(Nie)Poważny Dorosły! +KONKURS

Potrzeby dziecka moim priorytetem!
Nastał czas kiedy pójście na plac zabaw staje się moim codziennym rytuałem. Gdy tylko Hania z daleka zobaczy choć kawałek zjeżdżalni czy bujawki nie ma szans byśmy nie wstąpiły choć na kilka minut. Te wycieczki stały się już pewnego rodzaju rutyną i planując nasze wyjście gdziekolwiek, po prostu zostawiam sobie jakieś pół godziny zapasu. Ostatecznie, gdy to niemożliwe albo wsiadam w samochód, albo skrupulatnie planuję wyjście by żaden plan zabaw na drodze nam się nie pojawił.



Potrafię bawić się z własnym dzieckiem!
Za każdym razem, gdy już dziarskim krokiem wpadamy z Hanką na taki plac czuję się jakoś dziwnie. Każda mama okupująca wolny kawałek ławki patrzy na mnie co najmniej jak na człowieka psychicznie chorego. Zdecydowanie zachowuje się inaczej niż w takim miejscu utarte schematy obowiązują. 
Po pierwsze: Nie siedzę z nosem w telefonie (owszem zdarzy mi się sprawdzić skrzynkę, odpisać na wiadomość czy zadzwonić, ale litości to maksymalnie 10 minut a nie dwie godziny).
Po drugie: Nie biegam za dzieckiem i nie lamentuje - "Nie dotykaj", "Zostaw to", "Uważaj", "Ostrożnie, bo się przewrócisz" itp.
Po trzecie: z moich ust nie pada ciągłe - "Nie potrafisz się nawet bawić, wracamy do domu".

Mam za to świetną frajdę huśtając się razem z Hanią, łapiąc ją na zjeżdżalni, ganiając się w kółko i robiąc w nieskończoność babki z piasku. Kurde jestem czasem bardzo zmęczona, ale mam świetną frajdę z tego, że mogę się bawić z własnym dzieckiem. Działa to także w drugą stronę, moje dziecko jest uradowane spędzając czas z własnym rodzicem, który nie strofuje go co chwila, tylko śmieje się w głos mając niezły fan rozwalając kolejną babkę z piasku. 

Dzieciństwo integralną częścią naszego życia.
Wracam czasem z sentymentem do własnego dzieciństwa, gdzie co wieczór wracając z dworu przyprawiałam własną babcię o zawrót głowy. Cóż na to poradzę, że moją ulubioną zabawą było szukanie skarbów w nurtach pobliskiej rzeczki, ganianie krów po łąkach  i wspinanie się po drzewach? Nikt mnie nie strofował i nie krzyczał, a ja wyrosłam na całkiem normalną osobę :)
Nie chciałabym odbierać tego własnemu dziecku. Dzieciństwo to niezwykle istotna część naszego życia, która ma ważny wpływ na to jakimi ludźmi stajemy się w przyszłości. Choć wiem, że pewnie wolałabym chuchać i dmuchać na własne dziecko, by nic jej się nie stało, to wiem, że więcej krzywdy jej wyrządzę odbierając jej to, co właśnie z dzieciństwa jest najlepsze! <3

Nadal pozostając w temacie "Dzieciństwa" wraz z marką Canpol Babies przygotowałam dla Ciebie konkurs, w którym do wygrania jest mata do zabawy "Królestwo zwierząt".


by wziąć udział w konkursie musisz odpowiedzieć na pytanie: "Jaka jest Twoja ulubiona zabawa z dzieciństwa"? (Bądź jaką zabawę wspominasz z największym sentymentem?)
Odpowiedź zostaw pod tym postem w komentarzu lub TU :)

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: www.pewnamama.pl
2. Sponsorem nagrody jest firma Canpol Babies
3. Nagrodą jest mata do zabawy "Królestwo zwierząt (widoczna na zdjęciu).
4. Czas trwania konkursu: 13.06.2016r. do 27.06.2016r. do godziny 23.59
5. Wyniki zostaną opublikowane w dniu 28.06.2016r. - w tym poście.
6. Wygrywa jedna osoba wybrana przeze mnie (właścicielkę bloga)
7. Zwycięzca w ciągu dwóch dni od ogłoszenia wyników jest zobowiązany przesłać swoje dane adresowe Organizatorowi, inaczej zostanie wybrana kolejna osoba spośród pozostałych Uczestników konkursu.
8. Zwycięzca zgadza się, by jego dane zostały przekazane Sponsorowi nagrody w celu jej wysłania.
9. Konkurs jest organizowany wyłącznie na terenie Polski.
10. Uczestnikiem może być osoba, która ukończyła 18 lat oraz posiada konto na portalu Facebook.com Warunek konieczny to posiadanie profilu z danymi zgodnymi z prawdą.
11. Serwis Facebook.com udostępnia wyłącznie infrastrukturę, dzięki której możliwa jest organizacja konkursu. Facebook nie sponsoruje i nie uczestniczy w organizacji konkursu, a tym samym nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek działania Organizatora i konsekwencji przeprowadzania konkursu na łamach serwisu.
12. Uczestnik wyraża zgodę na przetwarzanie danych osobowych, do celów związanych z konkursem.
13. Nagrody nie można przekazać na rzecz innych osób oraz wymieniać na jej wartość pieniężną.
14. Będzie mi bardzo miło jeśli udostępnisz plakat konkursowy oraz zaprosisz do zabawy swoich znajomych.

POWODZENIA <3

4 komentarze:

  1. Na placu zabaw mam podobnie - czasami z mężem zastanawiamy się, kto ma z tego wszystkiego większą frajdę: ja, czy Bąbel :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe dzieciństwo wspominam z sentymentem. Te huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownice i wszystkie te zabawy. Aah, z chęcią by się do tego wróciło. W sumie wracam do tego gdy idę z dzieciakami na plac zabaw i kiedy się z nimi bawię. Nie zwracam uwagi na te pytania "A nie za stara jesteś?". Pamiętam ze zawsze chętnie graliśmy w chowanego i ganianego. Od rana do wieczora na dworze i mnóstwo gier. Z największym sentymentem wspominam chowanego. Wszyscy z podwórka zbieraliśmy się zawsze rano na studzience na środku podwórka i czekalismy az będziemy w komplecie. Później te niezapomniane wyliczanki, najlepsza "wpadła bomba do piwnicy napisała na tablicy SOS, głupi pies. Tam go nie ma a tu jest" heh. No i najlepsze zaczynało się gdy się odpadło. Szybko do kryjówki a potem jak szukany nas znalazł to biegiem do "mukanki" :) I tak od rana do nocy. To były czasy :) Życie na podwórku. Cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo ich było i każda bardzo lubiana…a te najbardziej to z pewnością :
    – Gra w gumę i skakankę – pamiętam jak pod blokiem urządzaliśmy zawody. W gumę grali i chłopcy i dziewczynki. Lajkonik, krzyżak, żabka, ewentualnie sznur taki rodzaje skoków były. Najgorzej jak komuś przytrafiła się skucha. Skoki przez skakankę wiadomo kto wyskakał jak najwięcej to wygrywał a jak potrafił jeszcze na jednej nodze to był mistrzem,
    – Berek, ganiany, ciuciubabka czy raz, dwa, trzy baba jaga patrzy,
    – Krowę – stało się w rozkroku z wyprostowanymi palcami u rąk inne dzieci chwytają je za palce i pytają „jakie krowa daje mleko?” „Krowa” odpowiada bordowe, żółte itp. Gdy „Krowa” odpowie białe wszyscy uciekają „Krowa” musi wszystkich złapać. Dziecko złapane stoi w rozkroku nieruchomo, jeżeli w trakcie gry jakieś dziecko niezłapane przeczołga się pod nim dziecko zostaje wybawione i znów może uciekać. Gra toczy się aż wszyscy zostaną złapani :),
    – Gra w osła – uwielbiana przeze mnie. Piłeczkę tenisową trzeba było odbić od ściany a następnie trzeba było przez nią przeskoczyć,
    – Gra w szczura- też super zabawa! Gra z użyciem skakanki. Jedna osoba stoi w środku i trzyma skakankę za jeden koniec. Następnie obraca się wraz ze skakanką. Pozostali stojący obok w okręgu muszą skakać nad skakanką. Kto skusi, ten odpadał,
    – Klasy – mimo wszystko fajna gra. Rysowało się bodajże 8 pól kreda. Następnie trzeba było kamieniem rzucić na pole numer 1 i należało skakać na jednej nodze, czasami na rozgałęzieniu na dwóch i w drodze powrotnej należało podnieść kamień. Potem na dwójkę i tak dalej,
    – Zośka czyli piłeczka wypełniona grochem należało ją żonglować im dłużej tym lepiej,
    – Jojo – mój brat był mistrzem :)
    – Podchody i gra w chowanego – zbierało się do nich całe podwórko, co odważniejsi wymykali się w odleglejsze zakątki osiedla z duszą na ramieniu żeby tylko rodzice się nie dowiedzieli,
    – Dwa ognie
    – Fikołki na trzepaku,
    – Kapsle – jako, że jetem z Bydgoszczy kiedyś miasta słynącego z żużla to robiło się tor i tymi kapselkami się pstrykało wiadomo każdy chciał być Gollobem :).
    – Kolekcjonowanie karteczek w segregatorach i prowadzenie złotych myśli,
    – Własna dziupla – pamiętam jak wzdłuż całego bloku ciągnęły się krzaki w środku których zrobiliśmy sobie domek, podzielony na pokoje, każdy przynosił wtedy coś od siebie z domu. Stare odbiorniki, dywaniki, naczynia aby czuć namiastkę domu. Byliśmy z tego bardzo dumni. Niestety jednego dnia nasz cały dorobek rozkradli bezdomni :)
    – Wydzwanianie domofonami – kolejny podwórkowy sport :) Wciskało się guziki w domofonie i uciekało jak najszybciej :)
    To chyba tyle co pamiętam. Smutne to bo moja córa ma pięć miesięcy a będzie to dla niej jakaś czarna magia…może przynajmniej wujek google jej kiedyś wyjaśni co oznaczały te nazwy ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za pozostawiony komentarz. Za każdym razem czuję się niezwykle doceniona :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger