Wszechobecna znieczulica?

Wszechobecna znieczulica?

Święta zawsze kojarzą się ze spokojem, radością, rodzinnymi chwilami no i... przejedzeniem :)?
Miniona Wielkanoc miała być taka sama jak każda inna. Jedyna różnica to taka, że z nami był jeden domownik więcej, Hanusia :)
Wszystko było zaplanowane, udało się fantastycznie zgrać i pogodzić wizyty u rodzin, po czym wszystko co mogło, poszło zupełnie nie tak :(




Koszmar Świąt Wielkanocnych

Zaczęło się w nocy z piątku na sobotę, od razu konkretnie, wymioty jedne, drugie, czwarte... Po kilku godzinach udało Nam się opanować sytuację, a wykończona Hania zasnęła i spała do 10 rano następnego dnia. Zrzuciliśmy wszystko na zatrucie rybą, mając nadzieję, że następny dzień będzie dużo lepszy niż miniona noc. Ranek nastał i wszystko zaczęło się od nowa. Konsultacja z lekarzem uspokoiła Nas, dostosowaliśmy się do zaleceń, poczyniliśmy stosowne zakupy w aptece i uzbroiliśmy się w cierpliwość. Mimo, że noc i poranek następnego dnia znów dały Nam nadzieję, że jest spora poprawa, po raz kolejny okazało się to złudne. Wycieńczona Hania na przemian wymiotowała, dostawała biegunki i spała. A my, coraz bardziej się martwiliśmy i zastanawialiśmy co robić!

By nie doprowadzić do straszliwych konsekwencji postanowiliśmy czym prędzej pojechać na najbliższy SOR. Przygotowani na najgorsze, pełni napięcia ruszyliśmy, chcąc jak najszybciej znaleźć się pod opieką lekarza.... Tego dnia ciążył nad Nami wyjątkowy pech! Około 5 kilometrów przed szpitalem kompletnie rozpi$%&*ył Nam się samochód. Przestał jechać i koniec, nic się nie dało zrobić. Wyobraź to sobie, ja stojąca z płaczącą Hanią, mój mąż pochylający się nad maską samochodu i próbujący przywrócić go do życia. Kompletnie się w tamtym momencie załamaliśmy. Brak jakiejkolwiek gotówki uniemożliwił Nam wszelkie telefony po taksówkę. Cała rodzina jakieś 20 kilometrów od Nas. Czy mogło stać się jeszcze coś gorszego?


Niespodziewane spotkanie

Chyba jednak tego dnia ktoś postanowił nad Nami czuwać, bo spotkała Nas cudowna sytuacja.
Mijające Nas samochody na drodze nie pozostawiały złudzeń, każdy gdzieś się spieszył. Pędził do rodziny, albo zmęczony wracał do domu. Nagle zatrzymał się mężczyzna. Podszedł spytać co się stało, jak może pomóc. Z mechanikiem łączyło go tyle wspólnego co mnie z zakonnicą, po prostu zobaczył, że coś się stało, stwierdził że nie mógł po prostu pojechać dalej.
Przez chwilę stałam i nie wierzyłam. Pan od razu zaproponował, że zboczy z trasy i zawiezie Nas do szpitala. Nie wahaliśmy się ani przez chwilę. Pod szpitalem chciał czekać, żeby z powrotem przetransportować mojego męża do samochodu. Nie chcieliśmy jednak by czekał w nieskończoność. Nie wiedzieliśmy co będzie z Hanią, jak długo Nam się zejdzie. Po tym jak podziękowaliśmy, chcieliśmy wziąć od tego człowieka numer telefonu by w jakiś sposób się odwdzięczyć.
Wywiązał się następujący dialog:

MM(mój mąż): Dziękujemy Panu jeszcze raz, bardzo Nam Pan pomógł!
P: Ale nie ma za co każdy by zrobił to samo na moim miejscu.

MM: Nie każdy. Podejrzewam, że nikt by się nie zatrzymał. Czy mogę wziąć od Pana numer telefonu? Chciałabym jakoś się odwdzięczyć, podziękować?
P: Nie ma mowy zrobiłem, to co powinienem, nie ma o czym mówić.
MM: Na pewno? 
P: Proszę Pana powiem tak, niech Pan pamięta, że ja Panu pomogłem i kiedy tylko będzie Pan widział, że ktoś w jakiejkolwiek sytuacji potrzebuje pomocy niech Pan zrobi dokładnie to samo!

Wiesz, miałam ochotę go w tamtej chwili uściskać. Mam świadomość jak wielka znieczulica wśród naszego społeczeństwa panuje. A zanim ktoś przyjechałby po Nas, minęłoby nieco czasu.
Dla Nas każda chwila była cenna, Hania była słabiutka a w momencie przyjęcia na SOR miała już 39 stopni gorączki. Nawet tragicznie długo nie czekaliśmy, przyjął Nas lekarz, zbadał i zlecił szybkie badania. Po kilku godzinach strachu, stresu i dwóch kroplówkach Hania zaczęła odzyskiwać siły. Do tej pory przez te 11 miesięcy obyliśmy się bez wizyt u lekarzy, chorób i antybiotyków. Tym razem wirus Nas pokonał. Dzięki szybkiej konsultacji telefonicznej z lekarzem, a po tym wizycie w szpitalu udało Nam się szybko zażegnać najgorsze. Lekarz po obserwacji pozwolił Nam wrócić do domu. Wróciliśmy po północy, ledwo żywi, ale szczęśliwi, że to, co złe mija.

Dzisiaj już Hania ma się dużo lepiej, każdego dnia zyskuje więcej sił. Nie mogę tego niestety napisać o Naszym samochodzie :)

Oby każde Nasze Święta odbywały się już bez żadnych przykrych niespodzianek! 
A Tobie życzę byś zawsze w potrzebie spotkał/a na swojej drodze takiego człowieka jak my, by zatrzymał się i pomógł całkiem bezinteresownie. I Ty również nie tłumacz się, że się gdzieś bardzo śpieszysz i nie masz czasu. Zatrzymaj się i pomóż, może wystarczy bardzo niewiele, a Twoja pomoc będzie niezwykle potrzebna!
Sposób na nudę u małego dziecka!

Sposób na nudę u małego dziecka!


Niektóre dzieci są bardziej absorbujące, inne mniej. Są takie, które potrafią same zająć się sobą nawet i przez dwie godziny, i te, które nie puszczają się maminych nóg nawet na sekundę.
Hani zdarzają się i takie i takie dni. Potrafi sama usiąść wśród zabawek i bawić się, nie patrząc na to, co dzieje się dookoła. Grunt to odpowiednio zorganizowany teren do zabawy :)
Pisałam już o tym jak najlepiej zająć niespełna roczne dziecko, nie będę wszystkiego powtarzać, wystarczy kliknąć - Co robić z niespełna rocznym dzieckiem?

Postanowiłam dzisiaj przybliżyć Ci jedną z zabaw, o której pisałam we wspomnianym poście.
Zabawa, do której małemu dziecku będzie trzeba Twojej obecności, ale gwarantuje, że będzie to fajny czas w świetnej atmosferze bez płaczu i marudzenia.


Karty Kapitan Nauka pozwolą Twojemu dziecku stać się małym odkrywcą. Mogą przenieść Was w świat zwierząt wiejskich lub dzikich, poznać najprzeróżniejsze dźwięki, kolory, owoce, pierwsze słowa, zawody czy emocje.
Pełna oferta dostępna na stronie www.kapitannauka.pl
Dostosowana jest ona odpowiednio do wieku dziecka: strefa malucha, strefa przedszkolaka i strefa ucznia.
Odkąd Hania skończyła 10 miesięcy nie rozstajemy się z magicznymi pudełeczkami. Mamy już 4 rodzaje kart: Dźwięki, Owoce, Zwierzęta wiejskie i Zwierzęta dzikie. Już planujemy zaopatrzyć się w kolejne. Każda seria składa się z 17 kart, a sam zabawa może odbywać się na różne sposoby:






1. Czytaj dziecku co znajduje się na karcie, jednocześnie pokazując obrazek.
2. Naśladuj dźwięki i zachęcaj do tego swoje dziecko.
3. Rozłóż karty na podłodze/kocu/dywanie obrazkami i do góry i zachęcaj dziecko do znalezienia pożądanej rzeczy/owocu/zwierzaka itp.
4. Możesz poprzez zadawanie pytań lub przekazywanie informacji (nie mówiąc który obrazek masz na myśli) skłonić dziecko do poszukiwań i wyboru właściwej karty.
5. Na podstawie obrazków możesz uczyć dziecko kategorii: np, ssaki, ptaki, owoce, warzywa itp.

To tylko część z moich pomysłów, może ich być znacznie więcej. Ciebie ogranicza jedynie wyobraźnia. Jeżeli nie jesteś przekonana/y do zakupy kart możesz sam/a spróbować i stworzyć takie Twojemu dziecku. Potrzebujesz do tego wydrukowanych obrazków i tekturki, łatwizna.





Ja skłaniam się do kupienia, tym bardziej, że cena nie odstrasza, z jednego głównego powodu. Hania jest na etapie wkładania wszystkiego do buzi, a bliskie spotkania z tekturą mogłyby się nie najlepiej skończyć. Te karty wykonane są z twardych i trwałych tworzyw, w zupełności bezpieczne dla dzieci.
Jedyny minus to samo opakowanie kart, szybko traci na wyglądzie już po krótkiej zabawie z maluchem, ale nie cierpi na tym ani trochę sama atrakcyjność kart.
Zresztą sam/a spróbuj :)
Szumiący miś - hit czy kit?

Szumiący miś - hit czy kit?

 
Odkąd misie Whisbear szumnie zaczęły podbijać Polski rynek zastanawiałam się czy faktycznie mają tak wielką moc. Zżerała mnie ciekawość, jaki ten miś jest, jak działa, jak wygląda na żywo. Jednocześnie przez cały czas w głowie plątała mi się myśl, że zazwyczaj wszystko co tak mocno jest reklamowane okazuje się nieco kłamliwe. Ostatecznie nie do końca wierząc w cudowne możliwości jakie niesie za sobą zakup tego pluszaka, postanowiłam, że nie wydam na niego ani złotówki i temat uznałam za zakończony.


Sen u noworodka

W tym samym czasie nowo narodzona Hania zaskakiwała Nas prawie co noc swoją regularnością. Budziła się mniej więcej dwa razy w nocy na jedzenie, by następnie z powrotem szybciutko zasnąć. Zdarzały się też te gorsze noce, ale były one w zdecydowanej mniejszości. Cieszyliśmy się obydwoje naiwnie wierząc, że ta sielanka będzie wciąż trwała i współczuliśmy tym znajomym, dla których sen przy niemowlakach był zdecydowanie czystą abstrakcją.
Ten piękny i spokojny czas jednak nie trwał zbyt długo. Nasza bajka się skończyła wraz z początkiem ząbkowania u Hani. Zaczęło się niewinnie od wkładania wszystkiego do buzi, ślinienia siebie i wszystkiego dookoła i swędzenia dziąseł. Widać było, że sprawia to małej lekki dyskomfort, ale jeszcze znosiła to całkiem nieźle.
Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu na przygotowanie się na najgorsze. Po prostu pewnej nocy zupełnie nie było mowy o tym, by Hania spokojnie, jak zwykle zasnęła. Nie pomagało bujanie, przytulanie, noszenie. Czuliśmy wielką niemoc i złość, że nie potrafimy pomóc. Noc w noc przeżywaliśmy mały horror. Bywały dni, że czułam się jak zombie. Potrafiłam usnąć na siedząco.
Trwało to około półtora miesiąca, może nawet dwóch. Mniej więcej 2-3 dni spokojne, normalne, kilka kolejnych totalna masakra. Nic się nie dało przewidzieć. Pierwszy długo wyczekiwany ząb się w końcu pojawił, nie muszę chyba Ci pisać jak wielką poczuliśmy ulgę! Towarzyszył jej jednak stres o to, jak Hania będzie znosić następne wyżynające się ząbki...



Cudowny prezent?

Na ten czas przypadło spotkanie blogerek, którego byłam współorganizatorką - BLOGI MAJĄ MOC - klik. Wśród prezentów jakimi obdarowali Nas partnerzy znalazł się również sławny Miś Szumiący Whisbear. Przyznam, że ucieszyłam się. W końcu miałam szansę sprawdzić produkt, który zachwalało tysiące zadowolonych rodziców. Tutaj muszę  Ci się do czegoś przyznać. Myliłam się wcześniej, a moje przypuszczenia okazały się całkowicie bezpodstawne. Szumiący miś podbił całkowicie nasze serca. Nie wiem dlaczego podobny dźwięk w karuzeli wiszącej nad łóżeczkiem w ogóle nie miał wpływu na małą. Niby dźwięk całkiem podobny, a jednak dla Hani miało to zasadniczą różnicę. Być może też miękkość i kształt misia wzmacniają powstałe efekty u dzieci? Nie mam pojęcia. Ale z misiem nie rozstajemy się nawet na jedną noc. Nie raz zastałam swoje dziecko po drzemce jak siedzi i na przemian całuje i przytula misia. To cudowny widok! <3



Wiem, że są dzieci, którym mimo wszystko miś nie pomógł zupełnie, a deficyt snu jak był tak jest. Ja Ci jednak ten produkt polecam z całego serca! Nasze noce są teraz dużo przyjemniejsze, a ten szum skutecznie działa także i na mnie :)

A Ty masz jakieś sprawdzone sposoby i rytuały na spokojny sen swojego dziecka?

Najważniejsza idea spotkań blogowych!

Najważniejsza idea spotkań blogowych!

Miesiąc temu w Żorach odbyło się spotkanie mam blogerek.
Kilkanaście kobiet zjechało się z różnych zakątków Polski, by wspólnie razem spędzić fantastyczny czas. Odpocząć chwilę od codziennych obowiązków, zgiełku domowego, krzyczących dzieci i marudzących mężów :) Organizatorki spotkania Ania (swiatwedlugdna.pl) i Aneta (ausentedreams.pl) nie dość, że świetnie spotkanie zorganizowały to jeszcze zapewniły Nam moc atrakcji. A wszystko to było stworzone we wspaniałym i szczytnym celu - pomoc i zbiórka pieniędzy na leczenie chorej Sabinki.

Podziękowania należą się nie tylko organizatorkom, ale również każdej osobie i firmie, które podarowały Nam mnóstwo prezentów i upominków. Wszystkie wyjątkowe i piękne, niektóre baaaardzo smaczne. Znalazło się kilka idealnych rzeczy umilających chwile relaksu, coś dla dziecka, a nawet udało mi się wylicytować prezent dla męża, żeby nie czuł się pokrzywdzony :) Jedno jest pewne, wracałam do domu z bagażnikiem wypchanym po brzegi i w idealnym humorze, bo już wtedy wiedziałam, że udało się Nam wszystkim choć odrobinę pomóc potrzebującej dziewczynce :)

Uchylę Wam rąbka tajemnicy i zdradzę, jakie wspaniałości przywiozłam :)

Pyszności od: krokus przetwory, Chocokiss




Co nieco dla dzieci: Rainbow loom, russellLamado,  Tron nocnik jednorazowy, Ogrodek talentowwomar,  Mama i ja, 











Do domu: drewniane dodatki, AKatja, ProcterandGamblePolska/







Dla kobiet: biomed, dermaglin, shefoot, resibo, Oillan, vitwoman, noblemedica, OriTwojSukces, MioSkincarePolska













Poza tym drobiazgi, ulotki i zniżki: Ouhmania, Topgal.Polska, patatoy, Modotikon, przypinkaPL, fotoap, wpinaj










Książki i katalogi: ZielonaSowa, Wydawnictwo-BIS, Siedmiorog, mediarodzina





Znalazło się także coś dla męża :) : Attiq





I na koniec:
Torby prezentowe - torbowo
Materiały na uszyte przez nas poduszki przeznaczone na licytacje - CottonBee, materialki

Patronami medialnymi byli:
www.parenting.pl
www.babyonline.pl
www.czasdzieci.pl
www.mamopracuj.pl
www.mamspotkanie.pl
babyonline.pl/mamo-to-ja.pl

Wszystkim jeszcze raz dziękuję i czekam na następne spotkanie! <3
Pijawka, bluszcz, wampir - jedna osoba wiele wcieleń!

Pijawka, bluszcz, wampir - jedna osoba wiele wcieleń!


Wampiry istnieją. To żadna ściema. Ale nie łudź się, nie poznasz go po bladej cerze, wystających kłach czy nocnym trybie życia. Charakteryzuje się głównie tym, że uwielbia się karmić kosztem innych osób. Po tym, jak go spotkasz możesz czuć się niczym osaczona ofiara, Twoje samopoczucie sięga dna.
Te osoby to tak zwane "wampiry emocjonalne". Strzeż się, by nie wpaść w ich sidła!


Jesteś przecież idealny!

To może być nawet ktoś z Twojego bliskiego otoczenia. Niby wszystko jest w porządku, ale każde spotkanie okazuje się mocno wyczerpujące, opadasz całkowicie z sił, napięcie i wkurzenie wzrasta.
Pozornie nic się nie dzieje. Mało tego, taka osoba sama nie zdaje sobie sprawy ze swojego zachowania. Niektórzy lekarze przypisują takie zachowania również osobom z rozwijającą się nerwicą czy też zaburzeniami psychicznymi.
Relacja z takimi osobami wydaje się "normalna", jednak tak naprawę są Tobą zainteresowani jedynie wtedy, gdy stajesz się im potrzebna/y. Potrafią Cię doceniać wielkimi słowami, idealizować. Mało kto się na to nie złapie. Ale to właśnie ich cel. Chcą cały czas mieć kontrolę nad wszystkim. Chcą przewidzieć każdy Twój ruch. Każdy sukces Twój i kogoś innego to dla nich porażka. Stale odczuwają pustkę, bowiem cokolwiek się nie dzieje, ciągle nie jest w stanie ich zadowolić. Cały czas do czegoś dążą, ale nigdy nie osiągają celu, bo tak naprawdę nie potrafią go określić. Rozmowy z nimi czasem wydają się być pozbawione całkowitego sensu, bo najprostsze argumenty do nich w ogóle nie docierają. Walisz głową w mur, jesteś bezsilna/y, choć jednocześnie ciężko Ci się z całej tej relacji wycofać, jesteś za bardzo wciągnięta/y jej sprawy. Zdarza się nawet, że taka osoba, jest tak mocno zagubiona w swoim własnym zachowaniu, że próbuje być Tobą (naśladując Twój sposób bycia, rozmowy), ale jednocześnie chce być od Ciebie lepsza.


Kim może być emocjonalny wampir?

Bywa, że takim wampirem emocjonalnym staje się sam rodzic dla własnego dziecka. Uzależnia je całkowicie od siebie. Oczekuje od dziecka, że będzie w stanie zaspokoić jego potrzeby, dbać o niego. Dziecku brakuje poczucia bezpieczeństwa, towarzyszy mu chaos, strach, przerażenie i ciągła niestabilność. Podczas odnoszenia jakichkolwiek sukcesów rodzic nie potrafi być dumnym, on traktuje to jak powód do zazdrości, coś na wzór urażonej dumy. Nie muszę chyba pisać o tym, że stale towarzyszący stres dziecka doprowadza je w końcu do utożsamienia się z własnym rodzicem.
Oczywiście takie zachowania mogą się odbywać na poziomie rodzeństwa, pracownik - szef, uczeń - nauczyciel, itp.




Kto jest najbardziej narażony i jak sobie radzić?

Według wielu lekarzy najbardziej narażone na kontakty z "wampirami emocjonalnymi" są osoby mocno empatyczne.
Zatem jeśli (między innymi): 
- jesteś osobą bardzo wrażliwą i emocjonalną,
- jeśli mocno przeżywasz ze swoimi przyjaciółmi ich własne problemy,
- jeśli hałas denerwuje Cię hałas, zapachy i nadmierne gadanie,

Możesz stać się łakomym kąskiem dla takich osób, więc chroń się, zwiększaj dystans i staraj się zakończyć relacje.
Jeśli natomiast boisz się, że tekst może dotyczyć Ciebie postaraj się porozmawiać z kimś na ten temat. Pomocny będzie lekarz bądź psycholog. Takie zachowanie to często odbicie zachowań własnych rodziców, więc lepiej będzie jeśli postarasz się wyrwać z tego błędnego koła. Może to pomóc także twoim własnym dzieciom i osobom z najbliższego otoczenia.  
Sam/a wiesz, że warto!

Twoje dziecko to nie wyrahowany dorosły.

Twoje dziecko to nie wyrahowany dorosły.

Czasami są dni, gdy liczy się każda minuta. Skrupulatnie zaplanowane obowiązki, czynności i masa spraw do załatwienia, a każda sekunda na wagę złota. Nie ma czasu na grymaszenie, marudzenie, zmianę planów czy ociąganie się. W obecnych czasach większość ludzi a zwłaszcza rodziców jest coraz bardziej zabieganych, w ciągłym niedoczasie, a ilość rzeczy do zrealizowania zamiast maleć to rośnie w niewyobrażalnym tempie.
Sama tak mam, staram się jak tylko mogę ulepszać moją organizację dnia, żeby za wszystkim nadążyć i by jednocześnie nie cierpiała na tym Hania. Myślisz, że to możliwe? Mi się udaje, ale kosztem spania po parę godzin. Nie obwiniam o to nikogo, cóż sama tego chcę.

Obojętnie więc czy mam zaplanowany dzień od A do Z, czy też nie, czy jestem wyspana, czy z kimś się pokłóciłam, czy też ledwo funkcjonuje, bo za mną kilka godzin snu, staram się NIGDY nie wyżywać za to na dziecku (mężowi się czasem obrywa, ale też staram się hamować). :)
Widzę, że wielu rodziców niestety nie wychodzi z takiego samego założenia. Zachowują się jakby ich dziecko było niczym wyrachowany i złośliwy dorosły - jedyne co potrafi to krzyżować plany, wszystko psuć i robić na złość. Czego konsekwencją są nierzadko klapsy, krzyki, wyzywanie czy szarpanie! Widziałam takie sytuacje nie raz i nie raz próbowałam reagować.

Rodzicu po pierwsze zatrzymaj się na chwilę i pomyśl racjonalnie. Dziecko potrzebuje tego, by go  poinformować co masz w planach, czego od niego oczekujesz, a może w zamian za dostosowanie się do Twoich planów jakoś je nagrodzisz?
Ono nie robi Ci na złość, ale po prostu wielu rzeczy nie rozumie. A Twoim obowiązkiem jest odpowiednio dziecku wszystko wytłumaczyć.

Nie rozumie tego, że teraz właśnie nie jest czas na zabawę, a na jedzenie. Że czas na podwieczorek będzie o tej i o tej godzinie, na naukę, zabawę, czy spacer też jest przewidziana odpowiednia godzina. By żyło Wam się łatwiej, spróbuj nauczyć dziecka godzin. W zależności od wieku dziecka możesz przygotować dla niego zegar, który będzie dla niego łatwy i czytelny. Może być także połączony z nauką języka angielskiego, obrazków może być mniej lub więcej, tutaj ogranicza Cię jedynie Twoja wyobraźnia i wiek Twojego dziecka.
Przedstawiam Ci moją propozycję przygotowania zegara dla dziecka. Możesz skorzystać lub zainspirować się do zrobienia podobnego.





A do tematu czasu i zachowań rodziców polecam książeczkę wydawnictwa ZAKAMARKI "Albercie pośpiesz się". Zabawna historia o chłopcu, który nie całkiem potrafi oprzeć się różnym czyhającym pokusom i nie spełnia próśb coraz bardziej zdenerwowanego taty. Zabawny koniec sprawi, że może spojrzysz na zachowanie swojego dziecka i swoje z zupełnie innej perspektywy :)





Często zapominasz o bardzo ważnej rzeczy, to jak zachowuje się Twoje dziecko, to jak Ci odpowiada na niektóre pytania - to zależy od Ciebie. Dziecko to wierna kopia Twoich zachowań czy tego chcesz czy nie. Może zanim następnym razem krzykniesz czy wkurzysz się, po prostu na chwilę odpuścisz i podejdziesz do sytuacji z większym spokojem? Uwierz mi warto!
Ty też możesz taka być!

Ty też możesz taka być!


Leniwie się przeciągasz i powoli godzisz z myślą, że zaczął się nowy dzień. Twoje dziecko budzi się z radosnym uśmiechem na ustach. Twój mąż przed wyjściem do pracy znów zdąży zrobić dla Ciebie szybkie śniadanie. Rozpoczynasz sobie swój kolejny zwykły cudowny dzień. Pobawisz się z  dzieckiem, przygotujesz obiad, a potem przyjdzie czas drzemki. Maluch grzecznie położy główkę na podusi w swoim łóżeczku a Ty oddasz się swoim obowiązkom i przygotujesz jeden z tych świetnych obiadków. Wszystko takie piękne cukierkowe i wspaniałe. Wierzysz, że naprawdę tak może być???
Po pierwsze to nierealne, a po drugie to by była straaaaszna nuda!


Dni, których mogło by nie być
Są dni, że Hania zaczyna dawać o sobie znać już od 5 nad ranem, zazwyczaj to dla Nas oznacza początek dnia. Czasem chciałabym zatonąć pod kołdrą i udać, że mnie nie ma. Płacz i zawodzenie mnie nie obchodzi, chce wrócić do swojego spokojnego snu i nie mam najmniejszej ochoty by zmierzyć się z kolejnym dniem. W końcu zbieram się z łóżka, półprzytomna idę po małą z nadzieją, że zaraz się uspokoi i zajmie jedną ze swoich zabawek. Nadzieja matką głupich powiadają, Hania na zabawki nawet nie rzuca okiem. Mój mąż zadowolony czmycha do pracy, tam przynajmniej będzie miał nieco spokoju. A ja decyduje się zmierzyć z kolejnymi obowiązkami, których niestety nikt za mnie nie zrobi. Zlew pełen naczyń, bo poprzedniego dnia za późno poszłam spać i nie chciało mi się ruszyć palcem. Pranie, które w sumie miałam wstawić ze trzy dni wcześniej, nie wspomnę już o prasowaniu i o tym, że przydałoby się w końcu odkurzyć i pozmywać podłogi. A ja przecież ciągle w niedoczasie. Tak, przyznaję, że czasem nie ogarniam, nie mam totalnie siły i mam wszystkiego dość. Chciałabym budzić się codziennie rano, wiedząc, że jestem wspaniałą organizatorką, cudowną matką, mając świadomość, że wszystko mi się wspaniale udaje.
Tak nie jest, a mnie to wcale nie dołuje!

Zmiana nastawienia
Jeszcze rok temu, w życiu bym tego nie napisała. Wiecznie przejmowałam się tym, co ludzie powiedzą. Dołowałam się myślami, że obojętnie co zrobię to i tak będzie niewystarczające. Brakowało mi wiary w siebie i chęci osiągania jakichkolwiek założonych celów - po, co skoro i tak mi się nic nie uda.
Wszystko się zmieniło za sprawą magicznych, sensualnych trzech dni na mazurach - za sprawą wyjazdu Jestem sensualna. Nie wydarzyło się tam nic spektakularnego, nie było jakiegoś wielkiego WOW. Ale coś we mnie drgnęło. Mogłam spędzić trzy dni z dala od wszelkich problemów, w fajnym miejscu, wziąć udział w inspirujących spotkaniach, rozmowach. Poznać fajne, sympatyczne kobiety, podobne do mnie. Ten wyjazd to był strzał w dziesiątkę!
Uświadomił mi, że każda z Nas jest całkowicie niezaprzeczalnie wyjątkowa. Mamy prawo do tego, by mieć gorszy dzień, by nie ugotować obiadu, by dać sobie trochę luzu od wszystkiego.

Zacznij żyć!
Choć zrozumienie tego zajęło mi nieco czasu, to teraz już jestem mądrzejsza i moją wiedzą chcę podzielić się z Tobą.  Najważniejsze jest to, żeby w tym całkowitym pędzie za wypełnianiem wszystkich obowiązków i spraw domowych, dbaniem o męża i dzieci całkiem nie zapomnieć o sobie.
Kobieto realizuj własne pasje, zrób sobie ciepłą długą kąpiel co najmniej raz w tygodniu, wyskocz na kawę i plotki z przyjaciółką. Nie dołuj się niepotrzebnie, nie podcinaj sobie skrzydeł zaraz na stracie. I nie przejmuj się wszechobecnym krytykom, nic ich tak nie uszczęśliwia jak zdemotywowanie drugiej osoby. To, czego się podejmiesz rób przede wszystkim dla siebie, a sama zobaczysz jak może zmienić się Twoje nastawienie.  
Wszak nie zapominaj też, że szczęśliwa kobieta to szczęśliwe dziecko i mąż też! :)
Poczuj klimat Dzikiego Zachodu!

Poczuj klimat Dzikiego Zachodu!

Jadąc samochodem z centrum Polski w kierunku południowym w miejscowości Żory znajduje się fajne niebanalne miejsce. Jeszcze słabo znane miasteczko zajmujące niemałą powierzchnię z klimatycznymi budynkami jak Saloon, Strzelnica Texas, Studio Old Photo, Wioska Eskimoska czy Tajemnicze Podziemie, to tylko kilka z całej oferty liczącej ponad 30 różnych atrakcji zarówno dla dzieci jak i dorosłych.


Klimat dzikiego zachodu

TWINPIGS Miasteczko Westernowe, bo o nim mowa, przenosi Cię swoją atmosferą w świat dzikiego zachodu, znanego wyłącznie z bajek i filmów, do tego przechadzający się kowboje, dostępne muzea i seanse filmowe potrafią sprawić, że sam/a nie będziesz chciał/a opuścić tego miejsca, a co dopiero Twoje dziecko czy dzieci.

Całości dopełnia hotel. Przesympatyczna, niezwykle pomocna i ciągle uśmiechnięta obsługa, która sprawia, że nie chce Ci się wracać do własnego domu.
Nawet po przekroczeniu progu hotelowego pokoju, bajka trwa nadal. Pokój bowiem może być w stylu: kowbojskim, meksykańskim, indiańskim lub przypominający prawdziwe cele.
Widok z okna wcale nie psuje panującego klimatu. Z mojego rozciągał się świetny widok na jeden z westernowych budynków i kościół - i bez obaw kościelne dzwony nie wyrwą Cię z błogiego snu w niedzielny poranek :)




Oferta hotelu i restauracji

Pokoje są wyposażone standardowo: pełny węzeł sanitarny, klimatyzacja, czajnik, tv, bezprzewodowy internet, telefon. Dostępne są również suszarki, deski do prasowania i żelazka oraz dostawki dla dzieci - czyściutkie, pachnące ze świeżutką pościelą, więc nie musisz dzielić swojego łóżka z dzieckiem :)

Przebywając w hotelu masz do wyboru kilka restauracji. Znajdą się pyszne kąski dla smakoszy kuchni meksykańskiej, dla tych którzy chcą się zmierzyć z apetycznym i niemałym burgerem oraz tych, co wolą zjeść nieco zdrowiej pozostając w klimatach kuchni polskiej.

Skusisz się?

Miłym dodatkiem są atrakcje dodatkowe często organizowane w miasteczku, jak pokazy artystyczne, zabawy i animacje dla dzieci oraz koncerty muzyczne - obserwując profil będziesz na bieżąco -> KLIK. Jestem pewna, że latem oferta jest nieco bardziej atrakcyjna niż zimą, jak w większości takich miejsc, jednak mimo zimowej chlapy jaka była podczas mojego pobytu nie nudziłam się ani przez chwilę, mój mąż i Hania podobnie, a wręcz odwrotnie, trochę żałowaliśmy, że już musimy wyjeżdżać. Ale bez obaw miejsce Nas tak zachwyciło, że już wpisaliśmy w Nasz wyjazdowy kalendarz obowiązkowy powrót tu w jednym z miesiąców wakacyjnych i jestem pewna, że to będzie kolejny niezapomniany weekend.

Tobie też polecam! :) 







Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger