Pomaganie przez blogowanie

Pomaganie przez blogowanie

Wychodzę z domu. Zostawiam w ciepłym i rozmemłanym łóżku śpiącą Hankę i męża. Przede mną ponad dwie godziny jazdy samochodem. Pogoda nie sprzyja. Niby jakieś promienie słońca próbują się przebić przez gęste chmury, ale przegrywają z upartą ulewą. Choć oczy się jeszcze kleją, wciskam gaz do dechy - grzecznie trzymając się przepisów, włączam muzykę na full i daję się porwać chwili samotności. Odkąd mam dziecko takie chwile zdarzają się niezwykle rzadko.

pewnamama.pl

Co bloger wiedzieć powinien?
Kierunek Łęczyca. Dojeżdżam na miejsce. Z dala słychać szum rozmów, głośny śmiech i piski kilkorga biegających dzieciaczków. Taaaak, długo czekałam na kolejne takie spotkanie. Rozpoczynamy kubkiem gorącej i aromatycznej herbaty, by następnie zgrabnie przejść do części prelekcji i warsztatów. Na pierwszy ogień wędruje Sławek i próbuje przybliżyć wiedzę niezbędną każdemu blogerowi z zakresu SEO. Dla mnie to nadal czarna magia, ale udaje mi się rozwiązać kilka zagadek. Następnie dajemy wszystkie upust swoim artystycznym duszom i tworzymy wspaniałe dzieła z myślą o naszych najbliższych. Dobra zabawa i świetny humor gwarantowane. A widząc efekt końcowy duma i satysfakcja zapierają nam dech w piersiach :) Pozostając w temacie artystycznym witają nas dwie zakręcone na punkcie DIY dziewczyny. Próbują zarazić nas swoją pasją. Próbują udowodnić nam, że DIY wcale nie takie straszne. Próbują też pokazać, że to może być tanie, łatwe do wykonania, a efekty będą w pełni zadowalające. I wiesz co, w zupełności im się to udaje! :) Teraz, gdy szukam inspiracji i podpowiedzi zaglądam najpierw do Dekostacji - Tobie też polecam. I na sam koniec Iza. Prezentuje nam możliwości Brand24, czyli o tym, jak monitorować sieć. Wszak każdy bloger wiedzieć powinien - co? gdzie? i jak? Głowa pęka od pomysłów. Wiele pytań w końcu uzyskało odpowiedzi. Ostatnie godziny to z pewnością nie była strata czasu. Organizatorka - Lady mami, pod względem organizacyjnym spisała się tutaj na medal!

Blogowy Szał Mam

ahmad tea

partnerzy spotkania

upominki

Warsztaty - smok Ignacy


Idea spotkania
Być może odniesiesz wrażenie, że takie spotkanie to tylko pogaduszki, prezenty i potem - ciach! biegiem do domu. Jednak nie. Na takich spotkaniach zbieramy się po to, żeby pogadać owszem, ale główna idea to pomoc. Wiesz dlaczego cenię sobie ją w takim wydaniu najbardziej? Bo mam całkowitą świadomość komu konkretnie pomagam. Jestem z natury bardzo wrażliwa na ludzką krzywdę i cierpienie i jeśli tylko mam możliwość to nie zastanawiam się ani chwili. Jednak cenię sobie bardzo to, że wiem komu pomagam konkretnie. W tym przypadku przekazane przez partnerów spotkania prezenty licytowałyśmy zażarcie, a wszystkie pieniądze szły na konto Podopiecznego Fundacji Zdążyć z Pomocą. Zebrałyśmy całkiem niezłą kwotę - 4 800 zł. Brawo My!

Bloger nie taki jak go malują
Według wielu osób w obecnych czasach blogerzy to Ci, którzy piszą pamiętniki. Tylko zamiast chować papierowy zeszyt pod poduszkę, przerzucili się na wersję elektroniczną. Albo jeszcze inaczej, to Ci co, to wszystko by chcieli za darmo. Piszą tylko do firm i żebrzą. Żebrzą o cokolwiek, byle tylko dostać za nic. Wiesz, pewnie masz trochę racji. Też znam pełno takich pseudo blogerów. Ale wiedz także, że blogerzy to też ludzie. Ludzie, którzy nie odwracają się widząc ludzką krzywdę. Po tej drugie stronie siedzi być może taki ktoś jak ty - informatyk, nauczyciel, lekarz, sprzedawczyni ze sklepu, to nie istotne. Ten ktoś dzieli się swoim doświadczeniem, służy radą, dzieli się pomysłami, czasem też zmotywuje Cię do działania, czy też podzieli się swoim ulubionym przepisem na sernik. Ten ktoś jest dla Ciebie, a nie przeciw Tobie :)

Uczestniczki spotkania

Do tego spotkania dołączyło wiele firm. Wiele osób zaufało Nam i uwierzyło, że pomożemy. Starałyśmy się z całych sił. Gdy idea słuszna, to nie żal Ci żadnej wydanej złotówki. Wiesz przecież, że to prędzej czy później zaprocentuje. Pamiętaj karma wraca.
Ze swojej strony dziękuję. Zarówno za pogaduchy, ciepłą herbatę i prezenty, jak i za to, że mogłam stać się częścią tego świetnego spotkania i dołożyć swoją małą cegiełkę pomocy.

Sponsorzy spotkania

Mamali Eveline Cosmetics Oillan Eqilibra Kosmetyki AA Rainbow Lyll Ahmad Tea  Oladi Bioxsine Merlo-Dekor Kuferek Pereł AWM Jupi Park Majunto Papiko Monello Gagalu Wydawnictwo Zakamarki Felicea Alegorma Akatja Tilly & Me Otula.pl Kolorowy Świat Katarzyny Be Yourself Deleko Bispol JJ Fashion Handmade Kasi Bielenda Semilac Crochet World Folkstacja Vifon Familie.pl Tron Ouhmania All Bag DekoŚwiat Ewy Maskotkowa kraina Lalki Metoo Sklepik z marzeniami Wydawnictwo Ovo Rękodzieło artystyczne Ewelina Knapik Toly Moje nowe buty Ipanema i Rider Kosmico Linomag Iwostin Lejdi Shepard Emolium Dermaglin Face&Look SofiShop.pl Nowa Era Świerszczyk dla dzieci Szyfoniera Granna Oho Meglio Mizerki Kids Arpex Wydawnictwo Zielona Sowa Ann-spełnione Tiulove marzenie Iglarki  Kamaro Miravena Name me Revitalash Paisley Manufaktura Bab Semco Resibo Rękodzieło Magia Kul Pracownia Rękodzieła „By Melissa” Pierre Rene Mabibi Wypalanka Yapok Minerwa i Sotin Ava Artofis Bajki Personalizowane Takie siakie by Kate Lenny Lamb Koszulkowo Domek Tekturowy Lupomi Patatoy ProBody NaturalnePiękno Ebebe Borsuczkowy Domek Attipas ChrisCosmetics Zuzulove MadeByRuda Pabobo KaMaz Dubi

Patroni Medialni spotkania

Parenting.pl KobiecePorady.pl Moja Łęczyca mojaleczyca.pl Gazeta Lokalna Kutna i Regionu Mamspotkanie.pl Czasdzieci.pl Dzieci.pl Sosrodzice.pl urodaizdrowie.pl

Sponsorzy i partnerzy medialni spotkania
Święta, których nie było

Święta, których nie było

W tym roku gorączka świąteczna mnie skutecznie ominęła. A raczej, to ja świadomie i z pełną premedytacją z niej zrezygnowałam. Kupując prezenty kieruje się potrzebami, marzeniami  i pasjami bliskich. Staram się, by były one odpowiednio spersonalizowane. Nie biegam spocona od sklepu do sklepu, tylko siadam wygodnie z kubkiem ciepłej herbaty w ręku i klikam "kup teraz". Nie odmawiam sobie wizyt w centrach handlowych, bo te sklepowe i kiczowate dekoracje oraz świąteczne piosenki w tle mają jakiś taki niepowtarzalny magiczny klimat. Nie chciałam by mnie ominął.

Boże Narodzenie 2016

Porządki świąteczne
Co roku powtarzałam sobie, że wcale nie będę się tak bardzo męczyła przed samymi Świętami. Że nie będę podpierała się ze zmęczenia brodą, byle tylko odhaczyć kolejną posprzątaną rzecz z niekończącej się listy obowiązków. I tyle było mojego gadania, bo na trzy dni przed Wigilią zakasywałam rękawy, a w domu aż się kurzyło. Każda szafka była wypucowana, całe pranie wyprasowane, okna co do milimetra wymyte, kąty odkurzone a podłogi wyfroterowane. Dzień i noc piekłam pierniczki, byle tylko każdy dostał swoją paczuszkę, bo to przecież miłe. I ostatniej nocy styrana kładłam się nie wcześniej niż o 3 czy 4 w nocy piekąc wcześniej jeszcze ciasta i susząc po ciuchu mokre włosy, by nikogo nie obudzić. A potem następnego dnia rozpoczynaliśmy rodzinny wigilijny maraton, by wreszcie o 23 wrócić do domu na ostatnich nogach.

Okładka magazynu vs. Rzeczywistość
Te Święta postanowiłam zorganizować inaczej. To było spore wyzwanie dla mojej mocno pedantycznej i ambicjonalnej natury. Na trzy tygodnie przed Świętami dom powoli zalewała fala świątecznych dekoracji. Za każdym razem, ten Hankowy wielki szczery uśmiech od ucha do ucha mówił wszystko. Każda wydana złotówka i powieszona dekoracja była tego warta. Do ostatniego dnia przed świętami miałam masę pracy. Zamówienia goniły zamówienia. Przyznaję, dom ogarnęłam z grubsza, a o umyciu okien nawet nie pomyślałam. W przeddzień Wigilii zrobiłam dwie szybkie sałatki na śniadanie, omiotłam spojrzeniem dom i ogarnęłam to, co najbardziej kłuło w oczy. Wieczorem zamiast zakasać rękawy i pucować kąty do nocy, wolałam zrobić sobie gorącą kąpiel, nałożyć maseczkę na twarz i oddać się błogiemu relaksowi. I wcale nie było mi żal. Czułam się wspaniale.
Następny dzień rozpoczynał się świątecznym śniadaniem. Co roku mamy nie mniej i nie więcej jak trzy Wigilie i  to się nie zmieni. Mam trzy siostry. Żebyśmy mogły spędzić w Święta choć trochę czasu bez pośpiechu spotykamy się tradycyjnie u mnie na świątecznym śniadaniu. Dekoracje szybko znikają ze stołu za sprawą małych ciekawych rączek. Starannie zapakowane i równiutko ułożone prezenty szybko przejmują dzieci spod choinki. Strzępki papieru do pakowania latają wszędzie po całym salonie. Słychać piski, wrzaski i okrzyki radości. Najmłodsze w rodzinie wyrywają sobie swoje prezenty z rąk. Wszak nie od dziś wiadomo, że ten drugi prezent jest lepszy, niż własny :) Jakieś jajko leży pod stołem. Jedna z dziewczynek właśnie wylała sok na pół pokoju. Tatuś zniknął za drzwiami sypialni testując swój prezent w spokoju. W tle słychać nawet chwilową kłótnię, która kończy się tak szybko jak się rozpoczęła. I tak co roku. A nawet lepiej... Bo przecież dzieci rosną, będą na pewno pojawiały się kolejne. Spokojniej na pewno nie będzie.

prezenty

prezenty dla dzieci




Świąteczna nostalgia
A ja? Ja z jednej strony myślę sobie, że cudownie byłoby mieć takie Święta jak z okładek najnowszych magazynów. Tam wszystko takie piękne, poukładane, czyściutkie. Każda rzecz, najmniejszy drobiazg do siebie pasuje. Na podłodze nie znajdziesz ani okruszka. Nic nie ma prawa wymknąć się spod kontroli. Tylko.....tylko pojawia się po chwili takie zwątpienie, czy to aby na pewno jest prawdziwe? I tak po chwili udaje mi się ocknąć z tych cukierkowych wizji, omiatam wzrokiem tą moją wesołą gromadę i mimo narastającego hałasu w połączeniu z bałaganem nie oddałabym tych Świąt za nic. Daję się porwać emocjom, pstrykam jak oszalała fotki, z których większość i tak pewnie nie wyjdzie. Pomagam swojemu dziecku z ogromną ekscytacją otwierać kolejne prezenty, mimo, że przecież doskonale wiem, co tam się znajduje. I chłonę każda jedną najmniejszą sekundę. I racja, to zupełnie nie są te cukierkowe Święta przebiegające niczym według określonego scenariusza, ale są w każdym calu prawdziwe, z wielkimi emocjami i łezką w oku. Nawet pomimo tych nieumytych okien :)

A Ty? Za jaką rodzinną tradycję świąteczną kochasz każde Święta? A może planujesz jakąś wprowadzić? :)
Co kupić dziecku zamiast słodyczy?

Co kupić dziecku zamiast słodyczy?

To, że z roku na rok wzrasta liczba otyłych dzieci to niezaprzeczalny fakt. To, że nie jesteś w stanie wyeliminować całkowicie słodyczy z diety swojego dziecka to również prawda. Ale możesz zachować się rozsądnie i podejść do tematu z głową.

co kupić dziecku zamiast słodyczy?

Nie, nie jestem złą matką
Nie lubię, gdy obcy ludzie bez pytania i pozwolenia częstują czymś moje dziecko. Po pierwsze zazwyczaj są to słodycze. Po drugiej z jakiej racji ktoś, kogo nie znam nawet ja, pochyla się nad moim dzieckiem i je czymkolwiek częstuje. Ludzie nie zastanawiają się czy może dziecko jest na coś uczulone, czy może czegoś jeść w ogóle nie może, czy po prostu rodzice mu tego nie dają. Ja za każdym razem reaguję stanowczo, moje dziecko zazwyczaj reaguje albo strachem albo płaczem. Owy ktoś zwykle mierzy mnie surowym wzrokiem i uważa za wariatkę. Powyższe sytuacje zdarzają się na szczęście stosunkowo rzadko. Chwilę się złoszczę, szybko zapominam, nie mam wpływu na ludzi których nie znam.
ALE! Już zupełnie nie rozumiem w podobnych sytuacjach ludzi, którzy generalnie znają mnie i moją rodzinę i wiedzą, jakie mam zasady czy przyzwyczajenia. A to oni zazwyczaj mierzą mnie najbardziej pogardliwym i tępym wzrokiem, nie przyjmując do siebie żadnych moich racjonalnych argumentów. Jestem złym rodzicem i już. Mało tego niszczę własnemu dziecku dzieciństwo!
Naprawdę? Czasem aż nie wierzę, że dożyłam czasów, gdy o wspaniałym dzieciństwie świadczy ilość zjedzonych słodyczy.

Mam swoje zasady
Nie, nie jestem wariatką i moje dziecko choć ma rok i siedem miesięcy je słodycze. Nie mam zamiaru zupełnie wyeliminować ich z diety. Ale czy musi jeść te, w których sama chemia i zło wcielone? Moje dziecko je owoce w kilogramach, nie mówiąc o zwykłym jogurcie naturalnym z ich dodatkiem, domowe babeczki i ciasteczka, a także wiele innych rzeczy. Ma słodyczy pod dostatkiem. Są dni kiedy ma pozwalane na więcej, a są takie, gdy nie daje jej słodkiego wcale.
Czy chcemy czy nie chcemy pierwsze dwa lata życia naszego dziecka są niezwykle kluczowe. To wtedy kształcą się pewne nawyki i przyzwyczajenia. Nie jest tak, że nie da się ich później zmienić, ale po co, skoro można dbać o prawidłową dietę dziecka już od samego początku?
Wiem, co to znaczy walka z nadprogramowymi kilogramami. Wiem, ile trzeba wyrzeczeń, trudu, cierpliwości i motywacji. Zrzuciłam już kiedyś 22 kilogramy. To ciężka droga. Po co moje dziecko ma ją w przyszłości przechodzić? Poza tym otyłość i nadwaga to nierzadko poważne problemy zdrowotne. Może teraz Twojemu dziecku nic nie dolega, ale masz pewność, że za 10 lat nadal tak będzie? Nie będziesz mieć żadnych wyrzutów sumienia?

Rysowanie kredkami

Robienie stempelków

Co kupić dziecku zamiast słodyczy?
Gdy idziesz w odwiedziny do kogoś, kto ma dziecko najtańszym i najłatwiejszym pomysłem jest wejście do sklepu, złapanie batonika tudzież czekoladki i już! I nie idziesz z pustymi rękami.
A wiesz, że są również inne możliwości, równie tanie a sprawiające więcej radości?

1. Naklejki 
Dzieci kochają naklejki. A przynajmniej większość. Wybór jest przeogromny. Od ulubionych bohaterów bajek, po zwierzątka, owoce, te związane ze świętami, wakacjami, księżniczkami, literami, cyferkami i wiele wiele innych. Wybór jest przeogromny, a ceny już od dwóch złotych.

2. Magnesy
Podobnie do naklejek, choć większa radość dla rodziców, bo naklejki zdarza się zeskrobywać z różnych niepożądanych miejsc. Z magnesami sprawa dużo prostsza. A frajda dla dziecka niezwykła.

3. Kolorowanka
Kosztuje grosze. Chyba wszelkie słowa są tu zbędne. Dzieci szaleją na ich punkcie.

4. Kredki/mazaki/kreda
Możesz wybierać i przebierać. Każdą z tych rzeczy dostaniesz już za grosze. Można kupić pojedynczo albo w kompletach. Wszystko zależy od tego ile drobniaków masz w portfelu.

5. Bańki mydlane
Lubią dzieci, lubią dorośli. Zwykłe, najbanalniejsze kosztują nawet 1,50 zł. Dostępne są także z przeróżnymi bajerami, samowydmuchujące się, w formie pistoleciku, o przeróżnych kształtach i kolorach.

6. Piłki/balony
I jedne i drugie mogą być małe, wielkie, kolorowe. Dostępne praktycznie wszędzie. Piłeczki tenisowe, pingpongowe, zwykłe. Balony z helem, albo bez. Do modelowania, albo o różnych kształtach, z napisami czy bez. Co ja Ci będę mówiła, sama wiesz ile to sprawia frajdy.

7. Plastelina/modelina
Zabawa na całego. Niby nic, a potrafi zając dziecko przez pół dnia. Jedyny minus, że trzeba cały czas nadzorować zabawę, żeby nie znalazła się w żadnych niepożądanych  miejscach. Ale dzieci szaleją :)

8. Zestaw kreatywny
Tak można kupić już za grosze! Choćby teraz w okresie świątecznym pełno takich typu: pomalowanie drewnianego reniferka, gipsowego aniołka czy styropianowej bombki. Co i rusz w sklepach się pojawiają takie i podobne. Ty wiesz jaką dziecko ma satysfakcję, gdy zrobi samo takie arcydzieło? :)

9. Farby plakatowe/farby akwarelowe/farby do witraży
Dzieci to urodzeni artyści. Uwielbiają tworzyć. Uwielbiają poznawać nowe rzeczy, nowe sposoby zabawy. To pomaga im w ciągłym rozwoju, rozbudzaniu coraz większej kreatywności i pozwala zająć na długi czas. Taki zakup z pewnością nie zasieje wielkiego spustoszenia w Twoim portfelu.

10. Książeczki
Teraz prawie w każdym markecie czy kiosku można znaleźć książeczki już od 3 złotych. My w swojej kolekcji mamy ich całą masę. Zwłaszcza, że Hania potrafi cały dzień spędzić nad oglądaniem obrazków i słuchaniem historii o kaczce dziwaczce, osiołkach, małpkach, dzikach i wszystkim co się tylko trafi pod ręką.

Wybór należy do Ciebie
Podałam Ci 10 różnych propozycji na zagwarantowanie dobrej zabawy dziecku. Gdy się dobrze zastanowisz i rozejrzysz po sklepie sama zobaczysz, że jest ich dużo więcej. I jak już wspominałam wcale te drobiazgi nie spowodują, że wydasz fortunę. To naprawdę dużo lepszy pomysł, niż kupowanie dziecku słodyczy. Skoro masz taką możliwość to zadbaj o jego dobry humor i przednią zabawę, a nie dodawaj mu pustych kalorii i zbędnych kilogramów. Owszem od jednej kinder niespodzianki czy czekolady wiele się nie stanie, ale od 10 w tygodniu już owszem.
Weź to przemyśl :)
Spotkanie marzeń

Spotkanie marzeń


Są w życiu takie spotkania o, których marzysz latami. Układasz sobie cały scenariusz w głowie. Wizualizujesz kroczek po kroczku. A potem śmiejesz się w głos, mówiąc "to niemożliwe!". Takie rzeczy przytrafiają się innym ludziom, ale nie mi. Czyżby?

Spełnione marzenia
W ostatnim roku spełniło się tyle moich małych i wielkich marzeń, że czasem sobie myślę, że wyczerpałam już chyba swój limit. Ale z drugiej strony czuję się mocno zmotywowana i wiem, że wszystko jest możliwe. Biorę udział w projekcie, który z całą pewnością mogę nazwać "życiowym".
Odkąd pamiętam marzyłam o tym, by być pisarką. Uwielbiałam (i uwielbiam to nadal!) bujać w obłokach i pisać wiersze. Zachłannie śledziłam losy ulubionych pisarek, byłam nawet na kilku spotkaniach i zazdrościłam im, że tworzą te wszystkie wspaniałe dzieła. Ostatnio nawet odkryłam, swój stary zeszyt. Nieco opłakany stan sugerował, że swoje już przeżył, jednak czytając każdy wiersz, wers po wersie wspomnienia wróciły.
Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Trochę radości, pomieszanej z nostalgią i wzruszeniem, bo przecież właśnie spełniam swoje wielkie dziecięce marzenie. Nie jest to jednak książka, ale audiobook i to już drugi! Łapie się jednak w zupełności, w ramy moich dziecięcych marzeń. Dzisiaj mając te dwadzieścia kilka lat z dumą mogę się pochwalić, że jestem współautorką dwóch audiobooków dla dzieci, opowiadających przygody kreta Filipa i jego przyjaciela Jasia. Słyszałaś o nim? Nie? To nie szkodzi. Chętnie Ci przybliżę nieco. O pierwszej płycie możesz poczytać tutaj. Druga płyta to opowieści o tradycjach bożonarodzeniowych na świecie i w Polsce. Przybliżamy słuchaczom świąteczny klimat różnych krajów. Uświadamiamy, że najlepsze święta to te, które spędza się z własną rodziną. Pokazujemy, że Święty Mikołaj odwiedza dzieci pod różnymi nazwami, a niegrzeczne dzieci nie zawsze dostają rózgi. Dzieci dowiadują się także, że święta nie zawsze są białe, a w domach niekoniecznie królują pachnące lasem i kolorowo ubrane choinki. Każda z przygód opowiada niezwykłą historię, z której dzieci mogą wynieść wiele wartościowych informacji. Na płycie znalazła się oczywiście nasza piękna Polska - ale tu święta choć pełne tradycji, są w nieco innym wydaniu. Oprócz tego znajdziesz także: Niemcy, Czechy, Hiszpanię, Anglię i wiele innych.









Projekt życia
W niedzielę, 4 grudnia w Kawiarni Smocza - Fajne Miejsce, odbyło się kameralne spotkanie promujące świąteczną płytę. Rodzinna atmosfera, czytanie bajek, wypiekanie i lukrowanie pierników oraz pełno dziecięcego śmiechu i wrzasku stworzyło prawdziwie magiczny klimat świąt. Dorośli we wszystkie atrakcje byli zaangażowani niemniej od swoich dzieci. Stałam tam sobie pośrodku, patrzyłam na te roześmiane dziecięce buzie, zadowolonych uczestników i gości. Patrzyłam z niedowierzaniem na pięknie i świątecznie wyeksponowane obydwie części audiobooka i pozwalałam się ponieść całej tej atmosferze. Zniknął gdzieś ten cały stres, a pojawiła się wielka satysfakcja. Choć oczywiście, parę rzeczy nie wyszło tak, jak byśmy tego chciały, to nie był dla mnie powód do smutku. Przecież udało Nam się osiągnąć tak wiele, a zaczynałyśmy zaledwie z głowami pełnymi pomysłów i niczym więcej. Aż ciarki przeszły mnie na myśl, co jeszcze może się udać, jeśli tylko bardzo mocno będziemy tego pragnąć. Oczywiście, trzeba podkreślić, że nie odbyło by się to wszystko, gdyby nie cała masa innych osób. Cały projekt jest realizowany od samego zera. Z założeniem, że całkowity dochód ma być przeznaczony na akcje społeczną Certyfikaty Okiem Mamy. Ot, matki blogerki, które postanowiły spełniać marzenia i dać coś co potrafią najlepiej rodzicom małych dzieci. Gdyby nie pomoc i wsparcie zupełnie obcych osób, nie udało by nam się zupełnie nic. Inni blogerzy, partnerzy strategiczni bez których płyta nie zostałaby wydana, a dzieci nie otrzymałyby mikołajkowych upominków. My pracowałyśmy jak mróweczki nocami i dniami, ale to oni wszyscy uwierzyli w nasz projekt. Docenili go, uznali, że warto w niego zainwestować. Czy może być coś bardziej motywującego?

Niezastąpione wsparcie
Stałam zawsze po drugiej stronie. Szłam do sklepu, wybierałam z półki to, co mnie interesowało, płaciłam i koniec. Nie myślałam nigdy ile kryje się pracy przy wydaniu takiego audiobooka. Napisać bajki to jedno. Znaleźć kogoś, kto zadba o poprawną polszczyznę i odpowiednią stylistykę (My Slow Nice Life), znaleźć studio nagrań (MixTrack) to kolejne kroki. Potem przychodzi czas na zaprojektowanie okładki, tu wielkie brawa należą się Ewa Brzozowska Design. I wreszcie ktoś, kto zdecyduje się projekt sfinansować - ogromne podziękowania dla Zalesie Mazury Active Spa oraz ktoś, kto nawet w ostatniej chwili zauważy potencjał w projekcie i zapewni wszystkim dzieciom słodkie upominki - Tesco, to Wy uświetniliście nasze spotkanie.








Kup już dziś
Długa droga minęła, ogrom pracy został włożony w cały ten projekt, a teraz z dumą trzymam dwie płyty, które powodują, że pękam z dumy z ogromnym bananem na twarzy. Do tego zadowoleni rodzice, pełno miłych słów, podziękowań - w życiu mi się to nie śniło. Mam również dla Ciebie wspaniałą wiadomość, bo obydwie płyty są do kupienia TUTAJ i to w rewelacyjnej cenie. To idealny pomysł na prezent. Albo wcale nie czekaj na Święta, kup już dziś. To także doskonały sposób na spędzenie wspólnego czasu, razem z całą rodziną i pokazanie dziecku różnych części świata, gdzie nie brak magii i niesamowitych przygód. A potem daj koniecznie znać czy wszystkim się podobało. Będzie mi szalenie miło :)

Ach i bym zapomniała! Jeśli czujesz już ten magiczny zbliżającymi się wielkimi krokami świąteczny klimat wskocz na stronę Tesco, odszukaj aplikację Płatek śniegu i wyczaruj najpiękniejsze życzenia dla swoich bliskich. Możesz być pewna, że każde z życzeń jest indywidualne i wyjątkowe. Ja dzisiaj zamierzam zaskoczyć tych, z którymi w święta nie będzie dane mi się zobaczyć. Jestem pewna, że będzie to miły gest :)





Ekspert, specjalista czy zwykły amator - możesz być kim chcesz!

Ekspert, specjalista czy zwykły amator - możesz być kim chcesz!

Odkąd zaczęłam pisać bloga moje życie zmieniło się nie do poznania! - to są najczęściej powtarzane przeze mnie słowa w tym roku. I choć brzmi to już jak oklepany banał, nic na to nie poradzę, bo tak właśnie jest. Stałam się zupełnie inną osobą. Choć może inaczej. Jestem taka, jak byłam przedtem, ale bez tych wszystkich blokad, wątpliwości i strachu przed nieznanym. Otworzył się przede mną świat, w którym słowa "chwytaj dzień", "doceń szczegóły" czy "raz się żyje" nabrały zupełnie innego, nowego wymiaru.

Marta Korotko www.pewnamama.pl

Zawsze stawiaj na siebie
Mając dziecko patrzy się zupełnie inaczej na życie i otaczający świat. Z jednej strony uczysz się prawdziwie cieszyć, z tych małych najdrobniejszych rzeczy dnia codziennego. Odkrywasz w sobie kreatywną duszę i niekończące się pokłady cierpliwości. Z drugiej chodzisz z szeroko otwartymi oczami i stosujesz cały wachlarz zapobiegliwych sztuczek, by zapewnić mu jak najlepsze bezpieczeństwo. Odkrywasz, że da się nie spać przez tydzień czasu, wyczarować pożywny i zdrowy obiad z niczego i jeszcze gdzieś pomiędzy tym wszystkim znajdujesz czas dla siebie. Realizujesz się, spełniasz marzenia, szukasz różnych możliwości i podejmujesz "zdrowe ryzyko". Wiesz, że dziecko to obowiązek na całe życie, ale to ani trochę nie musi Cię ograniczać.
To, że chcesz zrobić coś tylko dla siebie nie znaczy przecież, że przestałaś być dobrą mamą. Wręcz przeciwnie. To trochę tak jak w związku. Poznajesz faceta, zakochujesz się, zaczynacie się spotykać. Jesteś tak zauroczona, że świata poza nim nie widzisz. Żyjesz od spotkania do spotkania. Choć chciałabyś wyjść z przyjaciółkami do kina czy na drinka, to żal Ci przepuścić kolejnej okazji do spotkania z facetem. I tak zaniedbujesz siebie. Po jakimś czasie, gdy się ockniesz zobaczysz, że kompletnie zdziczałaś. Mając dziecko jest bardzo podobnie. Chcesz nacieszyć się każdą cudowną chwilą z nim. Nie chcesz stracić niczego ważnego. To zrozumiałe, ale przecież nie możesz dać się zwariować. Odetchnij czasem i odetnij się od tego kołowrotku. Wyjdzie Tobie i wszystkim dookoła na zdrowie.

Wybierz swoją drogę
Bardzo łatwo jest sobie postanowić: "Będę szyła maskotki, ciuchy i wyprawki dla dzieci" albo "Będę fotografem". Ja właśnie tak rok temu postanowiłam. Nie miałam kasy, nie miałam doświadczenia, nie miałam pojęcia jak zacząć. Wiedziałam tylko tyle, że strasznie chce coś robić w tym kierunku.
Zaczęłam od dwóch rzeczy. Po pierwsze zbierałam każdy grosz. Po drugie szukałam porad, wskazówek i możliwości w internecie. Bez wątpienia Internet to potężne i często darmowe fantastyczne źródło uzyskania pomocy. Choć miesiące mijały, ja w końcu na maszynę uzbierałam. Aparat zdobyłam poniekąd dzięki blogowaniu, a z drugiej strony dzięki ambicjom, swoim uporze i wrodzonemu talentowi negocjacyjnemu. Ogromny sukces był już za mną. Zaczęłam od szycia. Metry materiałów były wyrzucane do kosza. Spędzałam czasem godziny na pruciu. Bywały dni, że rzucałam wszystko w kąt. Albo czekałam tylko aż wszyscy pójdą spać, bym mogła usiąść do maszyny i znaleźć się w zupełnie innym świecie. Podpatruję często innych, lepszych ode mnie. Albo próbuje zupełnie własnych sił, szyjąc coś co wpadnie mi do głowy. Wiem też, że inspiruję do tego innych.
Po tym, jak zapoznałam się i polubiłam z maszyną do szycia przyszedł czas na aparat. Wymarzony, taki ekstra, co to sam robi nieziemskie zdjęcia! Okazało się, że hmmm....no świetny to on jest, ale żeby robił te nieziemskie zdjęcia to jednak trzeba mieć jakieś umiejętności. I znowu zaczęło się szperanie w necie. Choć na jakiś kurs bym poleciała w podskokach, to jednak brak funduszy ogranicza. Postanowiłam znów poszperać w Internetach. Trafiłam na setki inspirujących blogów, zdjęć czy profili na Instagramie. A wśród nich na tą perełkę. Fantastyczna laska, która swoim słowem i obrazem daje ogromnego kopa do tego, by się nie poddawać. Inspiruje i skłania do przemyśleń. Daje tysiącom ludzi jak na tacy swoje doświadczenie, wiedzę i nierzadko swój cenny czas. Spadła mi jak z nieba. W momencie kiedy coraz bardziej zaczęło mnie fascynować robienie zdjęć, a jednocześnie blokowała niewiedza i nieumiejętność odpowiedniego posługiwania się aparatem, ona postanowiła podzielić się ze mną wiedzą tajemną :) Lekcje fotografii od zera stworzone przez Rudą to właśnie to, czego potrzebowałam. Choć przede mną droga jeszcze daleka, by stać się zacnym ekspertem, to wiem że cały czas robię coś, by nie stać w miejscu. Widzę już różnicę pomiędzy obecnymi zdjęciami, a tymi robionymi dwa, trzy lata temu. Są zdjęcia, od których oczu nie mogę oderwać i w szoku jestem, że sama je zrobiłam. Są też takie, od których z daleka trąci totalną amatorką. Mnie to nie dołuje. Mam w głowie zawsze taką myśl (wyniesioną z pewnego szkolenia), że cokolwiek byśmy nie robili, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie robił to od nas lepiej. To trochę prawda. I nic nie stoi na przeszkodzie, żeby temu komuś dorównać. Zwłaszcza, że możliwości są, trzeba tylko dobrze się rozejrzeć. Albo znaleźć niekiedy pomocną dłoń, która może pomóc nam wspiąć się na wyżyny!

Rób, to co kochasz - pewnamama.pl

Motywacja ma znaczenie
Wielu ludziom wydaje się, że żyjemy w kraju, w którym wszystkim rzuca się jedynie kłody pod nogi i czeka na każde potknięcie. A potem utrudnia się dalej. To poniekąd prawda. Jestem jednak zdania, że jeśli czegoś bardzo chcesz, to w końcu znajdziesz sposób by to osiągnąć. I być może zajmie to dużo więcej czasu niż się początkowo wydawało. Być może w międzyczasie będziesz potrzebować oddechu, by przekonać się, że na pewno obrałaś odpowiednią drogę. Jednak pomyśl też, jaka później będzie satysfakcja, gdy cel uda Ci się osiągnąć!
Jak skutecznie oszczędzać pieniądze?

Jak skutecznie oszczędzać pieniądze?

My młodzi ludzie żyjemy tu i teraz. Nie zastanawiamy się co będzie za dwa lata, a co dopiero za 10 czy 30. Utarło się w naszych głowach, że choroby to problemy ludzi w podeszłym wieku. Nam się wydaje, że jesteśmy ponad to. Przecież pomiędzy nami a naszymi dziadkami jest taka przepaść. Wydawałoby się, że my nigdy nie będziemy w takim wieku. To w ogóle nie do przyjęcia. Mamy na głowie własną pracę, życie rodzinne, szkoły dzieci, imprezy, spotkania ze znajomymi, własne ważne sprawy, ale emerytura? Czy też jakieś nieprzewidziane zdarzenia losowe? Nie no bez jaj, przecież mamy lepsze tematy i decyzje do podjęcia.

jak oszczędzać pieniądze?

Zdecyduj już teraz
Nie wszyscy chcą żyć planując każdy dzień z wyprzedzeniem. Ja sama tak nie potrafię. Spontaniczna ze mnie dusza. Potrafię w jednej chwili podjąć decyzję o wyjechaniu na weekend na drugi koniec Polski. Albo nagle stwierdzam, że w domu przydałby się remont. No może nie taki generalny, ale odświeżenie, jakaś zmiana. Mój mąż w pierwszych sekundach nieco blednie jak słyszy najnowsze wieści, ale sam nie jest lepszy. Spontaniczne zakupy to jego ulubiona działka. Zdarzają się także nagłe wypady ze znajomymi, zepsuta lodówka albo zakup trzeciej pary butów w jednym miesiącu. A gdzieś z tyłu głowy zawsze są jeszcze te myśli, że przecież musimy mieć też pieniądze na czarną godzinę. Chcesz z jednej strony "mieć ciastko i zjeść ciastko". Móc skorzystać ze swoich oszczędności w każdej chwili, ale jednocześnie nie chcesz się doszczętnie spłukać. To normalne, to chyba marzenie większości ludzi. Ale pamiętaj, że nie jest to nierealne. Po prostu poznaj swoje możliwości i wybierz najlepszy sposób. Będziesz, co prawda lżejszy o pewną ustaloną sumę pieniędzy co miesiąc, ale ile to będzie niosło za sobą korzyści! Ja podjęłam już pewne decyzje. Moje życie w moich rękach. I głowa spokojniejsza :)

Ustal możliwości
Cały czas mam świadomość, że nie mam możliwości przewidzenia przykrych sytuacji, które mogą spotkać mnie i moją rodzinę. Chciałabym, by podobne zdarzenia szczęśliwie nas omijały, ale wiem, że nie na wszystko mamy wpływ. Chcę jednak jak najlepiej zabezpieczyć swoją rodzinę na przyszłość. Ty też? Są pewne kroki, które możesz podjąć, by mieć świadomość, że w każdej sytuacji posiadasz jakąś deskę ratunkową.

To m.in.:
- ubezpieczenie prywatne
- ubezpieczenie domu
- inwestowanie
- oszczędzanie

Przy dwóch ostatnich punktach chciałabym się zatrzymać. Jak pewnie wiesz, istnieje co najmniej kilka sposobów oszczędzania i inwestowania własnych środków. Możesz odkładać pieniądze we własnym domu. Do skarpety, tudzież słoika. I ku ogromnemu zdziwieniu nawet po kilku miesiącach oszczędzania uzbierać całkiem fajną i konkretną sumę. Jednak ma to niestety dwie negatywne konsekwencje. Po pierwsze w perspektywie wieloletniej, wcale ta suma nie wydaje się już tak duża i kolorowa, zwłaszcza w obliczu wydatków, które mogą Cię spotkać. A po drugie, zanim uda Ci się uzbierać nawet jakąś jedną określoną sumę, pieniądze zdążą się rozejść. A to jedne nieplanowane zakupy, drugie. U mnie w domu to się zupełnie nie sprawdza. Ten słoik jest zbyt dostępny, by go regularnie zapełniać :) 
Kolejna opcja to np. konta oszczędnościowe. W każdym banku masz nieco inne warunki. Delikatnie różniące się oprocentowanie. Do pewnego czasu myślałam, że to fajna opcja, ale w zasadzie to nic innego jak takie domowe oszczędzanie. Z tą różnicą, że pieniądze odkładasz wirtualnie. Nie masz ich fizycznie w domu. Ale na samym oszczędzaniu zyskasz tyle co nic.
Są jeszcze lokaty, wiem, że dużo osób z nich korzysta. Choć moja wiedza jest w tym temacie mocno ograniczona, to mimo to nie jestem ich zwolennikiem. Nie planuję korzystać z tej możliwości. 
Jeszcze jedna opcja to szeroki wachlarz oferowanych przez nasz rynek indywidualnych kont emerytalnych (IKE) i indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). Wpłacasz  określoną sumę pieniędzy, kiedy chcesz. Możesz jedynie raz w roku - żaden problem, to Twoja decyzja. Jesteś w stanie co miesiąc? Świetnie, po jakimś czasie uzbiera się całkiem fajna suma pieniędzy. Nie stresujesz się niepotrzebnie. Możesz wybrać najlepszy dla Ciebie z dostępnych wariantów. To Ty masz być zadowolony. Możesz założyć jedno z kont lub oba na raz. Nie masz czasu - załóż sam w domu, przez Internet. Masz pytania, wątpliwości - udaj się do doradcy. Dowiedz się jak możesz zaoszczędzić! To chyba lepsze rozwiązanie niż czekać na cud i wygraną w lotto? :)

Żyj bez strachu
Wiem, jakie jest życie, gdy nie masz tak naprawdę ani złotówki. Gdy liczysz każdy grosz i modlisz się, by żadna przykra niespodzianka nie zaskoczyła Cię do końca miesiąca, bo po prostu nie podołasz. Gdy patrzysz lub słuchasz z zazdrością gdzie bywają ludzie, których znasz. Jedne wakacje, drugie. Manicure, fryzjer, kolejna nowa torebka. A Twoja frustracja rośnie. No bo, dlaczego Ty nie możesz mieć tak samo? Myślałam kiedyś podobnie. Ale teraz jestem dużo mądrzejsza. I całe szczęście. Czasy są takie, choć może to wina mojego charakteru, że ile bym w ciągu miesiąca nie zarobiła pieniędzy zawsze będzie mało. Ale poznałam też najlepszy dla mnie sposób, by miesięcznie parę groszy odłożyć. Ty też powinieneś poznać swój. Chyba, że już go znasz. Zgodzisz się pewnie wtedy ze mną, że pozwala to zaoszczędzić ogrom codziennego stresu, prawda? U mnie to działa. Choć wspólnie z moim mężem wiemy, że nie istnieje żaden sposób, bym porzuciła swoje mniej lub bardziej kosztowne pomysły. Wiemy, że co jakiś czas jemu przyjdzie ochota na szybkie nieplanowane zakupy. Mamy świadomość, że skoro mamy dziecko, to wydatki będą zdarzać się już nieustannie i niezmiennie. Wiemy też, że nic nie działa wiecznie - ten telewizor i wciąż psującą się pralkę w końcu trzeba będzie wymienić. Ale mimo wszystko śpimy spokojnie, bo wiemy, że znajdziemy na to środki.
Więc jak? Oszczędzasz z nami? Jaki będzie dla Ciebie najlepszy sposób?
Jakie czasy taka perfekcyjność

Jakie czasy taka perfekcyjność

Czym jest dla Ciebie perfekcyjność? Czy ona w ogóle istnieje? Czy perfekcyjną jest ta mama, którą stać na sprzątaczkę, nianię do dziecka i zabiegi do kosmetyczki? A może to ta, która musi się nieźle nagłowić nad organizacją dnia? Codziennie poświęca czas dziecku, trudzi się by każdy dzień był atrakcyjny i niósł jakieś nowości. A od święta znajdzie czas na pójście do fryzjera i pomalowanie paznokci?

perfekcyjna mama

Perfekcyjność w pospolitym wydaniu
Nie będę tu skromna i z podniesioną głową powiem Ci, że Ja uważam się za perfekcyjną mamę. Mało tego, Tobie też to powiem: Uważam, że jesteś perfekcyjna. Jeśli kochasz swoje dziecko, jesteś z nim w tych dobrych i gorszych chwilach, pomimo trudności pokazujesz mu tą piękniejszą stronę rzeczywistości, czuwasz nad nad całą organizacją dnia - to jesteś wspaniałą i perfekcyjną mamą. 
Dla mnie perfekcyjność to nie są wypucowane kąty w mieszkaniu. Biorąc pod uwagę, że przez ostatnie trzy tygodnie pozornie upychałam wszystko gdzie się da, a podłogę jedynie zamiatałam i to w takim tempie, że aż się kurzyło :) - to raczej do perfekcyjności byłoby mi daleko! Perfekcyjność nie wiąże się dla mnie również z wygładzoną buźką prosto od kosmetyczki i każdym włosem ułożonym w idealną stronę przez ręce doświadczonego fryzjera. Mało tego, ja często podnoszę głos, denerwuję się błahostkami, jestem niecierpliwa niczym małe pięcioletnie dziecko, a niejedna włoska rodzina nie powstydziłaby się moich kłótni - tylko szkoda mi talerzy tłuc, bo dopiero niedawno kupiłam sobie piękną zastawę :) Jakim więc prawem uważam się za perfekcyjną?

Jestem tak samo perfekcyjna jak ty
Wstaję codziennie z samego rana - tak to już wyczyn!,  zwłaszcza, że zazwyczaj po zaledwie kilku godzinach snu. Mam czas na codzienne buziaki i przytulaski. Mam czas, by wspólnie ze swoją półtoraroczną córką przygotować, a następnie zjeść śniadanie. Choć ciągle mam niedosyt chwil spędzanych razem z nią, to potrzebuję niekiedy kilku oddechów. Czasem głowię się nad jakąś atrakcyjną zabawą, która da mi choć pół godziny popracować spokojnie w ciągu dnia. Nie, nie czuję się przez to gorszą matką. Jestem tylko człowiekiem, który ma swoje nerwy, uczucia, potrzeby i jakieś granice. Zdarza się, że nie ugotuję obiadu. Zdarza się także, że miejsca w koszu na pranie szukać próżno, bo zawala już pół łazienki. I być może popukasz się tu w głowę i kiwając głową z politowaniem zapytasz - "I gdzie tu perfekcyjność?" Odpowiedź jest prosta! Potrafię każdego dnia znaleźć najdrobniejszą rzecz, by móc się prawdziwie cieszyć. Taki świat chcę też pokazać mojej córce. Potrafię być wsparciem dla mojego męża kiedykolwiek tego potrzebuje - z wyjątkiem tych chwil, kiedy wściekam się na jego lenistwo i zachowuję się jak najprawdziwsza zołza :) Słucham, wspieram, radzę, nie oceniam. Pomimo tego, że "siedzę w domu" mam czas, by od kilku lat prowadzić korepetycje. Mam czas by rozwijać to, co kocham najbardziej czyli szycie, a od święta fotografowanie. I wreszcie mam czas, by czynić to miejsce, jakim jest mój blog jeszcze lepszym. Realizować projekty, które okazują się spełnieniem moich marzeń! To wszystko, co robię nie sprawia mi trudności. A wszystko dlatego, że robię to co naprawdę kocham. Nie ważne, że czas by się poświęcać tym pasjom znajduję dopiero w późnym godzinach wieczornych i nocnych. Bywam przemęczona i notorycznie narzekam, że moja doba jest zbyt krótka. Jednak jestem szczęśliwa. I choć błahe to jak nie wiem co, ale podpisuję się rękoma i nogami pod tym, że "szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko i szczęśliwy tata". Bo to się sprawdza. Nie ilość zrealizowanych obowiązków w ciągu dnia świadczy o tym, jak perfekcyjna jesteś, ale to czy robisz to, co naprawdę kochasz. Czy znajdujesz czas na realizację własnych marzeń. Czy udaje Ci się pomiędzy wszystkimi ważnymi sprawami do załatwienia, pomiędzy byciem jak najlepszą żoną i mamą, znaleźć także chwilę tylko dla siebie.

Mogłabym po tym wszystkim napisać, jak bardzo nieperfekcyjna jestem i że w pełni to akceptuję. To także byłaby prawda. Ale dlaczego my Polki mamy w naturze stawiać się ciągle w negatywnym świetle. To od razu działa tak demotywująco. Ogłaszać, "jestem nieperfekcyjna", "jestem mamą gorszego sortu", "jestem wyrodną matką" i jestem z tego dumna, i jest mi z tym dobrze? Ja tam wolę patrzeć na siebie przez przez różowe okulary, widzieć niedoskonałości i dążyć do ich poprawy, ale przede wszystkim akceptować to kim i jaka jestem. Widzieć świat w tych jasnych i pozytywnych barwach. Doceniać się, bo przecież kurcze pomimo tych kłód pod nogami i przeciwności losu, pomimo swych niedoskonałości daję sobie świetnie radę. Ty też tak możesz :)
Rodzice chrzestni - zaszczyt czy kłopoty?

Rodzice chrzestni - zaszczyt czy kłopoty?

Planowanie chrztu
Gdy emocje po porodzie już opadną, a Ty jako świeżo upieczony rodzic powolutku zaczynasz już ogarniać nową rzeczywistość, przychodzi pora na planowanie chrztu. Jedni są zwolennikami tego, że im szybciej tym lepiej, a inni czekają aż dziecko na przykład skończy rok, półtora czy też dwa lata. Każdy ma do tego prawo i planuje według swoich zasad i możliwości finansowych. Jeden punkt jest za to stały i niezmienny. Jest nim wybór odpowiednich chrzestnych. Właśnie! Wiesz czym powinieneś/powinnaś kierować się wybierając rodziców chrzestnych dla swojego dziecka?


Nie wiem czy ta Polska jakaś dziwna czy wokół mnie akurat żyją ludzie, którzy zupełnie różnie ode mnie postrzegają istotę bycia chrzestną/ym i określenie ich obowiązków. Wielu rodziców oczekuje od chrzestnych, że Ci będą dawać dziecku lepsze prezenty czy też więcej kasy. Chrzestni sami zresztą uważają, że tak właśnie wypada. Co więcej, ogromna grupa chrzestnych zgodnie twierdzi, że z niecierpliwością czeka na 18 urodziny swoich chrześniaków, by w końcu ciężar z nich spadł. Potem to już tylko w razie czego dać porządny prezent na ślub i koniec z pełnieniem tej niewdzięcznej funkcji.

Obowiązki rodziców chrzestnych
Za każdym razem jak tego słucham to aż mnie telepie ze złości. Naprawdę o to w tym wszystkim dla Ciebie chodzi? Pouśmiechać się do zdjęć na chrzcinach, przyjść co roku na urodziny i Święta Bożego Narodzenia z prezentem, odhaczyć osiemnastkę, ślub i z bani? Człowieku jeśli tak myślisz, obojętnie czy jesteś rodzicem czy też którymś z chrzestnych, to puknij się porządnie w głowę i pomyśl trochę. Wiesz w ogóle po co się wybiera takie osoby? RODZICE CHRZESTNI to nie Ci od lepszych prezentów. To nie Ci, co odwiedzają dziecko raz czy dwa razy w roku. Rodzice chrzestni to dwie bardzo istotne w życiu dziecka osoby. Osoby, które powinny towarzyszyć dziecku od momentu chrzcin przez całe życie. Osoby przy których dziecko czuje się pewnie i bezpiecznie. To Ci, do których dziecko ma zaufanie. To oni wspólnie z rodzicami biologicznymi pełnią niezwykle ważną funkcję w życiu dziecka, jaką jest opieka i wsparcie. Gdy trzeba służą dobrą radą, poklepią z pokrzepieniem po głowie, będą gratulować sukcesów i dopingować w ważnych chwilach. Chrzestni to także Ci, którzy w milczeniu przejmą w zupełności rolę rodziców, gdy tych zabraknie.


Czy można odmówić dziecku?
Według bardzo dziwnego stereotypu utarło się w tym kraju, że gdy proszą Cię o bycie chrzestną czy chrzestnym to nie możesz odmówić. Argument jest jeden - "Dziecku się nie odmawia". Sama wpadłam kiedyś w to błędne koło i poproszona o bycie chrzestną przez rodzinę, z którą nie miałam żadnego kontaktu, kompletnie zszokowana się zgodziłam. I żal mam o to do siebie każdego dnia. Bo kontaktu jak nie miałam, tak nie mam. A odnowienie go jest totalnie niemożliwe. Nie taką chrzestną powinnam być i choć nie mogę nic z tym zrobić, to wyrzuty sumienia stale rosną.
Patrząc z perspektywy czasu, widzę, że moi chrzestni też myśleli całkiem stereotypowo. Typowy chrzestny, który pamięta o urodzinach i świętach wysyłając prezenty. I chrzestna, którą widziałam w życiu kilka razy. W większości przelotem. A i tak nawet wtedy dawała radę i obiecywała złote góry. Gdy w moim życiu zabrakło rodziców (i to nie z powodu śmierci) i zostałam sama jak palec, moi chrzestni się nie zjawili. Choć było mi ciężko, nie podali pomocnej dłoni. Czy mam do nich o to żal? Nie. Ale nie chcę by to spotkało moje dziecko. Choć my mieliśmy ogromnie trudny wybór, to mamy nadzieję, że postąpiliśmy słusznie. Bo tu właśnie nie chodzi o prezenty, a o zwykłą ludzką obecność.

Postępuj zgodnie z sumieniem
Jeśli jesteś rodzicem i zastanawiasz się kogo wybrać na chrzestnych, wybierz te osoby, które będą Ci służyły pomocą w opiece, albo które będą potrafiły Cię godnie zastąpić. Takie, które będą się interesować losem Twojego dziecka, a nie dzwonić raz na pół roku pytając jaki tym razem prezent kupić.
Jeśli stoisz przed wyborem - zgodzić się na bycie chrzestnym/chrzestną czy nie? - zastanów się czy jesteś w stanie "być". To nie jest obowiązek, który mija wraz z ukończeniem pełnoletności. To jest funkcja, którą pełnić będziesz całe życie. Uwierz mi, lepiej powiedzieć NIE i dać dziecku szansę, by miało chrzestnych, którym na sercu leży jego dobro, niż takich, których będzie miało okazję oglądać jedynie na kilku starych zdjęciach!
Bezdech u dziecka - reaguj prawidłowo!

Bezdech u dziecka - reaguj prawidłowo!


W jednej chwili bawisz się i wygłupiasz z własnym dzieckiem. Widzisz jakie jest radosne. Zauważasz te drobne zmiany, które zachodzą w nim każdego dnia. Staje się coraz bardziej samodzielne. Wszystkie zmysły przygotowane na to, by każdego dnia poznawać więcej, lepiej, bardziej. Mały ciekawski podróżnik, przemierzający wielki świat na swoich małych nóżkach.
I w tej jednej chwili, gdy wszystko wydaje się tak piękne i wspaniałe, Twój świat staje kompletnie w miejscu. Trzymasz nagle małe bezbronne ciało, całkowicie pozbawione ruchu. Modlisz się do kogokolwiek by Twoje dziecko otworzyło oczy, miarowo oddychało, znowu było szczęśliwe i roześmiane. Modlisz się by to wszystko, co właśnie się dzieje okazało się jedynie przykrym snem. Jesteś tak przerażona, że wpadasz w panikę. Zastanawiasz się co do cholery robić?!

Bezdech afektywny
Powodów takiej sytuacji może być wiele. Jedna z nich to bezdech. Dzieci są uparte. Dzieci uwielbiają samodzielność. Dzieci potrafią wpadać w szał i histerię. By radzić sobie z nagłym stresem lub frustracją jedne po prostu płaczą, inne tupią nogami albo rzucają się z pięściami na podłogę, jeszcze inne krzyczą tak, że słychać je co najmniej kilkaset metrów dalej. Niektóre jednak nie mogąc sobie z tym wszystkim poradzić, w skutek narastającej złości i płaczu w jednej sekundzie wpadają w bezdech. Robią się sine na twarzy. Ciało w jednej chwili staje się bezwładne. Tracą kompletnie świadomość. Trwa to zaledwie od kilkudziesięciu sekund do kilku minut, choć w tym momencie tracisz kompletnie poczucie czasu. Po chwili wszystko wraca do normy. Dziecku wraca świadomość, otwiera oczy, staje na nogi. Jedyne czego potrzebuje to Twojego mocnego przytulenia i spokoju. Choć ono już po chwili zapomina o tym, co się stało i biegnie do swoich zabawek, W Tobie się tak gotuje, ręce i nogi drżą, że nie sposób wrócić po tym wszystkim do porządku dziennego. Zastanawiasz się czy to jednorazowa sytuacja czy też takie chwile będą się od teraz powtarzać coraz częściej.


Jak reagować?
Bezdech jak już wspomniałam wyżej występuję w momencie, gdy dziecko nie radzi sobie z nadmierną złością podczas płaczu, następuję wstrzymanie oddechu i na skutek krótkiego niedotlenienia dziecko słabnie. Można temu zapobiec. Gdy widzisz, że Twoje dziecko zaczyna mieć silny napad histerii i złości spróbuj jak najszybciej odwrócić jego uwagę. Jeśli to nie działa to możesz lekko pochlapać twarz dziecka wodą lub dmuchnąć mu lekko w twarz. Zadbaj też o dopływ świeżego powietrza. Jeśli to nie pomoże, a dziecko pomimo wszystko wpadnie w bezdech pamiętaj! - nigdy nie kładź dziecka na plecach. Trzymaj dziecko pionowo lub w pozycji bocznej. Poklep albo lekko uszczypnij je po policzkach, możesz skropić lekko wodą. To powinno pomóc. Jeśli tak się nie dzieje, minuty mijają, a dziecko nadal nie odzyskuje świadomości dzwoń po pogotowie. Wszystkie sytuacje dotyczące zdrowia i życia dziecka zawsze lepiej skonsultować z lekarzem.
Lekarze zgodnie twierdzą, że takie bezdechy dotyczą zaledwie 4-6% dzieci i mogą występować pomiędzy 6. a 18. miesiącem życia. Ustępują około 6 roku życia. Po kilkuletnich obserwacjach u żadnego z dziecka nie stwierdzono żadnych konsekwencji spowodowanych występującymi bezdechami. Można jedynie zapobiegać i czekać aż samo minie. Czasem okazuje się, że jest to dziedziczne. W niektórych przypadkach zaobserwowano taką zależność, jednak nie jest to całkowicie potwierdzone.

Bezdech i jego odmiany
Hani doskwiera łagodna odmiana bezdechu afektywnego. Bezdech dzielimy na siny i blady. Bezdech siny, dotyczący mojego dziecka, charakteryzuje się tym, że po wstrzymaniu oddechu twarz dziecka w okolicach ust zaczyna sinieć. Bezdech blady to nagła utrata przytomności i zatrzymanie oddechu. Dziecku towarzyszy również wyjątkowa bladość, zwłaszcza na twarzy. W niektórych przypadkach każdemu z dwóch rodzajów bezdechów mogą towarzyszyć również drgawki. Po takich napadach dziecko może zapaść w sen. Jeżeli trwa on do godziny, wszystko przebiega w normie. Jeśli jest inaczej, musisz jak najszybciej skonsultować się z lekarzem.
Jeszcze jedna bardzo istotna sprawa! Jeśli bezdech jest poprzedzony płaczem (histerią, szlochem) i przebiega, na któryś ze sposobów opisanych powyżej wszystko mieści się w granicach normy. Jeśli natomiast dziecko wpada w bezdech nagle, bez płaczu, jest to moment w którym powinnaś/powinieneś zgłosić się jak najszybciej do lekarza. Ten z kolei skieruje Twoje dziecko do neurologa, by zrobić komplet badań.

Rodzicu bądź konsekwentny!
Choć taka sytuacja może wywołać w Tobie przerażenie i panikę, musisz zachować zimną krew. Tylko od Ciebie zależy jak często do niej dopuścisz. Po pierwsze, nie możesz pokazać dziecku, że się stresujesz i denerwujesz, ponieważ to ma ogromny wpływ na częstotliwość i zachowanie dziecka podczas bezdechu. Im dziecko będzie starsze tym bardziej będzie zauważało to jak reagujesz w niektórych sytuacjach, a w tej bez wątpienia potrzebuje czuć się bezpiecznie. Po drugie, dziecko często wpada w szał i złość, gdy nie dostaje tego, czego chce. Weźmy na przykład sytuację, gdy Ty nie chcesz dać dziecku swojego telefonu do zabawy. Wszelkie tłumaczenia, argumenty i próby odwrócenia uwagi nie działają, dziecko zaczyna płakać. Złości się coraz bardziej i po chwili wpada w bezdech. Ty wtedy wyciągając wnioski, dajesz dziecku ten telefon, żeby już tylko sytuacja się nie powtórzyła. To jest OGROMNY BŁĄD! Konsekwencja jest chyba jednym z istotniejszych aspektów wychowania. Zmienisz decyzję pod wpływem emocji raz, drugi, kolejny. Dziecko jest naprawdę dość pojętnym i rozumnym stworzeniem, by uświadomić sobie, że prędzej czy później postawi na swoim. Przecież wystarczy, że wpadnie w histerię, a Ty w strachu pozwolisz mu na wszystko. Ja wiem, że to jest ciężka sytuacja. Za każdym razem, gdy Hania wpada w bezdech, łzy kręcą mi się w oczach, jestem przerażona i modlę się by już wszystko wróciło do normy. Gdy powodem było coś czego Hani nie pozwoliłam lub na coś się nie zgodziłam, tłumaczę po raz kolejny dlaczego i próbuję ją zainteresować czymś innym, zmienić temat lub sytuacja idzie w zapomnienie. Ale nie zmieniam decyzji tylko i wyłącznie dla świętego spokoju i wiem, że postępuję prawidłowo.

Informuj i instruuj
To nie jest łatwa sytuacja ani dla dziecka, ani dla rodzica. Bardzo istotny jest tu stały kontakt z pediatrą i regularne kontrolowanie dziecka. Bezdech nie występuje codziennie. Nie jest to zdarzenie regularne. Może wystąpić raz, potem następują dwa miesiące spokoju, po to by trzy kolejne to był koszmar i napady co trzy dni. Nie ma tutaj żadnej reguły. Pewne jest natomiast jedno - Ty Rodzicu musisz wiedzieć jak zareagować, by nie doprowadzić do większych konsekwencji. Ale nie martw się, jako rodzic będziesz potrafił za każdym razem skutecznie zinterpretować czy to jest właśnie "ten" płacz czy po prostu zwykłe marudzenie. Jeżeli Twoje dziecko uczęszcza do żłobka czy przedszkola, czy na jakiekolwiek dodatkowe zajęcia, gdzie nie jest pod Twoją opieką, poinformuj o występowaniu bezdechu odpowiednie osoby. Unikniesz dzięki temu wielu nieprzyjemności i upewnisz się, że dorosłe osoby będą wiedziały w jaki sposób reagować. I jeszcze jedno dasz radę, to minie!
Pokażę Ci ten cholerny świat!

Pokażę Ci ten cholerny świat!


Bezlitosny świat!
Włączasz wiadomości, a tam kolejne informacje o tym, jak rodzic zakatował swoje dziecko, ktoś na kogoś śmiertelnie napadł albo kolejny raz pijany kierowca spowodował wypadek. 
Wychodzisz na ulicę po zmroku. Są takie, które mocno omijasz szerokim łukiem. Ciemne, napawające strachem, śmierdzące bramy i alejki. Gdzieś tam w oddali słychać coraz głośniej rozbrzmiewający dźwięk tak dobrze znanego sygnału alarmowego.
Spotykasz się z obcymi ludźmi, znajomymi, rodziną. Za każdym razem znajduje się ktoś, kto głośno marudzi i narzeka na wszystko. Tematy pojawiają się same. Na to, że mało zarabia, w pracy jest niedoceniony, albo słońce świeci za mocno, lato było za krótkie, w zimę jest za zimno, albo trawa jest zbyt zielona. Grunt to ponarzekać na ten przykry otaczający go świat. I przy okazji zepsuć humor Tobie i innym dookoła.
Twoje dziecko dorasta. Zaczyna być coraz bardziej samodzielne. Zaczynają się pierwsze, bez Twojego nadzoru, wyjścia na dwór, spotkania z kolegami i koleżankami, coraz późniejsze powroty do domu. A Ty za to coraz częściej wisisz na telefonie i odganiasz te myśli o najgorszym jak uporczywe muchy, które uczepiły się i za cholerę nie chcą odejść.

Strach i smutek w pakiecie.
Wiem, wiem mając dziecko guzik mogę, bo martwić się będę już zawsze. Tak to już jest, że w pakiecie z noworodkiem otrzymujesz też niewyczerpane pokłady zmartwień i trosk. A jeszcze podobno im starsze dziecko, tym trosk więcej. Nie chcę sobie tego wyobrażać, jestem w takim razie dopiero na początku drogi :)
Choć pewnym rzeczom i sytuacjom spokojnie możesz zapobiec, to na niektóre, choćbyś się dwoił i troił człowieku, to żadnego wpływu mieć nie będziesz. Te wypadki, strach, smutki i wszelkie zło tego świata istnieć będzie. I już! Mam tą świadomość i od tego nie ucieknę. Ale czy trzeba się koncentrować jedynie na tym, by dostrzegać same negatywne strony. Nie!
Odkąd Hanka pojawiła się na świecie, mi samej nieco zmieniło się postrzeganie świata. Jak mam po spotkaniu czy rozmowie z kimś przez tydzień chodzić jak zbity pies i dać się wciągać w grę pt. "wszystko tak naprawdę jest do bani" - to ja już podziękuję. Nie będę wychowywać swojego dziecka w bajkowej bańce samych pozytywów. Chcę jej jednak pokazać zupełnie inny świat, niż ten, który większość z Nas widzi za swoim oknem.





Chwytaj chwile.
Choć może nie zdajesz sobie z tego sprawy, to Ci najmłodsi, ledwo stawiający swoje pierwsze kroki, ledwie wypowiadający jakieś kilka głosek i sylab na krzyż, mogą nauczyć Cię jednej z najważniejszych rzeczy w życiu. Kto by pomyślał co? RADOŚĆ! Pamiętasz jeszcze co znaczy to słowo? Im bardziej dorastasz tym bardziej zaczynasz żyć w pośpiechu. Pośpiech wyklucza możliwość docenienia tych małych drobiazgów i szczególików, które są obok Ciebie. Idące chodnikiem dziecko w nosie ma, że 14972 raz prosisz je "chodź już", "podejdź tu", "musimy iść", ono właśnie jest zajęte obserwowaniem unoszących się wiatrem liści, podziwia idące gęsiego kaczki albo patrzy na tego maleńkiego ślimaka idącego wzdłuż drogi, na którego ty nawet nie zwróciłaś/eś najmniejszej uwagi. Wiesz, wolę zarwać tą jedną czy drugą noc z rzędu, żeby nadgonić zaległe prace, obowiązki i projekty. Wolę podpierać się przy śniadaniu łokciami i pić drugą kawę z rzędu, by wreszcie udało mi się skutecznie otworzyć oczy i przypomnieć jaki to dzień się zaczął. Ale kocham ten beztroski stan, którego uczy mnie każdego dnia moje dziecko. Choć wkurzam się czasem na ten powolny luz, niecierpliwię i poganiam Hanię, to nie chcę tego stracić. Za nic. Kocham ten uśmiech, ciekawość świata, wrażliwość i otwartość. Niech to nigdy nie przemija. A ta piękna beztroska nawet Tobie, zaganiany rodzicu jest potrzebna. To czasem lepsze niż terapia u dobrego psychologa. A wiesz co dostaniesz w nagrodę? - uśmiech, miłość i wdzięczność dziecka - BEZCENNE!







Dołączysz?
Widzisz jak pięknie może być? Z wielkim sentymentem wracam do tej sesji zdjęciowej. Był ciepły, letni wieczór. W szafie wisiał prezent od jednej z firm zajmującej się tworzeniem ubrań dla dzieci i rodziców - polecam zresztą. My dorośli leniwie snuliśmy się po domu. Hania nudziła się jak mops i zaczynała marudzić. Wpadłam na pomysł, żebyśmy pojechali na spacer. Ale nie tak zwyczajnie. Mój mąż popatrzył na mnie jak na wariatkę. Zniknęłam z Hanią w sypialni. Ubrałyśmy się w nasze ciuchy, wzięłam pod pachę aparat, kluczyki do samochodu i pociągnęłam zdezorientowanego męża i moją siostrę za sobą - ktoś Nam był potrzebny do robienia zdjęć przecież :) Hania piszczała i podskakiwała z radości. Biegałyśmy i spacerowałyśmy po parku i pozwalałyśmy łaskawie pstrykać sobie fotki. Czasem nawet pozowałyśmy niczym gwiazdy celebrytki normalnie :) Nie potrzeba Nam było wielkich i wyjątkowych okazji. Nie potrzeba Nam było podniosłych chwil i wiwatujących tłumów. Było wspaniale. Ot zwykły letni wieczór, po którym Hania choć usypiała na stojąco, to za nic nie chciała przebierać się w piżamę.
Ale to nie był wyjątek. Jest wiele takich momentów. Potrafimy tarzać się w parku w ułożonej stercie liści, ganiać uciekające bańki na łące, czy robić piknik w środku dnia na środku pokoju. Bo tak! I kurcze to jest takie cudowne. Nic nie jest w stanie mi tego zastąpić, a ja aż żałuję, że mogę te chwile zachować jedynie w głowie i na zdjęciach. Stanowczo zbyt szybko mijają :) Spróbujesz i Ty?!


Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger