaczął się nowy miesiąc, a wraz z nim kolejna porcja czwartkowych postów związanych z akcją #zdrowyczwartek i #glodnizmian :)
Tym, którzy wcześniej u mnie nie byli i o akcji nie słyszeli wysyłam do postów, w którym temat wyjaśniłam -  Zdrowy czwartek i Głodni zmian
Więc, jeśli zależy Wam na wprowadzeniu słusznych zmian, by dzieci uczyły się od swoich rodziców zdrowych nawyków żywieniowych i zdrowo rosły - nie zastanawiajcie się i lećcie na stronę http://glodnizmian.pl/ i podpisujcie petycję! :)

A co w temacie dzisiejszego posta i tym najważniejszym meblem w domu?

Nie, zupełnie nie chodzi mi tutaj o łóżko :) Owszem przyjemnie się siedzi, leży i odpoczywa na wygodnym i porządnym łóżku, ale mi chodzi najzwyczajniej w świecie o stół!
Nie musi być on wielki, drogi, rozkładany, dębowy czy szklany. Może to być zwyczajna ława, przy której ledwo się wszyscy mieszczą. Owszem lepiej żeby każdy miał odrobinę wolnej przestrzeni siedząc przy stole a nie przy każdym kęsie stukał łokciami osoby obok. Ale to teraz nie istotne. Chciałam podkreślić samą istotę stołu i jego rolę, jaką powinien on spełniać w każdym domu.

W tej naszej codziennej rzeczywistości często się tak bardzo śpieszymy, że nie mamy czasu nawet na 5 minut spokojnie usiąść, wszystko w biegu. W biegu lecimy do urzędu załatwić sprawy, w biegu na pocztę wysłać paczkę, w biegu z koleżanką na pogaduchy, w biegu pijemy kawę cy herbatę i w biegu zjemy jedną czy dwie kanapki, żeby posiłek mieć zaliczony.

Tak nie może być! Ja zgadzam się, że czasem człowiek ma bardzo dużo na głowie, że nie ma tych 5 minut żeby usiąść. Ale i tak twierdzę, że dla chcącego nic trudnego. Ja owszem siedzę w domu na macierzyńskim, ale mam tyle na głowie i tyle zajęć, że chyba już bym wolała spokojną pracę na etacie :) Pomimo tych wszystkich moich obowiązków, codziennym priorytetem jest dla mnie jeden wspólny posiłek. Ze śniadaniem nie da rady, bo mąż za wcześnie wychodzi do pracy. Z kolacją bywa różnie, bo czasem jemy ją o zupełnie różnych porach, chociaż zdarza się Nam coraz częściej usiąść i zjeść wspólnie. Ale wspólny obiad jest zawsze priorytetem!
Staram się zawsze naszykować obiad tak, byśmy zjedli tuż po powrocie naszej zapracowanej głowy rodziny :)

Po pierwsze nie lubię jeść w samotności, a po drugie nic tak nie scala ludzi jak wspólne posiłki. Podczas jedzenia ściszamy albo wyłączamy telewizor, by w spokoju można było sobie pogadać, opowiedzieć o minionym dniu, o tym co Nam się fajnego przytrafiło, a kto wywołał u Nas złość. Takie chwile są naprawdę bezcenne. Uczymy się siebie, stale się poznajemy. Chcemy uczyć tego też Nasze dziecko, może dzięki temu łatwiej będzie Nam się dogadywać w przyszłości?
Tego nie wiem, ale ma to dla mnie ogromny sens, jest to jeden z tych lepszych stałych momentów w ciągu dnia i wiem, że będziemy to kontynuować.

A żeby tak, nie tylko o samej istocie stołu w poście było to poniżej przepis na małe co nie co, żeby było co na ten stół postawić :)

Makaron z łososiem i suszonymi pomidorami

Składniki:
  • makaron spaghetti lub tagliatelle
  • świeży łosoś ok.300g
  • suszone pomidory około 5-6 sztuk
  • śmietanka 30%, 300g
  • trochę startego żółtego sera
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
 Na patelni podgrzewamy odrobinę oliwy z oliwek, wrzucamy czosnek i kawałki pokrojonego łososia. Podsmażamy lekko kilka minut, do zarumienienia. Następnie wlewamy na patelnię śmietankę i ser i mieszamy dopóki wszystko nie zgęstnieje. Na sam koniec wrzucamy pokrojone w paseczki suszone pomidory i doprawiamy solą i pieprzem. Podajemy z ugotowanym makaronem :)


I do stołu! :)
 


Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger