To właśnie dzięki Tobie!

To właśnie dzięki Tobie!


Żegnamy Stary Rok i witamy Nowy - puszczamy w niepamięć wszystko to, co Nam się nie udało, nie wyszło. Rosną w Nas nowe nadzieję i wiara w to, że przed Nami nowy, lepszy czas.

Czy warto robić noworoczne postanowienia?

Myślę, że warto, ale ważne by robić to z głową. Wiele lat obiecywałam sobie wiele i z żalem muszę przyznać, że porażka goniła porażkę. Czas mijał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a droga do spełnienia marzeń jedynie się wydłużała. Dochodziłam do momentu, w którym stwierdzałam, że wszystkim się wszystko udaje, tylko nie mi. I, że muszę to już zaakceptować.

Byłam wtedy w wielkim błędzie, szkoda, że zdałam sobie sprawę z tego tak późno. Choć w sumie nie, cieszę się, że w końcu zrozumiałam, że u mnie może być inaczej. Wystarczy tylko zmienić nastawienie i podejście do różnych spraw.

Dlaczego rok w rok moje postanowienia nie realizowały się nawet w połowie? Z bardzo prostej przyczyny - zbyt często to nie były MOJE cele i marzenia, a innych czasem zupełnie obcych ludzi, lub po prostu przyjaciół. Myślałam sobie o fajnie się coś komuś udało, ja też tak chcę! Nie miałam czasu zastanowić się czego tak naprawdę chcę, bo kierowała mną zazdrość o innych ludzi.

Ten rok był zupełnie inny. Ten rok wiele w moim życiu zmienił.

Po pierwsze stałam się MAMĄ, choć czasem pewne rzeczy mnie jeszcze przerastają, to czuję się całkowicie spełniona. Kocham codziennie budzić się i widzieć szeroki uśmiech na tej małej pyzatej twarzy i buziaki na dzień dobry. Kocham codziennie odkrywać nowe rzeczy, które potrafią wnieść morze radości i szczęścia, o którym wcześniej się nie śniło. I nie ma znaczenia, że za mną już kolejna nieprzespana noc z powodu wyżynających się zębów, trudno kolejna kawa i jadę dalej :)

Stary Rok przyniósł Nam nowe mieszkanie. W końcu, Nasze własne kąty, miejsce w którym czujemy się idealnie. Nasz azyl, gdzie każdy może znaleźć kawałek miejsca dla siebie - tak to szalenie ważne, szczególnie, gdy zostawiliśmy za sobą małą kawalerkę, gdzie przy Naszych wybuchowych charakterach czasem robiło się naprawdę ciasno! Teraz to chociaż przyjemnie trzasnąć drzwiami od czasu do czasu.

Trzeci i równie ważny punkt co pozostałe to blog. Jestem z Wami od lutego, początki były ewidentnie trudne i chaotyczne, ale całkowicie zatraciłam się w świecie blogosfery. Ludzie, których miałam okazję poznać byli wspaniali, każdy bez wyjątku, aż się nie mogę doczekać aż poznam resztę cudownych osób :)
Ten rok pozwolił mi odnaleźć w sobie część mnie, której zupełnie nie znałam wcześniej. Pozwolił także sprecyzować plany na kolejny rok, i zamierzam je wprowadzić lada dzień. Już nie mogę się doczekać:)

Czwarty i ostatni punkt, całkiem niedawno odkryłam w sobie całkowicie fantastyczną dusze artystyczną i w końcu czuję, że żyję. Już nie miotam się z kąta w kąt, w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi i pasji. Trochę to wszystko znalazło mnie samo, ale dopiero wtedy jak dałam sobie czas, wrzuciłam na luz i przestałam się miotać. Moje JA nabrało w końcu jakiegoś wyrazu.

Choć kilku postanowień nie udało mi się zrealizować, to nie załamuje mnie to. Niektóre potrzebowały drugiej szansy i jaśniejszego sprecyzowania oraz określenia pewnych ram czasowych, inne okazały się zupełną stratą czasu.
Na pewno nie warto wrzucić sobie na głowę zbyt dużo, bo wtedy porażka murowana. Lepiej wyznaczyć sobie kilka celów i jasno sprecyzować jak do nich dążyć, ile sobie dajemy czasu i zastanowić czy to na pewno to, i czy na pewno te cele przyniosą Nam takie skutki, jakich oczekujemy, u mnie się prawie sprawdziło, mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy :)

Na koniec chciałabym jeszcze życzyć Ci w Nowym Roku wszystkiego co najlepsze. Osiągnięcia każdego celu, wspaniałych chwil z bliskimi, odwiedzenia fantastycznych miejsc i przede wszystkim tego byś nigdy się nie poddawał/poddawała i by zawsze wystarczyło Ci wiary w to, że po każdej burzy zawsze wyjrzy słońce!
I jeszcze dziękuję z całych sił, za to, że ze mną jesteś! Twoja obecność dodaje mi wielkiej energii i wiary, że to co robię jest całkiem fajne i że z chęcią mnie odwiedzasz!
Obyście byli tu częściej i zostawiali po sobie jakiś ślad - tego życzę sobie JA :)


Projekt "Zdrowy czwartek" - podsumowanie!

Projekt "Zdrowy czwartek" - podsumowanie!



4 miesiące temu zupełnym przypadkiem trafiłam na bloga Agi - http://www.mylifestyle.com.pl/, a tam przeczytałam o akcji Zdrowy czwartek - edycja II.
Akcja była ściśle związana z promowaniem zdrowia.
Autorski projekt, który polegał na umieszczaniu wpisów, w każdy czwartek, o tematyce promującej zdrowie, bądź przepisy na zdrowe dania.

Akcja była i jest ściśle związana z projektem Głodni zmian.
Inicjatywa wspaniała! Główny cel to także promocja zdrowia, ale również wprowadzenie darmowych porad dietetycznych dla kobiet w ciąży i rodziców dzieci do lat 3.
Temat niezwykle dla mnie bliski, zwłaszcza ostatnie parę lat. Szczególnie odkąd zaczęłam studia licencjackie, na kierunku Promocja Zdrowia.


Sama borykałam się z problemem dodatkowych kilogramów i wiem, jak trudno się ich pozbyć oraz jak wiele pracy trzeba w to włożyć.
Zdaję sobie sprawę, jak trudne musi być to dla dzieci borykających się z nadwagą.
A rozglądając się dookoła naprawdę jest ich wiele.
Aby była mowa o jakichkolwiek zmianach w zakresie wprowadzenia możliwości skorzystania z porad dietetycznych musi być zebrane 10 000 podpisów pod petycją. Każdego dnia przybywa ich coraz więcej, ale prawda jest taka, że nadal brakuje sporo.
Dlatego tu prośba do Ciebie, jeżeli jeszcze nie podpisałaś/ podpisałeś petycji, wejdź na stronę i zrób to. To nie kosztuje Cię wiele, ale możesz pomóc wielu dzieciom, które nie mogą zabrać głosu w tej sprawie.

W akcje włożyłam całe swoje serce. Chciałam przybliżyć Ci temat, czasem doradzić, uświadomić że otyłość to jest problem, że warto spędzać czas posiłków wspólnie, jak ważne jest regularne spożywanie posiłków, a także pokazać jak można walczyć z dodatkowymi kilogramami z dzieckiem w zaciszu własnego domu.

Wpisy jakie przygotowałam w ramach akcji to:

1. #Głodni zmian - Ja jestem głodna, a Ty?
2. Otyłość - współczesny problem, #zdrowyczwartek
3. Potworem byłam. #zdrowyczwartek
4. Jak rozwiązać problem z nieznikającymi kilogramami? #zdrowyczwartek
5. Jak dziecko może pomóc w osiągnięciu wymarzonej sylwetki?
6. Najważniejszy mebel w domu! #zdrowyczwartek
7. Czy dzieciom potrzebna jest rutyna? #zdrowyczwartek
8. Dlaczego zajadmy stres? #zdrowyczwartek
9. Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.2 #zdrowyczwartek
10. Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.3 #zdrowyczwartek
11. Jaką dietę wybrać? #zdrowyczwartek
12. Co jeść na diecie? #zdrowyczwartek
13.Czy jesteś gotowa by ćwiczyć? #zdrowyczwartek
14. Wspólne ćwiczenia razem z dzieckiem cz.4 #zdrowyczwartek
15. Wielka promocja! Skusisz się? #zdrowyczwartek
16. Typowa makaroniara! #zdrowyczwartek

Jeżeli, któryś wpis Ci umknął albo spodobał Ci się, zostaw jakiś ślad po sobie, będzie  mi ogromnie miło! :)

Jeżeli w przyszłości będą planowane podobne akcje lub kolejne edycje, możesz mi wierzyć, z cała pewnością będę chciała wziąć w nich udział, bo WARTO! :)

Jeśli natomiast zaciekawiła Cię akcja możesz być na bieżąco odwiedzając stronę: http://glodnizmian.pl/ i fanpage: https://www.facebook.com/glodnizmian/?fref=ts.

No i nie zapomnij wpaść do Agi na bloga, całkiem fajnie tam u niej :)


8 miesięcy Hani, już za Nami! :)

8 miesięcy Hani, już za Nami! :)

Niech ktoś zatrzyma świat, ja wysiadam.....!

Ja kolejny miesiąc już protestuję, tak być nie może! Pytam się grzecznie, kiedy te miesiące zleciały?

Dopiero co taką maleńką kruszynkę tuliłam, przy cycu trzymałam a teraz ganiam ją po całym domu...
No bo, owszem siedzi stabilnie, sztywno się trzyma i nie chwieje się ani ciut ciut. Ale od dwóch lub trzech tygodni staje wszędzie, gdzie się da. Wspina się po wszystkich meblach w zasięgu rąk. Od kilku dni odkryła także, że stopami należy przesuwać, co prawda zalicza upadek za upadkiem, ale jak widać jest niezwykle ambitna, cierpliwa i stale dąży do celu. Dodatkowo stojąc, próbuje łapać na tyle równowagę, żeby sama ustać, udało się raz całe 4 sekundy, potem było zderzenie pupy z podłogą.

W jadłospisie stale pojawiają się nowe produkty. I w sumie od samego początku nic się nie zmieniło, bo apetyt stale dopisuje i zjada wszystko bez żadnego problemu. Raczej jest nawet w drugą stronę, potrafi dosadnie wyrazić swój sprzeciw, jeśli jedzenie jej się już zabiera :)

Święta obfitowały w masę nowych zabawek, wszystkie mówiące, grające, szeleszczące, migoczące i śpiewające zdecydowanie wiodą prym. Zdecydowanie działają na każdy zły humorek i marudzenia. Także wybierając się gdzieś w gości nieodłącznym elementem naszej wyprawki jest jedna z grających zabawek. Myślę, że goście czują niesamowitą ulgę, spokój i ciszę po każdym naszym wyjściu :)

Do nowych umiejętności zdecydowanie trzeba zaliczyć to, że:
- Hania potrafi pokazać okno, zapytana, gdzie pada deszczyk
- zapytana o to, gdzie Ona, Tatuś lub Mama są na zdjęciach, wskazuje ścianę ze zdjęciami
- pokazuje, gdzie świeci się i stoi choinka
- pokazuje lub szuka wzrokiem osoby, o którą jest pytana (mama, tata, baba, ciocia, wujek)
- udało się jej pomachać na do widzenia, ale na razie jednorazowo, więc jeszcze nie wiemy czy to umie czy to jedynie przypadek)

Ku wielkiemu smutku Tatusia Hania niestety nie chce mówić nic oprócz: mama, baba, pa i am i czasem mam. Tatuś liczy, że lada dzień to nastąpi długo wyczekiwane "tata"i już nie może się doczekać :) Choć chyba nie zdaje sobie sprawy, że zaraz za nauką "tata" pójdzie "daj", a wtedy raczej do śmiechu mu nie będzie, zwłaszcza jak zacznie chodzić o kasę :)

Jestem jedynie rozczarowana i smutna z jednego powodu. Mimo regularnie pojawiających się stanów podgorączkowych, wstrętów do jedzenia, płaczu, ewidentnego bólu i złości - Hania nadal nie ma ani jednego zęba! 
Kiedy żaden ból jej nie dokucza noce potrafi przespać całe lub budząc się raz, żeby ją odrobinę dokarmić. Kiedy dziąsełka zaczynają boleć, Nasze marzenia o choćby połowie przespanej nocy muszą pójść w zapomnienie. Na zmianę trzeba ją tulić, zabawiać i smarować dziąsełka, by nad ranem udało jej się zasnąć choć na dwie, trzy godziny....
Mam nadzieję, że wraz z pojawieniem się pierwszego ząbka, problem zostanie zażegnany :) 

 30 tydzień

 31 tydzień

 32 tydzień

 33 tydzień

34 tydzień

Idealne święta istnieją!

Idealne święta istnieją!



A moje Święta były idealne!

Pełna werwy i energii ruszyłam do pracy już w listopadzie, bo przecież idealne święta, to są tylko wtedy, gdy na wszystkich półkach porządek, a żaden kurz nie osiadłby nawet na białej rękawiczce perfekcyjnej pani domu.
Potem należało kupić choinkę, równą z idealnie zielonymi igiełkami i ubranie jej tak, że z pewnością mogłaby się znaleźć na okładce niejednego czasopisma, prezentując styl i klasę. Do tego udekorowanie domu świątecznymi ozdobami i światełkami, tak by każdy kąt pokoju przypominał Nam o zbliżających się świętach i uprzyjemniał atmosferę. A dopełnieniem całości było z wdziękiem raczkujące dziecko, ubrane w czyściutkie świąteczne ubranko, wesoło gaworzące i słodko pozujące do zdjęć.



Czy zdziwi Cię to, gdy przyznam się, że wcale tak nie było?

Tak zaczęłam sprzątać i czyścić półki już w listopadzie - bo odkąd się wprowadziliśmy do mieszkania w zeszłym roku, nie było jakoś szczególnie ku temu okazji. Ja w 8 miesiącu ciąży nie miałam na to siły, potem pojawiła się Hania, nie było na to zupełnie czasu, więc chciałam teraz wykorzystać okazję. Choć worów do wyniesienia pod śmietnik i do piwnicy było sporo, to nie wszystkie pokoje zdążyłam sprzątnąć tak, jak chciałam. Skończyło się na sprzątaniu ogólnym.

Choinka kupiona w biegu, po góra 10 minutach oglądania. Jedynie za lampkami się najeździliśmy, Hania uwielbia wszystko co migocze, więc takie też musiały być światełka na choince. Naprędce zrobiony stroik na stół z tego, co znajdowało się pod ręką i niespodziewanie doręczona przez kuriera Gwiazda Betlejemska - ale to prezent od Kwiaty pełne emocji.
Nic mi więcej nie było potrzeba.
A zaraz zarz, jeszcze pierniczki w ilościach hurtowych. To jest i chyba pozostanie już na zawsze u mnie tradycją. Pierniki uwielbiam ja, cała moja rodzina i przyjaciele. Pierniki pojawiają się u mnie jedynie w święta, a że podobno cieszą się uwielbieniem i sławą, zawsze co roku przygotowana jest paczka dla każdego. Choć muszę poświęcić im kilka wieczorów, to jest to cudowne i mimo narastającego zmęczenia, nie wyobrażam sobie porzucić tego zwyczaju :)





Był nastrój, był niesamowity zachwyt Hani widzącej choinkę po raz pierwszy w życiu, i była całkowita radość!

I kurz mógł sobie leżeć tam, gdzie mu się podobało, firanek w sypialni było brak (w sumie brak jest nadal, ale ciiiiii), góra prania i rzeczy do prasowania stale sobie rosła, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało.
Mogłam tak siedzieć u boku własnego męża, przy zgaszonym świetle, wyłączonym telewizorze i patrzeć na migające lampki na choince i próbującą się dostać choćby do najniższej gałązki lub bombeczki Hankę i chciałam żeby ta i podobne chwile trwały wiecznie.

Święta Bożego Narodzenia dla mnie zawsze są magiczne. Uwielbiam ten czas, atmosferę, to, że w końcu rodzina znajduje dla siebie czas. I choć na swój sposób jest to też czas zmęczenia i gonitwy od jednej rodzinki do drugiej, to dla mnie mógłby trwać dłużej.
I może dla niektórych będzie to całkowity banał, (dopóki nie zaczęłam być matką, dla mnie też był)
ale dopiero w te święta poczułam się naprawdę szczęśliwa. Choć prezentów było sporo, choć wiem, że Hania nie zdaje sobie z tego sprawy i mogłaby nie dostać nic, to obserwować ją podczas wyciągania kolejnej zabawki czy książki, patrzeć na jej skupienie i szerokie uśmiechy i słyszeć jak co jakiś czas z ust wydobywa się radosne (lub płaczliwe) "mama", to nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.




Owszem na codzień również zdarzają się identyczne chwile, Hania również się cieszy i mnie woła, a choinka mruga do Nas prawie co wieczór, (przynajmniej jeszcze przez parę dni) to mimo wszystko ta świąteczna magia, przenosi mnie w jakiś totalnie inny wymiar. Łatwo się wzruszam i rozklejam, łatwiej mi wrzucić na luz, nie przejmować się drobnostkami i właśnie dostrzegać te piękne drobne chwile, które jak się często okazuje stają się dla mnie fundamentalne!

P.S. Jestem też żywym przykładem, jak dziecko może zmienić w człowieku jedną z silnie zakorzenionych cech - w moim przypadku PEDANTYZM. Jeszcze w zeszłym roku, mimo, z dnia na dzień rosnącego brzucha, pucowałam wszystko przed świętami, okna szorowałam, meble przestawiałam... A w tym, naprawdę ważniejszy był dla mnie luz i spokój, niż napięta atmosfera od ciągłego biegania z kąta w kąt, bo przecież nie może być na podłodze ani okruszyny. A tu proszę, wystarczy taka mała iskierka i człowiek potrafi przestać się spinać :)
Przynajmniej w Święta, bo coś czuję w kościach, że całkowite odpuszczenie nie wchodzi w grę - dzień bez ogarnięcia chałupy dniem straconym, ale przynajmniej już nie stresuje mnie to :)

A jakie były Twoje święta?
Czy jest coś co szczególnie w nich lubisz bądź nie? :)




Typowa makaroniara!  #zdrowyczwartek

Typowa makaroniara! #zdrowyczwartek

 źródło: Pixabay.pl

Podobno są dwie bardzo przeciwstawne do siebie opinie. Jedna głosi, że ludzie, którzy chcą zeszczupleć czy zdrowo się odżywiać, powinni wyeliminować ze swojej diety wszelki makaron. Makaron to samo zło.

Druga zaś twierdzi, że makaron na diecie czy po postu w zdrowym jadłospisie jest jak najbardziej wskazany, nie dość że nie jest bardzo tuczący, to w dodatku dodaje Ci energii, która utrzymuje się długi czas. To sosy, które dodajesz do makaronu stanowią nierzadko prawdziwą bombę kaloryczną, więc wszystko zależy od tego jak ten makaron przygotujesz :)

U mnie w domu,  z uwagi na to, że szanuję swój czas, staram się przygotować obiad, który będzie jednocześnie szybki i łatwy do przyrządzenia, będzie smaczny i jednocześnie będzie wpisywał się w ramy posiłku zdrowego :)

Dlatego też bywają często ziemniaki, bywa ryż no i bywają makarony. Makaron mogłabym jeść prawie codziennie i do tej pory jeszcze mi się nie znudził.

Podzielę się z Tobą moimi dwoma najczęściej serwowanymi przepisami z makaronem w roli głównej.


1. Makaron ze szpinakiem

Ugotuj makaron zgodnie z przepisem, najlepiej al dente. W tym czasie, jeżeli używasz szpinaku mrożonego, rozgrzej patelnie i duś szpinak, dodając do niego nieco soli, pieprzu oraz czosnku.
Do tego możesz przygotować lekki sos na bazie jogurtu lub podsmażyć chudy boczek lub pierś z kurczaka. Do wyboru wedle upodobań :)

Układaj w naczyniu żaroodpornym warstwami: makaron, szpinak, kurczak lub boczek, po dwie warstwy. Jeżeli nie dodajesz mięsa możesz na koniec polać posiłek sosem jogurtowym.
Włóż do rozgrzanego piekarnika do 190 stopni, na jakieś 15/20 min.


2. Makaron z mozzarellą i pomidorami

Ugotuj makaron, również al dente. W tym czasie sparz pomidory i obierz je ze skórki. Jeżeli tego nie zrobisz to po wyjęciu z piekarnika skórka z pomidorów będzie twarda i niesmaczna.
Znów w naczyniu żaroodpornym ułóż warstwami: makaron, pomidorki pokrojone w kostkę lub ćwiartki, następnie nałóż warstwę mozzarelli. Zamiast mozzarelli możesz użyć też sera żółtego.
Włóż do nagrzanego piekarnika do 190 stopni, na około 15/20 min.
Jeżeli masz ochotę to również możesz dodać na przykład pierś z kurczaka, po uprzednim jej przyprawieniu i podduszeniu na patelni.

Bon apetit! :)

Ciekawostka!
 Im mniej jajek w makaronie, a więcej mąki żytniej lub gryczanej, tym makaron zdrowszy.
Natomiast przygotowany makaron al dente, ma dużo niższy indeks glikemiczny, niż ten rozgotowany :)

P.S. Te przepisy stosuję w domu naprawdę często i nie zauważyłam żadnego przyrostu wagi, więc u mnie się sprawdzają na maksa, a waga jest cały czas pod kontrolą :)

A Ty jakie masz sposoby i przepisy na przygotowanie pysznego posiłku? :)
Must have do zimowej walizki!

Must have do zimowej walizki!


Słyszysz hasło "Pakuj się, wyjeżdżamy!" i co teraz?
Siedzisz nerwowo i obgryzasz paznokcie, wiedząc, że wcześniej niż za 3 dni to nie ma opcji?
Czy z uśmiechem i w podskokach krzyczysz, spoko za 10 minut będę gotowa?

Kiedy poznałam swojego "jeszcze wtedy przyszłego narzeczonego, a potem męża" :) nastąpiło małe zderzenie. Jego dusza wtedy jeszcze totalne przeciwieństwo mojej, szczególnie na trzech ważnych płaszczyznach:

Ja - pedantka              On - bałganiarz
Ja - spontaniczna        On - leń
Ja - podróżniczka       On - władca pilota i wyznawcza spędzania wolnego czasu przed TV

Po jakimś czasie po mniejszych lub większych trudnościach udało Nam się trochę pozacierać te różnice. Ja stałam się mniej pedantyczna, znaleźliśmy wspólnie czas i na spontaniczność i lenistwo przed TV, ale co najważniejsze zaraziłam go pasją do podróżowania, czytaj - nie muszę go już namawiać tygodniami, wystarczy dwa, trzy razy :) Ale najwyraźniej polubił te wypady :)

Mieliśmy mocne postanowienie by narodziny Hani nie spowodowały u Nas zaniku chęci do podróży i wycieczek, i kombinowania by te podróże i wycieczki właśnie były nie dość, że w miarę regularne to żeby w dodatku nie rujnowały Naszych portfeli - póki co cały czas się udaje :)

I o ile, ja jestem w stanie w tak krótkim czasie i w podskokach się spakować i wiedzieć, że mam wszystko co będzie potrzebne, to problem pojawia się, gdy chodzi o Hanię. Zazwyczaj staję sparaliżowana i mam wrażenie, że przyda się wszystko, najlepiej zabrać ze sobą pół chałupy, i ile walizek bym nie miała przygotowanych, to zawsze plącze się myśl, że zapomniałam na pewno o czymś ważnym... 

W najbliższym czasie mamy zaplanowane kilka wycieczek i dwa dalsze wyjazdy i już mam pierwszy MUST HAVE, bez którego Hania się nie obejdzie, zwłaszcza właśnie w czasie zimowym!


Kołderka, ocieplana, wykonana z wysokiej jakości dresówki o wymiarach 80x100 cm. Niezwykle przytulna i idealna na chłodne dni i zimne wieczory. Dla Nas okazuje się idealna.
Podczas każdego wyjazdu mieliśmy problem, czym Hanię przykryć w nocy. Jeżeli spała przykryta razem z Nami budziła się cała spocona. Próbowaliśmy z kocami, cieńsze, grubsze, polarowe, bawełniane. Kończyło się albo zmarzniętymi dłońmi albo przegrzaniem. Zabranie jej domowej kołdry nie bardzo wchodziło w grę, więc za każdym razem miałam niemały problem.

Odkąd kołderka wylądowała w Naszych rękach, problem się skończył, przynajmniej ten jeden :)
Na najbliższych wyjazdach na pewno obowiązkowo znajdzie się w Hankowej walizce, pozostaje mi jeszcze do kompletu dobrać poduszkę, jeżeli ta będzie równie wysokiej jakości co kołderka, to nie będę się zastanawiać ani minuty :)

Jeżeli poszukujesz czegoś podobnego zajrzyj na stronę http://tulaszek.pl/ lub poszukaj ich na fb - są TUTAJ. Znajdziesz tam też takie cuda jak m.in.: ubranka, papcie, kocyki, pościel, ochraniacze do łóżeczek, ręczniki, pieluszki, przytulanki, akcesoria do wózka oraz do dziecięcych pokoików i...co ja Ci zresztą będę pisać, sama lub sam zajrzyj i się przekonaj. Ja bym niejedną rzecz jeszcze dla siebie znalazła :)


Kołderka jest idealna także jako,

a) zapasowa pościel:



b) mata do zabaw



P.S. Byłabym zapomniała jestem na etapie poszukiwania walizki dla dziecka. Zupełnie nie mam Hani w co pakować. Oczywiście przydałaby się jakaś fajna, stylowa, no i ze sporą ilością miejsca, tak na pół mieszkania :) Doradzicie coś? :)
Blogosfera Canpol Babies - zestaw pielęgnacyjny z aspiratorem

Blogosfera Canpol Babies - zestaw pielęgnacyjny z aspiratorem

Pisałam kiedyś o tym, jak według mnie ważna jest rutyna w życiu każdego maluszka.
Dzisiaj opiszę Ci Nasze wieczorne rytuały, które pomagają Nam w wyciszeniu Hani i przygotowaniu jej do snu.

Prawie co wieczór, po zjedzeniu swojej kolacji, Hania wie, że nastąpi jedna z jej ulubionych części całego dnia - kąpiel. Muszę przyznać, że dla Nas, szczególnie po mocno intensywnym dniu, to także najulubieńsza pora :) Dopiero po tym jak mała wyląduje w łóżeczku, z pełnym brzuszkiem, spokojnym oddechem i mocno zamkniętymi powiekami, wiemy, że w końcu nadeszły krótkie chwile tylko dla Nas, albo po prostu w spokoju mogę brać się za sprzątanie, albo za pracę, albo z robienie obiadu na następny dzień...no tu wybór co wieczór jest spory, nie ma co ukrywać :)

Ale wyprzedziłam fakty :)
Najpierw, po zjedzeniu kolacji, Hania wędruje do wanny. Pluskom, chlapaniu i zabawom w wodzie nie ma końca. Wtedy właśnie następuje kulminacja energii jaka jeszcze Hani pozostała po całym dniu :)

Z kąpieli wychodzi grzecznie, choć nie zawsze bardzo chętnie. Potem przechodzimy do wycierania i czesania czuprynki - a jest już co czesać i układać :) Następnie nawilżam jej całe ciałko, robię masaż brzuszka i plecków,  i widzę, że bardzo jej się to podoba. Za każdym razem grzecznie leży i z uśmiechem czeka na to co będę robić :)



Dopiero niedawno odkryłam też, że to najlepsza pora na obcinanie paznokci. Do tej pory zabierałam się za to rano, albo po tym jak wstała, albo przed pierwszą drzemką, i to była istna katorga. Obcinanie paznokci u jednej rączki potrafiło trwać nawet 5-10 minut. Dobrze, że w końcu mnie olśniło i spróbowałam po prostu obcinać po kąpieli. Strzał w dziesiątkę, niunia jest spokojna, nie kręci się nadto i paznokcie poobcinane w 5 minut, wszystkie :)


Od kilku tygodni mam okazję używać zestawu pielęgnacyjnego marki Canpol Babies i muszę stwierdzić, że to całkiem niezły egzemplarz. Przed wszystkim wszystko mieści się w jednym plastikowym pudełeczku (idealnie nadaje się na wszelkie dłuższe wyjazdy i podróże), jakość produktów jest całkowicie zadowalająca. Do tej pory korzystałam również z zestawów, tyle że innych, Canpol Babies - był to obcinacz i nożyczki oraz grzebyk i szczotka, i całkowicie różnią się od obecnego, szczególnie właśnie jakością. Obcinacz i nożyczki są dużo ostrzejsze niż poprzednie, grzebyk lepiej rozczesuje włosy, a szczotka ma zdecydowanie lepsze i grubsze włosie.
W zestawie znajdują się także pilniczki do paznokci oraz szczoteczka do zębów.

Choć Hania zębów jeszcze nie ma, to szczoteczkę do zębów uwielbia. Wydaje mi się, że sprawia jej niesamowitą ulgę, bo jeździ nią w tą i z powrotem po dziąsłach, a że wychodzą jej powoli ząbki i dziąsła coraz bardziej sprawiają ból i dyskomfort, okazuje się ona idealną do złagodzenia.





Jeśli chodzi o aspiratorek, jest dużo lepszy niż używanie tradycyjnej gruszki, przynajmniej dla mnie. Na razie niewiele było okazji, w których musiałabym go używać, więc ciężko mi wypowiedzieć się o szczegółach. Ale ze sprawdzonych źródeł wiem, że u wielu osób się sprawdza :)



Podsumowując więc, tradycyjnych kompletów grzebień + szczotka, nożyczki + obcinacz niekoniecznie polecam, bo miałam parę uwag. Ale ten zestaw pielęgnacyjny w pudełeczku powinien znaleźć się u większości rodziców w wyprawce dla maluszka. Pielęgnacja stanie się dużo przyjemniejsza i łatwiejsza :)

A taki cudowny widok już można podziwiać 20 minut po kąpieli :*




Zrobiłam to!

Zrobiłam to!


Przez pierwsze 6 miesięcy karmiłam Hanię wyłącznie piersią. To było moje założenie i jestem szczęśliwa, że nie miałam żadnych problemów by się udało.

Jedynym problemem od samego początku było karmienie Hani butelką.
Zdarzało się, że musiałam wyjść na dłużej. A, że Hanka przez pierwsze 3 miesiące mogła i chciała jeść dość często, zwłaszcza przy problemach z bolącym brzuszkiem, to zawsze w lodówce był zapas ściągniętego przeze mnie mleka.
Obojętnie ile by zapasu nie było Hania i tak jeść nie chciała. Oj ile trzeba było się namęczyć, by ona zjadła choć 5 mililitrów to wie tylko mój biedny i cierpliwy mąż i prababcia Hani. Kończyło się wielkim płaczem i czekaniem na mnie jak na zbawienie, bym wreszcie wyjęła cyc i ukoiła zszargane nerwy dziecka.


Pozostawało mi wtedy jedno, swoje wyjścia planować w czasie drzemki Hani i zaraz po jej nakarmieniu. No musiałam się dopasować.
I tak sobie mijał czas, nic go Nam nie zakłócało, aż do pewnego dnia.
Znalazłam się wśród prawie 30-stu szczęśliwych dziewczyn, które miały szanse wyjechać na 3 dni na mazury - więcej o tym TU.
Pojawił się więc i problem.

Tygodnie mijały, wyjazd się zbliżał a ja dalej myślałam jak przestawić moje dziecko nie dość, że na butelkę, to jeszcze na mleko modyfikowane.
Niestety, żeby moje dziecko nie zostało zagłodzone przez 3 dni, musiałabym zacząć ściągać mleko już pół roku wcześniej.
Zaczęliśmy więc od kupienia mleka. Próbowaliśmy przez kilka dni - zero efektów. Kupiliśmy drugie - długie godziny mijały, a Hania nadal z wielkim trudem wypijała 5 mililitrów i dalej koniec.
Przy trzecim mleku stwierdziliśmy, że może wina butelki. Zmieniliśmy smoki na inne - zero rezultatów. Po wypróbowaniu 3 butelki, postanowiliśmy, trudno, kupimy jedną z "popularnych" butelek z tak zwanej "wyższej półki", czego się nie robi dla dziecka :)
Będąc w sklepie, wpadł mi do głowy pomysł. Zanim wydamy kilkadziesiąt złotych spróbujmy wydać mniej. I tak oto w koszyku na zakupy wylądowała najtańsza butelka, jaka znajdowała się na półce.
Wróciliśmy do domu, wyparzyliśmy butelkę i postanowiliśmy spróbować szczęścia kolejny raz.

Tym razem zamiast mleka, postanowiliśmy wlać do butelki herbatkę. I naszemu zdziwieniu nie było końca - Hania zaczęła pić. Po tylu męczących i stresujących dniach miałam łzy w oczach, w końcu była nadzieja, że niunia nie będzie się już męczyć.

Po tym eksperymencie pozostało nam wybrać mleko, które najbardziej będzie Hani smakować.
Ewidentnie 2 rodzaje mleka testu nie przeszły, ale przy 3-cim Hania zaczęła jeść.
Co dwa dni starałam się odejmować Hani jeden posiłek z piersi zastępując go posiłkiem z mleka modyfikowanego.
Na dzień przed wyjazdem mieliśmy istne wariatkowo, bo to był dzień Chrzcin Hani, ale udało się przyzwyczaić ją do picia mleka z butelki, mogłam więc wyruszyć w trzydniową podróż! :)

Zapytał mnie ktoś, czy nie mogłam oszczędzić całego stresu sobie i dziecku i po prostu odpuścić.
MOGŁAM! ale nie chciałam.
Nie czuję się przez to gorszą matką. Hania została w dobrych rękach i żadna krzywda jej nie groziła.
Jestem matką 24 godziny na dobę, jestem ze swoim dzieckiem każdego dnia w każdej chwili, gdy tego potrzebuje. Uważam, że miałam prawo do odetchnięcia i złapania dystansu.

Kiedy rodzi się dziecko, cały świat nagle wywraca się do góry nogami. Narastającemu zmęczeniu towarzyszy także radość. Każdego dnia pojawiają się chwile, które mogłyby trwać wiecznie. Po jakimś czasie zaczyna Ci w niektórych momentach brakować siebie. Tracisz swoją wolność i całkowitą niezależność. Choć nie wyobrażasz sobie już życia bez tej małej iskierki, to czasami z sentymentem wracasz do szalonych i spontanicznych przygód, które prędko już się nie pojawią.
Nawet rozmawiając ze znajomymi czy rodziną, świat się kręci wokół dziecka.

Ja czułam, że potrzebuję się oderwać. Choć tak naprawdę im bliżej wyjazdu, tym bardziej czułam się rozdarta - pierwszy raz w życiu, aż tak bardzo pragnęłam znaleźć się w dwóch miejscach jednocześnie!
To mimo wszystko, przebierałam nogami, nie mogąc się doczekać aż znajdę się na miejscu, na warsztatach.
I mimo, że każda z Nas, która znajdowała się na wyjeździe była matką, to żadna nie siedziała i nie trajkotała o dzieciach. Każda na całego korzystała z dobrodziejstw hotelu i atrakcji zapewnionych przez Organizatorki. Trochę jak szalone nastolatki, którym udało wymknąć się spod nadzoru rodziców.

Gdy wracałam czułam się jakbym nie widziała męża i Hanki co najmniej dwa tygodnie, tak mocno tęskniłam, jednocześnie też trochę żałowałam, że te dni tak szybko minęły. W progu powitała mnie uśmiechnięta od ucha do ucha Hania - czyli świat się nie zawalił i rodzinka beze mnie sobie całkiem nieźle poradziła.
Ale we mnie nastąpiła mała zmiana. Czułam jak energia mnie rozpiera i choć potrzebowałam kilku dni, żeby na nowo się zorganizować i wrócić do codzienności, to było warto.

Takie oderwanie należy się każdej mamie. Mimo, że za chwilę od wyjazdu minie miesiąc, ja nadal wstaję po kilku godzinach snu z uśmiechem na twarzy i z niekończącymi się pomysłami na każdy dzień.
Nie wiem ile to jeszcze potrwa i kiedy sił mi zabraknie, ale spędzenie choćby pół dnia u kosmetyczki, będzie świetną alternatywą na następne naładowanie akumulatorów :)


Nie broń się, zaufaj mi, kiedy dasz sobie choć kilka godzin wolnego od codziennych obowiązków, poczujesz się dużo lepiej. Czy może być coś lepszego od widoku uśmiechniętej i szczęśliwej kobiety? Twój partner oraz dziecko na pewno to zauważą, docenią i będą równie szczęśliwi! :)
Wielka promocja! Skusisz się? #zdrowyczwartek

Wielka promocja! Skusisz się? #zdrowyczwartek



Spotykasz się z nimi na co dzień. Obojętnie jakie święta się zbliżają, obojętnie czy trwać mają jeden dzień czy też kilka, jesteś bombardowana/bombardowany pięknie obiecującymi tabliczkami:

PROMOCJA

PRZECENA 

50% TANIEJ

SUPER CENA 

KUP 2 PRODUKTY, TRZECI OTRZYMASZ GRATIS

KUP, A DOSTANIESZ PREZENT





Myślisz sobie, że świetnie trafiłaś/trafiłeś, bo właśnie potrzebujesz to kupić, a jak nie potrzebujesz teraz, to z całą pewnością będziesz potrzebować za dzień, dwa lub może tydzień.
Ale czy na pewno?

Wiesz, że właściciele i pracownicy sklepu najzwyczajniej Tobą manipulują?
Znasz ich sztuczki?


Zastawiają na Nas pułapki wykorzystując:

1. Układ sklepu

Produkty, które kupowane są najczęściej (tzw. produkty pierwszej potrzeby) są zazwyczaj układane w miarę możliwości jak najdalej od siebie. To wszystko po to, by wędrując po sklepowych alejach w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy, zobaczyć jak najwięcej innych produktów. 
Drugim sposobem jest zmiana dotychczasowego miejsca niektórych produktów, by wywołać u klientów małą dezorientację i zmusić do dłuższego spaceru wzdłuż alejek sklepowych.
A być może się skusisz i kupisz coś mimo, że wcale nie po to w sklepie jesteś?

Jednym ze sposobów uniknięcia niepotrzebnych zakupów, to o ile potrzebujesz tylko kilku produktów, jest pójście do zwykłego małego osiedlowego sklepu. Czasem jest tam nieco drożej, ale wtedy masz większą pewność, że nie wyjdziesz z ze sklepu z kilkoma niepotrzebnymi siatkami zakupów.

Jeżeli już do supermarketu iść musisz a bardzo nie chcesz stracić co najmniej kilu dyszek na niepotrzebne produkty to unieś głowę w górę. Zobaczysz, że w sklepie są umieszczone małe drogowskazy przy każdej alejce, informujące jaką kategorię produktów tam znajdziesz :)
 
2. Zapachy

Muszę Cię zmartwić. Popularne w marketach piekarnie, a także ustawione zaraz na początku sklepu skrzynki ze świeżymi warzywami i owocami, nie znajdują się tam przez przypadek. Mają one za zadanie pobudzić Twój apetyt do granic możliwości, bo wtedy masz automatycznie ochotę na prawie wszystko co właśnie zauważysz i kupisz zdecydowanie więcej!
Czasem nawet właściciele sklepów posuwają się do tego, że rozpylają sztuczne zapachy pobudzające apatyt, za pomocą klimatyzacji!
Czyli pamiętaj, zanim wyskoczysz na zakupy usiądź spokojnie na parę minut i wrzuć coś na ząb :)

3. Określony sposób ekspozycji produktów na półkach i organizacja sklepu

W sklepach pojawiają się coraz większe wózki. Oczywiście wiesz po co? Im większy wózek, tym więcej zapakujesz. Do tego wózka dołączone są maleńkie kółka, ot taki trik!, żeby wraz ze zwiększającą się liczbą produktów w wózku poruszać się wolniej.
By tego uniknąć bierz na zakupy plastikowy koszyk, kupisz mniej, a zakupy skończysz dużo szybciej - U MNIE SIĘ SPRAWDZA :)

Co ważne przy wyborze produktów ze sklepowych półek?
Towary na wysokości Twojego wzroku są towarami najdroższymi. Wyżej umieszczone są produkty ekskluzywne, niszowe - drogie. Za to na najniższych półkach, tak nie zastanawiaj się i klękaj :), znajdziesz produkty niekoniecznie gorsze, często marki sklepowe, ale za to zdecydowanie tańsze od pozostałych.

Uwaga na towary umieszczone na samym wierzchu - zwykle to są produkty, które w sklepie są najdłużej i mają najkrótszy termin przydatności do spożycia. Warto zajrzeć w głąb półek, by znaleźć towary bardziej świeże i długoterminowe :)

4. Promocje

Tu pole do popisu jest bardzo szerokie. Właściciele sklepu bardzo korzystają na tym, że ludzie robiący zakupy są wzrokowcami. Wyłapują oni wielkie kolorowe napisy PROMOCJA, PRZECENA, OBNIŻKA, ale nie zauważają tych napisanych nieco niżej malutką czcionką.
I tak mamy na przykład wielki napis:

PROMOCJA - 5,95

cena reg. - 5,89


I wychodzisz potem zadowolona ze sklepu, że upolowałaś mega promocje i jesteś wielka :)
Poza tym często łapiemy się na tym, że widząc słowa "KUP, A OTRZYMASZ GRATIS" działają na Nas tak magicznie, że od razu je łapiemy i wrzucamy do koszyka. Przecież dostajemy coś za darmo. Extra!
I tym sposobem kupujemy 3 produkty zamiast jednego, mimo, że i tak niekoniecznie go potrzebujemy :)

Dobrym rozwiązaniem jest przemyślenie w domu na spokojnie tego co będzie nam potrzebne i stworzenie listy zakupów. Idąc do sklepu miej pod ręką długopis i odhaczaj po kolei to, co już masz w koszyku. Jedynym minusem tego sposobu, jest to, że musisz się go ściśle trzymać i nie poddawać woli kupowania czegoś dodatkowego :)

Zbliżają się właśnie święta, jedne z najważniejszych i najbardziej kosztownych w całym roku. Nie daj się wszelkim manipulacjom i kupuj z głową, a może nawet uda Ci się coś zaoszczędzić :)

Ja mam jeszcze jeden osobisty i sprawdzony sposób.
Otóż od czasu do czasu robię listę zakupów i wręczam ją mężowi wysyłając go na zakupy.
Nie mam zielonego pojęcia jak on to robi, ale kupuje zwykle wszystko z listy, i to w dodatku takie jak  potrzeba :) Ale mało tego, on nie wydaje przy tym majątku!!!
Co zupełnie się nie sprawdza, gdy chodzimy na zakupy razem, bo wtedy to on jest tym, co to nagle potrzebuje wszystkiego i ma ochotę na to, to, to i jeszcze tamto. I tylko ćwiczy ręce biorąc po kolei z półek co się da i wrzuca do wózka.
Tak więc, nie wiem na czym polega fenomen, ale on jest w Naszym domu bohaterem i zakupy robi pierwszorzędne!

Sprawdź może i u Ciebie to będzie strzał w dziesiątkę :)

Ale mimo wszystko ciekawa jestem też, jakie Ty masz sposoby robienia zakupów?
Co robisz, żeby nie wydawać dwa razy więcej i nie wracać do domu z niepotrzebnymi torbami?
7 miesięcy Hani, już za Nami! :)

7 miesięcy Hani, już za Nami! :)

Kiedy zleciały ostatnie 30 dni? Ja nie mam zielonego pojęcia.
Dopiero co rozpoczął się listopad, BA! dopiero co z żalem myślałam, że oto zaczął się październik i trwać on będzie nieskończenie. A tu co się stało, wstaję i widzę pierwszy grudnia!

Czy każdy kto ma dziecko twierdzi, że czas pędzi i zatrzymać się nie chce?
Ja uważam, że absolutnie tak jest, zanim się obejrzę, a Hanka będzie świętować swoje pierwsze urodziny...

Tymczasem za Nami 7 miesięcy absolutnej radości oraz nowych wspaniałych i niepowtarzalnych chwil.
Co nowego w minionym miesiącu?
Hania raczkuje i ślizga się na całego. Najlepsza zabawa to uciekanie z koca tudzież kołdry na panele i ślizganie się dookoła sofy, która stoi na środku salonu. Zabawa iście fantastyczna i trwa co najmniej 15/20 minut.
Tak, jak w poprzednim miesiącu, tak i w tym dominują zabawki grające, grzechoczące i szeleszczące. Stwierdzam też, że moje dziecko ma ogromnie dziwne zamiłowania muzyczne, gdyż uwielbia, gdy jej śpiewam. Do tej pory każdy raczej sugerował, że to nie jest najlepszy pomysł, tymczasem chociaż własne dziecko mnie docenia! Ha :)

Mała siedzi już stabilnie, choć zdarzają się małe zachwiania od czasu do czasu, ale dajemy radę.
No i wiercipięta z niej niesamowita, przemieszcza się z prędkością światła, nie zdążymy się odwrócić a już przemieszcza się z jednej strony łózka na drugą. Ale jaki potrafimy wyrobić sobie przy tym refleks, żeby uchronić ją przed jak najmniejszą liczbą guzów :)

Za Nami także bardzo ważne wydarzenie, gdzie główną bohaterką była Hania - Chrzest. Wszyscy w Kościele przez 3/4 mszy mogli podziwiać arię mojej córki, na szczęście potem usnęła. Potem była niezwykle niezadowolona, że każdy podczas obiadu był nią zainteresowany. Przechodzenie z ręce na ręce zupełnie jej się nie podobało. Wyjścia były dwa, albo tuliła się do mnie zapłakana, byle tylko nikt już jej nie nosił, albo siedziała sama bawiąc się na kanapie z dala od przechodzenia od cioci, przez wujków, babcię, dziadka itp. Wtedy wreszcie odetchnęła. Dzień zdecydowanie należał do tych bardziej stresujących i wyczerpujących. Ale przetrwaliśmy :)

Ach bym zapomniała o najważniejszym!!!
Zupełnie niespodziewanie i nagle, pewnego zwykłego, szarego, przeciętnego dnia, Hania spała w swoim łóżeczku, a ja cichutko jak mrówka sprzątałam Naszą sypialnie. Zauważyłam, że czas drzemki dobiega końca, małe oczy się otwierają, pojawia się jak zwykle uśmiech od ucha do ucha, pomyślałam sobie jak zawsze, że dla takich chwil warto żyć. Tu mnie moje dziecko zaskoczyło. Po kilkunastu minutach samotnej zabawy, mała wyciąga do mnie ręce i marudnym głosem woła -MAMA! No stanęłam jak wryta, dobrze, że powtórzyła to co najmniej kilka razy, bo inaczej pomyślałabym sobie, że się przesłyszałam. To wspaniałe i zdarza się zdecydowanie coraz częściej, a ja ciągle nie dowierzam <3

Z nowych słów są także -Baba i -Mam, nie muszę chyba tu pisać, że owa "Baba" w siódmym niebie, a Tatuś nie bardzo może się z tym pogodzić, bo też chciałby żeby go dziecko uszczęśliwiło. Oj myślę sobie, niech Nasza Hania zacznie mówić "Tata daj", a Tata będzie z sentymentem wracał do tych czasów kiedy jeszcze te słowa więzły Hani w gardle :)

Widać, że charakterek to ona będzie miała. Trochę mamy, trochę taty i mieszanka powstaje wybuchowa :)
Na razie widać, że mała jest uparta i za wszelką cenę próbuje dostać to, na co właśnie ma ochotę. Jeśli jej nie pozwalamy, to zaczyna płakać i marudzić i sprawdza co chwila naszą reakcję. Na szczęście, póki co, po paru minutach odpuszcza zajmując się czym innym :)
Zrobiła się z niej kochana przylepka. Uwielbia się przytulać i chichrać. Ostatnio zdarza jej się coraz częściej po przebudzeniu wdrapywać na mnie i witać soczystym buziakiem.
Czy może być coś bardziej uroczego? :)

No i najnowsza wiadomość to zęby.
Nieszczęsny ból dziąseł osiąga już swoje apogeum. Ostatnie dwie noce nieprzespane i okupione płaczem. W ciągu dnia nie lepiej, Hania nie może zasnąć nawet na krótką drzemkę, tuli się jedynie do mnie i tylko wtedy udaje jej się przymknąć oko choć na chwilę.
Mam nadzieję, że jutro ukaże się cienka biała kreseczka na linii dziąseł i Hanusia będzie mogła funkcjonować normalnie :)

 26 tydzień

 27 tydzień

 28 tydzień

 29 tydzień


Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger