Pan Brzechwa inspiruje!

Pan Brzechwa inspiruje!



Jeden z moich kultowych, ulubionych polskich pisarzy.
Towarzyszył mi od najmłodszych lat. Najpierw oglądałam obrazki mocno wsłuchując się w czytane przez bliskich wiersze, najczęściej do poduszki, ale w ciągu dnia również ich nie brakło.
Niektóre z wierszy wyuczone tak na pamięć, że nawet po kilku czy kilkunastu latach bez trudu udaje się przywołać je w pamięci.
Potem już jako sześciolatka siadałam z książkami i psem u boku i potrafiłam czytać i oglądać cały dzień. Podobno wtedy pół rodziny celebrowało te cudne chwile, bo to był jedyny czas, gdy nie męczyłam wszystkich dookoła nieskończoną ilością pytań :)






Idealny zakup na lata!

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, buszując w sklepie między regałami z książkami trafiłam na pięknie wydaną książkę z wierszami - JANA BRZECHWY, bo to o nim od początku mowa.
142 strony pięknych ilustracji i wszystkich najpopularniejszych wierszy mojego dzieciństwa.
Samochwała, Na straganie, Dzik, Papuga, Małpy, Kaczka-dziwaczka, Tańcowała igła z nitką, to tylko niektóre z kilkudziesięciu klasyków umieszczonych w książce.
Nie ma dnia, żeby Hania nie słyszała choć kilku wierszy, czy to wieczorem, czy podczas ubierania. Tym bardziej, że po kilkunastu razach przeczytania książeczki, przynajmniej jedną trzecią mogę wyrecytować z pamięci :)

Wspólna zabawa i nauka z dzieckiem

Nie wiem jak u Ciebie w domu, ale u mnie prym wiodły wierszyki o zwierzątkach - wszystkie 19-ście bez wyjątku!
I jeśli masz dziecko w wieku co najmniej dwóch lat to mam dla Ciebie świetny pomysł na zabawę, do której zainspirował mnie Pan Brzechwa swoimi dziełami :)
Obojętnie czy Twoje dziecko dopiero poznaje zwierzątka, czy lubi zabawę w dźwiękonaśladownictwo czy może planuje strój na karnawałową zabawę, możesz śmiało brać się do pracy i stworzyć kolorowe maski!

Przygotuj sobie farby plakatowe, papierowe jednorazowe talerzyki, bibułę, blok techniczny i gumkę lub sznurek (do przełożenia przez głowę), klej lub zszywacz, papier kolorowy itp.

Możesz przygotować maskę jednego zwierzątka lub stworzyć całe ZOO, zależy jak bardzo pomysł spodoba się Twojemu dziecku, ile masz materiałów i czasu :)
Do dzieła!

Oto moje efekty:









A Ty lubisz takie kreatywne zabawy z dziećmi czy wolisz omijać artykuły papiernicze z daleka? :)
Rodzicu przemyśl swoje zachowanie.

Rodzicu przemyśl swoje zachowanie.

Pamiętam, że już wtedy gdy byłam małą dziewczynką, byłam doskonałym obserwatorem.
Byłam niesamowitą gadułą, ale potrafiłam sporo dostrzec, akurat to się nie zmieniło :)

I na przestrzeni tych kilkudziesięciu (ILU?!) lat widzę, że pewne zachowania rodziców pozostają kropka w kropkę takie same. Irytujące, wkurzające, krępujące i bezmyślne.
Moja własna mama zachowywała się tak samo, a ja czułam się obrzydliwie.
Myślałam sobie wtedy, że ja mając swoje dziecko, nigdy, przenigdy nie powtórzę na nim takich zachowań, choćby nie wiem co!
Myślisz, że dotrzymałam słowa?
TAK
Potrafię w sekundę przypomnieć sobie towarzyszące mi w tamtych sytuacjach uczucia i emocje, i są one na tyle silne, że nie chciałabym by moje dziecko musiało choć przez chwilę czuć to samo.


TOP 5 zachowań rodziców!

1. Oblizywanie dziecięcego smoka
Smoki się brudzą, zbierają kurz, paprochy i włosy, zgadza się. Ale to chyba nie problem smoka umyć? Nie raz zdarzało się, że byłam na spacerze z Hanią w parku, lesie, czy sklepie - gdzie dostępu do toalety nie miałam, ale brudny smok nigdy nie był dla mnie problemem, po prostu idąc na zakupy za każdym razem byłam zaopatrzona w wodę mineralną i smoka przemyć mogłam. Przez 9 miesięcy nie zdarzyło mi się smoka oblizać ani razu, i nie zrobię tego nigdy. Choć do tego czy niesie to konsekwencje czy korzyści zdania są podzielone, dla mnie jest to po prostu niehigieniczne i obrzydliwe. Jakaś taka wrażliwa na to jestem :)

2. Mycie dziecka własną śliną
Bleeeeeee ohyda, nienawidzę patrzeć na rodziców (szczególnie Mamy), plujących na chusteczkę higieniczną i z całą siłą trących po brudnej buzi dziecka. A wystarczyłoby się zaopatrzyć w nawilżane chusteczki, tudzież właśnie wodę mineralną. Wielki problem z głowy.

3. Szarpanie i ciągnięcie dziecka
Rozumiem, że czasem rodzic się spieszy, jest spóźniony, wypadła nagła sprawa. Ale czy to wina dziecka, że nie nadąża? Wychodząc na spacer przynajmniej raz za każdym razem zdarza mi się ujrzeć niezwykle śpieszącą się mamę, którą drze się na pół ulicy i szarpie dziecko za rękę, by za nią nadążało i nie spowalniało jej ruchów. No tak, przecież dziecko za cel postawiło sobie, że zrobi wszystko by mama gdzieś nie zdążyła i spóźniła się. Takie wredne!

4. Osaczanie dziecka i deprymowanie
O ile jeszcze chodzenie krok w krok za dzieckiem jestem w stanie zrozumieć. Niektóre dzieci jedzą wszystko co podniosą z ziemi, inne są nieśmiałe, jeszcze inne lubią obecność rodzica, to ciągłe powtarzanie tych samych mantr "Jesteś za mały", "Tego robić nie możesz", "Nie uda Ci się", to powoduje często, że dziecko przestaje wierzyć w swoje możliwości. Po co, ma próbować, skoro i tak mu się nie uda? Nie lepiej dać dziecku szansę? Może czymś Cię zaskoczy :)

5. Porównania z innymi dziećmi
Szczególnie odczuwają to dzieci nieco starsze i wykazujące się już w jakimś stopniu samodzielnością. "Twoja siostra cioteczna to już potrafi", "Twój kolega radzi sobie z tym już sam, a Ty wciąż potrzebujesz mojej pomocy" itp. Lista jest długa. Czy te porównania są konieczne? O ile jednorazowe porównanie może nie przyniesie przykrych konsekwencji, to już w dłuższej perspektywie doprowadzi do całkowitej demotywacji. Wszyscy potrafią wszystko lepiej, a ja jestem dzieckiem, które zawsze robi coś gorzej i samo sobie nie radzę.

Jedno z klasycznych porównań szkolnych:
" Rodzic: Wszyscy w klasie uczą się lepiej od Ciebie, weź się do roboty!
  Dziecko: Wszyscy mogą wracać do domu o 21, a ja nie! 

  Rodzic: Ale Ty nie jesteś wszyscy!"
Znasz to? :)

Jak wychowywać swoje dziecko?

Nie oceniam rodziców, którzy wychowują swoje dzieci po swojemu (o ile nie robią im krzywdy!), ja też mam swoje zasady i ich się trzymam. Jednak jestem zdania, że rodzice powinni głęboko przemyśleć pewne zdania wypowiadane do swoich dzieci.
Pisałam już o samodzielności TUTAJ KLIK więc nie będę się powtarzać, ale jako Rodzic pamiętaj tez o tym, że to tylko i wyłącznie Ty pracujesz nad poczuciem własnej wartości swojego dziecka, nad wiarą we własne możliwości i chęcią podejmowania wysiłku by osiągać zamierzone cele.
To jest fundament, dzięki któremu dziecko już będzie miało ulepszony start w dorosłość.
Nie mam na myśli tu oblizywania smoka, pośpieszania czy wycierania dziecięcej buzi własną śliną - bo, to nie to sprawiło to, że przestałam wierzyć we własne możliwości :) Ale reszta zdecydowanie tak!

Dla Ciebie może się to wydawać banałem, ale uwierz, o mnie rodzice nie zadbali kreując we mnie poczucie wartości, wiary i siły i tylko ja wiem ile lat trwała moja walka o to, by zmienić myślenie.
Po co przez nieuwagę, niedopatrzenie lub nieprzemyślenie Twoje dziecko ma cierpieć lub borykać się z takimi problemami?
Dlatego też wolę Cię uprzedzić i zaznaczyć jak bardzo te aspekty są ważne i uświadomić, że warto nad nimi pracować już od najmłodszych lat! :)
Wiele miesięcy popełniania błędów.

Wiele miesięcy popełniania błędów.

  Jakiś czas temu miałam chwilowy okres zwątpienia. Myślałam sobie, że może lepiej by było rzucić to wszystko. Po co to zarywanie nocy, by znaleźć czas na pisanie, obrobienie zdjęć.
Po co nerwowo zastanawiać się czy mój nowy post spodoba się czytelnikom, czy ktoś zostawi po sobie komentarz, czy podzieli się swoją opinią.
W tym miejscu dziękuję też tym, którzy ze mną są już jakiś czas i wracają i dają o sobie znać
 DZIĘKUJĘ <3

Chwile zwątpienia miewa każdy!
Myślałam sobie, że jak zrezygnuję z tego ciągłego sprawdzania maili, regularnego siadania do komputera czy różnych wyjazdów to w końcu będę miała spokój. Znajdę czas na przeczytanie książki, położę się wcześniej spać i przestanę słuchać ciągłych uwag od męża, jak to znowu pochłonęły mnie Internety. :)
I wiesz co, te myśli wcale nie sprawiły, że poczułam się lepiej. Wręcz przeciwnie, zrobiło mi się strasznie smutno, na myśl, że opuściłabym świat blogosfery.

W takiej sytuacji pozostało mi jedynie zrobić burzę mózgu i przeanalizować swoje dotychczasowe działania. Zastanowić się co robię nie tak, a co mogłabym zrobić lepiej :)

Co profesjonalny bloger wiedzieć musi?

Na czas tej mojej wielkiej burzy mózgu idealnie trafiła Ania z ZenithOptimedia zapraszając mnie na szkolenie poświęcone tworzeniem ciekawych treści w internecie, Google Analytics i SEO. Czy może być coś bardziej przydatnego dla blogera chcącego podszkolić się i być nieco bardziej kompetentnym? Odpowiedź jest prosta - NIE.

Pełna wielkich oczekiwań, ogarnęłam dom, zorganizowałam opiekę dla Hani (ach te niezastąpione babcie!), zostawiłam mężowi wszelkie wytyczne i ruszyłam do stolicy.
Wiesz jakie to dziwne uczucie znaleźć się samej w Warszawie???? Odkąd zaszłam w ciąże sama nie wybierałam się buszować po innych miastach. Ach jak lekko podróżuje się bez tobołków, wózka i marudzącego dziecka :)



Ale do rzeczy, spotkanie liczyło kilkanaście osób, podzielone na 3 części. W końcu to, co dla mnie było całkowitą czarną magią, ktoś postarał się przekazać prostym i przystępnym językiem. Teraz moja zmora (SEO i Analytics) przybiera postać szarości :)
W końcu zrozumiałam jak wiele błędów popełniałam i jak wiele jeszcze muszę się nauczyć i poprawić i jaki ogrom pracy przede mną! Choć nie mam pojęcia kiedy znajdę czas na doszkolenie się w temacie, to jedno jest pewne, nic nie będzie tak cieszyło jak rosnące słupki w statystykach, bo tego właśnie sobie życzę :)
Wielki i niezaprzeczalny minus całego szkolenia, o którym nie da się nie wspomnieć to CZAS - a dokładnie to, że było go zbyt mało. Rzadko bywam na spotkaniach, które tak bardzo wciągają, że chciałoby się siedzieć, słuchać, siedzieć, słuchać i w nieskończoność pytać. Tak było właśnie w tym przypadku, wychodzisz ze szkolenia, jesteś naładowany informacjami, ale pozostaje wielki niedosyt. Chętnie byś został tam co najmniej przez tydzień, może wtedy zrobiłoby się nieco jaśniej i spokojniej i mógłbyś brać się do roboty, nie zastanawiając się co chwila od czego zacząć i co nie zostało wyjaśnione w sposób szczegółowy z braku czasu.
Jedno jest pewne, najbliższe noce na pewno nie będą przespane. Nowa wiedza musi znaleźć ujście w działaniu :)

Za  danie mi możliwości zagłębienia się w tematy prezentowane na warsztatach i poznanie kilku fantastycznych osób należą się podziękowania organizatorom, czyli Agencji Performics i Newcast, będące działami domu mediowego ZenithOptimedia, zrobiliście kawał dobrej roboty, za co bardzo  DZIĘKUJĘ i stanowczo chcę więcej :)



A Ty, mój drogi Czytelniku pamiętaj, że jesteś dla mnie bardzo wartościową osobą. Dziękuję Ci, że czytasz to, co udostępniam i wracasz po więcej, ale wiedz, że zostawiając po sobie jakikolwiek ślad sprawiasz tym ogromną radość i dajesz ogromnego kopa motywacyjnego. Dzięki Tobie, wiem, że to co robię jest całkiem fajne i ma sens :)



Pogromca tłuszczu - masz go w swojej kuchni?

Pogromca tłuszczu - masz go w swojej kuchni?

Okres świąteczny i sylwestrowy zdecydowanie za nami. Lodówka przestała być wypchana po brzegi, a ślad po wszelkich pierniczkach i łakociach zaginął. Niestety ten czas sprawił, że moje spodnie przestają się dopinać, a ulubione sukienki są zdecydowanie przyciasne.


Na co mi było to podjadanie i opychanie się? Nie mam pojęcia, byłam na pewno zbyt łakoma i za mało silnej woli potrafiłam z siebie wydobyć by przestać :) Jedno jest pewne szlak trafił wykonywane od września regularne ćwiczenia i czas najwyższy wziąć się do roboty, bo kilogramy same nie znikną, prędzej pojawi się ich więcej.

Już wcześniej pisałam o tym jak wyglądała moja przygoda z odchudzaniem - KLIK


Tym razem walka będzie wyglądała podobnie:

1. Po przebudzeniu szklanka wody z cytryną.
2. Zdecydowanie mniej smażonych i tuczących potraw - ostatnio było tego sporo :-/
3. Regularne ćwiczenia
4. Nawadnianie organizmu - szalenie ważne! Dla mnie odkąd pamiętam problem, przechodząc na dietę pilnuję się by nie wypijać mniej niż 1,5 litra płynów dziennie.
5. Mój pogromca tłuszczu, bez którego nie byłoby tak łatwo:


CZERWONA HERBATA


Ja odkryłam przez zupełny przypadek i postanowiłam spróbować. I wierz mi, efekty były spore.

Jej główne właściwości:
a) działa pobudzająco na wytwarzanie soków trawiennych i stymuluje pracę jelit
b) reguluje przemianę materii
c) obniża poziom cholesterolu i ciśnienie krwi
d) obfituje w związki mineralne i mikroelementy fluoru, wapnia, manganu i teiny
e) poprawia pamięć koncentrację i nastrój
f) przyśpiesza usuwanie toksyn z organizmu, ma działanie moczopędne

Przeciwwskazania:
a) zmniejsza wchłanianie żelaza
b) może powodować wypłukiwanie niektórych składników z organizmu
c) osoby cierpiące na anemię oraz kobiety w ciąży powinny najpierw skonsultować się z lekarzem

Podobno, by móc w w pełni wykorzystać właściwości czerwonej herbaty, należy ją parzyć w porcelanowym czajniczku od 3 do 7 minut. 

Niestety nie zagwarantuję Ci, że samo picie tej herbaty zdziała cuda, bo z pewności tak nie będzie. Ale na pewno pomoże w walce o pozbycie się kilogramów i pomoże usunąć nadmiar wody z organizmu. 


Ja optymistycznie myślę, że w ciągu 1,5 miesiąca osiągnę założony cel :)
Zresztą możesz śledzić mnie i moje postępy na Facebooku - TUTAJ 
lub Instagramie - TU :)

Pamiętaj też, że każdy organizm jest inny. Na jedną osobę coś zadziała mocniej, na inną mniej.Ważne jest by wsłuchać się w swój organizm i uważnie się obserwować. Ja zanim odkryłam co na mnie najlepiej działa przeprowadziłam kilka tygodni prób :)

Będzie mi bardzo miło jak dasz znać co u Ciebie przyniosło pozytywne zmiany i efekty :*

UWAGA!
Jeżeli jesteś właśnie w momencie, w którym podjęłaś decyzję, że czas przejść a dietę, zrób sobie komplet podstawowych badań. Skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu nie powinno być problemem. To ważne, bo w razie jakichkolwiek problemów powstałych w czasie diety, umożliwisz lekarzowi szybszą reakcję i rozpoznanie :)
Co robić z niespełna rocznym dzieckiem?!

Co robić z niespełna rocznym dzieckiem?!

Odkąd pamiętam lubiłam opiekować się dziećmi. Najpierw to były moje młodsze siostry, mam ich trzy, więc było kogo pilnować :) Potem rodzeństwo cioteczne, dzieci znajomych itp.
Uwielbiałam przebywać z dziećmi i widziałam, że dzieci lubią przebywać ze mną.
Z natury jestem obserwatorką, a możliwość obserwowania jak dziecko rozwija się z dnia na dzień, było dla mnie cudowne. Uczenie go nowych rzeczy, pokazywanie, bycie przewodnikiem, dla mnie coś tak fantastycznego, że ciężko opisać to słowami.


Owszem dziecko jest wymagające - przy nim musisz mieć nieskończone pokłady cierpliwości i kreatywności, ale jest też cudem, który codziennie może Ci pokazać jak wiele rozumie i potrafi.

I tak jak pisałam ostatnio, że ważna w życiu dziecka jet samodzielność i stwarzanie mu odpowiednich warunków do tego, by samo starało się uczyć i zdobywać nowe umiejętności.
Tak ważne jest także zorganizowanie odpowiednich przedmiotów, które umożliwią mu ten rozwój.
Nie jestem zwolenniczką wydawania worka pieniędzy, byle tylko w domu znalazły najpopularniejsze  zabawki dostępne w każdym możliwym sklepie. Choć pokusa czasem jest ogromna a ciekawość czasem potrafi zwyciężyć, tak przekonuje się tylko, że podobne zabawki lądują nieużywane w kącie, bo najwięcej frajdy zapewniają dziecku zabawki najprostsze i niepozorne :)


 Hania ma obecnie niespełna 9 miesięcy, choć czasem jeden dzień jest całkowicie inny od drugiego, od kilku tygodni ma kilka swoich ulubionych zabawek, które potrafią czasem ją zająć i pół dnia, czasem godzinę, ale jedno jest pewne - bez nich byłoby kiepsko, szczególnie Nam, rodzicom :-D

1. Piłki wszelakie i wszystko co je przypomina - gumowe, plastikowe, piankowe, grzechoczące, balony.



Piłki gumowe uwielbia, sadzam ją na przeciwko siebie i turlamy. Nauczyła się kilka dni temu odturliwać nogami i ma z tego nieziemską frajdę. Szczególnie tę zabawę uwielbia, gdy tata wróci z pracy do domy i gramy w trójkę. Ostatnio spędziliśmy na zabawie prawie 2 godziny :)
Piłki plastikowe i piankowe przenosi po całym domu i gryzie. Gryzie na potęgę. Odrzuca od siebie, goni piłkę i gryzie i tak w kółko. Zabawa trwa tym dłużej im dłużej jej dopinguje i biję brawo - nie, nie ma mowy o spokojnym zjedzeniu śniadania czy zrobieniu obiadu :)
Od nocy sylwestrowej Hania poznała balony. Polubiła od pierwszego wejrzenia. Świetną zabawą stało się łapanie końcówki balona w buzię i łażenie z nim od pokoju do pokoju. Trzeba tylko nadzorować, żeby nie wpadła na żadne meble, chociaż w sumie balon zamortyzuje stłuczkę :)
Koszt nawet od 2 zł wzwyż.

2. Karty obrazkowe "Poznaję Świat" z serii "Kapitan Nauka".




Od około dwóch tygodni nie ma dnia żeby Hania nie chciała kart. Po kilka razy dziennie siada na kolonach i dosłownie wkłada mi karty w ręce. Siada i czeka, aż pokażę jej każdą kartę i wydam odgłos, który będzie przyporządkowany do danego obrazka.
Wtula się we mnie, słucha z zainteresowaniem i cały czas cieszy. To jest po prostu niesamowite!
Przyznam, że mając dostęp do internetu i drukarkę w domu albo książki czy gazety spokojnie można zaoszczędzić i samemu wydrukować takie obrazki lub powycinać z gazet czy pokazywać w dostępnych książeczkach. Ale te serie akurat trafiliśmy tak tanio, że naprawdę mi nie żal.
Koszt waha się od 5 do 15 zł.

3. Okrągłe miseczki do układania - Fisher price



Najbardziej z całego zestawu podoba się Hani dołączona plastikowa grzechocząca piłeczka, ale same miseczki też nie są złe. Najwięcej frajdy jej sprawia, gdy dwie miseczki połączy się razem, a wcześniej coś do nich wrzuci (orzechy, piłeczkę itp.). Załapała też, że miseczki układa się jedna na drugiej. Jeszcze nie umie tego robić, ale próbuje i kombinuje, czasem nawet i pół godziny.
Świetną alternatywą są po prostu zwykłe plastikowe miski różnej wielkości, ale cóż ja poradzę, że u mnie ciągły deficyt takiego towaru :) Chociaż uczę się na błędach i zaczęłam zbierać plastikowe miseczki po produktach spożywczych, niedługo będzie zapas :)
Koszt to około 20 zł.


4. Piramida z plastikowych krążków.



Kupiona już jakiś czas temu w zwykłym supermarkecie, chyba za jakieś 6 zł. Największa frajda dla mojego dziecka to zdejmowanie po kolei krążków, następnie gryzienie ich i rozrzucanie po pokoju. Potem czeka, aż ktoś ułoży jej krążki z powrotem i zabawa trwa od nowa. Niby nic, a potrafimy tak siedzieć nawet i 3 kwadranse.
Koszt od 6 zł wzwyż.

5. Drewniany żółwik - sorter.



Do drewnianych zabawek mam ogromny sentyment. Zrobione porządnie towarzyszą Nam latami. Nie straszne im upadki i upływ czasu. Ze dwa miesiące temu przy okazji zakupów w jednym z najpopularniejszy supermarketów (LIDL) trafiliśmy na niemałą ofertę zabawek drewnianych i choć wiedziałam, że Hania jest do większości zbyt mała, to i tak nie mogłam się oprzeć. Kupiliśmy dwie, jedna czeka aż Hania podrośnie a druga, mimo, że też jeszcze nie jest wykorzystywana zgodnie z przeznaczeniem wdarła się w łaski i codziennie jest używana. Choć młoda jeszcze nie wie, do czego służy sorter to klocki i jeżdżący żółwik sprawia jej sporo frajdy.
Rodzice, których dzieci zaczynają przejawiać zainteresowanie nauką kształtów czy kolorów i sortowaniem ich, mogą spokojnie zaoszczędzić i zrobić taki sorter własnoręcznie. Ja jeszcze chwilę poczekam, ale niebawem na pewno wezmę się do roboty :)
Koszt drewnianej zabawki od 20 zł wzwyż.

 Zabawek oczywiście mamy dużo dużo więcej (zwłaszcza po minionych świętach bożego narodzenia), ale nie są aż tak interesujące jak te, które wymieniłam. Są dni kiedy inne zabawki wracają do łask i Hania się nimi bawi, ale są też dni, gdy staram się ją zainteresować nimi i na głowie staję, a ona ma to gdzieś, bo bardziej ją interesuje patrzenie przez okno albo ganianie kota, a nie wszelakie zabawki zaliczane do "edukacyjnych".
Codziennie też czytamy jej książki, przynajmniej 10 min. i też to lubi, wycisza się, słucha i patrzy z zainteresowaniem na kolorowe obrazki - ale o książkach będzie w osobnym poście :)

I o ile te zabawki bardzo Nam pomagają, by Hania się zajęła i pobawiła, o tyle jest jeden warunek - obecność rodzica. Hania lubi się bawić, ale musi mieć widownię :) Oczywiście potrafię jej znaleźć zabawę czy podsunąć zabawkę i ona zajmie się sama przez jakieś 15 minut (tak mam czas żeby chociaż w samotności umyć zęby :)), to po tym czasie zaczyna się marudzenie, które kończy się dopiero po dotrzymywaniu Hani towarzystwa. Staram się wydłużać ten czas, bo ważne dla mnie jest również, żeby mała potrafiła się pobawić bez towarzystwa, nie chce doprowadzić do tego, by próby zostawienia jej samej choć przez chwilę (w bezpiecznym miejscu rzecz jasna) kończyły się histerią, ale póki co nie potrafię się ugiąć przed pełzającym małym gadem, wołającym "mama", patrzącym się tymi wielkimi oczami i wtulającym z całych sił, a niech to przecież człowiek zrobi wszystko dla takiej małej iskierki :)


Po zabawie zwykle Hania pada na drzemkę w ciągu 5 minut! :)


A jakie są ulubione zabawki Twojego dziecka? :)
Pozwól mi, proszę! +PREZENT

Pozwól mi, proszę! +PREZENT

Nie ma nic lepszego, niż pozwolenie dziecku na to, by mogło rozwijać się całkowicie swoim własnym rytmem. By samodzielnie każdego dnia, mogło uczyć się i poznawać nowe rzeczy.
Rola rodzica podczas całego tego procesu to cierpliwie obserwować i być obok. Umożliwić dziecku możliwość wszechstronny rozwój fizyczny, kulturowy i społeczny oraz wspierać dziecko podczas samodzielnego eksplorowania otaczającego świata.

Wychowanie dziecka to nie jest wyścig, ani żaden konkurs. Zwykłe porównywanie i rozmowa pomiędzy rodzicami nie jest zła. W końcu to także wymiana pomysłów, doświadczeń i dodatkowa motywacja do poświęcania dziecku więcej czasu.
Ale już zmuszanie dziecka do dodatkowego wysiłku czy nauki dobrym pomysłem nie jest. To, że dziecko jednej koleżanki już mówi, a drugiej właśnie zaczęło chodzić, podczas gdy Twoje dziecko, które jest w tym samym wieku z ledwością wymawia 3 słowa i jeszcze raczkuje nie jest absolutnie żadnym argumentem.

Daj dziecku czas!
Dzieci różnią się od siebie, ale mają jedną stałą niezmienną zdolność. Jest to odzwierciedlanie zachowań najbliższych. Dzieci to wielkie lustra, w których odbijają się zachowania rodziców, rodzeństwa i rówieśników. Dawaj dziecku dobry przykład, wykazuj się kreatywnością, pokazuj dobre zachowania i...cierpliwie czekaj.

Im szybciej odpuścisz i dasz dziecku swobodę, tym szybciej dziecko będzie chciało samodzielnie próbować i uczyć się nowych rzeczy.
I dopiero wtedy zobaczysz, że to wszystko jest prostsze niż Ci się wydaje.

Zdradzę Ci również mały sekret!
By umożliwić dziecku rozwój i pomóc poznawać otaczający go świat, wcale nie potrzebujesz worka pieniędzy!
W telewizji i sklepach nie brakuje reklam, które obiecują, że po zakupieniu kolejnej zabawki wartej kilka stów, Twoje dziecko stanie się geniuszem.
To bzdura! Nie każdego na to stać. Owszem można znaleźć świetne zabawki, które zawładną dzieckiem i pozwolą Ci w spokoju wypić jeszcze ciepłą kawę czy herbatę. Ale to, że Cię nie stać na kolejną, nie czyni z Ciebie gorszego rodzica.

Wystarczy się dobrze rozejrzeć po domu!
W zasięgu Twoich rąk kryją się cuda, których używasz codziennie podczas zwykłych czynności domowych i nie zdajesz sobie sprawy, z tego jakie cudowne zastosowanie jeszcze mogą mieć :)

Ja sama uwielbiam ze zwykłych banalnych rzeczy tworzyć zabawy, które zajmują dzieci co najmniej kilka godzin, uwielbiam patrzeć jak dziecko samo próbuję zrozumieć co właśnie robi, patrzeć na jego postępy, podpowiadać kiedy brakuje mu pomysłów.
Jeśli Ty również wyznajesz zasadę, że dziecko potrzebuje od małego samodzielności i chcesz mu w tym pomagać, mam dla Ciebie PREZENT :)

Mniej więcej dwa miesiące temu miałam przyjemność nawiązać współpracę z Redakcją TaTenTo - https://www.tatento.pl/ przy tworzeniu ebook'a, w którym możesz znaleźć 15-ście zabaw rozwojowych dla najmłodszych inspirowanych pedagogiką Marii Montessori.
Ja oraz kilka innych blogerek prezentujemy Nasze pomysły na zabawy z dzieckiem w domu, przy użyciu zwykłych przedmiotów, które zazwyczaj można znaleźć w każdym domu.

Oto link dla Ciebie - https://www.tatento.pl/ebook, wejdź zarejestruj się (to jest całkowicie bezpłatne) i pobierz ebook. Zainspiruj się i zacznij działać.
Gwarantuję Ci, że nie tylko dziecko będzie zadowolone, Tobie również te zabawy sprawią wiele frajdy!







Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger