Twój niezapomniany Dzień Kobiet jest w zasęgu ręki!

Twój niezapomniany Dzień Kobiet jest w zasęgu ręki!

Wielkimi krokami zbliża się Dzień Kobiet. Jedni twierdzą, że to dobry dzień, by docenić swoje partnerki i lepiej nie wracać do domu z pustymi rękami. Inni zaś mocno bojkotują, sugerując, że miłość powinno się okazywać przez cały rok, a nie wtedy, kiedy sugerują to reklamy w telewizji i zaznaczona na czerwono data w kalendarzu. Ja w tym roku postanowiłam, że spędzę ten dzień zupełnie inaczej. Może mój pomysł przypadnie Ci do gustu?

Dzień Kobiet

Siła stereotypu
Dotąd, każdego roku rzucałam mężowi mniej lub bardziej subtelne aluzje i podkreślałam w kalendarzu nadchodzący szczególny dzień w marcu. Przypominałam, że musi się wykazać, że o swoją kobietę trzeba dbać, starać się, pokazać jak bardzo się kocha. Wiedział, że jak nie przyjdzie po pracy do domu z kwiatami to przywita go zołza w najgorszym wydaniu. Istne piekło na ziemi, a zamiast ciepłego obiadku na stole, kara w postaci zgryźliwych komentarzy. Nie mam pojęcia czy za sprawą filmu, książki czy zwykłej rozmowy z koleżanką w końcu zmądrzałam. Prawda jest taka, że współczuję mu tej zołzy niesamowicie. To nie tak, że nagle nie potrzebuję uczuć, docenienia czy miłych komplementów. Kobietą przecież jestem, łasą na czułe słówka a tych nigdy dość, ale żeby aż tak rozdmuchiwać zwykły dzień i robić z niego święto roku? Wszak przecież każda z nas woli być mile zaskakiwana i otaczana czułymi słówkami przez cały rok, a nie jedynie wtedy, gdy jakieś święto w kalendarzu na to wskazuje. A prawdą jest, że żaden facet na dłuższą metę nie sprawi, że będziesz się czuła dobrze we własnej skórze dopóki Ty sama siebie w pełni nie zaakceptujesz. Ostatecznie już nawet te kwiaty sama możesz sobie kupić, żaden problem, najwyżej zażądaj od czasu do czasu zwrotu gotówki :)

Dzień Kobiet - dla Kobiet
Postanowiłam, że w tym roku ten dzień spędzę zupełnie inaczej. To jest moje święto i to ja powinnam zorganizować sobie dzień tak, by czuć się cudownie. Na początek przy okazji współpracy z Printu, stworzyłam sobie prezent. Zaprojektowałam fotoksiążkę, tylko dla siebie. No dobra, wiem, że mojemu mężowi też się spodoba. Zawsze marzyłam o jakiejś kobiecej czarno białej sesji. Takiej, w której drobne detale pokazują, prawdziwą mnie. Nie potrzebowałam do tego stać półnaga przed obiektywem aparatu. Spójrz na kilka z moich zdjęć. To, że te zdjęcia są zrobione przeze mnie, a nie przez profesjonalnego fotografa sprawia mi jeszcze większą satysfakcję. Widzę na zdjęciach, to co widzi każdy dookoła mnie. Widzę to, o czym zapominam codziennie patrząc w lustro. A to przecież bez znaczenia  czy za dużo ważysz, czy jesteś za wysoka, czy za niska, a może za chuda, to nie istotne, w każdej z nas jest wiele piękna, tylko zapominamy o tym, zbyt często skupiając się na wadach. Ta mała sesja, to mój pierwszy krok do spędzenia czasu inaczej. Tak, tego dnia zrzucę na męża zrobienie obiadu, ale potem będzie mi on zupełnie zbędny. Popołudnie spędzam z przyjaciółką. Na wieczór  zamierzam kupić sobie szampana, włączyć ulubioną muzykę, spędzić co najmniej godzinę w gorącej kąpieli, jak na typową babę przystało, nie zabraknie balsamów i maseczek, a potem albo tak długo odkładana książka albo ulubiony serial. Niby zwykły dzień, ale chcę się czuć na maksa kobieco i wcale nie jest mi do tego niezbędny facet. Nooo chyba, że późnym wieczorem :)

Fotoksiążka Printu

Fotoksiążka

Prezent dla Kobiety

Sesja kobieca

Prezent dla Ciebie
Podoba Ci się mój plan? Nic trudnego, żebyś zorganizowała sobie podobnie. Jestem pewna, że poczujesz się dużo lepiej. Uprzedź wcześniej męża, że tego dnia spędza z dzieckiem wieczór, łącznie z położeniem do łóżka. Jeśli to niemożliwe, i masz tak jak ja, że dziecko zasypia, ale zazwyczaj z Tobą, spróbuj położyć je nieco wcześniej niż zwykle. U mnie zazwyczaj pomaga dłuższy spacer i brak drzemki w ciągu dnia. Ale Ty już wiesz sama, co najlepiej zadziała na Twoje dziecko. Zorganizuj sobie wcześniej zapasy kosmetyczne, może masz już nawet odłożone, tylko tego czasu dla siebie wciąż było brak. A jeśli myślisz, że ten pomysł z sesją jest całkiem fajny, to łap za aparat, poszukaj w Internecie inspiracji i działaj. Mam dla Ciebie w prezencie rabat w postaci 44% na zakup fotoksiążki dostępny pod tym linkiem -> https://printu.pl/lp/pewnamama. Dodam, że kod nie ma okresu ważności. Możesz wykorzystać kiedy chcesz. Jeśli nie masz ochoty na sesję ze sobą w roli głównej i nie czujesz się dobrze robiąc zdjęcia sobie samej to może masz jakieś zdjęcia, do których wciąż lubisz wracać. To dobry pomysł, by stworzyć sobie piękną pamiątkę. Pamiętaj tylko, żeby kod umieścić w koszyku przy zamówieniu. Nie bój się o jakość fotoksiążki, bo jest wykonana z najwyższą starannością.
A tymczasem trzymam kciuki i mam wielką nadzieję, że Twój Dzień Kobiet w tym roku będzie niezapomniany!

Idealny Dzień Kobiet

Kobieta

Trafiony prezent
Ratunku moje dziecko mówi!

Ratunku moje dziecko mówi!

Pamiętasz jak kilka tygodni po porodzie już nie mogłaś się doczekać, aż Twoje dziecko będzie gaworzyć, przewracać się samodzielnie na brzuch czy siedzieć? Potem z niecierpliwością zastanawiałaś się, kiedy postawi swoje pierwsze kroki. Wiedziałaś, że już lada chwila zacznie mówić, wyczekiwałaś więc zarówno pierwszego słowa, jak i pierwszych wypowiedzianych zdań. To właśnie wtedy zaczęło istne szaleństwo, a Ty stanęłaś przed kolejnym testem cierpliwości.

Dziecko zadaje pytania

Sto pytań na minutę
Na pierwsze nieśmiałe "Co to jest?" odpowiadałam z wielkim entuzjazmem. Z czasem pytań pojawiło się więcej. "Co ty robisz?", "Gdzie idziesz?" i tym podobne. I nie było by w tym nic uciążliwego, gdyby nie jeden mały haczyk. Otóż, te pytania są zadawane wciąż i wciąż i wciąż. Słucham swojej córki, jak takiej nakręconej katarynki i odpowiadam, by rozwiać ciekawość. Dwulatka, która wciąż o wszystko pyta. Dwulatka, która chce zrozumieć, co widzi dookoła. Dwulatka, która wszystko co powiem bierze za pewnik. Czasem mam gorszy dzień, a pytań istna lawina. Kończy mi się cierpliwość, chciałabym głośno powiedzieć "PRZESTAŃ!". Zdarza się nawet, że odetchnę głośno lub przewrócę oczami, ale staram się za każdym razem, podkreślam Ci tutaj, bo to istotne, za każdym prawie razem staram się odpowiedzieć na te małe uciążliwe pytanka. Wyjątek stanowi pora spania, kiedy to dziwnym trafem oczy się kleją i nie są w stanie utrzymać opadających powiek, ale buzia jest nieugięta, wciąż pyta i oczekuje odpowiedzi. To jest ewidentna próba zagadanie mnie, więc staram się być twarda i nie odpowiadać. Drugi z wyjątków to faktycznie jakieś dwudzieste z kolei pytanie "Co to jest?" i gdy ja niezmordowanie odpowiadam np. "żyrandol". Owszem może się znudzić, więc odpowiadam pytaniem na pytanie, sprawdzając czy chociaż jest w stanie po mnie powtórzyć. To zazwyczaj ucina dalszy szereg pytań, albo chociaż zmienia obiekt zainteresowań :)

Dziecięca ciekawość

Dziecięca wyobraźnia

Ratunku dziecko oczekuje odpowiedzi!
Być może jesteś na podobnym etapie lub też za chwilę będziesz. Chciałabym byś miała świadomość, że takie zachowanie jest zupełnie naturalne i potrzebne. Ciesz się tym etapem, bo jest wbrew pozorom cudowny, jak każdy inny. Dzieci rodzą się i z każdym dniem stają się coraz bardziej świadome otaczającego świata, a co za tym idzie są go niezwykle ciekawe. Ciesz się, że dziecko pyta i oczekuje odpowiedzi. To jest początek fantastycznej drogi. A to właśnie Ty jesteś odpowiedzialna za to, by tej ciekawości nie zabić. By zwiększać fascynację, by rozwijać wyobraźnię i by odpowiednio do wieku przekazać informacje. Jeśli już na początku tej drogi jesteś niecierpliwa, lepiej potrenuj i przygotuj się do dalszego etapu. Teraz masz z górki. Następnie w kolejności to "jak zbudowana jest rakieta?", "ile kilometrów jest stąd do kosmosu?, "czemu właściwie pies szczeka?. "dlaczego słońce jest żółte" i wszystkie inne absurdalne pytania świata.  Sama widzisz, trudniejsze nie? Wiem, że niektóre pytania zbijają z tropu, a do niewiedzy przyznać się ciężko. Ale najgorsze co możesz zrobić to skłamać, zniechęcić lub olać pytające dziecko. Nie umiesz odpowiedzieć na pytanie? Po pierwsze przyznaj się, a potem zaproponuj wspólne poszukiwanie odpowiedzi. W dzisiejszych czasach, w dobie Internetu to naprawdę pikuś. Rady innych mam, lekarzy, psychologów, niań, gotowe rozwiązania, książki i filmy. To przecież nie jest trudne i uciążliwe. A w dodatku nie masz pojęcia, która z waszych rozmów, będzie miała istotny wpływ na przyszłe życiowe decyzje. Pomóż dziecku otworzyć umysł, by chłonęło świat, nie zamykaj go w pułapce pytań bez odpowiedzi.

Kreatywność u dziecka

Czy Twój przyjaciel jest do tego zdolny? TEST

Czy Twój przyjaciel jest do tego zdolny? TEST

Wydawać by się mogło, że najbliżsi to Ci, na których możemy liczyć w ciemno. To Ci, którzy nie patrząc na nic, zawsze wyciągną do nas rękę. Będą dotrzymywać nam kroku w szczęściu i w biedzie. I choć nie za każdym razem będą się zgadzać z naszymi decyzjami, to mimo wszystko będą gotowi stać za nami murem. Ja też tak myślałam.

Przyjaciel

Prawdziwy przyjaciel
Choć znajomych dookoła setki, prawdziwych przyjaciół możesz policzyć na palcach jednej ręki. Czasem widujecie się kilka razy w tygodniu, czasem dwa razy w miesiącu, a czasem nawet raz na trzy miesiące. Do każdego z nich możesz zadzwonić w potrzebie o każdej porze. Każdy z nich potrafi Cię zarówno zmotywować, jak i konkretnie skrytykować. To oni pozwalają Ci mocno rozwinąć skrzydła, gdy realizujesz swoje plany i cele. Służą radą i pomocą. Pozwalają Ci błądzić z głową w chmurach. Nie musisz przy nich wciągać brzucha, powstrzymywać się od głupich żartów i ze śmiechem na ustach opowiadasz ostatnią żenującą sytuację, jaka spotkała Cię na zakupach. Odwdzięczasz się dla nich w ten sam sposób. Jesteś, wspierasz, świętujesz ich sukcesy. Masz w pogotowiu zapas chusteczek, romantyczną komedię i czekoladę na poprawę humoru - nawet jeśli dietę miałby wziąć szlak. Jeśli zarzekasz się i jesteś pewna, że Twoi przyjaciele zawsze za Tobą będą stać murem, cokolwiek by się nie działo - gratulacje! Masz prawdziwy skarb. Jeśli nie jesteś pewna, czy faktycznie nie knują czegoś za plecami, czytaj dalej, zrób test i przekonaj się jacy ludzie otaczają Cię naprawdę.

W biedzie czy w szczęściu?
Oczywiście, że musisz docenić tych, którzy w krytycznych sytuacjach wyciągają do Ciebie pomocną dłoń. Którzy nie pozwalają by cały świat zwalił Ci się na głowę. Rzucają wszystko, byle tylko spróbować znaleźć rozwiązanie Twojego problemu. Być może bez nich nie poradziłabyś sobie tak łatwo i tak szybko. Im zależy na Twoim szczęściu. To będą Ci sami ludzie, którzy będą klaskać i gratulować Ci, gdy już będziesz unosić się na fali sukcesu. Pierwsi, zaraz po Tobie będą skakać z radości. Wpadną do Ciebie z niezapowiedzianą wizytą i z winem, opcjonalnie z ciastem w ręku, by Cię osobiście wyściskać. To, Ci sami, którzy będą stać z boku i zaciskać mocno kciuki, by powodziło Ci się nadal. Będą szczerze słuchać, co jeszcze chcesz osiągnąć i radzić co możesz zrobić więcej. Owszem przyjdą też z krytyką, sprowadzą Cię czasem na ziemię i ostudzą Twój zapał. A to wszystko po to, byś trzeźwo spojrzała na to, co robisz i upewniła się, że to właśnie tak sobie założyłaś.
A reszta? Reszta to te hieny, które być może będą w pobliżu, gdy będzie Ci źle. Tylko czy po to, by pomóc? Czy po to, by się dowartościować, że inni, w tym Ty, mają gorzej niż oni sami? By się nacieszyć Twoimi łzami i powiedzieć odpuść, to nie ma sensu, i tak Ci się nie uda. W szczęściu ich nie spotkasz. Będą zbyt zajęci zastanawianiem się jak Ci dokopać i pokrzyżować plany. Choćby mieli otrzeć się o kłamstwa i oszczerstwa, nie przepuszczą okazji, by spróbować Ci zaszkodzić. I wiesz co może najbardziej boleć? Że takimi ludźmi może się okazać właśnie najbliższa rodzina, czego byś się nigdy w życiu nie spodziewała.
Gdy już zastanowisz się nad tym, co przeczytałaś i okaże się, że liczba przyjaciół może drastycznie zmaleć, nie przejmuj się. Przynajmniej teraz wiesz, komu naprawdę zależy na Tobie i Twoim szczęściu, a kto tylko żywi się Twoimi porażkami.

Był czas, że za niektórych bliskich w moim życiu dałabym sobie rękę uciąć. Teraz po kilku sytuacjach i nieprzyjemnych zdarzeniach, wiem, że tej ręki już bym nie miała. To doświadczenie, choć przykre, pokazało mi, że prawdziwa przyjaźń w obecnych czasach to wielki deficyt. Wystarczy chwila i wszystko pryska niczym bańka mydlana. Ktoś, za kogo dawałaś się pokroić zmyka, w imię lepszych kontaktów, z zamiarem wyciągnięcia jak najlepszych korzyści dla siebie, których u Ciebie nie znalazł. Ot, było i nie ma. Więc jeśli, masz obok siebie Przyjaciół, doceń to, bo to ogromne bogactwo.
Zwierzę i dziecko pod jednym dachem?

Zwierzę i dziecko pod jednym dachem?

Pamiętam to uczucie, gdy poczułam się taka dorosła. Gdy, stałam się całkowicie zależna od siebie, swoich marzeń i planów. Nie musiałam się przed nikim tłumaczyć, dlaczego trzecią noc z rzędu jestem na imprezie, zamiast grzecznie spać w łóżku. Inny świat. Czułam, że mogę góry przenosić! Po tym jak wspólnie z moim mężem (jeszcze wtedy świeżym narzeczonym) wnieśliśmy ostatnie pudła do naszej niedużej kawalerki, czuliśmy, że świat stanął przed nami otworem.

Nowy lokator
Nie ważne, że obijaliśmy się wtedy tyłkami o siebie. Co tam, że w czasie kłótni, nie było gdzie ochłonąć w samotności, ani trzasnąć drzwiami. Ważne było to, że mieliśmy swoje cztery kąty i nie musieliśmy ani wynajmować mieszkania, ani mieszkać kątem u rodziców. Resztę dało się znieść. Po tym, jak się już urządziliśmy i zadomowiliśmy na dobre zaczęłam przebąkiwać narzeczonemu o jakimś zwierzaku. Całe życie się z nimi wychowywałam, więc ten brak mi dość mocno doskwierał. On jak na typowego wielbiciela psów wszelakich upierał się na jakiegoś czworonoga, co by merdał ogonkiem i witał nas codziennie po pracy. Ja jednak, choć psy kocham, nie zgodziłam się. Zbyt mała przestrzeń to jedno, ale po drugie brak kogoś do wychodzenia na spacery, gdy my całe dnie byliśmy poza domem, w pracy. Kilka razy rzuciłam, że może kot, jednak spotkałam się z kategoryczną odmową. Po kilku dniach, narzeczony przyjechał po mnie do pracy, wsadził mnie w samochód i z tajemniczym uśmiechem pod nosem zawiózł kilka kilometrów za miasto. Weszliśmy do jakiegoś gospodarstwa, starsza pani przyniosła wielkie wiadro z maleńkimi kociaczkami. Wybrałam najbardziej brudnego, prychającego i broniącego się kota. Gospodyni nie owijała w bawełnę, te, które nie znajdą domu przed zimą nie przeżyją, ona nie była w stanie się nimi zajmować. Wracając do domu podjechaliśmy do sklepu po całą wyprawkę dla kota i do weterynarza. Nigdy w życiu nie widziałam tak zapchlonego i zarobaczonego kota w życiu. Przez kilka dni, gubił cały ten syf. Po dwóch tygodniach strachu w oczach i uciekania w każdy najmniejszy kąt, całkiem dobrze się u nas zadomowił.

kot
 
Jak z dzieckiem
Przywiązaliśmy się do niego obydwoje. Dbaliśmy o niego najlepiej jak potrafiliśmy. Po kilku latach beztroskiego życia, zaszłam w ciążę. Sporo osób pytało, co zrobimy z kotem. Bo przecież kot i dziecko, jakieś uczulenia, albo co innego. Dla mnie sprawa była jasna, kot zostaje. Przyszedł czas na przeprowadzkę. W miarę jak ubywało mebli, kot zachowywał się coraz bardziej niespokojnie. Poradziliśmy się paru osób, dowiedzieliśmy się, że to normalne i po zapoznaniu się z nowym mieszkaniem powinno minąć. Faktycznie, choć pierwsze trzy tygodnie były bardzo trudne, kotu udało się oswoić i poczuć jak u siebie. Zwłaszcza, że przestrzeni miał teraz znacznie więcej.
Po porodzie odsunął się nieco na bok. Przez kilka pierwszych tygodni w ogóle do Hani nie podchodził. Znacznie się pozmieniało jak mała zaczęła gaworzyć, raczkować, chodzić. Czasem trzymał się zupełnie z daleka, czasem stawał się agresywny. Pomimo naszych najlepszych chęci, stosowania się do przeróżnych porad i konsultacji było coraz gorzej. Doszło do agresywnych zachowań wobec Hani, wobec nas, do zniszczeń w domu. Jeden raz, drugi, piętnasty. Ręce nam opadły kompletnie, gdy pewnego wieczoru okazało się, że jesteśmy stratni na kilka stówek. Pomysły nam się skończyły, a przez ostatnie trzy miesiące oszczędności znacznie się uszczupliły.

Ostateczna decyzja
Byliśmy tak zdesperowani, że w pewnym momencie przeszło nam przez myśl schronisko. Jednak chyba byśmy się nie odważyli na ten krok. To byłoby zbyt bolesne. Najbliżsi wiedzieli jak bardzo cała sytuacja nas przerastała. Na ratunek, zupełnie nas zaskakując, przyszła moja teściowa. W jednej chwili podjęła decyzję, że weźmie kota do siebie. Spróbuje, zobaczy jak on zareaguje na zmianę. Sprawdzi czy w ogóle to faktycznie chodzi o obecność dziecka w domu. Kot już po pierwszej dobie w pełni się zaaklimatyzował. Nie sprawia problemów, mało tego, zaakceptował nawet wszelkie dywaniki leżące na podłodze - których my nigdy mieć nie mogliśmy, bo od razu były całkowicie zasikane. Mimo, że kota możemy w każdej chwili odwiedzić, wiem na bieżąco co się z nim dzieje i tak było mi ciężko. Wiem, co możesz o tym myśleć. Czytałam różne historie, widziałam ten lincz i sypiące się hejty na tych, którzy szukali innych domów dla swoich pupili. Sama nie raz zastanawiałam się jak można oddać do innego domu własne zwierzę. Dopóki nie znalazłam się właśnie w tej sytuacji. Nadal jestem zdania, że dzieci i zwierzęta w jednym domu to bardzo dobry pomysł. W przyszłości, gdy moje dziecko będzie już starsze chciałabym zapewnić jakiemuś czworonogowi ciepły i przytulny kąt, ale wiem też, że cały proces asymilacji zorganizuję zupełnie inaczej i upewnię się, że zarówno Hania jak i zwierz są do siebie pokojowo nastawieni. A jeśli Ty jesteś w podobnej sytuacji, co ja, nie martw się i nie przejmuj falą hejtu napływającą z różnych stron. Pod warunkiem, że zapewniając swojemu zwierzęciu dach nad głową, nie będziesz mieć żadnych wyrzutów sumienia o jego bezpieczeństwo. Ja jestem przekonana, że podjęłam najlepszą, choć trudną dla nas wszystkich decyzję.

Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger