Pierwsze wakacje z dzieckiem.

Pierwsze wakacje z dzieckiem.


Idealny czas na pierwsze wakacje z dzieckiem.
Ciąża to był dla mnie bardzo trudny czas. Dużo leżenia, sporo odpoczynku, wiele godzin nerwów. Potem było lepiej, ale przeprowadzka i niekończące się przygotowania do porodu nie pozwoliły myśleć o żadnym relaksie we dwoje. Gdy Hania przyszła na świat, a ten pierwszy najbardziej zwariowany, miesiąc minął my powoli zaczęliśmy myśleć o wakacjach. Z wielką ekscytacją przeglądaliśmy oferty polskiego wybrzeża, jednak rodzina i niektórzy znajomi ciągle skutecznie ostudzali nasz zapał. Co chwila albo ktoś pukał się w głowę mówiąc, że jesteśmy totalnie nieodpowiedzialni, albo totalnie szaleni. Nieco się przejęliśmy, jednak po głębszym zastanowieniu stwierdziliśmy, że nie poddamy się presji i skoro czujemy potrzebę wyjechania na wakacje to tak zrobimy.

Pierwsze wakacje we trójkę.
Zarezerwowanie odpowiedniego pokoju na tydzień nie sprawiło Nam większych problemów. Jedyny mój powód do zmartwień to było pakowanie. O ile siebie i męża spakowałam w ciągu 20 minut, tak okazało się, że z dzieckiem to nie jest takie proste. Odezwała się we mnie zapobiegawcza natura i najchętniej zapakowałabym cały dom, tak na wszelki wypadek :) Całe szczęście jechaliśmy samochodem i można było wziąć trochę rzeczy na "w razie czego".
Gdy już udało Nam się zapakować, ruszyliśmy w kilkugodzinną drogę. Wystarczył Nam jeden postój, bo generalnie całą drogę Hania grzecznie przespała.
Cały Nasz pobyt to pogoda średnia. Podczas gdy większość wczasowiczów narzekała, nam było wręcz idealnie. Mogliśmy spacerować całe dnie, siedzieć na plaży czy rozgrywać emocjonujące rozgrywki w cymbergaja, a Hania przesypiała całe dnie i noce, płacząc jedynie z głodu lub przemoczonej pieluchy. Wyjazd wspominamy z ogromnym sentymentem i cieszymy się, że nikogo nie posłuchaliśmy, bo pomimo wszelkich uwag wakacje z 3-miesięcznym dzieckiem naprawdę mogą być wspaniałe.

Przygotowania do kolejnych wakacji.
Jak patrzę z perspektywy czasu to pakowanie na pierwsze wakacje to jednak był pikuś. Problem będę mieć dopiero w tym roku. W czasie zeszłego wyjazdu Hania jedyne co robiła to leżała w wózku lub od czasu do czasu była tulona na rękach, a jej jedyne bagaże to środki do pielęgnacji, pampersy i tona ciuchów na każda pogodę. A teraz? Teraz Hania chodzi, ba! biega ciągle, bawi się już wieloma zabawkami, a nie jedynie trzema grzechotkami a pośród ubrań codziennych musi mieć jeszcze cały ekwipunek plażowy. Muszę się pochwalić, że tutaj mi na przeciw wyszedł Pasikot. To miejsce w którym możesz spokojnie z czystym sumieniem zaopatrzyć swoje dziecko we wszystko co na wakacjach może Ci się przydać. Wybór jest ogromny, od kół do pływania, po portfeliki, plecaczki, ubranka, zestawy do kolorowania i ręczniki. A dodatkowo możesz wybrać wszystko z ulubionym bohaterem lub motywem bajki Twojego dziecka.Znajdziesz tam motyw z bajki "Gdzie jest Dory" - nasz typ!, ale również Disney, Minionki, Myszka Mickey czy Kraina lodu. Zresztą co ja Ci będę wymieniać, wejdź i przekonaj się sam/a. Uwierz, że jakość tych produktów - pierwsza klasa. Ja jestem zachwycona! Testowaliśmy już nad naszym miejskim zalewem, i wszelkie próby są na plus, więc z czystym sumieniem mogę Ci polecić. Ja już oddycham z ulgą, bo na wakacje wybieramy się za miesiąc i  już mam wszystko gotowe. Jedyna trudność jaka mnie czeka to zmieszczenie wszystkiego do samochodu i ustalenie grafiku z mężem, kto i ile czasu buduje z Hanką babki w piachu, a kto ma czas na relaks :)









Warto przemyśleć.
Jeśli właśnie planujesz swoje pierwsze wakacje z dzieckiem usiądź i na spokojnie przemyśl wszystko. Jeśli dziecko rozwija się bez żadnych problemów i nie potrzebuje stałych i regularnych wizyt u lekarza, czemu sobie odmawiać. Ja nie miałam problemów z ząbkowaniem, kolkami czy ciągłym płaczem. Uznałam, że morski klimat dobrze zrobi Nam wszystkim i się nie myliłam. Najważniejsze jest to, czy czujesz się na siłach jechać, czy nie masz żadnych obaw i jaki środek transportu wybierzesz - podróż pociągiem może Ciebie i całą Twoją rodzinę skutecznie zniechęcić, ale samochód to opcja idealna. I niech nie zniechęcają Cię wszelkie opinie rzucane dookoła, to Ty jedziesz na te wakacje, a nie Ci wszyscy którzy tak tłumnie Ci doradzają. I pamiętaj, że etap pakowania to ten najważniejszy punkt :)


A Ty jak wspominasz swoje pierwsze wakacje? W jakim wieku było Twoje dziecko? :)
MAMblog II w hali Expo Silesia

MAMblog II w hali Expo Silesia


MAMblog II
W tym roku w przeciągu dwóch miesięcy byłam na Śląsku więcej razy, niż w całym swoim życiu! A to wszystko dlatego, że to właśnie tam organizowane są fantastyczne wydarzenia, na które aż żal nie pojechać. Na pierwszym spotkaniu MAMblog w Żorach byłam i wspominam je wspaniale. Gdy dowiedziałam się, że będzie druga edycja połączona z Targami Artykułów Dziecięcych i Zabawek Rodzice i Dzieciaki, z wypiekami na twarzy oczekiwałam na listę uczestniczek. Gdy okazało się, że jadę chodziłam z bananem na ustach, tym bardziej, że miał to być wyjazd rodzinny. Chciałam by mój mąż mógł sam się przekonać, za co ja tak uwielbiam te wyjazdy :)


Dzień 1.
Dzień pierwszy - lekka spina, jeszcze nie wszyscy zdążyli się poznać :) Na pierwszy ogień poszedł tort zrobiony przez Anię - Słodka Kraina Czarów. Za każdym razem powtarzam jak katarynka, że torty robione przez nią to niebo w gębie, aż żal, że nie mieszkam bliżej Tarnowa :)
Potem swoje 5 minut mieli Koźliki - Amatography i to dzięki nim mój zapał do robienia zdjęć nie gaśnie, a wręcz przeciwnie! Dużo ciekawostek, dużo wiedzy praktycznej - na pewno zostanie ona wykorzystana :)
I na koniec było to, co dzieci lubią najbardziej, i jak się okazuje dorośli, a w tym mój mąż również, dekorowanie babeczek razem z Chechłacz. Jako, że ja jedna w rodzinie zostaje za każdym razem zatrudniania do produkcji tortów, ciast i babeczek, trochę mi się warsztaty przydały i zamierzam w niedługim czasie tą wiedzę wykorzystać i męża również, widząc z jakim zapałem i skupieniem dekorował własną babeczkę! Nie miałam pojęcia, że on ma takie ukryte talenty! :)

Po wszystkim był czas na zwiedzanie całej hali Expo Silesia i okazja do poznania różnych firm i wystawców. Niewątpliwie naszym numerem jeden były szkółki dla dzieci. Hania nie chciała stamtąd w ogóle odchodzić. Wciąż była słychać tylko "piła" i "piła". Mogła tak kopać i rzucać bez końca. Także stoisko to strzał w 10! Moją uwagę również przykuło stoisko Kreatywne Maluchy. Tam starsze dzieci miały frajdy co nie miara. Widziałam, że największą furorę robił piasek kinetyczny. Szkoda, że Hania jeszcze mała, sama chętnie bym się tam pobawiła :)

Po wyczerpującym dniu przyszedł czas na zakwaterowanie się w Hotelu Szafran, odświeżenie i ploteczki, jak na prawdziwe blogerki przystało. My w końcu w spokoju mogliśmy usiąść, a zmęczona po całym dniu Hania tak padła, że nawet śmiech, krzyki i piski dzieciaków jej nie obudziły :)






Dzień 2
Po przyjeździe był czas na metamorfozę 3 wylosowanych uczestniczek spotkania. My w tym czasie mieliśmy czas, by dotrzymywać towarzystwa grającej, a jakże!, w piłkę Hani :)
W międzyczasie Koźliki Amatography zadbali o przepiękną sesję zdjęciową dla każdej rodziny, efektami każda z Nas była zachwycona!
Następne dwa punkty to warsztaty z Kamilą Kozioł i ciekawy wykład na temat wartości w rodzinie. Przyznam, że na kilka spraw domowych spojrzałam z zupełnie innej perspektywy i zdałam sobie sprawę z kilku bardzo ważnych rzeczy, za co bardzo dziękuję <3
Drugi punkt warsztatowy to pogadanka ze Srokao na temat kremów z filtrem i różnych innych chemicznych ciekawostek. Kobieta ma taką wiedzę, że kłaniam się w pas, ja z ogromu tych rzeczy nie zdaję sobie w ogóle sprawy.
W międzyczasie był i czas na posiłek, przygotowany przez Sale&Pepe Ristorante, mój mąż jest mistrzem robienia pizzy i do tej pory żadna inna mi nie smakowała, ale ta.....mniaaam :)








Po wszystkim pędem zapakowaliśmy się do samochodu i modliliśmy się o brak korków po drodze. Mój mąż by sobie przecież nie darował, gdyby nie miał możliwości obejrzenia meczu Polaków :) A ja bym mogła sobie darować w najbliższym czasie przychylność męża do następnych blogowych spotkań :)
Hania wykończona całą drogę przespała, a los nam jednak sprzyjał, bo wpadliśmy do domu nawet 3 minuty przed czasem :)
Jedno mogę powiedzieć, Ania, Sylwia - zorganizowałyście fantastyczne spotkanie, spędziliśmy czas przemiło. A mój mąż sam stwierdził, że chce więcej i  już rozumie czemu ja po każdym spotkaniu wracam taka szczęśliwa i zadowolona :) No więc czy mogło być lepiej? :)

Pozostali Partnerzy i Prelegenci:


Blog Conference Poznań!

Blog Conference Poznań!


Wyścig blogerów.
Wielkie szumnie nagłaśniane i organizowane co najmniej z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem wydarzenia skupiające setki blogerów z całej Polski sprawiają, że ludzie jak ćmy wytrwale lecące do światła, chcą znaleźć się tam wśród reszty Uczestników za wszelką cenę. Na wcześniejszym Blog Conference Poznań nie miałam okazji się znaleźć, więc tym bardziej wyczekiwałam startu zapisów, a potem ze zdenerwowania obgryzałam codziennie paznokcie i sprawdzałam co chwila najnowsze maile nie mogąc się doczekać potwierdzenia udziału i powodując tym niejedną sprzeczkę w domu. Choć część obytych już blogerów wydarzenie mocno zachwalała, a druga  część mówiła, że nie warto tracić ani minuty własnego cennego czasu, ja chciałam sprawdzić na własnej skórze i sama ocenić czy dla mnie to uczestnictwo okaże się istotne czy też nie. Po tym jak wszystkie paznokcie zostały zjedzone, stres osiągnął swój maksymalny poziom a ja zaczęłam godzić się z tym, że jednak w tym roku miejsca dla mnie zabrakło - mail oczywiście nadszedł.


Nie warto tracić nadziei!
Skoro się udało musiałam odpowiednio zorganizować życie domowe i opiekę nad Hanią, by w spokoju i bez zakłóceń dotrzeć na miejsce. Bijąc się z myślami którego dnia wyjechać, ostatecznie postawiłam na sobotę rano, by jeszcze pobyć z dzieckiem i zaplusować u męża :), wszak nie raz już wstawałam o 4 i funkcjonowałam na pełnych obrotach, więc czemu miałoby tym razem pójść coś nie tak. Po otwarciu oczu w sobotę o godzinie 5:53 (pociąg odjeżdżał z Warszawy Zachodniej o 6:05) domyśliłam się, że to będzie ciężki dzień. Po szybkiej wymianie biletów, wpakowaliśmy się całą trójką do samochodu i pędziliśmy jak szybko się dało, by zdążyć chociaż na pociąg kolejny. Spoceni i zestresowani, ale jakże pobudzeni wbiegliśmy na peron akurat idealnie by móc podziwiać już tyły odjeżdżającego pociągu. Taaak zaspać i nie zdążyć na dwa pociągi w godzinnym odstępie potrafią nieliczni, ja niewątpliwe osiągnęłam perfekcję. W tamtym momencie załamałam się już nie na żarty i zrezygnowana zażądałam powrót do domu. I w tym momencie jednak los się nade mną zlitował, bo przez zupełny przypadek dowiedziałam się, że jeśli w 15 minut wymienię bilety to jeszcze może przekroczę progi Starego Browaru i zdążę na pociąg, który nieco po godzinie rozpoczęcia, ale w końcu jednak do Poznania mnie dowiezie. I udało się owszem, wsiadłam do pociągu zachwycona, że jednak determinacja popłaca, zajęłam swoje miejsce i oddałam się w pełni zasłużonemu relaksowi. W tej samej chwili zadzwonił mój mąż. Nic nie podejrzewając odebrałam telefon z uśmiechem na ustach i słyszę: "No to 70 zł w d*%ę - dostaliśmy mandat. Wyobraź sobie, że w weekendy parkometry na stacji w Warszawie działają". No jak nic, wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerowały mi, że powinnam siedzieć na tyłku w domu i nigdzie się nie ruszać. Przekorna ze mnie osoba, więc tym bardziej pełna nadziei i oczekiwań zaciskałam kciuki, by ostatecznie na miejsce dotrzeć i aby nastąpił kres różnych dziwnych przygód :)


Czy było wziąć udział?
Zorganizować tak wielkie wydarzenie to na pewno strasznie ciężka praca. Praca, która nie zawsze zostanie doceniona, bo zawsze znajdzie się grupa osób, która będzie narzekać i wyciągać wszelkie niedociągnięcia. Nie oczekiwałam, że wszystkie warsztaty, prelekcje i panele spodobają mi się i przyciągną moją uwagę w takim samym stopniu. Każdy jest na innym etapie blogowania i każdemu zależy na zupełnie innych aspektach. W kilku kwestiach przyjechałam do Poznania kompletnie zielona i dostałam szansę wrócić do domu bogatsza o konkretną wiedzę, zmotywowana i jeszcze bardziej zdeterminowana, układając w głowie konkretny plan działań. Gdyby nie udział w BCP być może nie miałabym szansy poznać różnych niuansów blogowego świata, więc jestem ogromnie wdzięczna. Chyba najbardziej zapadły mi w pamięć warsztaty i prelekcje drugiego dnia konferencji, jednak z każdych na których uczestniczyłam wyciągnęłam jakąś przydatną perełkę. I skoro tak właśnie się stało, to mogę w 100% stwierdzić, że takie spotkania są bardzo bardzo potrzebne. W tym miejscu chciałabym podziękować wszystkim Organizatorom i Partnerom spotkania, naprawdę odwaliliście kawał wspaniałej roboty! Tegoroczne BCP sprawiło, że w przyszłym roku chcę się tam znaleźć ponownie i mam wielką nadzieję, że będę co najmniej kilka poziomów wyżej niż teraz i że żaden już pociąg nie zwieje mi sprzed nosa! :)

P.S. Od mandatu napisałam odwołanie, rozpatrzyli pozytywnie -ufffff :) I w tym miejscu z własnego ciężko zdobytego doświadczenia chciałabym Ci napisać, że jeśli czegoś naprawdę mocno, z całych sił pragniesz to wiedz, że możesz pokonać wszelkie przeciwności po drodze i uda się wszystko, na pewno!!! :)
TATO zdejmuj koronę i zasuwaj!

TATO zdejmuj koronę i zasuwaj!

Wszechobecny patriarchat
Choć wydawać by się mogło, że wszelka nowoczesność rozpycha się wszędzie łokciami i wypiera wszystko co stare, to wbrew pozorom w wielu rodzinach, nawet młodziutkich, ojcowie wyznają mocno patriarchalne podejście do życia. Ty, Kobieto zostajesz w domu i przejmujesz pieczę nad obiadami, sprzątaniem i wychowywaniem dziecka, a Ja, Głowa Rodziny zapewniam Wam byt! I nie licz na inną pomoc, bo ja te 8 godzin w pracy niesamowicie się męczę i w domu muszę od razu odpocząć. Możesz przywitać mnie z dzieckiem na rękach, dać buziaka i zaprowadzić z uśmiechem do stołu zastawionego rzecz jasna przepysznym obiadem. Jeśli dzień minął przyjemnie to opowiedz mi o nim, byle szybko. Jeśli zaś jesteś padnięta i nie masz siły nawet o tym mówić, masz rację - milcz, to może zakłócić moje przygotowania do zasłużonego odpoczynku i kosztowania posiłku. Być może zaszczycę Cię swoją obecnością i poświęcę Tobie i dziecku 10 min. na wspólną zabawę, ale nie licz na więcej, to bywa takie męczące. Następnie pójdę dalej odpoczywać, wszak szykuje się kolejny wyczerpujący dzień.

Układ idealny
Serio? - myślisz. Oczywiście, że nieco podkoloryzowałam ten wstęp, jednak nie łudź się, to nie jest kłamstwo. Przywykłam nieco narzekać na mojego męża, jednak po odbyciu ostatnich kilkunastu rozmów ze swoimi i nie swoimi znajomymi, stwierdzam ze zdziwieniem jedno - zdecydowanie za mało dookoła odpowiednio zaangażowanych w wychowanie własnego dziecka tatusiów, a ten Hankowy się całkiem nieźle spisuje!
To zrozumiałe, że początek bywa ciężki. Tato - masz prawo się bać, stresować, zastanawiać, obawiać i pytać w nieskończoność. To początek Twojej nowej drogi w zaangażowanie. Ale nie rób kilku kroków w tył i nie obserwuj jedynie tego co dzieje się dookoła z dystansem. By cała rodzina była szczęśliwa potrzebny jesteś tuż obok. Zgadzam się z Tobą, że praca przez 8 godzin każdego dnia bywa męcząca. Uwierz mi, że bycie w domu cały dzień z dzieckiem, do tego przygotowanie obiadu czy ogarnięcie przestrzeni w domu to też praca. W dodatku bardzo ciężka. Sam powinieneś zdać sobie z tego sprawę, skoro wytrzymujesz jedynie 15 minut zabawy z dzieckiem :)


Tata na medal
Spojrzałam z dystansu na tą naszą Głowę Rodziny i przyznam się, że.......narzekać tak mocno nie powinnam :) Od pierwszych dni po porodzie wstawał i przynosił mi dzielnie Hanię do karmienia. I budził, gdy resztek sił mi brakło i zasypiałam w momencie, gdy tylko moja głowa dotknęła leciutko poduszki. I sam dzielnie jeździł w poszukiwaniu akcesoriów i ubranek dla dziecka, gdy ja nie miałam sił po cesarce podnieść się z łóżka. I jeszcze kupował dokładnie to, czego chciałam! I sam został na dwa i pół dnia z 6-miesięcznym niemowlęciem w domu, gdy ja musiałam wyjechać - i dzielnie sobie poradził. I choć leniwy jest czasem ogromnie to na widok jednego spojrzenia, uśmiechu czy cichutko wypowiedzianego "tata" unosi się co najmniej 5 metrów nad ziemią, bo dla tego małego człowieczka, córeczki ukochanej góry wszystkie gdyby mógł by przeniósł. Taki to twardziel, co go własne dziecko w 5 sekund potrafi rozczulić. I choć błędy drobne popełnia i wciąż uczy się nowości to stara się jak tylko może i za to dzisiaj należy mu się medal i wielkie słowo: DZIĘKUJĘ! <3


Życzenia dla wszystkich Tatusiów
Więc jeśli Ty nie jesteś jeszcze tak blisko, jak być powinieneś to dzisiaj właśnie jest idealny dzień by wreszcie to zmienić. To nie jest przykry obowiązek ani strata czasu, to wbrew pozorom wielkie kroki i zasługi, które procentują na lata. Wszak nie od dzisiaj wiadomo, że szczęśliwa kobieta, to szczęśliwe dziecko i jeszcze szczęśliwszy tata, a kto jak nie Ty wie najlepiej, w jaki sposób to szczęście sprowadzić? :)
A jeśli Ty jesteś całkiem podobny do Hankowego Taty, to szczerze Ci dzisiaj gratuluję i mocno dziękuję w imieniu Twojej partnerki. Należy Ci się medal! Choć mimo wszystko uważam, że macie takie same obowiązki jak my - mamy, to mam tą świadomość, że jesteście w znacznej mniejszości. Nie zapominajcie zatem dawać dobrego przykładu codziennie wszystkim dookoła - niech uczą się od NAJLEPSZYCH! :)


Pomysł na urodziny dziecka!

Pomysł na urodziny dziecka!

  

Tradycyjny model urodzin.
Nigdy mi się nie podobał ten polski powszechnie panujący zwyczaj siedzenia przy stole zwłaszcza podczas urodzin dzieci. O ile można wtedy zrozumieć schorowanego wujka, przeziębioną ciocię oraz babcię i dziadka w podeszłym wieku, to reszty rodziny w całkiem niezłej kondycji już nic nie usprawiedliwia. Niejeden raz byłam obecna na urodzinach dziecka. Kuzynki, siostry czy bratanice, które albo nudziły się przy stole wysłuchując niekończących się uwag typu "Zjedz coś jeszcze", "Nie dotykaj tego talerza", "Zostaw to, bo wylejesz", "Bądź cicho", "Uważaj", "Siedź w spokoju - (mogłabym tak wymieniać co najmniej jeszcze z pół strony), albo prosiły godzinami by ktokolwiek od stołu wstał i się z nimi pobawił. To naprawdę nie były sytuacje rzadkie. I za każdym razem robiło mi się przykro. Jak myślisz, co mogła czuć ta jubilatka, która już od 6 rano przebierała nogami ze zniecierpliwienia, by goście już przyszli, by dostać prezenty, zdmuchnąć świeczki na torcie i by znaleźć się w całkowicie uzasadnionym centrum zainteresowania? A co miała w zamian?


Moje dziecko jest najważniejsze.
Nie pamiętam w którym to dokładnie momencie było, ale postanowiłam sobie jedno - moje dziecko w swoje każde urodziny będzie gwiazdą. To jej dzień, od samego momentu leniwego otwarcia oczu, po przyłożenie głowy do poduszki po całej imprezie z głową ciężką od nadmiaru emocji i wrażeń.
I całkiem niedawno miałam okazję się wykazać organizując pierwsze urodziny Hani. To dla mnie nie istotne czy ona będzie je pamiętać (a z pewnością nie), czy będzie miała jedynie pamiątkę w postaci albumu zdjęć, po prostu każde urodziny począwszy od tych pierwszych będą w zupełności jej.
  


Organizacja urodzin.
Wymyśliłam sobie "Garden party". Wspaniała zielona okolica, leśny klimat, piękne słońce wysoko na niebie, grill, gry i zabawy dla dzieci i jak najmniej siedzenia przy stole. Zjechałam okolicę swojego miejsca zamieszkania i znalazłam prawdziwą perełkę! Gdyby nie przypadek, nawet nie dowiedziałabym się o jej istnieniu. Idealnie odzwierciedlała moje wyobrażenia o miejscu urodzin. Nie ukrywam, że dzięki niezwykle przyjaznej i otwartej właścicielce udało mi się spełnić moje marzenie :)
Termin został zaklepany, tort zamówiony, a w głowie pojawiała się szczegółowa koncepcja i pomysły na dekoracje. Zostało wziąć się do pracy i cierpliwie czekać.









Niezapomniane pierwsze urodziny!
Choć w dzień urodzin pogoda płatała nam figle i zanosiło się na deszcz, to jednak pozostała dla nas łaskawa i świeciło piękne słońce. Wszystkie dekoracje zostały przygotowane i zamieszczone w odpowiednich miejscach. Było przygotowane miejsce do odpoczynku, przestrzeń grillowa, a także gry i zabawki dla dzieci. Choć w mojej rodzinie dzieci wiele nie ma i są to jedynie maluchy (do dwóch lat) to idealnym pomysłem było zwiezienie wszystkich piłek oraz przygotowanie dużych baniek. Zabawie nie było końca, a śmiech dziewczynek słychać było spokojnie kilkaset metrów dalej. 
Choć w mojej rodzinie jedynie ja się wyłamałam z tradycyjnej organizacji urodzin, to jestem pewna, że było warto i nie zamierzam tego zmieniać. Na urodzinach mojego dziecka nie ma czasu na siedzenie przy stole :)


 
P.S. Jeśli mieszkasz gdzieś niedaleko Żyrardowa lub dojazd nie stanowi dla Ciebie żadnego problemu i planujesz właśnie uroczystość rodzinną, bądź inne ważne wydarzenie to z pewnością mogę polecić Ci Akacjowy Dworek - klimat jest niepowtarzalny! Nie zawiedziesz się :) <3

Czy warto podjąć ryzyko? -SEZON ZAMKNIĘTYCH SERC

Czy warto podjąć ryzyko? -SEZON ZAMKNIĘTYCH SERC

Działasz czy uciekasz?
Jesteś zwolennikiem chowania głowy w piasek czy wolisz podjąć ryzyko nawet jeśli miałoby się nic nie udać? Potrafisz zaufać komuś całkowicie w 100% czy zawsze pozostawiasz choć mały dystans, by w razie czego bolało mniej? Cze według Ciebie znalezienie prawdziwej miłości wiąże się z brakiem łez, smutku i rozczarowań?

Przez bardzo długi czas sama nie potrafiłam odpowiedzieć na te pytania. Po przeczytaniu wielu książek i obejrzeniu jeszcze większej ilości filmów ułożyłam sobie w głowie scenariusz wspaniałej miłości. O ile pierwszy punkt zrealizowałam w zupełności - znalazłam faceta! :), to już przy kolejnych punktach wszystko się roz#$%sypało. Pierwsze miesiące to była sielanka, która jednak szybko ustąpiła miejsca ciągłym kłótniom, różnym zgrzytom i niedopowiedzeniom. Na własne życzenie uprzykrzaliśmy sobie życie, a co najlepsze w większości nieświadomie.

Sytuacja bez wyjścia?
Po kilku długich latach, wielu wypłakanych łzach, niepewności i zwątpieniu postanowiliśmy zawalczyć. Pewność, że chce się być z drugą osobą i jakoś naprawić istniejące błędy to moim zdaniem całkiem solidny fundament. Teraz z perspektywy czasu wiem, że zrobiliśmy fantastyczną rzecz. Podjęliśmy ryzyko i wyciągnęliśmy wnioski. Dzisiaj uwielbiamy spędzać czas razem, staliśmy się dla siebie przyjaciółmi i patrzymy na wiecznie roześmianą Hankę - i wiemy, że było warto! 
Za każdym razem gdy bije się z myślami, czy zrobić krok do przodu nawet jeśli jest duże prawdopodobieństwo porażki to mimo wszystko próbuję. Jeśli mocno czegoś chcę to zawsze znajdzie się jakaś droga do osiągnięcia celu. Musisz nauczyć się jedynie wyciągać wnioski z porażek, czasem uzbroić się w cierpliwość lub po prostu wybrać inną drogę. Uwierz mi na słowo, przeżyłam to nie jeden raz. Choć czasem miałam wrażenie, że jestem w totalnym bagnie, to za każdy razem się okazywało, że to miało sens. Było po COŚ! Moim zadaniem było to dostrzec i odpowiedzialnie działać dalej...


Iskierka nadziei!
Do powyższych przemyśleń skłoniło mnie przeczytanie pewnej książki. Sięgnęłam do niej nieprzypadkowo. Jej autorką jest Wiola, prowadząca również bloga My Slow Nice Life, która niesamowicie pomogła mi i pozostałym ambasadorkom Certyfikatów Okiem Mamy. Książka pod tytułem "Sezon zamkniętych serc", opowiada o mężczyźnie i kobiecie. O ich trudnej i tajemniczej miłości, o bólu, cierpieniu i drodze prowadzącej do szczęścia. To nie jest jedna z tych prostych i banalnych historii o miłości. Ta opowieść skłania do refleksji i w fajny sposób pokazuje, jak istotne są na naszą przyszłość sytuacje, które wydarzyły się w przeszłości. Potrafi uświadomić, że Ty sam podejmujesz każdą swoją decyzję i to Ty musisz ponieść za nią odpowiedzialność. Jeśli wciąż tak samo jak większość społeczeństwa nadal szukasz odpowiedniego sposobu na osiągnięcie szczęścia, śmiało sięgnij po tą książkę, nie zawiedziesz się.

Być cyfrowym rodzicem to nie grzech!

Być cyfrowym rodzicem to nie grzech!


Rodzi się dziecko. Chcesz dla niego wszystkiego co najlepsze. Dbasz o jego rozwój, próbujesz dostarczać zbilansowane posiłki, unikasz słodyczy i wszelkich mediów. Przynajmniej takie założenia masz na początku. Gdy dziecko zaczyna domagać się coraz większej uwagi, zaczyna szybko tracić zainteresowanie otaczającymi go zabawkami, a Ty coraz częściej nie masz nawet jak usiąść i zjeść śniadania, nie wspominając nawet o wypiciu ciepłej kawy....zaczynasz kombinować. Na początku jedynie 10 minut dziennie lecą bajki albo coś innego równie skutecznie przyciągającego uwagę. 10 minut zamienia się w kolejne 10, potem pół godziny i tak dalej i tak dalej. Potem dajesz dziecku do zabawy telefon czy tablet, bo nic innego go uspokoić nie chce. Nastepny w kolejce komputer, a czas ktory kiedyś spędzaliście razem w dwójkę czy trójkę odchodzi zupełnie w niepamięć. Teraz każdy żyje swoim życiem. 

U mnie tak nie jest (bronię się jeszcze przed tym jak mogę :)), być może i u Ciebie tak nie jest, ale mimo wszystko, to znane dla większości polskich rodzin. Nie o to chodzi, że wszystkie media są "be"! Dla mnie jest różnica pomiędzy wartościowym przekazem przez 15 minut dziennie, a bezmyślnie włączonym telewizorem pokazującym totalne bzdury przez cały dzień. Obecnie mamy czasy, gdzie całkowicie bez mediów żyć ciężko, ale hej, bez przesady rób to z głową!

Dzięki uprzejmości wydawnictwa IUVI miałam możliwość przeczytania książki "Cyfrowi Rodzice". Choć tytuł bardzo wzbudzał we mnie ciekawość, to zabierałam się do niej przez kilkanaście dni. Nie wiem czemu, ale byłam przekonana o tym, że przeczytam głównie, że rodzice pozwalający dzieciom na oglądanie telewizji, korzystanie z telefonów itp, od razu dostaną mocnego prztyczka w nos i przeczytają o tym, jak bardzo są źli!
Już po przeczytaniu pierwszych kilku stron zmieniłam zdanie. Choć w książce zawarte są również słowa i terminy mniej zrozumiałe, to nie ma powodów do zmartwień, bo zostały one wyjaśnione całkiem prosto i przejrzyście. Autorka nie linczuje rodziców korzystających z dobrodziejstw współczesnych mediów, ale wyjaśnia dlaczego tak się dzieje. Nie linczuje rodziców i nie uświadamia ich, że są okropni, ale w fajny i przystępny sposób radzi, co można zrobić, poprawić lub zmienić. Obojętnie czy właśnie stałaś/eś się rodzicem, czy masz dziecko dwuletnie czy jedensato ta książka jest dla Ciebie i znajdziesz tam coś, co Cię zainteresuje bądź pomoże rozwiązać problem z jakim zmagasz się na codzień.
W wielkim skrócie to 225 stron inspirujących treści, podzielonych na rozdziały, których nie musisz czytać po kolei a jedynie wybrać to, co na daną chwilę Cię najbardziej interesuje połączone z poradami w pigułce i podsumowaniami badań, które dają naprawdę sporą dawkę wiedzy.


Polecam Ci tą książkę z całkowicie czystym sumieniem. Jestem pewna, że sama po nią sięgnę jeszcze nie jeden raz. A Ty cokowlwiek byś nie postanowił/a musisz mieć świadomość, że niesie to za sobą jakieś plusy i minusy. Żyjesz w czasach, gdzie to jest chyba niemożliwe, by wychować dziecko bez regularnego używania przynajmniej jednego z popularnych nośników informacji. Musisz więc mieć przynajmniej świadomosć, że warto pozostawić dziecku pewną swobodę, ale jednocześnie nie możesz stracić czujności. Poświęć też nieco czasu i zastanów się co będzie najodpowiedniejsze i dla Ciebie i dla Twojego dziecka.



Bycie cyfrowym rodzicem to nie grzech, bez znaczenia czy tego chcesz czy nie, po prostu nim jesteś. Świat gna do przodu, technologia też, z roku na rok masz coraz większe możlwiości i to tylko od Ciebie zależy czy je wykorzystasz czy zmarnujesz. Nie zapominaj też, że dziecko jest Twoją wierną kopią, więc jeśli za chwilę zwrócisz uwagę, że spędza ono zbyt dużo czasu przed telewizorem czy w telefonie, najpierw spojrzyj krytycznym okiem na siebie. 
Jesteś pewna/pewien, że nie uczy się tego od Ciebie? :)
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger