Niebanalne szybkie śniadanko +deser!

Niebanalne szybkie śniadanko +deser!

Odkąd na głowie mam milion rzeczy a chodząca Hania wymaga stałej uwagi, przynajmniej do czasu zamontowania bramek na schodach :) staram się nie tracić zbędnego czasu w kuchni.
Kiedyś myślałam, że jeśli będę chciała przygotować wyśmienite danie i do tego jeszcze je pięknie podać, to będę musiała zarezerwować co najmniej pół dnia wolnego, a już na pewno ze 3 godziny.

I zdarzało się, że z braku zorganizowania i odpowiedniego przygotowania zawsze właśnie tyle czasu spędzałam, a i tak zwykle nie wszystko wyszło tak, jak sobie to zaplanowałam. To oczywiście było jeszcze przed ciążą. Teraz nie wygospodarowałabym na raz tylu godzin wolnego i przyznam szczerze, że nawet by mi się nie chciało.




Na szczęście inspiracji dookoła nie brakuje, a ja chcąc wszystko pogodzić wykazuję się sprytem i w końcu uwierzyłam, że czasem w kuchni wystarczy spędzić nawet i 15 minut a danie będzie smaczne, pyszne i zazwyczaj nawet zdrowe :)

Podzielę się z Tobą przepisem na pyszne i pięknie wyglądające śniadanko, a do tego w ramach niespodzianki jeszcze rzucę pomysłem na deser.
W jednym i drugim daniu rolę główną odgrywają powidła i konfitury, także bez tego nie ruszysz.

Śniadanko - Muesli z jogurtem i konfiturami

Przygotuj sobie szklankę lub słoiczek - najpiękniej się wtedy potrawa prezentuje.
Do tego powinnaś mieć:
- muesli
- jogurt naturalny
- mogą być rodzynki, orzechy
- świeży owoc (u mnie kiwi i borówki)
- konfitury, dżem, marmolada itp. (u mnie leśne jagody i truskawka)




Układaj w naczyniu warstwami i pamiętaj żeby nie przesadzić z ilością konfitur, bo inaczej będzie zbyt słodkie.
Dlaczego ten przepis jest taki fajny? Bo można go modyfikować odpowiednio do upodobań, więc codziennie może być nieco inny. No i po drugie jego przygotowanie zajmuje nawet mniej niż 5 minut. Śniadanie zaserwowałam również swojemu mężowi, choć wiedziałam, że może go nawet nie tknąć i moje zdziwienie było ogromne, bo nie dość, że mu smakowało to jeszcze dokończył po mnie, jest to na tyle syte, że dla mnie cały słoiczek to za dużo :)


 deser - Rogaliki z konfiturami

Przygotuj sobie 50 g drożdży w temperaturze pokojowej i 4 pełne łyżki cukru i rozetrzyj to razem w misce. Następnie wlej szklanką śmietanki 30%, przesiej 4 szklanki mąki, dołóż kostkę miękkiej margaryny i dodaj 2 większe żółtka. To wszystko szybciutko wymieszaj i wyrób ciasto, powinno wszystko ładnie się połączyć. Powstałe ciasto musisz wstawić na co najmniej 2 godziny do lodówki.



Po wyjęciu z lodówki, ciasto krój na mniejsze porcje, wałkuj mniej więcej na grubość 4 mm, może być cieńsze, to zależy od tego jakie lubisz, tylko pamiętaj, że za cienkie ciasto będzie się rwać a wtedy konfitura wypłynie i wycinaj kwadraty - najlepiej nie mniejsze niż 6-7 cm.
Na brzeg każdego kwadratu nałóż po troszku konfitury - u mnie to była konfitura z jagód leśnych, truskawek i śliwek.
Następnie zawijaj i formuj kształt rogalika. Po położeniu rogalików na blasze posmaruj każdy białkiem i posyp drobnym cukrem. Rozgrzej piekarnik do 160 stopni i piecz około 25-28 minut. Rogaliki powinny być lekko przyrumienione.

Samo wykonanie rogalików jest dość szybkie, jedyny minus to długie leżakowanie w lodówce :)
Ale naprawdę warto, bo smakują rewelacyjnie!

Baw się dziecko, ucz i licz - Babaryba na horyzoncie!

Baw się dziecko, ucz i licz - Babaryba na horyzoncie!

Wiesz, że istnieją książki, których się tak naprawdę nie czyta?
Wydawnictwo BABARYBA wypuściło na rynek książeczki dla dzieci, gdzie rodzice przejmują dowodzenie nad treścią opowieści. Niektórym się to może nie spodobać, bo łatwiej przecież czytać gotowy tekst, ale to tak naprawdę świetna zabawa. Czy może być coś lepszego niż pokazanie własnemu dziecku nieco kreatywności? Ma to też bardzo duży plus, bowiem nie dość, że opowieści możemy modyfikować to jeszcze w dodatku możemy je dopasować odpowiednio do wieku naszego małego czytelnika.

Jedna z książeczek "10 razy 10"






A druga to: "Liczę do 100"




Dodatkowym atutem książeczek jest możliwość stymulowania spostrzegawczości dziecięcej oraz poruszanie matematycznych aspektów, jak nauka cyferek, nauka liczenia, nauka dodawania itp.

Książeczki mają proste, w miarę czytelne obrazki dzięki, którym opowieść staje się przyjemniejsza i ciekawsza. Dodatkowo mogą zachęcić dzieci do dalszej nauki i zabawy. Czyli po przeczytaniu książeczki możesz zorganizować dziecku kilka zabaw, które ułatwią dalszą naukę cyferek oraz te związane ze spostrzegawczością.

Przedstawię Ci dwie moje propozycje do takich zabaw:

1. Nauka pisania cyferek

Potrzebujesz jedynie jakąś tackę, ewentualnie można się wspomóc sporym kawałkiem kartonu i zagiąć rogi, mąkę oraz kartoniki z cyferkami.
Wysyp mąkę na tackę bądź karton, połóż obok kartonik z cyferką do odwzorowania i daj dziecku przejąć inicjatywę. Ta zabawa do doskonały sposób na doskonalenie motoryki małej i poznania cyferek.



2. Zabawa w kojarzenie (wymaga spostrzegawczości i dodatkowo uczy rozróżniania podstawowych kształtów)

Musisz przygotować kilka kartoników z podstawowymi kształtami i co najmniej kilkanaście kartoników z obrazkami przypominającymi jakiś kształt.
Dziecko może losować z woreczka lub z rozsypanych kartoników z obrazkami jeden i stara się odpowiednio go przyporządkować.
To doskonała zabawa, która przy dobrej organizacji ma szansę trwać nawet i dwie godziny, z doświadczenia wiem, że i pół dnia się zdarza :)




Mam nadzieję, że książeczki i zabawy przypadną Wam do gustu tak samo jak mi :)
Polecam!
Dziecko ma prawo do zazdrości! ZAKAMARKI

Dziecko ma prawo do zazdrości! ZAKAMARKI

Uwielbiam czytać książki, zaraziłam tym Pewnego Tatę, staramy się też jak najczęściej czytać Hani.
Jej biblioteczka stale się powiększa o coraz to fajniejsze pozycje książkowe. Do niektórych Hania jeszcze musi dorosnąć, ale nie umniejsza to ich wartości, będą sobie spokojnie czekać swoje 5 minut :)



Książka pt. "Zlatanka i ukochany wujek" wydawnictwa ZAKAMARKI mocno porusza temat dziecięcych uczuć, głównie zazdrości.
Na codzień często zapominamy o tym, że w tych Naszych mniejszych i większych dzieciach buzują silne emocje i czasem bardzo ciężko im sobie z nimi poradzić. Bywa, że dla Nas rzeczy i sytuacje stanowiące błahostkę są dla dzieci czymś czego nie da się ogarnąć.



Najczęściej takie mocne rozemocjonowanie objawia się:
- złością
- agresją
- zamknięciem w sobie (małomównością)
- brakiem apetytu
- wyciszeniem 


Z takimi problemami zmaga się właśnie bohaterka książeczki. Jej ulubiony wujek z którym spędzała fantastyczny czas, nagle znajduje sobie przyjaciela. Zlatanka nie może pogodzić się z tym, wujek już nie poświęca jej 100% swojej uwagi, nie spędzają czasu jedynie we dwoje.
Książeczka daje rodzicom możliwość podjęcia rozmowy z własnym dzieckiem na temat uczuć.
Wyjaśnienia co to są uczucia, nazwania ich (radość, złość, smutek itp) a następnie wytłumaczenie, że są sposoby na to, żeby sobie z uczuciami poradzić, że można dać upust własnej złości.


Jak możesz pomóc dziecku z nadmiernymi emocjami?
Pokażę Ci dwa prościutkie sposoby:

1. Pierwszy banalny. Dziecko musi spróbować nazwać swój własny problem - powód. Następnie podaj dziecku kawałek papieru, gazety i podpowiedz mu, że ten kawałek jest jak trapiący go problem. Można z nim zrobić co się chce: podeptać, poszarpać, podrzeć, wyrzucić. To zadanie powinno zdecydowanie pomóc dziecku rozładować emocje.

2. Druga możliwość wymaga Twojej obecności i pomocy, a także zorganizowania mąki, balonika, lejka i flamastrów. Z przygotowanych rzeczy pomóż dziecku zrobić pacynkę. Nie od dzisiaj wiadomo, że takie gniotki pomagają rozładować napięcie nawet wielu dorosłym. Wytłumacz dziecku, że od teraz to będzie jego "pomocnik", który będzie pomagał mu w chwilach złości.

-> znalezione w sieci <-

Jedno jest pewne należy z dziećmi dużo rozmawiać i jeszcze więcej tłumaczyć, wtedy zdołamy uniknąć ogromną ilość nieporozumień.

A książkę rzecz jasna polecam bardzo! :)
Bądź świadomą egoistką!

Bądź świadomą egoistką!

Daj siebie a dostaniesz...
Wiele lat pozwalałam by kierowały mną jedynie emocje, a zdrowy rozsądek zostawał daleko w tyle.
Skutkowało to tym, że potrafiłam prawie w środku nocy wstać i jechać na drugi koniec miasta, bo ktoś akurat potrzebował pomocy, albo godzinami rozmów przez telefon, bo nie potrafiłam tak w trakcie rozmowy, powiedzieć, że jestem zajęta, przecież ktoś mnie potrzebował.

Zawsze pomagałam bezinteresownie, choć mimo wszystko przyświecała mi myśl, że jak ja będę w potrzebie to wszyscy moi "PRZYJACIELE" też rzucą dla mnie wszystko, tak jak ja dla nich i przyjdą, pomogą, pogadaj ze mną, pocieszą.
Myliłam się do granic możliwości.



Czas zweryfikował wszystko.
Gdy zaszłam w ciąże i okazało się, że co najmniej półtora miesiąca spędzę w łóżku, to był dla mnie dramat. Wyobraź sobie, osobę, która ciągle gdzieś pędzi, spotkania ze znajomymi, wycieczki, podróże, sport, ciągła aktywność. Zachodzi ona w ciąże, jest w siódmym niebie, spełnia się właśnie jej marzenie, w planach podtrzymanie lekkiej aktywności, praca co najmniej do 6 miesiąca - i nagle wszystkie plany przerywa nocna wizyta na Izbie Przyjęć.
Tą osobą byłam ja.

Gdy usłyszałam od lekarza, że najbliższy miesiąc jest decydujący i, że czeka mnie leżenie plackiem. Praca, spacery czy chociaż bezcelowe chodzenie po domu, wszystko zakazane. To i tak było lepsze, niż pozostawienie mnie w szpitalu, ale nadal dramat. Całą drogę powrotną do domu płakałam. Nie mogłam sobie z tym poradzić.
Podtrzymywał mnie na duchu mąż i myśli, że znajomi na pewno umilą mi czas. W końcu tylu ich dookoła, że nawet jak Ci najbliżsi odwiedzą przynajmniej raz w tygodniu, to tak źle nie będzie i jakoś to przeżyje. Fajnie będzie się spotkać, posłuchać najnowszych ploteczek i trochę wyżalić.

Smutny finał.
W efekcie na całe 1,5 miesiąca odwiedziły mnie dwie osoby, każda wpadła na 20 minut, bo tak bardzo się śpieszyła. Inne nie miały nawet czasu na napisanie krótkiej wiadomości, bo tyle się u nich działo. Nagle nie byłam potrzebna, one nie miały problemów, zostałam odstawiona na bok.
To był dla mnie bardzo trudny czas, miałam totalnego doła i nikogo dookoła siebie oprócz męża, kto przyszedłby do mnie, podtrzymał na duchu i rzucił parę ciepłych słów.

Ten smutny czas minął, jakoś to przetrwałam a wszystko skończyło się dobrze. Wyciągnęłam jednak bardzo ważną lekcję z tego etapu w moim życiu i zrobiłam ostrą selekcję własnych znajomych i ludzi, których uważam za przyjaciół. Na kawę, ciastko czy spacer mogę spotkać się z każdym, ale poświęcam się jedynie dla tych ludzi, dla których warto, bo niektórych nie stać nawet na zwykłe DZIĘKUJĘ.

I Tobie też radzę, nawet jeśli to trudne, to na pierwszym miejscu musisz stać Ty, Twoje marzenia, cele i potrzeby. Dopiero potem przyjaciele i znajomi, czasem choć serce podpowiada zupełnie inaczej, najlepiej nie pchać się do pomocy tym, którzy świadomie chcą Cię jedynie wykorzystać.
Urodziny z pompą - Głodni Zmian mają rok!

Urodziny z pompą - Głodni Zmian mają rok!

Urodziny mają to do siebie, że wprawiają gości w świetny nastrój, panuje wyjątkowa atmosfera, a niespodzianki czają się na każdym kroku. Dokładnie tak było na urodzinach "Głodnych zmian", gdzie miałam wielką przyjemność być jednym z gości.


Jeśli jeszcze nie wiesz, "Głodni zmian" to inicjatywa powołana do życia przez blogerów, której celem jest ukazanie społeczeństwu, że otyłość i złe nawyki żywieniowe to, coś z czym możesz bardzo łatwo i szybko wygrać. By jeść smacznie i zdrowo nie musisz wydać w sklepie fortuny i spędzać w kuchni codziennie przynajmniej pół dnia, da się dużo dużo prościej, rozwiązań jest wiele.
Naszym głównym celem jest także zebranie 10 000 głosów pod petycją dotyczącą wprowadzenia w Polsce darmowych porad dietetycznych dla kobiet w ciąży oraz rodziców małych dzieci.
Brakuje jeszcze niecałe 2 tysiące głosów, Ty też możesz pomóc - wystarczy, że wejdziesz na stronę www.glodnizmian.pl i poświęcisz kilka sekund, by się podpisać - miło mi będzie jeśli wpiszesz, że wiesz to ode mnie :)

Wracając do urodzin, rozpoczęły się z wielkim przytupem z każdą chwilą zwiększając nasze apetyty, nie gdzie indziej, jak w szkole gotowania Little chef. Warsztaty gotowania, w których bardzo mile widziane były dzieci, sprawiły wszystkim bardzo dużo frajdy, no i mogliśmy poznać kilka tajemniczych przepisów, które w końcu muszę zaserwować mężowi, bo jestem pewna, że mu całkowicie zasmakują. Żałowałam jedynie, że nie mogła ze mną jechać Hania, bo dzieci były zafascynowane możliwością buszowania po wielkiej i świetnie urządzonej kuchni i zapału im nie brakowało. Na pomoc Hani w kuchni muszę niestety jeszcze troszkę poczekać, jest zdecydowanie za mała :)

Po warsztatach przyszedł czas na zakwaterowanie w hotelu Rreytan i zabranie sił przed kolejnymi punktami programu. Było spotkanie z ekspertami z Fundacji My Pacjenci, było podsumowanie i podziękowania, a następnie wspólna uroczysta kolacja w uroczej restauracji L'arc, no i jak na prawdziwe urodziny przystało - piękny, wspaniały i smaczny tort!

Następnego dnia mieliśmy szansę wykazać się kreatywnością tworząc plakaty z hasłem "Głodni zmian" oraz prowadząc żywe dyskusje o tym, jakie jeszcze możemy podjąć działania, by jak najwięcej osób odczuwało potrzeby takie jak my i z chęcią przyłączyło się do Naszej inicjatywy :)

Sama bardzo bardzo się zaangażowałam w inicjatywę, uważam, że wprowadzenie porady dietetycznej mogłoby rozwiązać wiele problemów, zwłaszcza tych z jakimi zmagają się młode mamy, które wydaja się być całkowicie pogubione w kwestii prawidłowego żywienia własnych dzieci, nierzadko wyrządzając im sporo krzywdy.
Zebranie podpisów i znalezienie jak największej liczby potencjalnie zainteresowanej grupy rodziców kosztuje mnie sporo wysiłku, mam nadzieję, że pomożesz mi choć trochę i szybciutko oddasz swój głos.
Za każdy jeden bardzo bardzo Ci dziękuję!

















Opuściłam swojego męża - moja wielka porażka!

Opuściłam swojego męża - moja wielka porażka!



Każdy związek przechodzi lepsze i gorsze momenty. Są chwile te cudowne, które mogłyby trwać i trwać, jest słodko, cukierkowo i miło. Ale są i te, które skutecznie sprowadzają Nas na ziemię, przykre i niemiłe, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć.

Związek idealny
Według jednych istnieje, według innych nie. Tyle będzie opinii, ilu ludzi napotkamy na naszej drodze.
Jestem zdania, że związek idealny to taki, w którym od czasu do czasu zdarzy się ostrzejsza wymiana zdań (przecież nic tak nie oczyszcza atmosfery!), ale również ten, w którym poczucie wsparcia i bezpieczeństwa odgrywa najważniejszą rolę. Gdzie, bez względu na to czy jest dobrze czy źle, jedno za drugim murem będzie stało. A przynajmniej się starało :)
Praca, pasja, hobby, życie towarzyskie, to wszystko jest ważne tylko jaki jest sens bycia we dwoje, gdy nie masz czasu dla swojej partnerki czy partnera?
Nie sztuką jest robić byle jak nawet 5 rzeczy jednocześnie, sztuką jest tak się zorganizować by znaleźć czas na to, by w każdą rzecz włożyć swoje 100%.

Przyznaję, były ostatnio momenty, w których popłynęłam i to nieźle. Jeden projekt, drugi projekt, realizowanie własnej pasji, organizowanie spotkania, Hania, po drodze jakieś szkolenia. Biorąc pod uwagę mój nieco ambitny charakter i ciągłe dążenie do perfekcji,angażując się we wszystko na maksa, nie mogło się to skończyć dobrze.

Perfekcyjność wzięła górę
Ja nawet nie miałam czasu by porządnie go wysłuchać czy zapytać o sprawy dnia codziennego. A On był, słuchał, doceniał i przede wszystkim pomagał. Może nie zawsze w 100%, ale to bez znaczenia, był. Czasem totalnie wbrew sobie, czasem z ochotą, żeby pokazać mi, że pewne rzeczy to dla niego pikuś - przecież facetem jest, heeloł :). Rzucał pół żartem, pół serio, że trochę przeginam, że fajnie byłoby obejrzeć razem film, że nie fajnie mu chodzić spać samemu. A Ja? Ja ciągle zbywałam go z telefonem w ręku (mobilny internet w pewnym momencie całkowicie mną zawładnął) lub z nosem w komputerze, że przecież teraz robię to, to i to, a za każdym razem było to niezwykle ważne.
JA, Perfekcyjna Pani domu robiłam pranie, sprzątałam mieszkanie, nie zapominałam o obiedzie i z radością bawiłam się z dzieckiem. Wieczorami zasiadałam do swoich spraw i kręciłam nosem, że jestem niewystarczająco doceniana i mam zdecydowanie za mało wsparcia. Kilka razy skończyło się to kłótnią.

Przyznaje się szczerze, że dałam dupy po całości. Wstyd mi trochę. Byłam dla dziecka, byłam dla znajomych, byłam dla przyjaciół, realizowałam siebie - to wszystko to nie grzech, wręcz przeciwnie, ale najgorsze jest to, że zabrakło mnie dla własnego męża. Był cały czas, dopóki nie stracił do mnie cierpliwości, tylko ja nie potrafiłam w porę przystopować, ani go docenić.

Długa i szczera rozmowa podziałała a ja przeorganizowałam swój dzień i wreszcie przejrzałam na oczy.
Masz swoje pasje? Hobby? A może po prostu całkowicie pochłania Cię Twoja praca zawodowa?
Zanim zaczniesz kręcić nosem niezadowolona, że Twój partner nie spełnia Twoich potrzeb, a wspólne spędzanie czasu coraz mniej ma wspólnego z przyjemnością, to zastanów się najpierw co Ty możesz zmienić. Szczera rozmowa i wspólne znalezienie rozwiązania przyniesie zdecydowanie lepsze efekty niż kilka tygodni kłótni i czepiania się o byle co :)

<3 <3 <3




Wisienka na torcie!

Wisienka na torcie!

Już wspominałam o tym w poprzedniej relacji matka chce konkretow o zorganizowanych warsztatach na trzecim spotkaniu "Blogi Mają Moc" każda uczestniczka takiego spędu chciałaby spędzić czas produktywnie, ale jak to każda Kobieta, żadna nie pogardzi choć malutkim,
cieszącym oko prezencikiem :)

Przez kilka miesięcy paczki i kartony powolutku zapełniały jeden z moich pokoi, a już w ciągu ostatnich dwóch tygodni kurierzy odwiedzali mnie częściej niż ktokolwiek inny :)

Były piękne akcesoria idealnie nadające się do stworzenia cudownej atmosfery w każdym kąciku dziecięcym oraz idealnie nadające się do nauki, które podarowali:

Mère et Fille

Whisbear 

Milutka 

Lalanna 

Wydawnictwo babaryba 

Wydawnictwo zakamarki 

Kapitan nauka 

Maamut 

Fairy things


oraz obrazki, metryczki itp, czyli Miracolo

Drobiazgi dla ciała i duszy, które pomogą Nam poczuć się jeszcze bardziej kobieco oraz akcesoria, dzięki którym nasze ulubione pomieszczenia w domu mogą stać się jeszcze przytulniejsze i wyjątkowe:

Oillan

Virtual 


Perfumeria neness

Hirundo

Pracownia alex

Drewniane dodatki

AKatja

Mybra



Coś dla spragnionych i głodnych :)

Mama i ja 

Bonduelle 



Podziękowania należą się każdemu bez wyjątku! Każdy upominek jest jedyny w swoim rodzaju. Starannie wykonany i świetny jakościowo. Misie, kocyki czy podusie uwielbia każde dziecko. Miękkie tkaniny, piękne wzory, wszystko cieszy oczy i umila otoczenie. Przy dzieciach takich rzeczy nigdy dość :)
Karty obrazkowe i zabawki, cieszą rodziców zawsze, a zwłaszcza wtedy, gdy zajmują dziecko choćby na czas wypicia jeszcze ciepłej herbaty.

Kosmetyki do pielęgnacji czy do makijażu, bransoletki i perfumy, kocha każda kobieta. Małe drobiazgi, które pozwalają czuć się lepiej, subtelniej, kobieco. Do tego jeszcze drewniane akcenty, świece czy inne akcesoria wystroju wnętrz i od razu odpoczywa się lepiej. Dom staje się przytulniejszy, bardziej przyjazny i sprzyjający relaksowi - żeby tylko był jakiś sposób na to, żeby znaleźć czas na ten relaks :-D

A do tego jeszcze zaspokojenie pragnienia i apetytu - woda i produkty spożywcze ułatwiające dbałość o zdrowy styl życia i pomagające wyczarować smaczne, zdrowe i kolorowe dania dla całej rodziny!

Jeśli znasz te firmy i ich produkty to na pewno wiesz o czym mówię, tfu piszę :) i rozumiesz moje zachwycenie, jeśli jeszcze nie, to leć nadrabiać zaległości. Jestem pewna, że wiele rzeczy przypadnie Ci do gustu :)

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger