Rodzina jak z obrazka

Rodzina jak z obrazka


Portret rodzinny
Patrzysz na swój najnowszy portret rodzinny. Co widzisz? Stoisz dumna na środku, obok Ciebie mąż, po bokach rodzeństwo, nad Wami rodzice, jeszcze wyżej dziadkowie, być może nawet pra i prapra dziadkowie, ciocie, wujki a dookoła gromadka Waszych wspólnych dzieci? Jeżeli Twój portret jest taki lub podobny to szczerze Ci zazdroszczę. Mój nawet w połowie go nie przypomina. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że mój to raczej zlepek przypadkowych i na pozór nie pasujących do siebie ludzi. Być może, jeśli faktycznie tak jest, zastanawiasz się w takim razie co Nas wszystkich łączy? Choć więzów rodzinnych pomiędzy wszystkimi na próżno szukać, bo znajdą się jedynie pomiędzy nędzną garstką. Wiedz, że łączy Nas coś ważniejszego - lojalność, szacunek, szczerość, uczciwość i chęć niesienia pomocy w KAŻDEJ sytuacji. 


Więzi rodzinne
Połowy swojej rodziny nie dane mi było poznać i nigdy to się już raczej nie zmieni. Być może dlatego gdzieś w głębi serce zawsze marzyłam o wielkiej, pełnej, szczęśliwej rodzinie jak z amerykańskiego obrazka. Odkąd pamiętam, gdy stałam się już odpowiedzialnym, w pełni świadomym członkiem rodziny starałam się by każdy czuł się ważny. Choć robiłam to na swój sposób, nie zawsze w pełni słuszny, to jednak chęci miałam ogromne. Pamięć nie pozwalała mi zapomnieć o urodzinach czy imieninach. Nawet jeśli nie miałam pracy, to zawsze udało mi się odłożyć jakieś zaskórniaki i kupić choć drobiazg. Ta świadomość, że jest obok Ciebie ktoś, kto o Tobie pamięta, jest wspaniała i to właśnie chciałam pokazać bliskim. I tak mijały sobie lata, a moja naiwność stale rosła. Do czasu, gdy rok, drugi, a potem trzeci i kolejne najbliżsi zapominali o mnie. Im bardziej starałam się nie brać tego do siebie, tym bardziej bolało. Na przykład urodziny czy imieniny - na próżno czekać na życzenia od większości członków rodziny. Choć zdarzały się wyjątki i nagle raz na 5 lat - bach! życzenia. Nie raz, nie dwa słyszałam od różnych ludzi jaka naiwna jestem, że powinnam przejrzeć na oczy. I być może nie stałoby się to nigdy, ale na świecie pojawiło się moje dziecko. 
Moje dziecko, które np. po porodzie swoje najbliższe ciocie czy wujków widziało w przeciągu roku tyle razy, że udałoby się zliczyć na palcach jednej ręki. Moje dziecko, które nie zasłużyło na to, by najbliższe ciocie i kilka innych osób z owej "najbliższej rodziny" pojawiły się na jej pierwszych urodzinach, bo przecież mieli ważniejsze rzeczy do roboty. Najbliższe osoby, które wiedząc, że potrzebuje pomocy umywały ręce jak najdalej się da, udając, że ich to nie dotyczy. Telefon, sms, dobre słowo? - To dla nich też zbyt wiele. Bardzo dużo doświadczonych mam mówiło mi, że po porodzie człowiek potrafi się zmienić o 180 stopni, że patrzy się na niektóre rzeczy z zupełnie innej perspektywy. I tak się stało, urodzenie swojego pierwszego dziecka pozwoliło mi skutecznie przejrzeć na oczy!


Patchworkowa rodzina
Od porodu Hani minął rok i trzy miesiące. Od około pół roku, w końcu zaczęłam szanować siebie i przestać się narzucać własnej rodzinie. I o dziwo moja wrażliwa natura ani trochę na tym nie ucierpiała! Wręcz przeciwnie, jest mi zdecydowanie lżej. Choć wokół mnie jest jedynie garstka ludzi, z którym łączą mnie więzi rodzinne, to jest także spora grupa z pozoru obcych ludzi. Z niektórymi los nas zetknął już w czasach szkoły podstawowej czy studiów, jeszcze inni poznani zupełnie przypadkowo, zupełnie nie wiadomo skąd się wzięli i jakim cudem doszło do naszych spotkań. A jednak to do nich mogę zadzwonić o 12 w nocy, gdy dzieje się coś złego. To o nich myślę, gdy szukam prezentów gwiazdkowych czy zaznaczam daty urodzin w kalendarzu. To wreszcie ONI są dla Hani ciociami i wujkami, których widzi na co dzień. Oni klepią mnie po plecach mówiąc Marta - odwaliłaś kawał dobrej roboty, trzymamy kciuki dalej. Albo podają chusteczki, czekoladę lub wino na osłodę mówiąc - "masz płacz, jutro będzie lepiej". Oni słuchają moich żali, wiedzą ile nocy nie przespałam przez ząbkującą Hanię czy podtrzymują na duchu i motywują do dalszych działań.  Czasem się nie zgadzamy, czasem się kłócimy, czasem siedzimy i śmiejemy do rana, taaak mam tak nawet z teściową! :) - ale nigdy o sobie nie zapominamy. Każdy z Nas ma pracę, hobby, obowiązki i swoje sprawy, ale każdy z Nas potrafi także znaleźć czas dla tej drugiej osoby. Nie potrzebujemy wymówek czy użalania się nad sobą. Jak ktoś naprawdę czegoś chce, to naprawdę nic nie stoi mu na przeszkodzie.

Doceniaj
Tak jak wspominałam CI na wstępie. Jeśli Ty możesz się pochwalić całkiem sporym portretem rodzinnym, gdzie uśmiech nie znika z Waszych twarzy po odłożeniu aparatu na bok - ciesz się i doceniaj to!  W tych czasach mieć dużą, prawdziwą rodzinę to wielki skarb. Jeśli jednak masz podobną sytuację do mojej, to również masz masę powodów do radości i nie masz się co smucić. Członkowie rodziny czy przyjaciele to tacy sami ludzie. Z tą różnicą, że rodzina zna Ciebie od urodzenia, a przyjaciele pojawiają się w na zupełnie różnych etapach Twojego życia. Ale nierzadko to Ci drudzy znają Ciebie, Twojego męża czy dziecko lepiej niż ta rodzina. Nie raz z ciotką na mieście miniesz się cichym "cześć" i oddalisz czym prędzej, a z przyjacielem spędzisz pół dnia na rozmowie i wciąż będzie Ci mało :)
Bez znaczenia na sytuację pamiętaj jedynie o jednym - doceniaj i dbaj o to, co masz, bo ze stratą takich osób możesz sobie wcale nie dać rady.
Uwierz w siebie!

Uwierz w siebie!


Dziecko
Wyobraź sobie dziecko. Przeciętna dziewczynka, niewyróżniająca się niczym szczególnym. Ani dobra uczennica, ani zła. Charakteryzuje ją wyjątkowe zamiłowanie do sportu. Być może dlatego, że właśnie wtedy może wyżyć się z tego swojego buntu i złości na cały niesprawiedliwy świat. Może spędzać na boisku większą część dnia. Nie liczy się nic oprócz lepszych wyników, tylko piłka, kosz i ona. Czasem zaciska zęby, bo chce być lepsza, chce by ją chociaż na boisku ktoś dostrzegł i pochwalił. W domu nie może na to liczyć. Coraz bardziej żyje sportem, liczy się to, że jest w tym naprawdę niezła. Ma potencjał. Wyciskając kolejną godzinę siódme poty, nie ma już wtedy siły przejmować się docinkami tych "lepiej ustawionych" kolegów i koleżanek. Co zrobić, takie czasy. Wytykanie palcami i dzielenie na lepszych i gorszych to norma. Choć ona pokazuje, że ma to gdzieś w środku trzęsie się jak galareta. Ze złości, z bezsilności i z poczucia niesprawiedliwości. Na boisku czuje się sobą, choć nie wierzącą za nic w swoje możliwości, nie może tego powiedzieć o własnym domu. Brak rodziców na codzień z różnych powodów, daje jej mocno w kość. Niby całkiem obok, a jednak zupełnie osobno. Najchętniej by uciekła. Nie o takim życiu mówią książki i filmy. Te zawsze kończą się happy endem...

Co z Ciebie wyrośnie?
Nie zdziwi Cię chyba, jak napiszę Ci, że wyrosła na młodą wrażliwą, zakompleksioną kobietę. Wiecznie z głową w chmurach i na przekór światu uparcie wierząca, że los się jeszcze uśmiechnie, jednak za cholerę niemająca poczucia własnej wartości. Choć czasem traciła nadzieję, to nadal gdzieś tam naiwnie paliła się ta optymistyczna myśl w środku. Po wielu naprawdę złych latach karta się odwróciła. Choć potrzebowała wielu kolejnych długich miesięcy, tygodni i lat by w siebie uwierzyć, przewartościować swoje życie, zacząć na nowo ufać, pogodzić się z brakiem kontaktów z najbliższymi. Potrzebowała wielu chwil zwątpienia, kłótni, sprzeczek i bolesnych słów. Ale każda sytuacja, łza, słowo czy porażka była niezwykle potrzebna. Bez tego by się nie udało. Nie posklejałaby tych ran, które zadało jej życie, a wraz z nim najbliżsi. Dlatego było warto.

Wyznanie prawdy
Domyślasz się, że tą osobą jestem ja, prawda? Długo zastanawiałam się czy przybliżyć Ci tą część mojego życia. Zdecydowałam się jednak i nie żałuję. Pomyślałam sobie, że dużo z nas ma czasem mocno pod górkę. Za co byśmy się nie brali wszystko na nic. Totalne gówno. Nic się nie udaje. Tak często jesteśmy blisko sukcesu i na chwilę przed jego osiągnięciem spadamy na sam dół. Po tych wszystkich latach za mną, wiem, że to wszystko jest po coś. Życie mnie nie oszczędzało, ale gdybym tego wszystkiego nie przeżyła, nie byłabym właśnie tą osobą, którą jestem. Być może nie doceniałabym tego co mam, nie miała właśnie takich planów i nie realizowała obecnych marzeń. W tamtych latach nawet przez myśl mi nie przeszło, że moja droga pójdzie sobie właśnie w takim kierunku...

Spełniaj się
Odkąd zaczęłam przygodę z blogowaniem minęło zaledwie półtora roku. Choć dla mnie wydaje się, że cała wieczność. Przez ten czas też bardzo się zmieniłam. Znalazłam swoją drogę, odnalazłam wielką pasję i hobby, które jednocześnie mają szansę stać się pracą zawodową. Poznałam wspaniałe osoby, dzięki którym mam szansę na przeżywanie wspaniałych przygód i udoskonalanie siebie. Podjęłam masę dobrych decyzji. Jedną z nich było na pewno przyłączenie się do zespołu Certyfikaty Okiem Mamy. To właśnie dzięki temu, miałam szansę odnaleźć się w zupełnie nowej roli, jaką było pisanie bajek dla dzieci i stworzenie audiobooka. Taaaaak! Zawsze w dzieciństwie marzyłam o napisaniu książki, audiobook to przecież prawie to samo :) Zrobiłam to!  Razem zrobiłyśmy! Same jesteśmy mamami i wiemy, jak trudne bywa wychowywanie dzieci :) Nie zawsze mamy wystarczająca ilość czas, chęci i energii by zadowolić malucha. Ale każda z nas kocha swoje dzieci ponad wszystko i gdyby tylko mogła to nieba by im uchyliła. Dlatego z myślą o innych mamach nagrałyśmy audiobook z 13 utworami, które mogą przenieść Twoje dziecko w zupełnie inny świat. Pomogą rozwinąć wyobraźnię, ułatwią rozwiązanie niejednego problemu, z jakim przyszło bądź przyjdzie się Wam uporać w bliższej lub dalszej przyszłości. A także pokażą jak wiele dobra i wspaniałych miejsc znajduje się dookoła. Jak cudowne i niezapomniane przygody można przeżyć w każdej chwili, wystarczy tylko chcieć! To bez wątpienia jeden z moich "życiowych projektów", mam nadzieję, że będzie on trwał i jeszcze długo długo się nie skończy. Już dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Z siebie i z każdej osoby, która mogła pomóc nam w tworzeniu audiobooka. 6 mam blogerek, Bartek ze swoim studiem nagrań, Wioletta czuwająca nad tym żeby wszystko miał ład i skład. Partnerzy strategiczni jakimi są egaga.pl oraz Mojaplyta.pl. Wspólnymi siłami osiągnęliśmy sukces. Choć na każdym kroku można dzisiaj otrzeć się o niekończącą się krytykę, to wiem, że było warto poświęcić niejedną noc na pracę nad tym projektem. Uważam, że spodoba się i przypadnie do gustu niejednemu rodzicowi i dzieciom oczywiście :) Jeśli chcesz sam/a sprawdzić bądź zakupić audiobook zapraszam Cię do sklepu. Mam nadzieję, że bajki umilą Twojej rodzinie niejedną podróż, wycieczkę lub zwykły szary nudny dzień :)


Nie trać wiary
Wiesz czemu o tym piszę? Bo cholernie długo zajęło mi uwierzenie i  uświadomienie sobie, że choć czasem może się wydawać, że nic dobrego Cię już nie spotka, albo, jeśli masz wrażenie, że cały czas mimo największych starań odbijasz się z hukiem od ściany, to nie możesz tracić nadziei. Wiem jak czasem te słowa działają na ludzi, sama też je ciągle słyszałam, gdy byłam młodsza. Każdemu kto mi to powtarzał miałam ochotę wykrzyczeć prosto w twarz "gówno wiesz", "przestań mi doradzać"! Ale w pewnym momencie olałam to. Naprawdę postawiłam wszystko na jedną kartę. Kierowała mną czysta bezsilność. Totalny impuls. Zupełnie jakbym nad sobą nie panowała. I wierz, że to właśnie było jedną z najrozsądniejszych decyzji w moim życiu? Bałam się panicznie jak to będzie? A teraz śmieję się do siebie wspominając tamte chwile, bo jestem właśnie tutaj. I całkiem mi z tym fajnie. W pewnej chwili, jak spod ziemi, znaleźli się ludzie, którzy wyciągnęli do mnie swoje dłonie. Choć korzystałam ze strachem, to będę im wdzięczna za to do końca życia. Teraz ja wyciągam ręce do kogo się da. Gdy Ty będziesz potrzebować pomocy, prędzej czy później na pewno ktoś się znajdzie. Jeszcze parę lat temu nie uwierzyłabym nikomu, kto mówiłby że "coś" osiągnę. Że spełnię swoje marzenia. Że codziennie będę dziękować, za tak wspaniałe życie jakie mam. A teraz proszę!
Choć to będzie nieco trywialne, to ja i tak w głębi serca wiem, że w każdym z Nas drzemie ogromny potencjał. Każdy z Nas może osiągnąć wiele. I każdy może mieć takie życie jakie sobie wymarzył, trzeba tylko mocno chcieć. I kropka!
Idealny czas na dziecko

Idealny czas na dziecko


Idealny plan
Koniec szkoły podstawowej, gimnazjum, następnie wybór odpowiedniego liceum. Po pozytywnym zaliczeniu egzaminu dojrzałości stajesz przed wyborem najlepszych, według siebie studiów, by w końcu znaleźć wymarzoną pracę. A gdy zaraz po studiach okazuje się, że właśnie tą pracę  znalazłaś/eś, lub jeszcze lepiej, to praca znalazła Ciebie, Ty możesz powolutku zdobywać doświadczenie, wspinać się po szczeblach kariery i odnosić coraz większe sukcesy! - Brzmi idealnie nieprawdaż?
Choć w obecnych czasach nieco wysiłku trzeba włożyć, by taki scenariusz zrealizować, to wierz mi, udaje się to wielu osobom i to bez posiadania wspaniałych znajomości i "kontaktów".

Prawdziwe historie
Chciałam Ci przedstawić dwie historie. Historie, które spotkały moich bliskich. Zwracają uwagę na to, czego większość z Nas nie zauważa. Jeśli w moim bliskim otoczeniu znalazły się AŻ dwie pary z takim problemem, to strach pomyśleć, że jest ich znacznie więcej. Moim bliskim i znajomym wtedy w żaden sposób pomóc nie mogłam. Ale mam nadzieję, że ten tekst pomoże komuś innemu. Przynajmniej jednej osobie. Już wtedy będę miała ogromną satysfakcję i wiarę w to, że było warto!

Historia pierwsza.
Zwykła podwórkowa miłość. Tuż po skończeniu liceum każde z nich dostało pracę, zamieszkali razem, wzięli ślub. Pracę, w której niekoniecznie zarabiali kokosy, ale w pełni ich satysfakcjonowała. Nie czuli, że chcą od życia czegoś więcej. Skrzętnie odkładali pieniądze na lokaty, by mieć lepszą przyszłość. Wyjeżdżali dwa razy do roku, by nieco odpocząć. To im wystarczyło, lata mijały. Dookoła koleżanki i koledzy po kolei stawali się dumnymi rodzicami, ale oni nie czuli jeszcze instynktu. Główna myśl w głowie to "trzeba odłożyć jeszcze więcej pieniędzy". Gdy po kolejnych kilku latach zapaliła się czerwona lampka w głowie i dotarło do nich, że jednak stają się coraz starsi, a nie inaczej, podjęli decyzję. Rozpoczęli starania o wymarzone dziecko. Minął miesiąc. Jeden, drugi, trzeci, dwunasty... Po trzeciej wizycie u pierwszego lepszego lekarza poddali się. Choć marzyli o dziecku, tak po prostu pogodzili się z myślą o tym, że ich takie szczęście nie spotka.

Historia druga.
Spotkali się kilka lat po ukończeniu studiów. Uczucie było tak silne, że postanowili nie zwlekać i szybko wziąć ślub. Sielanka poślubna trwała bardzo długo. Praca choć ciężka, dawała im wiele możliwości wykazania się, spełniania i awansowania. Wszystko szło idealnie. Spontaniczne dusze, które wracając po całym tygodniu pracy potrafili w jednej sekundzie stwierdzić "Wyjeżdżamy na weekend w góry!". I po 30 minutach wsiadali z bagażami do samochodu, by ot tak pokonać pół Polski. Czerpali z życia co najlepsze, aż w końcu poczuli jakiś brak. Brak dziecka oczywiście. Choć czas nie stał w miejscu i mieli tego świadomość, pełni entuzjazmu i dreszczyku emocji rozpoczęli starania. Choć mijał miesiąc za miesiącem, oni nie tracili zapału. Po półtora roku coś jednak pękło. Zaczęły wkradać się kłótnie, zdenerwowanie i rezygnacja. Postanowili skonsultować się z lekarzem. Jednym, drugim, piątym. Niektórzy coś doradzali, niektórzy przepisywali przeróżne leki, jeszcze inni szeptali, że należy już odpuścić. Determinacji wystarczyło im na prawie 5 lat! 5 długich lat ciągłego oczekiwania na cholerne dwie kreski. Po tym czasie odpuścili i zaczęły się nieśmiałe rozmowy o adopcji. Choć ciężko im się było z tym pogodzić, chęć posiadania dziecka była tak wielka, że postanowili przystąpić do procedury. Ochłonęli i choć z niemałym trudem, pogodzili się z zaistniałą sytuacją. Zanim jednak doszło do spotkania okazało się, że kobieta jest w ciąży!!! Był płacz, histeria, morze łez i wielka, ogromna radość. Zupełnie ich to zaskoczyło. Choć cała ciąża była bardzo ciężka i zagrożona, to zakończyła się szczęśliwie. Oni każdego dnia dziękują za to i kochają z całych sił swoja wymarzoną córeczkę.

Sposób na problemy z zajściem w ciąże
Te dwie przedstawione historie łączy przede wszystkim jedno - zbyt późny wiek podjęcia decyzji o dziecku. Zatem pierwszy logiczny wniosek jaki powinien Ci się nasunąć, by uniknąć takich problemów to - nie odkładać tej decyzji w nieskończoność. Pamiętaj, że nigdy nie będzie idealnego czasu na dziecko. Nigdy nie będzie wystarczająco pieniędzy odłożonych na koncie. Jakaś wymówka czy usprawiedliwienie znajdzie się zawsze. Zastanów się jednak czy jest ono warte swojej ceny.
Drugi sposób na rozwiązanie problemu zajścia w ciąże to po prostu ograniczenie stresu. Być może nie zdajesz sobie sprawy, ale ma on zasadniczy wpływ na Twoje życie. Jeśli go nie będziesz unikać i redukować, może się on okazać przeszkodą nie do pokonania. Jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie sama udaj się do psychologa. Czasem już jedno spotkanie może zdziałać cuda.
Trzeci sposób to udanie się do specjalisty. Na początek może to być Twój lekarz ginekolog. Jeśli jednak z jakiś powodów jego metody nie działają lub problem przerasta także jego udaj się do klinki specjalistycznej. Sama nie znam wielu, ale jedną z nich na pewno jest InviMed - klinika leczenia niepłodności. Masz problem, dzwonisz i umawiasz się na wizytę. Masz pewność, że jesteś w dobrych rękach, bo przyjmuje Cię specjalista. Osoba, która na co dzień pomaga małżeństwom i parom zmagającym się z takim samym lub podobnym problemem. To chyba najlepszy i najskuteczniejszy sposób niż próbowanie w nieskończoność na własną rękę i stałe życie w chronicznym stresie?

Podejmij decyzję
Jeśli ktoś z Twoich bliskich lub znajomych zmaga się z takim lub podobnym problemem śmiało podsuń mu ten tekst. Być może mamy szansę pomóc.
Jeśli sama zmagasz się z podobną sytuacją i mija miesiąc za miesiącem, a wszelkie próby zawodzą nie bój się szukać pomocy na różne sposoby. Nawet jeśli już kilka spotkań z lekarzami masz za sobą. Nigdy nie wiesz kiedy spotkasz na swojej drodze kogoś, kto znajdzie złoty środek i będzie w stanie Ci pomóc. Być może gdyby pierwsze z opisanych małżeństw nie poddało się tak wcześnie mogłoby być już od kilku lat dumnymi i szczęśliwymi rodzicami. Spójrz na historię drugą, tu zadziałały dwie rzeczy zredukowanie chronicznego stresu i trafienie na odpowiedniego specjalistę. Determinacja odegrała tu także kluczową rolę.
Pamiętaj postanowienie, że chcesz mieć dziecko to nie to samo, co kupno zwierzaka do domu. To istota, która od pierwszych chwil przez wiele lat będzie zależna od Ciebie w 100% i musisz o tym pamiętać. Niech ta decyzja nie będzie podjęta pod wpływem chwili i bez przemyślenia. Jednak z drugiej strony nie odwlekaj też jej w nieskończoność. Czas nie będzie czekał.



Blogoland - weekend pełen wrażeń!

Blogoland - weekend pełen wrażeń!


Rodzinne podróże
Każdy rodzinny wyjazd wywołuje u mnie dreszczyk podniecenia i ekscytacji. Nie ważne, czy to tydzień, czy jedynie weekend. Do Naszego wyjazdu do Rabki odliczałam dni i przebierałam nogami z niecierpliwości. Od samego początku wiedziałam, że to będzie wyjątkowy i niezapomniany weekend. Nie mogło być inaczej. Prawie 30 blogerek wraz ze swoimi rodzinami. Każdy jednocześnie przejęty jak to będzie, czy mężowie się nie zanudzą, czy dzieci nie będą marudzić w nieskończoność. A jednocześnie tak samo podekscytowany możliwością spotkania swoich wcześniej już poznanych koleżanek - blogerek i poznania tych, które od dawna podglądało się w sieci :) To były dwa intensywne i mega upalne dni. Dni wypełnione od samego rana do późnego wieczora atrakcjami. Jak myślisz, czy ten wstrętny upał pokonał nas wszystkich?


Dzień pierwszy
Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Zakwaterowaliśmy się w hotelu, mieliśmy chwilę by odetchnąć i nakarmić Hankę. Potem zaczął się istny maraton atrakcji. Na pierwszy ogień sam właściciel Rabkolandu opowiedział nam o jego historii. Podczas wystąpienia mogliśmy podziwiać wielką makietę Rabkolandu. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem, jak takie cudo mógł ktoś stworzyć. Kłaniam się w pas, trzeba mieć do tego niesamowity talent! Następnie swoje 5 minut miały Panie, które przedstawiły bogatą ofertę produktów Uzdrowiska Rabka. Wypatrzyłam nawet kilka perełek dla najbliższch. Następnie pędem przemieściliśmy się do Muzeum Górali i Zbójników. Choć zajmuje niewiele miejsca, jest co zwiedzać. Dzieci miały niezłą frajdę z możliwości aktywnego zwiedzania i udziału w atrakcjach przygotowanych przez oprowadzających. Nasza Hanka była w swoim żywiole, skradła przy okazji kilka serc swoim tańcem <3 

Po powrocie był inspirujący wykład (Akademia fotografii) nt. animacji filmowych. Agnieszka swoim powerem i entuzjazmem przekazała nam kilka ciekawostek i zainspirowała sporą część dziewczyn do sprawdzenia swoich sił w temacie. A dodatkowo każda z rodzin dostała swoje 5 minut i przez chwilę miała szansę stać się prawdziwymi bohaterami nakręcając wymyśloną scenkę :) Efekty lada chwila sam/a będziesz mogła/mógł ocenić :)

Po wszystkim był czas na korzystanie z atrakcji Rabkolandu. Choć pozwolić sobie mogli na to nieliczni. Męska część naszego grona zasiadła przed telebimem zaciskając kciuki i mocno wierząc w wygraną Polaków ze Szwajcarią. I nie mylili się, a końcówka meczu stanowczo zapewniła wszystkim wyśmienite humory do końca dnia.
Po wszystkim wróciliśmy do hotelu. 10 minut na odświeżenie i dyżur nad dziećmi przejęli tatusiowie. Mogli w tym czasie złapać oddech oddając dzieci w ręce animatorów z teatru Bajdurka. Mamy zaś udały się na pogadankę z Panią reprezentującą Centrum Terapeutyczne Tęcza. Szkoda, że było tak mało czasu, bo rozmowa była mocno wciągająca. Następnie był czas na zapoznanie się z marką i ofertą Colway International. W międzyczasie zabiegi na twarz lub ręce a także dla chętnych analiza składu ciała wykonana przez StudioMY.
Podczas, gdy my dzielnie uczestniczyłyśmy w warsztatach dzieci oraz tatusiowie z wielkim apetytem rozpoczęli grillowanie na świeżym powietrzu i harce przy kapeli góralskiej. Każda z Nas już na samą myśl o tym, jakie pyszności pałaszują nie mogła wytrzymać i odliczała minuty do końca :) Jedzienie istotnie było przepyszne. Do tego kapela zadbała o niezapomniane atrakcje - zobaczyć własnego męża uwięzionego w dybach  BEZCENNE <3 A plotom i ploteczkom nie było końca :) Wyobrażasz sobie, że to był dopiero pierwszy dzień? Każdy z nas padł od razu po przyłożeniu głowy do poduszki. 





Dzień drugi
Po krótkiej nocy i pożywnym śniadanku wszyscy grzecznie zjawili się na zbiórce. Choć gorące słońce paliło niemiłosiernie humory dopisywały każdemu. Dzień zaczęliśmy od zwiedzania samej Rabki, parku i tężni. By następnie przejechać do położonego nieopodal skansenu taboru kolejowego w Chabówce. Tam było co nieco do podziwiania i oglądania. Jednak my już nie mogliśmy doczekać się powrotu do Rabkolandu. Poprzedniego dnia nie zdążyliśmy skorzystać ze wszystkich atrakcji, więc chcieliśmy to koniecznie nadrobić :) I tak też się stało. Upał wcale nie malał, ale nam to ani trochę nie przeszkadzało w całej zabawie. Hania też zdążyła się wyszaleć. Zaliczyliśmy wszystkie możliwe atrakcje dostępne dla tak małych dzieci, i uwierz mi było tego całkiem sporo. W międzyczasie sami szaleliśmy na czym się da.
I tak też zakończył się drugi dzień. Pełni wrażeń, buzujących emocji, przepełnieni radością późnym popołudniem zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w kilkugodzinną drogę powrotną.
A zaraz po przekroczeniu progu własnego mieszkania poczuliśmy ogromny niedosyt. Przydałoby się jeszcze kilka dni takiej zabawy :)







Komu dziękować?
Jak się możesz domyślać, zorganizować takie spotkanie to nie lada wyczyn. Jednej osobie na pewno byłoby to bardzo ciężko wszystko ogarnąć i przede wszystkim nad tym zapanować. Teraz wyobraź sobie drobną, filigranową kobietkę (Niezłe ziółko) w zaawansowanej ciąży i pomyśl, że to ona była organizatorką całego zamieszania :) Należą jej się wielkie pokłony i brawa za to wszystko, co zrobiła. Odwaliła kawał roboty i wszystko wyszło wspaniale!
Oczywiście nie byłoby tak super, gdyby nie przede wszystkim właściciele Rabkolandu. Im także należą się wielkie podziękowania! Było mi niezmiernie przyjemnie znaleźć się w takim wspaniałym miejscu, w tak świetnym towarzystwie i na pewno będę wspominać ten weekend bardzo długo :)
Za wspaniałą oprawę fotograficzną należą się brawa dla Kozliki-Amatorgraphy. Tym bardziej, że pogoda nie sprzyjała tak ciężkiej pracy. A zdjęcia wyszły wspaniale!
Wisienką na torcie były również upominki przekazane od sponsorów. A było ich naprawdę niemało. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem!

Wielkie podziękowania również dla: 








Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger