(NIE)typowy układ między mężem i żoną

(NIE)typowy układ między mężem i żoną

Taki typowy kanapowy leń. Znasz go? Nie lubi się przemęczać. Nie zauważy zlewu pełnego naczyń, więc nie pozmywa. Potknie się o buty niepochowane do szafki, ale nie wpadnie na to, żeby je posprzątać. Choćby na środku pokoju leżało coś, co leżeć tam nie powinno, pomyśli, że to pewnie tak specjalnie. Najlepiej postawić mu wygodny fotel, dać do ręki pilota, od czasu do czasu podsunąć pod nos coś do jedzenia i nic od niego nie wymagać. Cały facet!

Jak okiełznać lenia?
Nie ukrywam, że mój mąż to leń do kwadratu. Kiedy nie powiem jasno i prosto lub palcem nie pokażę, to zwykle nie ma zmiłuj, sam z siebie nie posprząta, prania nie zrobi, nie pozmywa, nie ogarnie - no chyba, że jakiś cud, albo coś przeskrobie :) Ileż było kłótni między nami o to. Wyobraź sobie takie połączenie- pedantka i leń pod jednym dachem! Były iskry. Przebieg sytuacji zawsze wyglądał tak samo. Ja wściekła, że po raz kolejny nie kiwnął palcem. On wściekły, że przecież mogłam mu powiedzieć jasno i prosto czego właściwie chcę. Walczyliśmy długo ze sobą. Doszliśmy do kompromisu. Wystrój w domu i porządki to mój konik. Uwielbiam jak jest po mojemu. Lubię mieć swój ład i porządek. Choć bywa to męczące, to dom jest na mojej głowie. On ma kilka swoich stałych obowiązków, wiesz typu wyrzucanie śmieci, gotowanie w weekendy czy kilka godzin tylko z Hanką, żebym miała chwilę dla siebie. Jako, że prowadzenie domu i jednocześnie praca w nim, a na dodatek opieka nad niespełna dwuletnim dzieckiem do samych przyjemności nie należą, mój mąż wie, jak wynagrodzić mi codzienny trud. Czasem wysyła mnie na pełen relaks do kosmetyczki, czasem zafunduje zakupowe szaleństwo, a czasem spyta ile brakuje mi do kolejnego kursu. Tak, mógłby dla zasady sprzątać, prać czy zmywać od czasu do czasu, ale czy to miałoby sens, gdybym i tak szła i robiła zaraz po swojemu? A i wtedy zakupowe szaleństwo miało by miejsce jedynie raz na pół roku. A tak każdy w pełni zadowolony i szczęśliwy :)

Idealny układ

Obowiązki męża

Obowiązki
Zanim zaszłam w ciążę chciałam, żeby wiedział, że gdy dziecko pojawi się na świecie, nie będzie mógł sobie pozwolić na codzienną beztroskę. Dla nas kobiet, to całkowicie normalne, wiesz instynkt macierzyński i te sprawy. Ale nie każdy facet jednak ma świadomość, na co do końca się decyduje. Rozmawialiśmy. Podczas całej mojej ciąży poświęciliśmy wiele godzin na rozmowy dotyczące opieki, pielęgnacji i innych okołodzieciowych tematów. Wierz mi, niekiedy bywało opornie. Dzisiaj wiem, z perspektywy czasu, że nasze rozmowy nie poszły na marne. Początkowo wyręczał mnie w wielu rzeczach, ból pocesarkowy robił swoje. Ale, gdy ja w pełni odzyskałam siły on nadal wstawał na każdy płacz Hani w nocy i przynosił mi ją do łóżka na karmienie. I to on potem małą odkładał. Teraz choć Hania już od dawna pije mleko z butelki, on nadal wstaje w nocy bez słowa i pędzi do kuchni robić jej mleko. Nie będę Ci ściemniać, czasem po ciężkim dniu z marudzącym dzieckiem, jedyne o czym marzę to trzasnąć drzwiami i uciec jak najdalej. Wtedy właśnie tatuś przejmuje na siebie całkowity obowiązek położenia dziecka spać. Bywa, że trwa to nawet godzinę, ale grunt, że efekt w końcu zostaje osiągnięty. Gdy przychodzi weekend nie mogę doczekać się tych chwil, gdy wychodzą tylko we dwoje. Taki czas jedynie dla taty i córki. A ja za każdym razem o mało nie skaczę z radości, gdy tylko zamykam za nimi drzwi. Błoga cisza, albo ulubiona muzyka na full, sprzątanie albo gorąca kąpiel, czytanie książki albo pisanie - zawsze jest co robić. Ty wiesz jak ja to uwielbiam?

Mąż i żona
Czytam różne fora i komentarze rozgoryczonych mam i za każdym razem im szczerze współczuję, gdy żalą się, że mąż w domu nie kiwnie palcem, wychowaniem też się nie przejmuje, a na uczucia nie ma czasu. Tylko za każdym razem myślę też sobie czy jedynie on jest winien całej tej sytuacji?
Wiem, że istnieją faceci niereformowalni i za nic nie przyjmą do wiadomości, że zarówno w domu jak i przy dzieciach pomagać powinni. Mam o nich własne, dość nieprzyjemne zdanie. Ale wiem, też że my kobiety czasem nawet nie podejmujemy żadnych prób rozmowy. Karzemy się swoim facetom domyślać, albo robimy karczemne awantury. A gdyby tak podjąć próbę jedną, drugą, a nawet dziesiątą i spróbować powiedzieć co jest nie tak, czego oczekujemy i co chcemy zmienić? Być może początek będzie bardzo trudny, tak jak i u mnie. Ale to nie jest niemożliwe. Czasem my kobiety, chcemy być jak typowe "Matki Polki", bierzemy na swoje barki wciąż więcej i więcej. Harujemy jak woły, a gdy ktoś oferuje nam pomoc to odrzucamy ją krzycząc dumnie "Nie, ja dam sobie radę!" Nie chcąc pokazać żadnych słabości. Czasem jesteśmy sobie same w zupełności winne. A może wystarczy na początek zrobić ten pierwszy krok, chociaż spróbować coś zmienić i wypracować własny idealny układ?
2 sposoby na zachowanie pięknych wspomnień!

2 sposoby na zachowanie pięknych wspomnień!

Gdy pojawia się dziecko na świecie wszystko staje się niezwykle wyjątkowe. Każda sekunda wydaje się być na wagę złota. Nie chcesz stracić ani chwili, bo każda jest tą wartą zapamiętania. Z jednej strony nie możesz się doczekać na pierwsze wypowiedziane "mama" albo "kocham Cię". Chciałabyś widzieć już jak Twoje dziecko samodzielnie siedzi, raczkuje i stawia pierwsze kroki. Z drugiej strony jednak chciałabyś mieć możliwość zatrzymania pewnych chwil na stałe, by móc do nich wracać, gdy wspomnienia wezmą górę.

Pierwsze wspomnienie
Pamiętam jak dziś, gdy stałam nad śpiącą na łóżku dwutygodniową Hanią. Obolałe ciało po cesarce dawało o sobie silnie znać, wielkie wzruszenie mieszało się z narastającym zmęczeniem, a łzy szczęścia płynęły mi po policzkach. Dookoła tylko cisza, którą przerywało mruczenie kota i spokojny oddech Hani. Wciąż nie wierzyłam, że zostałam mamą. Wciąż wszystko było dla mnie nowe. Patrzyłam na tą drobinkę i tak bardzo chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. W tamtym momencie chciałam, żeby ona już sobie została taka maleńka, całkowicie ode mnie zależna, wciąż potrzebująca mojej bliskości. Na samą myśl, że ani się obejrzę, a ona będzie już gaworzyć i raczkować poczułam wielki strach.



Ważne chwile
Te moje hormonalne i pełne wzruszeń huśtawki szybko minęły, a ja poddałam się codzienności. Każdego dnia ten malutki człowiek fascynował i intrygował mnie coraz bardziej. Cieszyłam się jak wariatka na każdy nowy gest, słowo, kroczek, ząbek i zjedzony nowy posiłek ze smakiem. Ach! myślałam sobie - jak można nie zapamiętać tak ważnych chwil w swoim życiu?! Jak można zapomnieć datę wyrżnięcia się pierwszego ząbka i wypowiedzianego po raz pierwszy "mama"? Do tego pierwsze spacery, pierwsze wycieczki, pierwsze uśmiechy i sto innych "pierwszych rzeczy w życiu"... Byłam głupiutka w swej naiwności :) Tych pierwszych razów jest tyle, że pamięć absolutna by tutaj zawiodła! Część z nich owszem, będę pamiętać zawsze, ale jest to zaledwie wierzchołek. Choć tak bardzo chciałam zapamiętać każdą najmniejszą rzecz, to nieco poległam. Gdy odnalazłam zakurzony album maluszka, dawno przeze mnie zapomniany, postanowiłam wysilić wszystkie zwoje i uzupełnić niektóre z zapamiętanych informacji. Kilka luk pozostanie już pustych, ale na szczęście nie jest to duża ilość. Wiem, że jeszcze przede mną masa wspaniałych chwil i słów usłyszanych po raz pierwszy i mam plan, by zapamiętać i uwiecznić ich jak największą ilość.










Idealne sposoby na pamięć
Stawiam w tym roku na kalendarz dziecka i aparat fotograficzny.
1. Kalendarz, niby zwykła rzecz. Wisi przecież prawie w każdym domu. Ale ja Ci polecam ten konkretny - Kalendarz dziecka. Zwykłe kartki z oryginalnymi ilustracjami leśnych zwierząt. To właśnie Ty masz szansę sprawić, by te kartki stały się niezapomnianą opowieścią, w której główną rolę odgrywa Twoje dziecko. Do tego dla ułatwienia, zostały przygotowane naklejki, które pomogą Ci w zapisywaniu wspomnień. Zaznaczaj ważne daty, wydarzenia, niezwykłe chwile, osiągnięcia i wszelkie nowości, które codziennie spotykają Ciebie i Twoje dziecko. Polecam Ci to z jeszcze jednego bardzo ważnego powodu. To nie jest kalendarz masowo wyprodukowany, który możesz kupić gdzie tylko chcesz. To wspaniały pomysł dwóch kobiet, które w swoją pracę włożyły mnóstwo serca. Ja sama tworzę, i wiem jakie to jest ważne, by odbiorca docenił, coś co jest moim dziełem. A już na pewno, gdy jest to spełnienie mojego marzenia lub istny projekt życia.

2. Aparat fotograficzny. Ukochany, wyczekany i zazwyczaj leżący na biurku i zbierający kurz. Dostałam aparat, zgłupiałam, robiłam zdjęcia jak szalona. Po kilku nieudanych próbach, odłożyłam go "by móc się nieco podszkolić". I tak mijał dzień za dniem i tydzień za tygodniem, a aparat był w użyciu jedynie na wyjątkowo ważne chwile i wycieczki. W końcu wzięłam się za siebie. Fotografia to, coś co kocham, a jakiekolwiek nasze rodzinne zdjęcia można było policzyć na palcach jednej ręki. Motywacja wróciła, zaczęłam szperać w internecie, podpatrywać tych sporo lepszych ode mnie, a nawet zdobyć lekcje fotografii, z którymi wciąż zbieram doświadczenie. Chcę zatrzymać te piękne codzienne chwile na zawsze.

Wspomnienie przeszłości
Być może mój wielki sentyment i wrażliwość, sprawiają, że tak bardzo chcę zatrzymać w pamięci tak wiele gestów, uśmiechów, emocji i spontanicznych chwil. Być może też dlatego, że ze swojego dzieciństwa mam zaledwie kilkadziesiąt zdjęć, skrzętnie pochowanych w albumie. A potem dziura. Jedynie to, co zostało ukryte gdzieś głęboko w pamięci. Nie wiem, kiedy zaczęłam mówić, kiedy zrobiłam pierwsze kroki. Nie mam pojęcia jak wyglądałam mając 6, 12, czy 16 lat. Może czasem, gdzieś przez przypadek mignie jakieś zdjęcie klasowe u znajomego, to tyle. Zmieniło się to dopiero odkąd skończyłam lat 18. Wakacyjne czy zimowe wyjazdy, jakieś wycieczki, zaczęły się w końcu pojawiać zdjęcia. Chcę za kilkadziesiąt lat móc usiąść sobie w samotności lub jeszcze lepiej, z całą rodziną przy ciepłym rozpalonym ogniu z kominka i przeglądać album za albumem. Albo z zachwytem przeglądać informacje wpisane w stare kalendarze. Domyślać się, jakie znaczenie miały te lub tamte naklejki lub dziwne rysunki. Dać się ponieść wspomnieniom i widzieć szczęśliwe uśmiechy czy łzy wzruszenia mojej całej rodziny wracającej pamięcią do przeszłości. A potem planować kolejne, jeszcze piękniejsze chwile i czekać na to, co wydarzy się zupełnie niezapowiedzianie.
My, wielcy nieudacznicy - czy jest dla nas szansa?

My, wielcy nieudacznicy - czy jest dla nas szansa?

Mijał rok za rokiem. Każdy łudząco do siebie podobny. Rozpoczynał się zupełnie niewinnie. Plany, marzenia, cele i pragnienia przelane zgrabnym pismem z głowy na czystą kartkę w kratkę. I co roku te same nadzieje, które z hukiem upadały po upływie niespełna trzech miesięcy. Nie miałam najmniejszego pojęcia, że te plany nie miały prawa zakończyć się dla mnie sukcesem.

Jak zostać nieudacznikiem?
Patrzyłam sobie na tą spisaną starannie listę i z całych sił pragnęłam żeby te moje cele w końcu się spełniły. Koleżanka poszła na kurs masażu - masaż wpisany na moją listę. Znajomy zaczął biegać - regularne biegi również dopisane. Ktoś nauczył się francuskiego - też chciałam, wpisane. A jeszcze inna osoba otworzyła własną firmę - marzenie wręcz nie do spełnienia, ale również znalazło miejsce wśród innych na liście. Wiesz co łączyło te wszystkie pragnienia? One tak naprawdę nie były moje. Byłam zazdrosna, że innym się wszystko udaje. Czułam się jak nieudacznik. Oni odnosili sukcesy, byli doceniani, los im ciągle sprzyjał. To nic złego się inspirować. To nie tak, że jak ktoś bliski właśnie rozpoczął naukę hiszpańskiego albo kurs lotnictwa to Ty już nie możesz. To może dać Ci akurat wielkiego kopa do działania. Ale pod jednym warunkiem - musisz tego naprawdę chcieć!

Postanowienia noworoczne

Znajdź swoją drogę
Rok 2016 był dla mnie rokiem przełomowym. Nie mam pojęcia czy ta wściekłość na siebie samą, czy regularne przebywanie z inspirującymi ludźmi czy może totalne przecouchingowanie się podczas serii kilku warsztatów. Może wszystko po trochu. Nie będę się nad tym zagłębiać. Jedno jest pewne, zmieniłam się nie do poznania. W końcu coś tyknęło, a ja weszłam na właściwą drogę. Moją drogę. Choć w głowie ciągle jeszcze masa pomysłów, choć i tak robię kilka rzeczy na raz, wszystkie uwielbiam. Nie straszne mi zarwanie nocy, a potem wstanie razem z pianiem koguta, no dobra może nie tak od razu, tylko po jakiś 3 budzikach, ale jednak :) Nie mam pojęcia czy wyczerpałam limit swojego pecha, a trwał on słowo! wiele długich lat, ale wiem że wiele się zmieniło odkąd po prostu uwierzyłam w siebie i przestałam się oglądać do tyłu. Jest masa rzeczy, których muszę się jeszcze nauczyć, które muszę zmienić i zrozumieć. Ale chyba to jest w tym wszystkim najważniejsze. Móc się realizować, znając już kierunek swojej drogi. Nie musieć tracić czasu na motanie się i walkę z samą sobą. Jestem przygotowana na porażki i przeszkody. Mąż w gotowości, a chusteczki w zapasie :) Ale to chyba normalna kolej rzeczy. Gdyby wszystko szło zbyt gładko, nie mielibyśmy tej satysfakcji osiągając kolejny poziom i przybliżając się do celu. Nieprawdaż?
Zatem z wielką ekscytacją i nieco drżącym głosem mogę powiedzieć: Uwaga Roku 2017 nadchodzę! Mam wobec Ciebie poważne plany, niecne zamiary i głęboko wierzę, że mnie nie zawiedziesz!
A Ty - przyłączysz się do mnie?
Copyright © 2016 Pewnamama , Blogger