Co robić z niespełna rocznym dzieckiem?!

Odkąd pamiętam lubiłam opiekować się dziećmi. Najpierw to były moje młodsze siostry, mam ich trzy, więc było kogo pilnować :) Potem rodzeństwo cioteczne, dzieci znajomych itp.
Uwielbiałam przebywać z dziećmi i widziałam, że dzieci lubią przebywać ze mną.
Z natury jestem obserwatorką, a możliwość obserwowania jak dziecko rozwija się z dnia na dzień, było dla mnie cudowne. Uczenie go nowych rzeczy, pokazywanie, bycie przewodnikiem, dla mnie coś tak fantastycznego, że ciężko opisać to słowami.


Owszem dziecko jest wymagające - przy nim musisz mieć nieskończone pokłady cierpliwości i kreatywności, ale jest też cudem, który codziennie może Ci pokazać jak wiele rozumie i potrafi.

I tak jak pisałam ostatnio, że ważna w życiu dziecka jet samodzielność i stwarzanie mu odpowiednich warunków do tego, by samo starało się uczyć i zdobywać nowe umiejętności.
Tak ważne jest także zorganizowanie odpowiednich przedmiotów, które umożliwią mu ten rozwój.
Nie jestem zwolenniczką wydawania worka pieniędzy, byle tylko w domu znalazły najpopularniejsze  zabawki dostępne w każdym możliwym sklepie. Choć pokusa czasem jest ogromna a ciekawość czasem potrafi zwyciężyć, tak przekonuje się tylko, że podobne zabawki lądują nieużywane w kącie, bo najwięcej frajdy zapewniają dziecku zabawki najprostsze i niepozorne :)


 Hania ma obecnie niespełna 9 miesięcy, choć czasem jeden dzień jest całkowicie inny od drugiego, od kilku tygodni ma kilka swoich ulubionych zabawek, które potrafią czasem ją zająć i pół dnia, czasem godzinę, ale jedno jest pewne - bez nich byłoby kiepsko, szczególnie Nam, rodzicom :-D

1. Piłki wszelakie i wszystko co je przypomina - gumowe, plastikowe, piankowe, grzechoczące, balony.



Piłki gumowe uwielbia, sadzam ją na przeciwko siebie i turlamy. Nauczyła się kilka dni temu odturliwać nogami i ma z tego nieziemską frajdę. Szczególnie tę zabawę uwielbia, gdy tata wróci z pracy do domy i gramy w trójkę. Ostatnio spędziliśmy na zabawie prawie 2 godziny :)
Piłki plastikowe i piankowe przenosi po całym domu i gryzie. Gryzie na potęgę. Odrzuca od siebie, goni piłkę i gryzie i tak w kółko. Zabawa trwa tym dłużej im dłużej jej dopinguje i biję brawo - nie, nie ma mowy o spokojnym zjedzeniu śniadania czy zrobieniu obiadu :)
Od nocy sylwestrowej Hania poznała balony. Polubiła od pierwszego wejrzenia. Świetną zabawą stało się łapanie końcówki balona w buzię i łażenie z nim od pokoju do pokoju. Trzeba tylko nadzorować, żeby nie wpadła na żadne meble, chociaż w sumie balon zamortyzuje stłuczkę :)
Koszt nawet od 2 zł wzwyż.

2. Karty obrazkowe "Poznaję Świat" z serii "Kapitan Nauka".




Od około dwóch tygodni nie ma dnia żeby Hania nie chciała kart. Po kilka razy dziennie siada na kolonach i dosłownie wkłada mi karty w ręce. Siada i czeka, aż pokażę jej każdą kartę i wydam odgłos, który będzie przyporządkowany do danego obrazka.
Wtula się we mnie, słucha z zainteresowaniem i cały czas cieszy. To jest po prostu niesamowite!
Przyznam, że mając dostęp do internetu i drukarkę w domu albo książki czy gazety spokojnie można zaoszczędzić i samemu wydrukować takie obrazki lub powycinać z gazet czy pokazywać w dostępnych książeczkach. Ale te serie akurat trafiliśmy tak tanio, że naprawdę mi nie żal.
Koszt waha się od 5 do 15 zł.

3. Okrągłe miseczki do układania - Fisher price



Najbardziej z całego zestawu podoba się Hani dołączona plastikowa grzechocząca piłeczka, ale same miseczki też nie są złe. Najwięcej frajdy jej sprawia, gdy dwie miseczki połączy się razem, a wcześniej coś do nich wrzuci (orzechy, piłeczkę itp.). Załapała też, że miseczki układa się jedna na drugiej. Jeszcze nie umie tego robić, ale próbuje i kombinuje, czasem nawet i pół godziny.
Świetną alternatywą są po prostu zwykłe plastikowe miski różnej wielkości, ale cóż ja poradzę, że u mnie ciągły deficyt takiego towaru :) Chociaż uczę się na błędach i zaczęłam zbierać plastikowe miseczki po produktach spożywczych, niedługo będzie zapas :)
Koszt to około 20 zł.


4. Piramida z plastikowych krążków.



Kupiona już jakiś czas temu w zwykłym supermarkecie, chyba za jakieś 6 zł. Największa frajda dla mojego dziecka to zdejmowanie po kolei krążków, następnie gryzienie ich i rozrzucanie po pokoju. Potem czeka, aż ktoś ułoży jej krążki z powrotem i zabawa trwa od nowa. Niby nic, a potrafimy tak siedzieć nawet i 3 kwadranse.
Koszt od 6 zł wzwyż.

5. Drewniany żółwik - sorter.



Do drewnianych zabawek mam ogromny sentyment. Zrobione porządnie towarzyszą Nam latami. Nie straszne im upadki i upływ czasu. Ze dwa miesiące temu przy okazji zakupów w jednym z najpopularniejszy supermarketów (LIDL) trafiliśmy na niemałą ofertę zabawek drewnianych i choć wiedziałam, że Hania jest do większości zbyt mała, to i tak nie mogłam się oprzeć. Kupiliśmy dwie, jedna czeka aż Hania podrośnie a druga, mimo, że też jeszcze nie jest wykorzystywana zgodnie z przeznaczeniem wdarła się w łaski i codziennie jest używana. Choć młoda jeszcze nie wie, do czego służy sorter to klocki i jeżdżący żółwik sprawia jej sporo frajdy.
Rodzice, których dzieci zaczynają przejawiać zainteresowanie nauką kształtów czy kolorów i sortowaniem ich, mogą spokojnie zaoszczędzić i zrobić taki sorter własnoręcznie. Ja jeszcze chwilę poczekam, ale niebawem na pewno wezmę się do roboty :)
Koszt drewnianej zabawki od 20 zł wzwyż.

 Zabawek oczywiście mamy dużo dużo więcej (zwłaszcza po minionych świętach bożego narodzenia), ale nie są aż tak interesujące jak te, które wymieniłam. Są dni kiedy inne zabawki wracają do łask i Hania się nimi bawi, ale są też dni, gdy staram się ją zainteresować nimi i na głowie staję, a ona ma to gdzieś, bo bardziej ją interesuje patrzenie przez okno albo ganianie kota, a nie wszelakie zabawki zaliczane do "edukacyjnych".
Codziennie też czytamy jej książki, przynajmniej 10 min. i też to lubi, wycisza się, słucha i patrzy z zainteresowaniem na kolorowe obrazki - ale o książkach będzie w osobnym poście :)

I o ile te zabawki bardzo Nam pomagają, by Hania się zajęła i pobawiła, o tyle jest jeden warunek - obecność rodzica. Hania lubi się bawić, ale musi mieć widownię :) Oczywiście potrafię jej znaleźć zabawę czy podsunąć zabawkę i ona zajmie się sama przez jakieś 15 minut (tak mam czas żeby chociaż w samotności umyć zęby :)), to po tym czasie zaczyna się marudzenie, które kończy się dopiero po dotrzymywaniu Hani towarzystwa. Staram się wydłużać ten czas, bo ważne dla mnie jest również, żeby mała potrafiła się pobawić bez towarzystwa, nie chce doprowadzić do tego, by próby zostawienia jej samej choć przez chwilę (w bezpiecznym miejscu rzecz jasna) kończyły się histerią, ale póki co nie potrafię się ugiąć przed pełzającym małym gadem, wołającym "mama", patrzącym się tymi wielkimi oczami i wtulającym z całych sił, a niech to przecież człowiek zrobi wszystko dla takiej małej iskierki :)


Po zabawie zwykle Hania pada na drzemkę w ciągu 5 minut! :)


A jakie są ulubione zabawki Twojego dziecka? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za pozostawiony komentarz. Za każdym razem czuję się niezwykle doceniona :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger